<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>anegdoty &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://en.wordpress.com/tag/anegdoty/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "anegdoty"</description>
	<pubDate>Mon, 04 Jan 2010 03:04:53 +0000</pubDate>

	<generator>http://en.wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Dr. Schlambaugh]]></title>
<link>http://fizzzyka.wordpress.com/2009/09/28/dr-schlambaugh/</link>
<pubDate>Mon, 28 Sep 2009 05:53:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>konstatanty</dc:creator>
<guid>http://fizzzyka.wordpress.com/2009/09/28/dr-schlambaugh/</guid>
<description><![CDATA[Dr. Schlambaugh, wykładowca na wydziale chemicznym Uniwersytetu Kalifornijskiego znany jest z zadawa]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p style="text-align:justify;">Dr. Schlambaugh, wykładowca na wydziale chemicznym Uniwersytetu Kalifornijskiego znany jest z zadawania pytań na egzaminach w rodzaju: &#8220;Czemu samoloty latają?&#8221;. W maju kilka lat temu, egzamin z termodynamiki zawierał takie oto pytanie: &#8220;Czy piekło jest egzotermiczne, czy endotermiczne? Potwierdź swój wywód dowodem&#8221; <!--more--><br />
Większość studentów oparła dowody na poparcie swych tez na prawach przemian gazowych Boyle&#8217;a &#8211; Mariott&#8217;a lub innych. Jeden student natomiast napisał, co poniżej:  &#8220;Po pierwsze musimy założyć, że jeśli dusze istnieją, muszą posiadać pewna masę. Jeśli mają masę, to jeden mol dusz także posiada masę. W takim razie, w jakim tempie dusze trafiają do piekła i w jakim je opuszczają? Myślę, że możemy spokojnie założyć, że jeśli dusza trafia do piekła, to już go nie opuszcza. Dlatego też, wymiana dusz z piekłem zachodzi tylko w jednym kierunku.<br />
Jeśli chodzi o dusze trafiające do piekła, przyjrzyjmy się różnym religiom, istniejącym w dzisiejszym świecie. Niektóre religie mówią, że jeśli nie jesteś ich wyznawcą, trafisz do piekła. Skoro jest więcej niż jedna taka religia, a ludzie nie należą do więcej niż jednej, możemy wnioskować, że wszyscy ludzie i wszystkie dusze trafiają do piekła. Na podstawie danych o śmiertelności i przyroście populacji, możemy  spodziewać się wykładniczego wzrostu liczby dusz w piekle. Przyjrzyjmy się więc zmianie objętości piekła. Z prawa Boyle&#8217;a wynika, że by w piekle temperatura i ciśnienie utrzymały się na stałym poziomie,  stosunek masy dusz do ich objętości musi być stały.<br />
[Odp. 1]<br />
Więc, jeśli piekło rozszerza się wolniej niż dusze przybywają do piekła, wtedy temperatura będzie rosnąć, aż wszystko rozerwie się w diabły.<br />
[Odp. 2]<br />
Oczywiście, jeśli piekło rozszerza się szybciej niż przyrasta liczba dusz, wtedy temperatura i ciśnienie spadną tak drastycznie, ze całe piekło zamarznie.<br />
Więc jak to jest? Jeśli zaakceptujemy postulat (podany mi przez Terese Banyan na pierwszym roku), że &#8220;Prędzej piekło zamarznie niż się z tobą prześpię&#8221;, i biorąc pod uwagę, że wciąż nie udało mi się nawiązać z nią bardziej intymnych kontaktów, wtedy [Odp. 2] nie może być poprawna;  .. piekło jest egzotermiczne.&#8221;</p>
<p>***<br />
Wiem, anegdota stara jak świat, ale urocza. Próbowałem coś znaleźć o Dr. Schlambaugh, ale na wydziale chemicznym Uniwersytetu Kalifornijskiego nikt o nim nie słyszał.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Albert Einstein prowadzi egzamin]]></title>
<link>http://fizzzyka.wordpress.com/2009/09/21/prawidlowe-odpowiedzi/</link>
<pubDate>Mon, 21 Sep 2009 08:26:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>konstatanty</dc:creator>
<guid>http://fizzzyka.wordpress.com/2009/09/21/prawidlowe-odpowiedzi/</guid>
<description><![CDATA[Zapytano kiedyś Einsteina, z jakich zagadnień będzie egzaminował studentów. Profesor odpowiedział: -]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><span style="font-family:arial,helvetica,sans-serif;">Zapytano kiedyś Einsteina, z jakich zagadnień będzie egzaminował studentów. Profesor odpowiedział:<br />
- Pytania będą takie same, jak w ubiegłym roku.<br />
- Ależ, profesorze, przecież to szalone ułatwienie!<br />
- Nic podobnego. Pytania są wprawdzie takie same, ale prawidłowe odpowiedzi zupełnie inne. </span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Żyć pośród niepojętego]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/2009/06/18/zyc-posrod-niepojetego/</link>
<pubDate>Thu, 18 Jun 2009 05:22:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/2009/06/18/zyc-posrod-niepojetego/</guid>
<description><![CDATA[W dzisiejszej notce zebrało się mnóstwo nurtów, dla których w ogóle prowadzę ten blog. Przecież dla ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><img src="http://torlin.wordpress.com/files/2009/06/conrad.jpg" alt="Conrad" title="Conrad" width="500" height="300" class="alignnone size-full wp-image-959" /></p>
<p class="MsoNormal">W dzisiejszej notce zebrało się mnóstwo nurtów, dla których w ogóle prowadzę ten blog. Przecież dla mnie jednym z najważniejszych motywów jest szukanie „prawdziwych Polaków”, walka z mitami i ukazywanie wspaniałych obrazów (również filmowych). Conrad wspaniale się do tego nadaje, chociaż w pierwszym punkcie a rebours.</p>
<p class="MsoNormal">Nie mogę zrozumieć Polaków, że za wszelką cenę chcą zrobić z Conrada pisarza polskiego. Skoro anektujemy sporą liczbę obcokrajowców poprzez ich naturalizowanie, dlaczego protestujemy, kiedy to samo robią inne narody. Musimy sobie jasno powiedzieć, że Józef Konrad Korzeniowski nigdy nie byłby pisarzem polskim. Powiedział to jasno i wyraźnie, bez żadnych wątpliwości: „Gdybym nie pisał po angielsku, nie pisałbym wcale” – napisał we wspomnieniach. Tymczasem od stu lat Polacy mają to samo zdanie co Eliza Orzeszkowa: „Ten Pan, co po angielsku pisuje powieści poczytne i opłacające się wybornie, o mało mię ataku nerwowego nie nabawił. Czułam, czytając o nim, taką rzecz śliską i niesmaczną, podłażącą mi pod gardło (…). Zdolność twórcza to sama korona rośliny, sam szczyt wieży, samo serce narodu.  I ten kwiat, ten szczyt, to serce odbierać narodowi swemu i oddawać Anglosasom, którym ptasiego mleka nawet nie brakuje, dlatego, że drożej za nie płacą! Ależ o tym pomyśleć nawet niepodobna – bez wstydu”.</p>
<p><img src="http://torlin.wordpress.com/files/2009/06/apocalypsenow.jpg" alt="ApocalypseNow" title="ApocalypseNow" width="500" height="285" class="alignnone size-full wp-image-960" /></p>
<p class="MsoNormal">Tymczasem zafascynowanie Conrada tym językiem można zrozumieć, podczas pracy w Marsylii musiał dostarczyć małą łódką pilota na pokład dużego statku angielskiego. Już po podpłynięciu usłyszał z góry: „look out there” i wzruszenie uderzyło mu do głowy, po raz pierwszy zwrócono się do niego „w języku mego tajnego wyboru, mej przyszłości, mych długich przyjaźni, najgłębszych przywiązań”.</p>
<p class="MsoNormal">Dla mnie jedną z najważniejszych książek w historii ludzkości jest „Jądro ciemności”, ale w tym wpisie traktuję ją bardzo szeroko. Jako cudowna książka, wspaniały film, jedna z najważniejszych scen filmowych w ogóle w historii kina („Cwałowanie Walkirii”) i cytat – super „I love the smell of napalm in the morning”. I do tego reżyser – miód, malina.</p>
<p><img src="http://torlin.wordpress.com/files/2009/06/apocalypse650.jpg" alt="apocalypse650" title="apocalypse650" width="500" height="353" class="alignnone size-full wp-image-961" /></p>
<p class="MsoNormal">Wyprawa do Konga w 1890 roku, pojedyncza, szalona, miała nieprawdopodobny wpływ na pisarza. 28 czerwca Conrad wyrusza  z Matadi, miasta w zachodniej części Konga, leżącego na lewym brzegu rzeki o tej samej nazwie, około 130 km od jej ujścia do Oceanu Atlantyckiego &#8211; w ponad 300 kilometrową pieszą wędrówkę do Kinszasy; pływa po rzece od 3 sierpnia do 24 września, a 4 grudnia przybywa do Matadi w drodze powrotnej do Europy. W wyniku tej wyprawy Conrad zapadł na zdrowiu, zrezygnował z pływania, a sama podróż była dla niego wstrząsem moralnym, chociaż nie chodziło mu o kolonialny wyzysk.</p>
<p class="MsoNormal">Pisał po powrocie: &#8220;Nie mam nic ciekawego do powiedzenia. W miarę, jak się starzeję, robię się coraz głupszy. Nie potrafiłbym nawet zmyślić żadnych wiadomości&#8221;, a później &#8220;Na cokolwiek nie spojrzę &#8211; upadam na duchu &#8211; wszystko widzę na czarno. Nerwy mam kompletnie rozstrojone. Wegetuję. Nawet nie myślę, a więc nie istnieję&#8221;. Conrad tę książkę napisał błyskawicznie, jak gdyby od niechcenia, w trakcie pisania &#8220;Ocalenia&#8221;, od grudnia 1898 roku do 6 lutego 1899 r.</p>
<p class="MsoNormal">„To live in the midst of the incomprehensible”.</p>
<p class="MsoNormal">PS. A z czym kojarzy się Wam „Cwałowanie Walkirii” oprócz powyższej sceny? Mnie ze słynnym powiedzonkiem Woody&#8217;ego Allena: „Zawsze gdy słyszę Wagnera, mam ochotę najechać na Polskę&#8221;.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dlaczego jesteśmy najfajniejszym narodem na świecie?]]></title>
<link>http://bibliotekaswiatow.wordpress.com/2009/05/25/dlaczego-jestesmy-najfajniejszym-narodem-na-swiecie/</link>
<pubDate>Mon, 25 May 2009 13:53:24 +0000</pubDate>
<dc:creator>chmuriat</dc:creator>
<guid>http://bibliotekaswiatow.wordpress.com/2009/05/25/dlaczego-jestesmy-najfajniejszym-narodem-na-swiecie/</guid>
<description><![CDATA[Jeden z mieszkanców Katowic chcial w lombardzie zastawic swojego syna. Jako pierwsza nacja na swieci]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><ol>
<li>Jeden z mieszkanców Katowic chcial w lombardzie zastawic swojego syna.</li>
<li>Jako pierwsza nacja na swiecie, opracowalismy sposób na picie denaturatu, plynu borygo, kwasu siarkowego i wody kolonskiej.</li>
<li>Grabarz z Krakowa mial we krwi 9,5 promila alkoholu i przezyl.</li>
<li>Mieszkaniec Wroclawia w 1995 r. osiagnal absolutny medyczny  rekord swiata &#8211; 14,8 promila. Nasz bohaterski rodak przekroczyl trzykrotnie smiertelna dawke. Zmarl w wyniku obrazen poniesionych w wypadku  samochodowym.</li>
<li>W zachodniej Europie pojawiają się alkohole z ostrzegawczym napisem: Dawka smiertelna &#8211; 3,5 promila. Nie dotyczy Polaków!&#8221;</li>
<li>Tadeusz Kosciuszko tak się spil pod Maciejowicami (1794), ze zapomnial wziąć mapy i nie mógl dowodzic bitwa.  Dlatego Polacy poniesli kleske w starciu z rosyjskimi wojskami.</li>
<li>Andrzej K. jest rekordzista swiata w szybkosci picia piwa. Pól litra piwa wypija w 3 sekundy.</li>
<li>Polska kupuje piasek i zwir w Republice Poludniowej Afryki.</li>
<li>Pewien mieszkaniec Warszawy w izbie wytrzezwien przebywal razy, za kazdym razem przynajmniej 8 godzin. Jak wyliczyl, jego przymusowy areszt trwal minimum 2.680 godzin (prawie 112 dni)</li>
<li>Pewien reprezentant Polski w kulturystyce 500 razy przekroczyl medyczna normę testosteronu w organizmie zdrowego mezczyzny.</li>
<li>Wladyslaw Reymont, autor &#8220;Chlopów&#8221;, nie pojechal w 1924  roku do Sztokholmu poodbiór nagrody Nobla, gdyz nie mógl wytrzezwiec. Pisarz zmarl rok pózniej z powodu alkoholizmu.</li>
<li>Polacy chorzy na raka krtani wymyslili sposób palenia papierosów przez rurke wtchawicy.</li>
<li>Jedna na 100 Polek przyznaje sie, ze uderzyla meza. I to wielokrotnie!</li>
<li>W marcu 2000 r. na ulicach Warszawy podczas polowania na tygrysa, który uciekl z cyrku, zastrzelono weterynarza.</li>
<li>Wsród honorowych obywateli Wroclawia wciaz figuruja: Adolf Hitler, JosephGoebbels i Hermann Goering.</li>
<li>Mieszkaniec Nowego Miasta Lubawskiego dwa razy uciekl z prosektorium.  Mezczyzna, bedac w stanie kompletnego upojenia alkoholowego, nie dawal zadnych oznak zycia. Lekarze, nie mogac wyczuc pulsu, stwierdzali zgon.</li>
<li>Anna K. z Piotrkowa Trybunalskiego zostala skazana na trzy lata wiezienia.Przez 10 lat unikala kary, zachodzac w kolejne ciaze.</li>
<li>W 1998 r. we Wroclawiu wykryto wytwórnie falszywych studolarówek. Amerykańscy specjalisci z Secret Service ocenili, ze sa to najlepiej podrobione pieniadze na swiecie. Zdaniem Amerykanów falszywe &#8220;zielone&#8221; wykonane zostaly staranniej niz &#8230; autentyczne banknoty.</li>
</ol>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Symultanista (A. Alechin, G. Abrahams)]]></title>
<link>http://bibliotekaswiatow.wordpress.com/2009/05/24/symultanista/</link>
<pubDate>Sun, 24 May 2009 20:29:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>chmuriat</dc:creator>
<guid>http://bibliotekaswiatow.wordpress.com/2009/05/24/symultanista/</guid>
<description><![CDATA[W 1923 roku w klubie szachowym w Liverpool odbyła się symultana z udziałem. Z czasem ilość przeciwni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>W 1923 roku w klubie szachowym w Liverpool odbyła się symultana z udziałem. Z czasem ilość przeciwników uczestniczących malała, a Alechin zwyciężał. Tylko jeden chłopiec stawił mu opór. Tym 15-latkiem był G. Abrahams, późniejszy jeden z najlepszych mistrzów Anglii. W końcu został sam na polu bitwy, ale jego pozycja nadal była dobra. Ale po paru minutach gry sam na sam z arcymistrzem chłopiec stracił pionka i poddał partię.<br />
   <br />
13 lat później, w 1936 roku rozgrywał się turniej w Notthingham z udziałem między innymi Alechina. W czasie trwania owego turnieju Alechin potrzebował przedłużyć wizę, a do tego konieczny był podpis obywatela brytyjskiego. Zwrócił się więc z prośbą do Abrahamsa. Ten spełnił prośbę. Alechin zapytał:</p>
<p>- Wyświadczył mi pan dużą przysługę. W jaki sposób mogę się panu zrewanżować? Czy mogę coś dla pana uczynić?<br />
- Tak, panie Alechin.[...] Chciałbym pana prosić aby w czasie rozgrywanych przez pana symultanek był pan wyrozumiały dla młodych szachistów.<br />
Alechin zamyślił się i wykrzyknął:<br />
- Ależ oczywiście. Liverpool 1923 r.! Poznaję pana! Tak, tak zasłużył pan wtedy na remis&#8230;</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Anegdoty]]></title>
<link>http://bibliotekaswiatow.wordpress.com/2009/04/15/anegdoty/</link>
<pubDate>Wed, 15 Apr 2009 11:32:38 +0000</pubDate>
<dc:creator>chmuriat</dc:creator>
<guid>http://bibliotekaswiatow.wordpress.com/2009/04/15/anegdoty/</guid>
<description><![CDATA[Anegdota - krótka, zabawna lub charakterystyczna historyjka, powiastka. Zachęcam do zapoznania się z]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><strong>Anegdota </strong>- krótka, zabawna lub charakterystyczna historyjka, powiastka.<br />
Zachęcam do zapoznania się z anegdotami sławnych ludzi i o sławnych ludziach.</p>
<p><!--more--></p>
<p>Isaaak Newton otrzymał za naukowe zasługi tytuł lorda.<br />
Przez 26 lat nudził się na posiedzeniach Izby Lordów.<br />
Tylko raz poprosił o głos, co wywołało sensacje u obecnych.<br />
- Panowie &#8211; zwrócił się do zebranych &#8211; jeśli nie będą mieć panowie nic przeciwko temu, to prosiłbym o zamknięcie okna. Bardzo wieje i boje się, że się przeziębie.<br />
Po czym Newton z godnością zajął swoje miejsce.</p>
<p>Goethe i Beethoven pewnego razu udali się na przechadzkę za Karlsbad, aby móc w ciszy i spokoju trochę porozmawiać, wszędzie jednak spotykali spacerowiczów, którzy kłaniali im się z wielkim szacunkiem. Wreszcie Goethe znicierpliwiony powiada:<br />
- Jakież to męczące. Nigdzie już nie mogę się schronić przed honorami.<br />
Beethoven na to spokojnie i z uśmiechem:<br />
- Alez prosze się tak nie denerwować. Bardzo możliwe, że te honory przeznaczone  są dla mnie.</p>
<p>Kiedyś La Fontaine poszedł w odwiedziny do swojego przyjaciela.<br />
- Przecież on umarł dokładnie miesiąc temu &#8211; powiedziała gospodyni &#8211; a pan wygłosił mowę pogrzebową.<br />
- Rzeczywiście, doskonale pamiętam. Mógłbym tę mowę słowo w słowo zapisać.</p>
<p>Pewien młody poeta przyniósł Voltaire&#8217;owi swoją odę pod tytułem &#8220;Do potomnych&#8221;. Voltaire przeczytał odę i powiedział:<br />
- Niezła. Ale myślę, że pod podanym adresem nie dojdzie.</p>
<p>Król Fryderyk II pewnego razu zaproponował Voltaire&#8217;owi przejażdżkę łódką. Pisarz zgodził się chętnie, ale gdy zobaczył, że łódka przecieka, szybko z niej wyskoczył.<br />
- Ależ pan się boi o swoje życie &#8211; zaśmiał się król &#8211; a ja się nie boję.<br />
- To zrozumiałe &#8211; odpowiedział Voltaire. &#8211; Teraz na świecie królów dużo, a Voltaire jest tylko jeden.</p>
<p>Kiedyś Lessing dostał paczkę, w której było opowiadanie pod tytułem &#8220;Dlaczego żyję?&#8221; i list, w którym początkujący autor prosił go o ocenę. Lessing przeczytał opowiadanie i odpowiedział: &#8220;Żyje pan tylko dlatego, że przysłał swoje opowiadanie pocztą, a nie przyniósł osobiście.</p>
<p>W Weimarze spotkali się na wąskiej ścieżce w parku Goethe i pewien krytyk literacki. Zobaczywszy Goethego, krytyk warknął:<br />
- Nie ustępuję drogi durniom.<br />
- A ja tak &#8211; odpowiedział Goethe i zszedł na bok.</p>
<p>Ktoś zapytał Heinego, czym był zajęty przed obiadem.<br />
- Przeczytałem wiersz, który napisałem wczoraj, i w jednym miejscu postawiłem przecinek.<br />
- A po obiedzie?<br />
- Przeczytałem ten wiersz jeszcze raz i skreśliłem przecinek, bo okazał się zbyteczny.</p>
<p>W rozmowie z Heinem jedna z jego wielbicielek wykrzyknęła:<br />
- Oddam panu swoje myśli, duszę i serce!<br />
- Chętnie przyjmę &#8211; z uśmiechem odpowiedział poeta. &#8211; Maleńkie podarki wstyd odrzucać.</p>
<p>Do Balzaka przyszedł rzemieślnik i zażądał zapłaty za wykonaną pracę. Balzac wyjaśnił, że nie ma teraz pieniędzy i poprosił go, żeby przyszedł kiedy indziej. Rzemieślnik się zdenerwował i zaczął krzyczeć:<br />
- Kiedy przychodzę po pieniądze, to pana nigdy nie ma w domu, a gdy nareszcie pana zastałem, to pan nie ma pieniędzy!<br />
- To zupełnie zrozumiałe &#8211; powiedział Balzac. &#8211; Gdybym miał pieniądze, to bym nie siedział w domu.</p>
<p>Pewnego razu, kiedy Balzac jak zwykle przyszedł do wydawcy po zaliczkę, zatrzymał go w drzwiach sekretarz i powiedział:<br />
- Bardzo mi przykro, panie Balzac, ale pan wydawca dzisiaj nie przyjmuje.<br />
- To nic &#8211; odpowiedział Balzac &#8211; najważniejsze, żeby dawał.</p>
<p>Pewnego razu, kiedy Dumas wrócił z proszonego obiadu, jego syn zapytał:<br />
- No i jak tam, wesoło było?<br />
- Bardzo &#8211; odpowiedział ojciec &#8211; ale gdyby mnie tam nie było, to umarłbym z nudów.</p>
<p>Andersen ubierał się bardzo niedbale. Pewnego razu jakiś złośliwiec zapytał:<br />
- Ten żałosny przedmiot na pańskiej głowie nazywa pan kapeluszem?<br />
Wielki baśniopisarz nie dał się wyprowadzić z równowagi i spokojnie odpowiedział:<br />
- A ten żałosny przedmiot pod pańskim kapeluszem nazywa pan głową?</p>
<p>Pisarz Gottfried Keller pił o wiele za dużo wina, niż na to pozwalał stan jego zdrowia. Lekarz zwrócił mu taktownie uwagę, żeby zmniejszył ilość spożywanych płynów. Keller zasępił się na chwilę, po czym powiedział z uśmiechem:<br />
- Oczywiście, panie doktorze, od dzisiaj nie będę jadł zupy.</p>
<p>Do Marka Twaina przyszedł dziennikarz i powiedział, że słyszał, jakoby pisarz pracował nad wielkim dziełem dramatycznym. Chciał wiedzieć, jak daleko posunęła się praca. Twain odpowiedział:<br />
- Może pan napisać w swojej gazecie, że piszę dramat składający się z czterech aktów i trzech antraktów, oraz że już ukończyłem wszystkie antrakty.</p>
<p>Kiedyś jeden ze znajomych Marka Twaina zanudzał go opowieściami o swojej bezsenności.<br />
- Czy pan rozumie? Nic mi nie pomaga, absolutnie nic.<br />
- A nie próbował pan rozmawiać sam ze sobą? &#8211; zapytał Twain.</p>
<p>W 1882 roku Oscar Wilde po raz pierwszy przyjechał do Stanów Zjednoczonych. Celnik zapytał go, co przewozi przez granicę.<br />
- Nic, oprócz mojego talentu &#8211; odpowiedział pisarz.</p>
<p>Któregoś wieczoru Bernard Show przyszedł do teatru trochę spóźniony, już po rozpoczęciu spektaklu. Poproszono go, by skierował się do swojej loży i cicho zajął miejsce.<br />
- A co, widzowie już śpią? &#8211; zapytał Show.</p>
<p>Kiedyś, w czasie rozmowy o osiągnięciach współczesnej techniki, Bernard Show powiedział:<br />
- Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.</p>
<p>Poproszono kiedyś Herberta Wellsa, by wyjaśnił, co to jest telegraf.<br />
- Wyobraźcie sobie gigantycznego kota &#8211; powiedział pisarz &#8211; którego ogon znajduje się w Liverpool, a głowa w Londynie. Gdy kotu nadepnął na ogon, rozlega się miauczenie. Właśnie tak działa telegraf.<br />
- A co to jest telegraf bez drutu?<br />
- To samo, tylko bez kota &#8211; odpowiedział Wells.</p>
<p>Tristan Bernard jadł kiedyś obiad na Riwierze w jednej z najdroższych restauracji. Kiedy kelner przyniósł mu rachunek, Bernard zapłacił i kazał wezwać właściciela restauracji. Ten zjawił się natychmiast. Bernard zapytał:<br />
- Pan jest właścicielem tej restauracji?<br />
- Tak, ja.<br />
- W takim razie niech pan mnie mocno uściska, bo już nigdy mnie pan tu nie zobaczy.</p>
<p>Tristanowi Bernardowi przedstawiono kiedyś drugorzędnego autora, który pisywał biografie sławnych ludzi.<br />
- Już od dawna mam zamiar napisać o panu książkę &#8211; powiedział literat &#8211; a kiedy pan umrze, napiszę pana biografię.<br />
- Wiem o tym &#8211; westchnął sławny humorysta &#8211; i dlatego chcę jeszcze długo żyć.</p>
<p>Pewien dramaturg zaprosił André Gide&#8217;a na premierę swojej sztuki. Po drugim akcie André Gide zwrócił się do autora sztuki:<br />
- Teraz na dworze musi być ulewa.<br />
- Dlaczego pan tak myśli? &#8211; zapytał autor.<br />
- Bo wszyscy zostają, żeby zobaczyć trzeci akt &#8211; odpowiedział André Gide.</p>
<p>Pewnego razu do Tomasza Manna przyszedł początkujący pisarz. Przeczytał Mannowi kilka swoich utworów i poprosił go o ocenę.<br />
- Powinien pan dużo czytać &#8211; powiedział Tomasz Mann. &#8211; Czytać, czytać, jak najwięcej czytać.<br />
- Dlaczego?<br />
- Jeśli pan będzie dużo czytać, to nie będzie pan miał czasu na pisanie &#8211; odpowiedział Mann.</p>
<p>Kiedyś Tomasz Mann odwiedził pewną szkołę. Nauczyciel przedstawił pisarzowi najzdolniejszą uczennicę i poprosił go, aby zadał jej jakieś pytanie.<br />
- Jakich znasz sławnych pisarzy? &#8211; zapytał Mann dziewczynkę.<br />
- Homer, Szekspir, Balzac i pan, ale zapomniałam pana nazwiska &#8211; odpowiedziała uczennica.</p>
<p>Pewnego razu przyszedł do Bertolda Brechta młody człowiek i powiedział:<br />
- Mam w głowie mnóstwo pomysłów i mogę napisać dobrą powieść, nie wiem tylko, jak zacząć.<br />
Brecht się uśmiechnął i doradził:<br />
- Bardzo prosto. Niech pan zacznie od górnego lewego rogu kartki.</p>
<p>Zapytano raz Hemingwaya, co to jest szczęście.<br />
- Szczęście &#8211; to dobre zdrowie i słaba pamięć &#8211; odpowiedział pisarz.</p>
<p>Cosimo Medici w wolnym czasie lubił rzeźbić. Wyrzeźbił posąg Neptuna i polecił ustawić go na głównym placu Florencji. Pokazał go Michałowi Aniołowi i zapytał:<br />
- Jakie uczucia budzi w tobie mój Neptun?<br />
- Religijne &#8211; odpowiedział wielki rzeźbiarz.<br />
- Jak to? &#8211; zdziwił się Medici.<br />
- Kiedy patrzę na ten posąg, proszę Boga, by panu wybaczył zepsucie takiej wspaniałej bryły marmuru.</p>
<p>Michał Anioł przedstawił Cosimo Medici jako pięknego mężczyznę, chociaż ten w rzeczywistości był garbaty.<br />
- Kto będzie o tym wiedział za 500 lat? &#8211; wytłumaczył zdumionym rodakom.</p>
<p>Pewien milioner kupił od Turnera obraz. Wkrótce dowiedział się, że obraz, za który zapłacił 100 funtów, Turner malował tylko dwie godziny. Milioner się zdenerwował i wniósł do sądu sprawę o oszustwo. Sędzia zapytał malarza:<br />
- Niech pan powie, jak długo pracował pan nad tym obrazem?<br />
- Całe życie i dwie godziny &#8211; odpowiedział Turner.</p>
<p>Pewien bankier poprosił Verneta o jakiś rysunek. Malarz przez pięć minut zrobił niewielki rysunek i powiedział:<br />
- To będzie kosztować 1000 franków.<br />
- Jak to, 1000 franków za rysunek, na który stracił pan tylko pięć minut?!<br />
- Tak &#8211; odpowiedział Vernet &#8211; ale ja straciłem 30 lat życia, żeby nauczyć się robić takie rysunki w ciągu pięciu minut.</p>
<p>Kiedyś do pracowni Norwida zaszedł znajomy ziemianin. Gospodarz przyjął go w brudnym fartuchu i z paletą w ręce. Ziemianin popatrzył na gospodarza i na obrazy wiszące na ścianach, po czym ze współczuciem zapytał:<br />
- A więc pan musi wszystko namalować samemu?<br />
- Niestety, nie mam lokaja &#8211; odpowiedział Norwid.</p>
<p>Do Juliusza Kossaka przyszedł znajomy i zaczął opowiadać o swoim psie:<br />
- Jeśli każę mu zjeść jabłko, to on je zje, chociaż nie lubi jabłek. A gdy położę przed nim kawałek mięsa i powiem: &#8220;nie rusz&#8221;, to on go nie zje, nawet gdy jest bardzo głodny.<br />
- Zawsze uważałem, że psy to mądre zwierzęta &#8211; powiedział Kossak &#8211; ale teraz widzę, że są tak samo głupie jak ludzie.</p>
<p>Amerykańskiego malarza, Jamesa Whistlera, zapytano kiedyś, czy to prawda, że zna osobiście angielskiego króla.<br />
- Skąd wam to przyszło do głowy? &#8211; zdziwił się malarz.<br />
- Sam król o tym mówił&#8230;<br />
- Król się tylko tak chwali &#8211; odpowiedział Whistler.</p>
<p>Do Edgara Degasa zwrócił się pewien człowiek:<br />
- Proszę mi wybaczyć, ale pańska twarz wydaje mi się znajoma. Musiałem ją widzieć już w innym miejscu.<br />
- Niemożliwe &#8211; odpowiedział Degas &#8211; swoją twarz noszę zawsze na tym samym miejscu.</p>
<p>Kiedy Degas był już znanym malarzem, do jego pracowni przyszedł jeden z miłośników jego talentu. Nie zobaczywszy na ścianie ani jednego obrazu mistrza, zapytał:<br />
- Dlaczego nie powiesi pan na ścianie którejś ze swoich prac?<br />
- Mój przyjacielu &#8211; odpowiedział Degas &#8211; nie stać mnie na kupno takich drogich obrazów.</p>
<p>Pewnego razu Cézanne nocował w małym hoteliku. Na drugi dzień właściciel hotelu zapytał:<br />
- Jak się panu spało? Myślę, że niezbyt dobrze, bo materac na pańskim łóżku jest dosyć twardy.<br />
- Ma pan rację &#8211; odpowiedział artysta &#8211; ale wstawałem w nocy parę razy z łóżka, żeby trochę odpocząć.</p>
<p>Młody malarz skarżył się Janowi Matejce:<br />
- Maluję obraz dwa dni, a potem czekam dwa lata, żeby go ktoś kupił.<br />
Matejko się uśmiechnął i powiedział:<br />
- Młody przyjacielu, nie trzeba się tak spieszyć. Jeśli będzie pan malować obraz dwa lata, to go pan sprzeda w ciągu dwóch dni.</p>
<p>Józef Chełmoński spotkał kiedyś znajomego, który na powitanie wykrzyknął:<br />
- Jak cudownie, że od samego rana spotykam takiego wspaniałego człowieka, jak pan!<br />
- Ma pan więcej szczęścia ode mnie &#8211; odpowiedział malarz.</p>
<p>Do pracowni Pabla Picassa wszedł kiedyś nowy listonosz. Oddał malarzowi list, rozejrzał się wokół i powiedział:<br />
- Zdolnego ma pan synka&#8230;<br />
- Dlaczego pan tak myśli? &#8211; zapytał Picasso.<br />
- Przecież widzę &#8211; tyle tu rysunków.</p>
<p>Pewien dziennikarz zapytał Picassa:<br />
- Którego z wielkich malarzy przeszłości ceni pan najbardziej?<br />
- Rubensa.<br />
- Dlaczego?<br />
- Dlatego, że z dwóch tysięcy jego obrazów do naszych czasów przetrwało około czterech tysięcy.</p>
<p>Pablo Picasso zaproponował przyjacielowi, że namaluje jego portret. Ten zgodził się chętnie, ale nie zdążył jeszcze dobrze usiąść w fotelu, gdy Picasso wykrzyknął:<br />
- Gotowe!<br />
- Tak szybko? Przecież nie minęło jeszcze pięć minut! &#8211; zdziwił się przyjaciel.<br />
- Chyba zapomniałeś, że znam cię już prawie czterdzieści lat &#8211; odpowiedział Picasso.</p>
<p>W obecności Picassa rozmawiano o współczesnej młodzieży.<br />
- To prawda &#8211; powiedział Picasso &#8211; że współczesna młodzież jest okropna, ale najgorsze jest to, że my już do niej nie należymy.</p>
<p>Pierwsze koncerty Haendla w Londynie nie cieszyły się powodzeniem, co bardzo niepokoiło przyjaciół kompozytora. Haendel ich uspokajał:<br />
- Nie martwcie się! W pustej sali muzyka brzmi lepiej.</p>
<p>Gdy Janowi Sebastianowi Bachowi zmarła żona, ten zalał się łzami, zakrył twarz dłońmi i usiadł niezdolny do niczego. Wkrótce przybył jeden z przyjaciół i obiecał zająć się pogrzebem, potrzebował jednak na to pieniędzy. Bach jak zwykle powiedział:<br />
- Zwróć się z tym do mojej żony.</p>
<p>Pewien młody człowiek chciał zostać uczniem Beethovena. Gdy odegrał przed mistrzem wybrany utwór fortepianowy, ten orzekł:<br />
- Musi pan jeszcze długo grać na fortepianie, zanim pan zauważy, że nic nie umie.</p>
<p>Brahms wstąpił do winiarni na lampkę reńskiego i zajmując miejsce przy stoliku, usiadł na kapeluszu jednego z gości. Na zwróconą sobie uwagę, odrzekł:<br />
- A co? Czy pan już wychodzi?</p>
<p>Max Bruch pewnego razu zagrał Brahmsowi swój najnowszy utwór. Gdy skończył, czekał w napięciu na opinię Brahmsa, który po chwili milczenia powiedział:<br />
- Powiedz no mi pan, skąd pan ma ten piękny papier nutowy?</p>
<p>Do Rossiniego zgłosił się kiedyś pewien młodzieniec z dwoma grubymi foliałami pod pachą i powiedział:<br />
- Dyrektor orkiestry obiecał zagrać jedną z moich dwóch symfonii. Chciałbym przegrać je mistrzowi i dowiedzieć się, która jest lepsza.<br />
Młodzieniec zasiadł do fortepianu, a Rossini obok niego. Po kilkunastu taktach Rossini wstaje, zamyka zeszyt i klepie twórcę po ramieniu:<br />
- Ta druga, chłopcze, ta druga!</p>
<p>Anton Bruckner był bardzo nieśmiały i małomówny w towarzystwie kobiet. Podczas kolacji posadzono przy nim jedną z wielbicielek jego twórczości. Niestety, Bruckner zupełnie nie zwracał na nią uwagi. W końcu dama wyszeptała:<br />
- Na pana cześć, mistrzu, włożyłam swoją najładniejszą suknię.<br />
Na to Bruckner:<br />
- Jeśli o mnie chodzi, to mogła pani nic na siebie nie wkładać.</p>
<p>Pewien młody kompozytor poprosił Bülowa o przejrzenie swojej kompozycji i szczerą ocenę. Na to Bülow:<br />
- A ja bym wolał, żebyśmy nadal mogli zostać dobrymi przyjaciółmi.</p>
<p>Gounod wypisał na drzwiach swego domu: &#8220;Kto mnie odwiedzi, uczyni mi zaszczyt, kto mnie nie odwiedzi &#8211; zrobi mi przyjemność&#8221;.</p>
<p>Pewna dama zapytała Liszta:<br />
- Czy to prawda, mistrzu, że pianistą trzeba się urodzić?<br />
- Naturalnie! Nie urodziwszy się, nie można zostać pianistą.</p>
<p>Po koncercie, na którym wykonywane były dzieła Maxa Regera, w prasie ukazała się ostra krytyka jednego z recenzentów. &#8220;Szanowny panie &#8211; pisze doń Reger następnego dnia &#8211; siedzę w najbardziej ustronnym zakątku mego domu i mam pańską krytykę przed sobą. Za chwilę będę ją miał za sobą.&#8221;</p>
<p>Pewnego razu słynny śpiewak Leo Slezak otrzymał telegraficznie taką propozycję angażu:<br />
&#8220;100 &#8211; stop &#8211; 1000 pozdrowień&#8221;.<br />
Odpowiedział na to również telegraficznie:<br />
&#8220;1000 &#8211; stop &#8211; 100 pozdrowień&#8221;.</p>
<p>Leo Slezak grał kiedyś rolę Lohengrina. Opera kończy się tym, że bohater odpływa w łodzi ciągnionej przez łabędzia. Inspicjent jednak za wcześnie dał znak i łódź odpłynęła bez Lohengrina. Skonsternowany Slezak krzyknął w stronę kulis:<br />
- Kiedy odchodzi następny łabędź?</p>
<p>Żona Władysława Żeleńskiego przeziębiła się i lekarz zalecił jej, by kilka dni pozostała w łóżku. Po wyjściu lekarza Władysław zaczął gorączkowo czegoś szukać.<br />
- A czego ty tak szukasz, Władyś? &#8211; zapytała pani Żeleńska.<br />
- Kluczy do naszego rodzinnego grobowca &#8211; odparł Władysław.<br />
- Mój Boże, a na cóż ci one teraz potrzebne?<br />
- No bo też ty i twoja rodzina zawsze zostawiacie wszystko na ostatnią godzinę.</p>
<p>Do malca koncertującego we Frankfurcie podszedł jakiś nastolatek i powiedział:<br />
- Wspaniale grasz! Ja nigdy się tak nie nauczę.<br />
- Dlaczego? Jesteś już całkiem duży. Spróbuj, a jeśli nie wyjdzie, to zacznij pisać utwory.<br />
- Ja już piszę. Wiersze&#8230;<br />
- To interesujące. Pisać dobre wiersze jest chyba jeszcze trudniej niż pisać muzykę.<br />
- Dlaczego, całkiem łatwo. Spróbuj&#8230;<br />
Rozmówcami byli Mozart i Goethe.</p>
<p>Pewien młodzieniec pytał Mozarta, jak się pisze symfonie.<br />
- Jesteś jeszcze za młody. Zacznij lepiej od ballad &#8211; odpowiedział kompozytor.<br />
- Ale przecież pan zaczął pisać symfonie, kiedy nie miał jeszcze dziesięciu lat! &#8211; zaprotestował młodzieniec.<br />
- No, tak. Ale ja nikogo nie pytałem, jak to się robi.</p>
<p>Klara Schumann, żona kompozytora Roberta Schumanna, dawała kiedyś na dworze wiedeńskim koncert fortepianowy, na którym grała utwory swojego męża. Po koncercie przedstawiono ją monarsze, który zamienił z nią kilka zdań. Na zakończenie rozmowy monarcha przez grzeczność zwrócił się też do jej męża:<br />
- A pan? Czy pan również jest muzykalny, panie Schumann?</p>
<p>Po premierze &#8220;Halki&#8221; w 1854 roku w Wilnie kompozytor Stanisław Moniuszko zapytał swojego znajomego, starego szlachcica, jak mu się podobała opera.<br />
- E, tam. Bardzo długa historia. Dałby stolnik dziewczynie krowę w pierwszym akcie i wszystko by się skończyło.</p>
<p>Kiedyś pewien młody kompozytor zagrał Straussowi swoją nową balladę.<br />
- Wspaniała rzecz! &#8211; powiedział Strauss. &#8211; Tylko w niektórych miejscach bardzo przypomina Mozarta.<br />
- To nic nie szkodzi! &#8211; dumnie odpowiedział autor. &#8211; Mozarta zawsze chętnie słuchają&#8230;</p>
<p>Aleksander Głazunow zawsze bardzo taktownie odnosił się do początkujących kompozytorów. Tylko raz nie wytrzymał i powiedział pewnemu młodzieńcowi:<br />
- Łaskawy panie, odniosłem wrażenie, jakoby dano panu do wyboru: komponować muzykę albo iść na szubienicę.</p>
<p>Pewien młody i bardzo pewny siebie tenor powiedział kiedyś Caruso:<br />
- Wczoraj w operze mój głos zabrzmiał we wszystkich zakątkach teatru!<br />
- Tak &#8211; odpowiedział Caruso &#8211; widziałem, jak publiczność ustępowała mu miejsca.</p>
<p>Jeden ze znajomych Karola Szymanowskiego zwrócił się do niego z pytaniem:<br />
- Mistrzu, nie wydaje się panu, że to bardzo nudne tak całe życie nic nie robić, tylko komponować?<br />
- Tak, to dosyć nudne &#8211; zgodził się kompozytor &#8211; ale jeszcze nudniej całe życie nic nie robić, tylko słuchać tego, co ja skomponuję.</p>
<p>Dyrygent Leopold Stokowski powiedział po jednym z koncertów:<br />
- Ta orkiestra dokonała cudu! Utwór, w nieśmiertelność którego głęboko wierzyłem, unicestwiła w półtorej godziny.</p>
<p>Zapytano kiedyś Artura Rubinsteina, co było dla niego najtrudniejsze, kiedy uczył się grać na fortepianie. Wirtuoz odpowiedział:<br />
- Opłata lekcji.</p>
<p>Louis Armstrong został kiedyś zaproszony do Bernarda Showa. Kiedy gość przyszedł, gospodarz powiedział:<br />
- Proszę o wybaczenie, ale nie mogę pana przyjąć, bo mam straszną migrenę.<br />
- To może coś panu zagram? &#8211; zaproponował Armstrong.<br />
- Bardzo dziękuję, ale wolę już swoją migrenę.</p>
<p>Filozof Montaigne zauważył kiedyś:<br />
- Wydaje się, że najsprawiedliwiej na świecie rozdzielony jest rozum.<br />
- Dlaczego pan tak myśli? &#8211; zapytano go.<br />
- Bo nikt się nie skarży na brak rozumu &#8211; odpowiedział filozof.</p>
<p>Isaac Newton otrzymał za naukowe zasługi tytuł lorda. Przez 26 lat nudził się na posiedzeniach izby lordów. Tylko raz poprosił o głos, co wywołało sensację wśród obecnych.<br />
- Panowie &#8211; zwrócił się do zebranych &#8211; jeśli nie będą panowie mieć nic przeciwko temu, to prosiłbym o zamknięcie okna. Bardzo wieje i boję się, że się przeziębię.<br />
Po czym Newton z godnością zajął swoje miejsce.</p>
<p>Zapytano raz Newtona, czy dużo czasu zajęło mu sformułowanie odkrytych przez niego praw. Uczony odpowiedział:<br />
- Odkryte przeze mnie prawa są bardzo proste. Formułowałem je szybko, ale przedtem bardzo długo myślałem.</p>
<p>David Hume, który na starość bardzo przytył, płynął kiedyś statkiem przez kanał La Manche z pewną damą. Zaczął się sztorm.<br />
- Na pewno zjedzą nas ryby &#8211; zażartował uczony.<br />
- Ciekawe kogo zjedzą najpierw: pana czy mnie? &#8211; spytała dama.<br />
- Obżartuchy rzucą się na mnie &#8211; odpowiedział Hume &#8211; ale smakosze będą wolały panią.</p>
<p>Podczas podróży po Ameryce Łacińskiej Humboldt spotkał pewnego starego mędrca, który wyłożył mu swoją teorię czterech typów ludzi:<br />
1. Ci, którzy co nieco wiedzą, i wiedzą o tym, że wiedzą. To są ludzie wykształceni.<br />
2. Ci, którzy co nieco wiedzą, ale nie wiedzą o tym, że wiedzą. Tacy ludzie śpią i trzeba ich przebudzić.<br />
3. Ci, którzy niczego nie wiedzą, ale wiedzą o tym, że niczego nie wiedzą. Takim ludziom trzeba pomóc.<br />
4. Ci, którzy nic nie wiedzą i przy tym nie wiedzą o tym, że nic nie wiedzą. To są głupcy i im nie można pomóc.</p>
<p>Na wykłady Humboldta przychodziło czasami po 1000 osób. Sale były zapchane i można tam było spotkać ludzi o najróżnorodniejszym poziomie wykształcenia. Jeden z dziennikarzy tak to opisał: &#8220;Sala nie mieściła słuchaczy, a słuchaczom nie mieścił się w głowie wykład.&#8221;</p>
<p>Karol Darwin został kiedyś zaproszony na obiad. Przy stole jego sąsiadką była piękna młoda dama.<br />
- Panie Darwin &#8211; zwróciła się do niego dama &#8211; pan twierdzi, że człowiek pochodzi od małpy. Czy to mnie również dotyczy?<br />
- Oczywiście &#8211; odpowiedział uczony &#8211; lecz pani nie pochodzi od zwykłej małpy, ale od czarującej.</p>
<p>Pewnego razu do gabinetu Mikołaja Beketowa wbiegł służący i zawołał:<br />
- Mikołaju Mikołajewiczu! W pana bibliotece są złodzieje!<br />
Uczony oderwał się od obliczeń i spokojnie zapytał:<br />
- A co czytają?</p>
<p>Jeszcze za życia Dedekinda w jednym z informatorów naukowych podano, że matematyk umarł 4 września 1899 roku. Dowiedziawszy się o tym, Dedekind napisał do wydawcy: &#8220;Jestem bardzo wdzięczny za pamięć o mnie. Proszę jednak łaskawie zwrócić uwagę na to, że data mojej śmierci została podana niezbyt precyzyjnie&#8221;.</p>
<p>Mendelejew lubił w wolnych chwilach oprawiać książki, robić torby i walizki. Pewnego razu, gdy kupował na rynku potrzebne mu surowce, ktoś zapytał sprzedawcę:<br />
- Kto to jest?<br />
- Jak to, przecież wszyscy go znają &#8211; odpowiedział sprzedawca. &#8211; To znany kaletnik, Mendelejew.</p>
<p>Conrad Roentgen otrzymał kiedyś list, w którym pewien pan prosił go o przysłanie kilku promieni i instrukcji ich użycia, ponieważ nie ma czasu, by przyjechać do uczonego osobiście. Roentgen odpowiedział: &#8221; W tej chwili nie mam, niestety, promieni. Pragnę przy tym zauważyć, że ich wysyłka to nadzwyczaj skomplikowana sprawa. Już łatwiej będzie panu przysłać mi swoją klatkę piersiową&#8221;.</p>
<p>W czasie jednego ze swoich wykładów David Hilbert powiedział:<br />
- Każdy człowiek ma pewien określony horyzont myślowy. Kiedy ten się zwęża i staje się nieskończenie mały, zamienia się w punkt. Wtedy człowiek mówi: &#8220;To jest mój punkt widzenia&#8221;.</p>
<p>Zapytano Davida Hilberta o jednego z jego byłych uczniów.<br />
- Ach, ten &#8211; przypomniał sobie Hilbert. &#8211; Został poetą. Do matematyki nie miał wyobraźni.</p>
<p>Zapytano raz angielskiego filozofa, Bertranda Russela, czy gotów byłby umrzeć za swoje przekonania. Pomyślawszy chwilę, uczony odpowiedział:<br />
- Oczywiście, że nie! Mogę się w końcu mylić.</p>
<p>Gdy zapytano Russela, czy mógłby napisać historię ludzkiej głupoty, ten odpowiedział:<br />
- Oczywiście, że mógłbym. Ale ta historia zanadto pokrywałaby się z historią powszechną.</p>
<p>Zapytano pewnego razu Einsteina, w jaki sposób pojawiają się odkrycia, które przeobrażają świat. Wielki fizyk odpowiedział:<br />
- Bardzo prosto. Wszyscy wiedzą, że czegoś zrobić nie można. Ale przypadkowo znajduje się jakiś nieuk, który tego nie wie. I on właśnie robi odkrycie.</p>
<p>W początkach naukowej kariery Alberta Einsteina pewien dziennikarz spytał panią Einstein, co myśli o swoim mężu.<br />
- Mój mąż to geniusz! On umie robić absolutnie wszystko, z wyjątkiem pieniędzy.</p>
<p>Otto Hahna zapytano kiedyś, co myśli o metafizyce.<br />
- Metafizyka &#8211; odpowiedział śmiejąc się uczony &#8211; to poszukiwanie czarnego kota w ciemnym pokoju, w którym w ogóle nie ma kotów.</p>
<p>Nad drzwiami swojego wiejskiego domu Niels Bohr powiesił podkowę, która jakoby przynosi szczęście. Jeden z gości zapytał zdziwiony:<br />
- Czyżby pan, taki wielki uczony, wierzył, że podkowa przynosi szczęście?<br />
- Nie &#8211; odpowiedział Bohr &#8211; ale powiedziano mi, że podkowa przynosi szczęście także tym, którzy w to nie wierzą.</p>
<p>Pewnego razu w szkole nauczyciel był bardzo niezadowolony z przyszłego uczonego, Wiktora Weisskopfa, i powiedział mu:<br />
- Ty nie znasz żadnych dat.<br />
- Ja znam wszystkie daty, tylko nie wiem, co się wtedy wydarzyło.</p>
<p>Gdy słynnemu twórcy operetek Franciszkowi Suppé dyrygent zwrócił uwagę, że motyw jego nowego utworu można zleźć już u Beethovena, kompozytor odrzekł:<br />
- No to co z tego? Czy Beethoven nie jest dla pana dostatecznie dobry?</p>
<p>Podczas spaceru po Hyde Parku Beechamowi zrobiło się gorąco. Zatrzymał więc taksówkę, podał kierowcy swój płaszcz i kapelusz i powiedział:<br />
- Proszę jechać za mną.</p>
<p>Beethoven wstąpił kiedyś do restauracji i usiadł przy stoliku zamyślony, nie zwracając uwagi na kelnera, który podchodził kilka razy, żeby przyjąć zamówienie. Po godzinie kompozytor woła kelnera i pyta:<br />
- Ile płacę?<br />
- Pan dotychczas jeszcze niczego nie zamówił, właśnie chciałbym się spytać, czym mogę służyć?<br />
- A przynieś pan, co chcesz, i daj mi święty spokój.</p>
<p>Brahms bywał bardzo złośliwy. Będąc kiedyś na przyjęciu, cały wieczór docinał wszystkim obecnym. Żegnając się z panią domu, powiedział:<br />
- Do widzenia, droga pani! Jeżeli zapomniałem kogoś z obecnych tu obrazić, to proszę o wybaczenie.</p>
<p>Pewnego razy zaproszono w Paryżu Chopina i Liszta na obiad do arystokratycznego domu. Po uczcie pani domu zwraca się do Chopina z prośbą, aby coś zagrał.<br />
- Ależ madame, ja tak mało jadłem &#8211; odpowiada Chopin. &#8211; Proszę zwrócić się z tą prośbą raczej do Liszta.</p>
<p>Jascha Heifetz, zapytywany przez pewną damę o przebieg swojej kariery, powiedział:<br />
- Pierwszy koncert dałem, mając sześć lat, i od tego czasu ćwiczyłem po osiem godzin dziennie.<br />
- A przedtem? Przedtem pan tylko bąki zbijał? &#8211; dopytywała się dama.</p>
<p>Pewnego razu Mieczysław Karłowicz wybrał się na ryby, łowił jednak w głuchym ustroniu, gdyż nie posiadał urzędowego zezwolenia. Nagle jak spod ziemi wyrasta strażnik i surowym tonem pyta:<br />
- Jakim prawem łowi pan tutaj pstrągi?<br />
- Mój przyjacielu &#8211; odpowiada Karłowicz z niezmąconym spokojem &#8211; czynię tak pod nakazem nieodpartej przemocy niezgłębionego, intuicyjnego geniuszu ludzkiego nad upośledzoną nędzną kreaturą&#8230;<br />
- Wybaczy pan &#8211; mówi zmieszany strażnik, zdejmując czapkę i kłaniając się nisko &#8211; ale kto by tam znał te wszystkie nowe zarządzenia.</p>
<p>Ktoś spytał Schönberga, jak mu idzie praca pedagogiczna w zakresie kompozycji.<br />
- Znakomicie &#8211; odpowiedział. &#8211; Znowu udało mi się zniechęcić do komponowania jednego ucznia.</p>
<p>Młody kompozytor Dymitr Szostakowicz przynosi swojemu profesorowi Głazunowowi do oceny I Symfonię i nieśmiało mówi:<br />
- Chciałbym uprzedzić pana profesora, że temat trzeciej części podobny jest trochę do Rimskiego-Korsakowa.<br />
- No to chwała Bogu, że w ogóle jest do czegoś podobny &#8211; odparł Głazunow.</p>
<p>Maja Berezowska zachorowała na ślepą kiszkę. Po operacji artystka pyta chirurga:<br />
- Panie doktorze, czy ten szew będzie widoczny?<br />
Doktor rzucił okiem na zoperowane miejsce i stwierdził:<br />
- To będzie zależało tylko od pani.</p>
<p>Do lekarza zgłosiła się Olga Boznańska, narzekając na silny rozstrój nerwowy. Lekarz zalecił jej dietę, unikanie podniet, picia alkoholu i palenia.<br />
- Ponadto niech się pani trzyma z daleka od osób, które działają pani na nerwy, i proszę się zgłosić za dwa tygodnie.<br />
Minął miesiąc, a artystka się nie zgłosiła. Lekarz spotyka ją przypadkowo i pyta:<br />
- Dlaczego pani nie przyszła?<br />
- Miałam się trzymać z daleka od ludzi, którzy działają mi na nerwy&#8230;</p>
<p>Wystawa obrazów Leona Chwistka nie cieszyła się powodzeniem i rzadko kto ją zwiedzał. Pewnego razu podszedł do artysty jeden z jego znajomych i powiedział:<br />
- Byłem wczoraj na pana wystawie&#8230;<br />
- Aaa, to pan był! &#8211; zawołał uradowany artysta.</p>
<p>Jan Cybis przybył do Paryża i zapytał w hotelu, w którym chciał się zatrzymać, w jakiej cenie są pokoje.<br />
- Na pierwszym piętrze 50 franków, na drugim 35, a na trzecim 20.<br />
- Dziękuję. Ten hotel jest dla mnie za niski.</p>
<p>Jan Cybis wrócił do Warszawy po parodniowej nieobecności i dowiedział się o śmierci przyjaciela. Natychmiast udał się do wdowy i zastał ją we łzach.<br />
- Niech pani tak nie rozpacza. Niech pani przestanie płakać &#8211; uspokaja ją malarz.<br />
- Och, dzisiaj to nic &#8211; odpowiedziała wdowa &#8211; ale żeby pan mnie widział wczoraj&#8230;</p>
<p>Wysiadając z taksówki, Wojciech Kossak dał szoferowi dziesięć złotych napiwku.<br />
- Córka pana profesora dała mi wczoraj dwadzieścia &#8211; mruknął szofer.<br />
- Ona może, bo ma bogatego ojca. A ja jestem sierota&#8230;</p>
<p>Zapytano raz Stanisława Lentza, z czego prędzej by zrezygnował: z kobiet, czy z wina. Artysta odpowiedział:<br />
- To zależałoby od rocznika wina. I rocznika kobiet.</p>
<p>Pewna dama zwróciła się na wystawie obrazów do Jacka Malczewskiego:<br />
- Jakiego dziwnego satyra pana namalował. Pan chyba nigdy satyra nie widział.</p>
<p>Józef Mehoffer postanowił odwiedzić swojego chorego przyjaciela. Kiedy wszedł do mieszkania, dowiedział się od jego żony, że przyjaciel właśnie zmarł.<br />
- Nie szkodzi &#8211; odpowiedział artysta &#8211; przyjdę innym razem.</p>
<p>Pewnego razu Cyprian Kamil Norwid przeglądał gazety, a obecny przy tym przyjaciel zapytał:<br />
- Jest coś nowego?<br />
- Owszem.<br />
- Co?<br />
- Data.</p>
<p>Pewien dyrektor banku siedząc z Leonem Wyczółkowskim w kawiarni przy jednym stoliku, usprawiedliwiał się przed mistrzem, że jeszcze nie był na wystawie jego prac.<br />
- Niech się pan nie tłumaczy &#8211; odpowiedział Wyczółkowski. &#8211; Ja w pańskim banku też jeszcze nigdy nie byłem.</p>
<p>Pewnego razu przyjechał do Stanisława Wyspiańskiego bogaty bankier z prośbą, by ten namalował jego portret. Artysta obejrzał bankiera i powiedział:<br />
- Nie widzę powodu.</p>
<p>Jeszcze w czasach carskich poszedł Józef Pankiewicz do urzędu załatwić jakąś sprawę.<br />
- Wasza familia? &#8211; pyta urzędnik.<br />
- Pankiewicz &#8211; usłyszał odpowiedź.<br />
- Dobrze, dobrze, każdy Polak to pan. Piszy Kiewicz &#8211; zwrócił się do kancelisty.</p>
<p>Malarz portrecista Stanisław Ignacy Witkiewicz zapytał raz klienta:<br />
- Czy podoba się panu pański portret?<br />
- Jeśli mam być szczery, to nie jest to arcydzieło sztuki.<br />
- Ale pan również nie jest arcydziełem natury! &#8211; zawołał oburzony artysta.</p>
<p>Do restauracji wchodzi Kamil Witkowski, siada przy stoliku i woła:<br />
- Kelner! Kolacja!<br />
Podchodzi kelner i podaje mu menu. Witkowski przegląda przez chwilę kartę dań, po czym rzuca ją na podłogę i krzyczy:<br />
- Psiakrew! Przyszedłem tu jeść, a nie czytać!</p>
<p>Wiedząc, że Łomonosow jest chłopem z pochodzenia, pewien magnat zapytał:<br />
- Niech pan mi powie, dzięki czemu ma pan wstęp na dwór carski? Może ma pan sławnych przodków?<br />
- Mnie przodkowie nie obowiązują &#8211; odpowiedział Łomonosow. &#8211; Ja sam jestem sławnym przodkiem.</p>
<p>Ampére był człowiekiem bardzo roztargnionym. Pewnego razu był z wizytą. Gdy miał wychodzić, zaczął padać ulewny deszcz, więc gospodarz zaproponował mu nocleg. Ampére się zgodził. Po kilku minutach gospodarz poszedł sprawdzić, czy wszystko w porządku, ale nigdzie nie mógł gościa znaleźć. Po pewnym czasie ktoś zadzwonił do drzwi. Gospodarz otworzył drzwi i zobaczył Ampére&#8217;a.<br />
- A gdzież pan był?!<br />
- W domu, po piżamę.</p>
<p>Mam cudowny pomysł &#8211; powiedział Edisonowi pewien młody człowiek. &#8211; Chcę wynaleźć uniwersalny rozpuszczalnik: ciecz, która będzie rozpuszczać każdy materiał. Ale nie mam środków na realizację tej idei.<br />
- Uniwersalny rozpuszczalnik? &#8211; zdziwił się Edison. &#8211; A w jakim naczyniu będzie go pan trzymał?</p>
<p>Zapytany pewnego razu, co sądzi o ludzkim wyobrażeniu Boga, Monteskiusz odpowiedział:<br />
- Gdyby trójkąty stworzyły sobie boga, miałby na pewno trzy boki.</p>
<p>Zapytano pewnego razu Augusta Rodina o to, jak powstaje rzeźba, która jest dziełem sztuki.<br />
- Bardzo prosto &#8211; odpowiedział rzeźbiarz. &#8211; Trzeba wziąć kawał marmuru i odrąbać wszystko, co w nim niepotrzebne.</p>
<p>Nie ma ludzi niewinnych &#8211; powiedział kiedyś kardynał Richelieu. &#8211; Jeżeli dasz mi sześć linijek napisanych przez najbardziej uczciwego człowieka, to i tak znajdę w nich przyczynę do powieszenia go.</p>
<p>Po wyborach w 1951 roku Charles de Gaulle powiedział:<br />
- Nie można zjednoczyć narodu, który ma 365 gatunków sera.</p>
<p>Rutherford demonstrował kiedyś słuchaczom rozpad radu. Ekran raz świecił, raz ciemniał. Rutherford objaśniał:<br />
- Teraz panowie widzą, że nic nie widać. A dlaczego nic nie widać, to zaraz panowie zobaczą.</p>
<p>Alessandro Volta był wielkim miłośnikiem kawy, którą pił zawsze bez cukru i śmietanki. Kiedy go zapytano, dlaczego pije kawę w ten sposób, odpowiedział:<br />
- Jeżeli w filiżance nie ma mleka ani cukru, to znaczy, że jest w niej więcej kawy&#8230;</p>
<p>Po jednym z odczytów Faradaya o indukcji elektromagnetycznej ówczesny minister zapytał go:<br />
- Cóż za praktyczne korzyści przyniesie to pańskie odkrycie?<br />
- Tego jeszcze nie wiem &#8211; odparł Faraday. &#8211; Ale mogę pana zapewnić, że wkrótce będzie pan z tego ściągał podatki.</p>
<p>Dalton przewodniczył kiedyś zebraniu naukowemu. Ktoś czytał mało interesującą pracę. Kiedy prelegent skończył, Dalton jako przewodniczący podsumował:<br />
- A więc panowie, pozwolę sobie stwierdzić, że ten wykład był na pewno bardzo interesujący dla tych, których mógł zaciekawić.</p>
<p>Podczas jednego z wykładów Wiberg stwierdził: &#8220;Ciało ludzkie zawiera aż 60% wody. Jest godne podziwu, co ludzie potrafią z tego wyczarować&#8221;.</p>
<p>Mówiąc kiedyś o Karolu Scheele, szwedzkim odkrywcy chloru i tlenu, Wiberg zauważył:<br />
- Gdy Scheele był w moim wieku, nie żył już od 9 lat.</p>
<p>Walter Hieber miał zamiar podyktować coś sekretarce, ale ta była akurat zajęta.<br />
- Co pani pisze? &#8211; spytał Hieber.<br />
- To dla pana, profesorze.<br />
- Ach, tak. To w takim razie kiedy indziej. Nie będę przeszkadzał sam sobie.</p>
<p>Profesor Tschermak pyta studenta o kolor malachitu.<br />
- Niebieski.<br />
- Niebieski, hm. No tak, niebieskawy, albo raczej zielonkawoniebieskawy, a jeszcze lepiej zielonkawy. No, ostatecznie, można powiedzieć &#8211; zielony.</p>
<p>Ktoś zapytał Krzysztofa Lichtenberga, niemieckiego uczonego:<br />
- Czy mógłby mi pan wyjaśnić różnicę między czasem a wiecznością?<br />
- Niestety, to niemożliwe. Wprawdzie ja mam dość czasu na wyjaśnienie, ale panu nie starczyłoby wieczności na zrozumienie.</p>
<p>Z okazji powrotu wojsk po zwycięstwie nad Francją, Liebig zaprosił do siebie kilku żołnierzy na obiad. Jeden z nich ogląda z zaciekawieniem półki z książkami, pokrywające wszystkie ściany, po czym powiada:<br />
- Pan chyba jest introligatorem, ma pan tyle książek.</p>
<p>Johann Wolfgang Goethe napisał kiedyś do jednego z przyjaciół całkiem spory list. Na końcu w postscriptum dopisał jeszcze: Szanowny panie hrabio, przepraszam za tak długi list, ale nie miałem czasu, żeby sformuować go krócej.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Anekdoty - PL]]></title>
<link>http://dawidpresley.wordpress.com/2009/03/22/anekdoty-pl/</link>
<pubDate>Sun, 22 Mar 2009 21:45:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>sylwiapresley</dc:creator>
<guid>http://dawidpresley.wordpress.com/2009/03/22/anekdoty-pl/</guid>
<description><![CDATA[This is the first post in Polish, and here we begin a bilingual part of the blog. As Dawid learns to]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>This is the first post in Polish, and here we begin a bilingual part of the blog. As Dawid learns to speak both languages he starts to tell jokes in Polish too. That is why I post them in original language &#8211; it would not sound funny otherwise.</p>
<p><em>Mama: Dawid, co robisz?<br />
</em></p>
<p><em>Dawid znad deseru: Łamię banany!</em></p>
<p><em>+++</em></p>
<p><em>Dawid zrobił pur-pur (puścił bąka &#8211; w Anglii zupełnie przyjęty zwyczaj)</em></p>
<p><em>Mama: Oj, ktoś zrobił pur-pur! </em></p>
<p><em>Dawid: Taaak!</em></p>
<p><em>Mama: Dawid, kto zrobił pur-pur?</em></p>
<p><em>Dawid: Reksio! (wskazując na rybkę, którą karmi)<br />
</em></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Winny jest Pluton i został ukarany]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/2009/02/09/winny-jest-pluton-i-zostal-ukarany/</link>
<pubDate>Mon, 09 Feb 2009 21:57:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/2009/02/09/winny-jest-pluton-i-zostal-ukarany/</guid>
<description><![CDATA[Przeczytałem w Newsweeku fascynujący artykuł na temat wiary w czary „Wszyscy mamy skłonność do magic]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><img class="alignnone size-full wp-image-561" title="pluton" src="http://torlin.wordpress.com/files/2009/02/pluton.jpg" alt="pluton" width="500" height="500" /></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">Przeczytałem w Newsweeku fascynujący artykuł na temat wiary w czary „Wszyscy mamy skłonność do magicznego myślenia. Kiedy próbujemy wyjaśnić sens niezrozumiałych zdarzeń, nasz mózg pracuje tak, jakbyśmy oglądali czarodziejskie sztuczki”.<span> </span>I dalej – na zakończenie „dać nadzieję, pewność siebie, poprawić samopoczucie – taki właśnie cel miała natura, wyposażając nas w skłonność do magicznego myślenia. Brak tej umiejętności to spory defekt w psychice (…) magiczne myślenie służy zdrowiu psychicznemu. Można naśmiewać się z własnej naiwności i dowodzić, że naszym losem rządzi nie magia, tylko przypadek. Tylko po co, skoro większą przyjemność z życia czerpią wierzący w gusła szczęśliwcy?”</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:18pt;">I właśnie dla Waszego zdrowia psychicznego na początku związki Lincolna i Kennedy’ego, a później Napoleona i Hitlera. Bawcie się dobrze.</p>
<ul type="disc">
<li class="MsoNormal">Abraham Lincoln      został  wybrany do Kongresu w roku 1846; Kennedy został wybrany do      Kongresu w roku 1946,</li>
<li class="MsoNormal">Abraham Lincoln      został Prezydentem w 1860 roku, a Kennedy w 1960,</li>
<li class="MsoNormal">Nazwiska Lincoln i Kennedy      składają się z siedmiu liter,</li>
<li class="MsoNormal">Sekretarka Lincolna (która      ostrzegała go, by nie szedł do teatru) miała na nazwisko Kennedy,      sekretarka Kennedy&#8217;ego (która próbowała zniechęcić go do wyjazdu do Dallas)      miała na nazwisko Lincoln,</li>
<li class="MsoNormal">Obydwaj zostali zabici      strzałem w głowę w piątek,</li>
<li class="MsoNormal">Obaj następcy zastrzelonych      prezydentów nazywali się Johnson i pochodzili z amerykańskiego południa,</li>
<li class="MsoNormal">Następca Lincolna, Andrew      Johnson urodził się w roku 1808; następca Kennedy&#8217;ego, Lyndon Johnson, w      roku 1908,</li>
<li class="MsoNormal">Zabójca Lincolna, John      Wilkes Booth urodził się w roku 1839; Lee Harvey Oswald urodził się w roku      1939,</li>
<li class="MsoNormal">Obaj zamachowcy używali      trójczłonowych nazwisk składających się z piętnastu liter,</li>
<li class="MsoNormal">Lincoln został zastrzelony      w teatrze pod nazwą &#8220;Kennedy&#8221;; Kennedy został zastrzelony w      samochodzie marki &#8220;Lincoln&#8221;,</li>
<li class="MsoNormal">Booth uciekł z teatru, a      złapany został w magazynie; Oswald uciekł z magazynu, a złapany został w      teatrze,</li>
<li class="MsoNormal">Obaj mordercy zostali      zgładzeni, zanim zaczęły się ich procesy sądowe,</li>
<li class="MsoNormal">Tydzień przed zamachem      Lincoln był w miejscowości Monroe, w stanie Maryland; na tydzień przed swą      śmiercią Kennedy spotkał się z aktorką Marilyn Monroe,</li>
<li class="MsoNormal">Żony obu prezydentów      straciły dzieci w czasie, kiedy mieszkały w<br />
Białym Domu.</li>
</ul>
<p class="MsoNormal">
<ul style="margin-top:0;" type="disc">
<li class="MsoNormal">Obaj      wypłynęli na fali wielkich zmian rewolucyjnych.<br />
Rewolucja Francuska r. 1789, Rewolucja w Niemczech r. 1918.</p>
<p>Różnica lat 129.</li>
</ul>
<p class="MsoNormal">
<ul style="margin-top:0;" type="disc">
<li class="MsoNormal">Lata      1790-1794 intensywna działalność polityczna Napoleona.<br />
Jego czasowe aresztowanie i zawieszenie w czynnościach (1795).<br />
Lata 1919-1924 intensywna działalność polityczna Hitlera i jego<br />
aresztowanie (1924).</p>
<p>Różnica lat 129.<br />
<!--[if !supportLineBreakNewLine]--><br />
<!--[endif]--></li>
<li class="MsoNormal">Koronacja      Napoleona (1804). Hitler zostaje kanclerzem (1933).
<p>Różnica lat 129.</li>
</ul>
<p class="MsoNormal">
<ul style="margin-top:0;" type="disc">
<li class="MsoNormal">Napoleon      zdobywa Wiedeń (1809). Anschluss Austrii (1938).
<p>Różnica lat 129.</li>
</ul>
<p class="MsoNormal">
<ul style="margin-top:0;" type="disc">
<li class="MsoNormal">Napaść      Napoleona na Rosję (1812). Napaść na ZSRR (1941).
<p>Różnica lat 129.</li>
</ul>
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<p class="MsoNormal">
<ul style="margin-top:0;" type="disc">
<li class="MsoNormal">Waterloo      (1815). inwazja Aliancka (1944).
<p>Różnica lat 129.</p>
<p>A wiecie dlaczego 129 lat? To proste, 129 lat, to w przybliżeniu połowa      pełnego cyklu Plutona w jego obrocie wokół Słońca. No i jak się teraz      czujecie? Mam nadzieję, że szczęśliwsi.</li>
</ul>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA["Bo w sercu ułana, gdy je położysz na dłoń, na pierwszym miejscu panna, przed nią tylko koń"]]></title>
<link>http://nusakan.wordpress.com/2008/11/02/pierwszy-ulan-iirp/</link>
<pubDate>Sun, 02 Nov 2008 18:58:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>nusakan</dc:creator>
<guid>http://nusakan.wordpress.com/2008/11/02/pierwszy-ulan-iirp/</guid>
<description><![CDATA[Bolesław Wieniawa-Długoszowski był bez wątpienia jedną z najbardziej barwnych postaci Drugiej Rzeczp]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } --></p>
<p style="margin-bottom:0;"><a href="http://nusakan.wordpress.com/files/2008/11/general_wieniawa.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-14" title="general_wieniawa" src="http://nusakan.wordpress.com/files/2008/11/general_wieniawa.jpg" alt="" /></a></p>
<p style="margin-bottom:0;">
<p style="margin-bottom:0;">Bolesław Wieniawa-Długoszowski był bez wątpienia jedną z najbardziej barwnych postaci Drugiej Rzeczpospolitej. Znakomity lekarz, żołnierz i dyplomata, zajmował się również poezją, znał pięć języków obcych. Sławę jednak przyniosły mu nie tyle zdolności i wysoka pozycja, co specyficzne poczucie humoru i liczne wybryki. Jak napisał o nim Władysław Pobóg-Malinowski</p>
<p>&#8220;Był to człowiek o głębokiej inteligencji, głębokiej kulturze i z prawdziwie rycerskim poczuciem honoru. Jego wartości wewnętrzne ginęły jednak w cieniu nieobliczalnych odruchów i szerokiej, ale bardzo swoistej popularności jaka zdobył sobie nieporównywalnym rozmachem w kawaleryjskim trybie życia&#8221;</p>
<p>Uniwersytet we Lwowie ukończył z wyróżnieniem, przez rok studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Berlinie, potem wyjechał do Paryża, gdzie pracował jako prywatny lekarz, ponoć jeden z najlepszych w mieście. Tam został jednym ze współzałożycieli Towarzystwa Artystów Polskich, włączył się w działalność Związku Strzeleckiego. W tym mieście również po raz pierwszy skrzyżowały się drogi jego i Józefa Piłsudskiego, z którym później złączyły go więzy przyjaźni.</p>
<p>Na krótko przed wybuchem pierwszej wojny światowej wrócił do Ojczyzny. Po rozpoczęciu konfliktu zbrojnego służył przez krótki okres w piechocie, następnie przeszedł do kawalerii. Tak zaczęła się jego kariera wojskowa, podczas której wielokrotnie wykazał się odwagą.</p>
<p><em> </em><span style="font-style:normal;">W sierpniu 1915 został osobistym adiutantem Piłsudskiego. Zajmował się nie tylko działalnością militarną, ale również polityczną i konspiracyjną. Po Kryzysie Przysięgowym przez pewien czas jeszcze pozostał przy swoim pułku, dnia 18 sierpnia 1917 samowolnie obejmując nad nim dowództwo. Już nazajutrz jednak został przeniesiony do armii Austriackiej, zdegradowany do stopnia szeregowego i umieszczony w więzieniu. Po opuszczeniu go został skierowany do Nowego Sącza, gdzie symulował chorobę, by uniknąć służby i móc dalej działać w Polskiej Organizacji Wojskowej. Jesienią dzięki znajomościom skierowany do pracy w szpitalu, następnie jako ordynator oddziału chorób wewnętrznych w Szpitalu Wojskowym.  Nadal pozostawał aktywnym działaczem POW. Wiosną 1918, na rozkaz Rydza-Śmigłego, zdezerterował i udał się z misją dyplomatyczną do Rosji, gdzie nawiązał kontakt z Józefem Hallerem.</span></p>
<p style="font-style:normal;">Po uzyskaniu niepodległości wrócił do Polski i został ponownie mianowany adiutantem osobistym Józefa Piłsudskiego, wkrótce jednak wysłany został z misją dyplomatyczna do Francji. W okresie wojny bolszewickiej pełnił służbę u boku Marszałka. W 1921 roku odznaczony Krzyżem Walecznych i Krzyżem Orderu Virtuti Militari.</p>
<p style="font-style:normal;">Jako attache wojskowy w Rumunii brał udział w pracach nad polsko-rumuńską konwencją wojskową. Po powrocie do kraju, wraz z wycofaniem się Piłsudskiego z życia politycznego, przeszedł w stan nieczynny. Do służby powrócił po roku. Wziął udział w kursie oficerskim, który ukończył z siódmą lokatą i pochlebną opinią. Pełnił ważną rolę w przygotowywaniu zamachu majowego.</p>
<p style="font-style:normal;">Myślę jednak, iż ta lista suchych faktów może powoli stawać się nużąca. Chciałabym więc przerwać wywód biograficzny i przedstawić parę anegdot mających przybliżyć Wam postać Wieniawy-Długoszowskiego w nieco przyjemniejszy sposób.</p>
<p style="font-style:normal;">Jak już zostało wspomniane, był on człowiekiem honorowym. Lubił także dzieci. Pewnego razu, podczas przyjęcia na świeżym powietrzu u zaprzyjaźnionych państwa Libiszowskich starszy syn gospodarzy, wówczas dziesięcioletni, zadał Długoszowskiemu pytanie &#8220;Czy to prawda, że wujek spełnia prośby dzieci?&#8221;. Po uzyskaniu odpowiedzi twierdzącej zapytał, czy gdyby miał jakieś życzenie, czy &#8220;wujek&#8221; by je spełnił. Odpowiedzią było &#8220;Tak, powiedziałem przecież, że nie odmawiam dzieciom&#8221;, na co chłopiec zażądał &#8220;To niech wujek wejdzie dla nas do stawu&#8221;. Wieniawa bez namysłu spełnił dziwną prośbę, ku wielkiej uciesze dzieci i zdziwieniu dorosłych. Po chwili poprosił o zezwolenie na wyjście. Chłopiec przytaknął i patrząc na ociekającego wodą Wieniawę zapytał &#8220;Dlaczego wujek to zrobił, ja przecież żartowałem&#8221;. Odpowiedzią Wieniawy było:</p>
<p style="font-style:normal;">&#8220;Dałem Ci słowo, że spełnię Twoje życzenie. Nie mogłem postąpić inaczej. Zapamiętaj na całe życie, jeśli dasz komuś słowo, że coś zrobisz, zrób to honorowo, choćby bardzo bolało&#8221;</p>
<p style="font-style:normal;">
<p style="font-style:normal;">Inną charakterystyczną jego cechą było zamiłowanie do alkoholu. Obrazuje to chyba dialog pomiędzy nim a Piłsudskim przy okazji powierzenia Wieniawie dowodzenia pierwszym pułkiem szwolożerów. Marszałek prosił go, by przypilnował, aby żołnierze nie przesadzali z piciem. Długoszowski odrzekł &#8220;Rozkaz, Komendancie! Na pewno nie będą pili więcej ode mnie.&#8221; Odpowiedzią było &#8220;No to mnie akurat nie uspokaja&#8221;</p>
<p style="font-style:normal;">
<p style="font-style:normal;">Cieszył się również popularnością wśród warszawskich dam. Kiedyś, gdy pewien młodzieniec żalił się Słonimskiemu, że Długoszowski sprzątnął mu dziewczynę sprzed nosa, ten miał powiedzieć &#8220;Czego chcesz? Wieniawa to siła wyższa&#8221;</p>
<p style="font-style:normal;">Jego podejście do kobiet nie da się właściwie przedstawić przy pomocy pojedyńczej historyjki. Z jednej strony jest autorem rymowanki &#8220;Nie ubliży swojej cnocie, gdy się odda patriocie&#8221;, jego maniery również nie były nienaganne, raz omal co nie doszło do pojedynku między nim a małżonkiem pewnej pani, którą pod koniec tańca klepnął w tyłek. Jednak Wieniawa uważał też, że &#8220;Można zastać kobietę płaczącą, ale zostawić! Nigdy!&#8221;</p>
<p style="font-style:normal;">To właśnie podczas rozmów z kobietami jego specyficzne poczucie humoru objawiało się najjaskrawiej. Przykładem jest dialog pomiędzy nim a właścicielką psa, mającego wyświadczyć pewną &#8220;usługę&#8221; rasowej suczce państwa Długoszowskich. Wieniawa wyraził swoje zdziwienie wysoką jego zdaniem ceną. Dama stwierdziła, że to dobry pies, olimpijczyk i zaczęła wymieniać zdobyte przez niego nagrody. Na to ułan, będący akurat w mundurze galowym, wypiął dumnie pierś, przeciągnął otwartą dłonią po swych licznych odznaczeniach i z całkowitą powagą powiedział: &#8220;Proszę Pani, grosza bym od Pani nie wziął&#8221;</p>
<p style="font-style:normal;">Osobiście bardzo rozbawiła mnie riposta wygłoszona po wymienieniu przez pewną damę długiej listy cech, które posiadać powinien jej kochanek, zakończonej stwierdzeniem &#8220;no i musi mieć trzydzieści centymetrów&#8221;. Mianowicie: &#8220;Na wszystko się zgadzam, ale dziesięciu centymetrów uciąć sobie nie pozwolę!&#8221;</p>
<p style="font-style:normal;">
<p style="font-style:normal;">Całej Warszawie znane były jego wybryki, które były źródłem sympatii jednych i niechęci innych, sam jednak zdawał się niezbyt tym przejmować. Zapytany raz przez innego ułana o to, jak on, będąc tak blisko Piłsudskiego, może tak się zachowywać, odparł z charakerystycznym dla niego poczuciem humoru: &#8220;Był kiedyś taki kawalerzysta, który zrobił dwie rzeczy. Raz o zakład po pijanemu przejechał nago czwórką koni z Zamku do Mokotowa i z powrotem. A drugi raz w mundurze marszałka Francji skoczył do Elstery i utonął. A że mu pomnik na Saskim Placu postawili w koszuli, to nie wiadomo, czy za pierwsze, czy za drugie&#8221;</p>
<p style="font-style:normal;">
<p><span style="font-style:normal;"> Jednak po śmierci Piłsudskiego (która mniej więcej zbiegła się w czasie ze śmiercią siostry Długoszowskiego) gwiazda Wieniawy zaczęła powoli przygasać, zaś dowcipne wyczyny zastępowały zwykłe pijackie burdy. Legendę uratowało mianowanie go ambasadorem w Rzymie, jak to się wtedy mówiło, przy Kwirynale. Wkrótce potem powstała historyjka, tłumacząca tą decyzję. Mianowicie ktoś (istnieją różne wersje) miał powiedzieć &#8220;Już ja nie wiem, co zrobić z tym Wieniawą, chyba go poślę do kryminału.&#8221; Pomysł, lekko zniekształcony przez niedosłyszenie, został szybko podchwycony &#8220;Do Kwirynału! Świetny pomysł, wyślemy go do Kwirynału!&#8221; Tak więc decyzja ta miała w świadomości zbiorowej być niejako &#8220;karną&#8221;.</span></p>
<p style="font-style:normal;">Prawdą jest, że Długoszowski posiadał talent dyplomatyczny, choć sam w dyplomacji się nie widział, pragnąc pozostać przy wojsku. Jak to powiedział kiedyś, nagabywany przez Piłsudskiego: &#8220;Komendancie, na dyplomatę się nie nadaję zupełnie. W kawalerii można czasem robić głupstwa, ale nigdy świństw. W dyplomacji odwrotnie – często świństwa, ale nigdy głupstw. Wolę pozostać w kawalerii.&#8221;</p>
<p style="font-style:normal;">Mimo niechęci do stanowiska sprawdzał się jednak na nim świetnie. Najlepiej obrazuje to chyba niesamowity sukces, jakim niewątpliwie było przekonanie władz Włoch do transferu wojsk polskich przez tereny tego kraju do Francji po klęsce Kampanii Wrześniowej, w dodatku na koszt rządu włoskiego. Tranzyt udało się utrzymać przez pół roku.</p>
<p style="font-style:normal;">Co do zachowania&#8230; Gdy Długoszowski przybył na placówkę, oświadczył pracowikom ambasady &#8220;Moi państwo. Ludzie są szanowani dla swych zalet i cnót, a lubiani tylko dzięki wadom. Ja podobno byłem w Warszawie lubiany. Obawiam się jednak, że wy tutaj będziecie mnie szanowali.&#8221;</p>
<p style="font-style:normal;">Słowa dotrzymał.</p>
<p style="font-style:normal;">W 1939 Ignacy Mościcki, internowany w Rumunii, wyznaczył Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego na swojego następcę, zgodnie z konstytucją. Spotkało się to jednak ze sprzeciwem rządu francuskiego, skłonionego do tego przez opinie otoczenia Rydza-Śmigłego. Mimo powołania wrogiego mu rządu Wieniawa pozostał na placówce dyplomatycznej aż do wypowiedzenia przez Włochy wojny aliantom. Udał się do Francji, po upadku której przeniósł się do Stanów Zjednoczonych. Odsunięty od spraw Polski bezskutecznie starał się o wcielenie do  Wojska Polskiego. Ostatecznie została mu przyznana niewielkiej wagi funkcja ambasadora na Kubie, której jednak nigdy nie objął. Zginął śmiercią samobójczą dnia 1 lipca 1942 roku.</p>
<p style="font-style:normal;">***********************</p>
<p style="font-style:normal;">&#8220;Lecz gdyby mi kazały wyroki ponure<br />
Na ziemi się meldować, by drugi raz żyć<br />
Chciałbym starą wraz z mundurem wdziać na siebie skórę,<br />
Po dawnemu&#8230; wojować&#8230; kochać się&#8230; i pić.&#8221;</p>
<p style="font-style:normal;">
<p style="font-style:normal;">Osoby zainteresowane bardziej szczegółową biografią odsyłam do <a href="http://www.kawaleria.marcin-lewandowski.xip.pl/wieniawa.php" target="_blank">tej strony</a></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Jeszcze o celebrycie]]></title>
<link>http://lingwistykon.wordpress.com/2008/09/13/jeszcze-o-celebrycie/</link>
<pubDate>Sat, 13 Sep 2008 12:42:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>Henryk Duda</dc:creator>
<guid>http://lingwistykon.wordpress.com/2008/09/13/jeszcze-o-celebrycie/</guid>
<description><![CDATA[Ilekroć przyglądam się niektórym wyrazom, analizuję ich budowę i odmianę, obserwuję, w jakie połącze]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Ilekroć przyglądam się niektórym wyrazom, analizuję ich budowę i odmianę, obserwuję, w jakie połącze]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wymiana korespondencji]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/2008/09/13/wymiana-korespondencji/</link>
<pubDate>Fri, 12 Sep 2008 22:53:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/2008/09/13/wymiana-korespondencji/</guid>
<description><![CDATA[Pozwólcie, moi drodzy, że pozostaniemy jeszcze przez chwilę w XVII wieku. Z cyklu „Moje ukochane obr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/riepin1.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-462" title="riepin1" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/riepin1.jpg" alt="" width="500" height="295" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><span>Pozwólcie, moi drodzy, że pozostaniemy jeszcze przez chwilę w XVII wieku. Z cyklu „Moje ukochane obrazy” chciałem Wam zaprezentować wspaniałe dzieło<span> </span>Ilji Riepina „Kozacy zaporoscy piszą list do sułtana tureckiego”. Obraz występuje w dwóch wersjach, mnie pierwsza, podstawowa, o wiele bardziej się podoba (1880–1 – u góry), druga namalowana w 1893 roku, mająca być bliżej prawdy historycznej, nie ma ‘tego czegoś”, nie przemawia do mnie (u dołu). Rzecz przedstawiona na obrazie dzieje się pomiędzy „Ogniem i mieczem” i „Panem Wołodyjowskim”, w tym czasie atamani<span> </span>zawierali i zrywali umowy a to z Polską, to z Rosją, a to z Turcją. Legendarna wprost jest wymiana korespondencji pomiędzy sułtanem Mahometem IV, a atamanem koszowym z Zaporoża Iwanem Sirką.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Wybaczcie, że kopiuję z Wikipedii, są różne tłumaczenia, ale jest prawie pierwsza w nocy. Po olbrzymim najeździe Kozaków na Krym sułtan pisze do Kozaków: „</span>Ja, sułtan, syn Mehmeda, brat Słońca i Księżyca, wnuk i namiestnik Boga, Pan królestw Macedonii, Babilonu, Jerozolimy, Wielkiego i Małego Egiptu, Król nad Królami, Pan nad Panami, znamienity rycerz, niezwyciężony dowódca, niepokonany obrońca miasta Pańskiego, wypełniający wolę samego Boga, nadzieja i uspokojenie dla muzułmanów, budzący przestrach, ale i wielki obrońca chrześcijan — nakazuję Wam, zaporoskim Kozakom, poddać się mi dobrowolnie bez żadnego oporu i nie kazać mi się więcej Waszymi napaściami przejmować”.</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/riepin2.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-463" title="riepin2" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/riepin2.jpg" alt="" width="500" height="323" /></a></p>
<p class="MsoNormal">Kozacy postanawiają odpowiedzieć Sułtanowi w sposób następujący: „<span>Ty, sułtanie, diable turecki, przeklętego diabła bracie i towarzyszu, samego Lucyfera sekretarzu. Jaki z Ciebie do diabła rycerz, jeśli nie umiesz gołą dupą jeża zabić. Twoje wojsko zjada czarcie gówno. Nie będziesz Ty, sukin Ty synu, synów chrześcijańskiej ziemi pod sobą mieć, walczyć będziemy z Tobą ziemią i wodą, kurwa Twoja mać. Kucharzu Ty babiloński, kołodzieju macedoński, piwowarze jerozolimski, garbarzu aleksandryjski, świński pastuchu Wielkiego i Małego Egiptu, świnio armeńska, podolski złodziejaszku, kołczanie tatarski, kacie kamieniecki i błaźnie dla wszystkiego co na ziemi i pod ziemią, szatańskiego węża potomku i chuju zagięty. Świński Ty ryju, kobyli zadzie, psie rzeźnika, niechrzczony łbie, kurwa Twoja mać. O tak Ci Kozacy zaporoscy odpowiadają, plugawcze. Nie będziesz Ty nawet naszych świń wypasać. Teraz kończymy, daty nie znamy, bo kalendarza nie mamy, miesiąc na niebie, a rok w księgach zapisany, a dzień u nas taki jak i u was, za co możecie w dupę pocałować nas!”.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>A może nasz MSZ wysłałby do kogoś pismo, do któregoś z przywódców?</span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zagłoba]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/2008/09/10/zagloba/</link>
<pubDate>Wed, 10 Sep 2008 11:42:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/2008/09/10/zagloba/</guid>
<description><![CDATA[Juliusz Kossak „Zagłoba z małymi Skrzetuskimi”, 1885 r., reprodukcja z &#8220;Przeglądu Warszawskieg]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/zagloba1.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-459" title="zagloba1" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/zagloba1.jpg" alt="" /></a></p>
<p class="MsoNormal">Juliusz Kossak „<span>Zagłoba z małymi Skrzetuskimi”, 1885 r., reprodukcja z &#8220;Przeglądu Warszawskiego&#8221; z 1925 r.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Jak już pewnie zauważyliście uwielbiam śledzić „drugie dno” obrazów, sytuacji, filmów i powieści. Tak jak z przyjemnością usiłowałem rozgryźć autentyczne imiona i nazwiska osób <span> </span>umieszczonych np. na obrazie „Śniadanie wioślarzy”, tak śledzę również pierwowzory wielkich powieści. Na pierwszy ogień wziąłem moją ulubioną powieść awanturniczą „Trylogię”, a w tej z kolei na początek wybrałem polskiego Falstaffa – Jana Onufrego Zagłobę herbu Wczele. Ja wiem, że dla młodzieży ta powieść jest nudna i wcale nie chcą jej czytać, dla mnie to jest pasjonująca lektura, książkę mogę sobie otworzyć w dowolnym momencie.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Pierwowzorem postaci Zagłoby nie jest jedna osoba, ale aż … trzy. Napiszmy kilka słów o każdej z nich. Wbrew potocznej opinii najwięcej do postaci swojego bohatera Sienkiewicz wziął od swojego teścia Kazimierza Szestkiewicza. Był to typowy dawny szlachcic litewski, obdarzony ciętym dowcipem, jak pisał Czesław Jankowski w 1917 roku „z którego aż biło staropolszczyzną arcy nawet stylową, był dla Sienkiewicza istną kopalnią nie tylko szczegółów obyczajowych, lecz zwrotów mowy, koordynacji myśli, powiedzeń, a nawet całych dowcipów, przenoszonych żywcem do Trylogii”.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Drugą postacią Falstaffopodobną był słynny Rudolf Korwin Piotrowski, którego spotkał w 1876 roku w Ameryce Północnej. Przyjaciel Modrzejewskiej był typem szlachcica z czasów Paska, żywcem przeniesionym do przełomu XIX i XX wieku. Był naprawdę wielki (195 cm wzrostu), miał niepospolitą siłę, a jego dłoń była dwa razy większa niż dłoń przeciętnego człowieka. Sienkiewicz przepadał za jego towarzystwem, grał z nim w szachy i wyciągał z niego różne dykteryjki. Jak kapitan się zapalał, to<span> </span>łgał w żywe oczy. Również od Korwina Piotrowskiego, tego oryginała, pełnego łgarstwa artystycznego i szlacheckich przesądów – Sienkiewicz wziął niemało słynnych powiedzeń Zagłoby, jak np. „Boże, ty to słyszysz i nie grzmisz”.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Trzecim był redaktor Władysław Olendzki, do niego należy np. wyprowadzenie Zagłoby z beznadziejnej sytuacji, gdy leży w chlewie przywiązany do własnej szabli.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Jak mi się uda, to napiszę o innych pierwowzorach postaci z „Trylogii”.</span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Balthus]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/2008/09/04/balthus/</link>
<pubDate>Wed, 03 Sep 2008 22:13:07 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/2008/09/04/balthus/</guid>
<description><![CDATA[Doszedłem do wniosku, że mój blog wypadł jak wóz z kolein, że odszedłem od swojego głównego celu pre]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/balthus0.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-441" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/balthus0.jpg" alt="" width="500" height="245" /></a></p>
<p><!--[if gte mso 9]&#62;  Normal 0 21   false false false        MicrosoftInternetExplorer4  &#60;![endif]--><!--[if gte mso 9]&#62;   &#60;![endif]--></p>
<p class="MsoNormal">Doszedłem do wniosku, że mój blog wypadł jak wóz z kolein, że odszedłem od swojego głównego celu prezentowania sztuki, która mi się podoba. Ach, gdzież są czasy szkła Tiffany’ego, rysunków Kostrzewskiego czy zapomnianego impresjonisty. I oto nadarzyła się okazja, niedawno minęła setna rocznica urodzin Balthazara Klossowskiego de Rola, zwanego popularnie Balthusem, a artysta ten wpasowuje mi się doskonale również w cykl o „prawdziwych Polakach”. Balthus był synem hrabiego Eryka Kłossowskiego herbu Rola i<span> </span>Elżbiety Doroty Spiro, pochodzenia żydowsko – rosyjskiego, zwaną Baladine, ale olbrzymi wpływ na rozwój intelektualny młodego Balthusa miał Rainer Maria Rilke, ukochany matki po jej rozwodzie z Kłossowskim. Balthus nie znał języka polskiego, czym rozczarował Jana Pawła II podczas audiencji w Watykanie, ale do końca życia myślał o Polsce i był dumny z kraju swojego pochodzenia. W naszym kraju był jeden jedyny raz, w 1998 roku, jak miał 90 lat, uczestniczył w uroczystości nadania mu doktoratu honoris causa przez Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Zamierzał wziąć ślub na Jasnej Górze ze swą młodszą o 30 lat japońską żoną Setsuko, ale przeszkodziła mu w tym śmierć. Miał z nią córkę Harumi. O twórczości artysty, którego obrazy do niedawna uzyskiwały najwyższe spośród żyjących malarzy ceny, pisali najwięksi humaniści i artyści minionego wieku, zwykle z nim zaprzyjaźnieni &#8211; Rainer Maria Rilke, Albert Camus, Antonin Artaud, Federico Fellini, John Rewald czy Jean Starobinsky.</p>
<p class="MsoNormal">Dla mnie malarstwo Balthusa składa się z trzech części, pierwszą z nich jest miejskie malarstwo pejzażowe, bliskie surrealizmowi. Jego najbardziej umiłowanym obrazem z tego okresu twórczości jest „Le Passage du Commerce – Saint – André” z 1952 roku,</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/balthus_saint-andre.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-443" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/balthus_saint-andre.jpg" alt="" width="500" height="443" /></a></p>
<p class="MsoNormal">Anegdota</p>
<p class="MsoNormal">Trzymetrowy obraz przedstawia tytułowy pasaż, paryską uliczkę odchodzącą od Placu Odéon, gdzie wrzało w czasie Rewolucji Francuskiej. Balthus miał pracownię niedaleko, na Cour de Rohan i zawsze ten pasaż robił na nim wielkie wrażenie. Na ścianie kamienicy u wylotu pasażu umieścił złoty klucz symbolizujący warsztat ślusarski produkujący gilotyny. To właśnie w tym pasażu pierwszy raz ją przetestowano, ścinając głowę owieczki (a na obrazie widzimy kudłatego pieska – baranka). Ciekawostką jest fakt, że na obrazie widać samego mistrza (idzie z bagietką), na trotuarze po prawej stronie siedzi jego brat Pierre, a starsza pani z laseczką to ich matka Baladine.</p>
<p class="MsoNormal">&#8230; ale najsłynniejsza jest „Ulica” z 1933 roku.</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/balthus_ulica_1933.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-444" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/balthus_ulica_1933.jpg" alt="" width="500" height="412" /></a></p>
<p class="MsoNormal">Drugą częścią jest malarstwo rodzajowe we wnętrzu, mnie najbardziej podoba się „Śniąca Teresa” z 1938 roku, z The Metropolita Museum of Art, oraz „Pacjent”.</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/balthus4.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-445" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/balthus4.jpg" alt="" width="500" height="575" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/balthuspacjent2.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-446" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/balthuspacjent2.jpg" alt="" width="500" height="491" /></a></p>
<p class="MsoNormal">I teraz nastąpi najbardziej kontrowersyjna część notki, zaczyn problemu mamy zarówno w „Ulicy”, jak i w „Śniętej Teresie” – jest to zafascynowanie malarza erotyzmem lolitek. Prowokacja była na początku jego artystycznej kariery zamierzoną strategią: &#8220;Skandal, jaki wywołała „<span><a href="http://img49.imageshack.us/img49/5967/balthus1gx3.jpg">LEKCJA GITARY</a>”</span>, był zamierzony. Namalowałem i wystawiłem ten obraz po to, by wywołać skandal. Chciałem od razu zyskać sławę, choćby dlatego, że potrzebowałem pieniędzy&#8221;. Z drugiej strony, w wysmakowanym, przepełnionym tajemnicą malarstwie, opartym na mistrzowskim opanowaniu warsztatu, znakomitym rysunku, Balthus nigdy nie grzeszył jednoznaczną dosadnością. Przesycający jego obrazy pierwiastek erotyczny nie ociera się o pornografię, nawet nie zbliża się do niej, ale wielu zarzucało mu lolityzm. Odnosiło się to do bardzo wielu przedstawień młodych, rozmarzonych dziewcząt, których poza i mimika wskazują na stan psychicznego zawieszenia między snem a jawą, marzeniem i realnością. O źródłach tej fascynacji sam malarz mówi lakonicznie, ale wyraziście: &#8220;Miłość do młodziutkich dziewcząt nie przyszła z książek Lewisa Carolla. To wspomnienia z lat dzieciństwa i okresu młodzieńczego. To dziewczęta, które wtedy poznawałem. Z dzieciństwa i lat młodości stworzyłem sobie skarb, z którego czerpałem niejeden temat&#8221;. Pozwolą moi komentatorzy, że nie będę pokazywał niektórych obrazów, dam jedynie linki, niech każdy ogląda sobie na własną odpowiedzialność.</p>
<p class="MsoNormal">Słynnymi obrazami z tej serii jest &#8220;Rozebrana na krześle&#8221; (poniżej po lewej), &#8220;<a href="http://strony.aster.pl/historiasztuki/obrazki/wiekxx/balthus/image015.jpg">ODPOCZYWAJĄCA</a>&#8220;, &#8220;<a href="http://strony.aster.pl/historiasztuki/obrazki/wiekxx/balthus/image001.jpg">DZIEWCZYNA Z KOTEM</a>&#8221; i najsłynniejsze chyba &#8220;Piękne dni&#8221; (jeszcze niżej)</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/balthus3.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-447" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/balthus3.jpg" alt="" width="239" height="221" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/pieknedni.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-448" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/09/pieknedni.jpg" alt="" width="500" height="495" /></a></p>
<p class="MsoNormal">Dla mnie bardzo interesujący artysta.</p>
<p class="MsoNormal">Ps. Dla wielbicieli tematu normańskiego pochodzenia Piastów ciekawy link u Wachmistrza, przypominający dawne nasze spory.</p>
<p class="MsoNormal">http://wachmistrz.blog.onet.pl/2,ID340444093,RS1,index.html</p>
<p class="MsoNormal">
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Car, alkohol i Rzeczpospolita]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/2008/08/25/car-alkohol-i-rzeczpospolita/</link>
<pubDate>Mon, 25 Aug 2008 20:29:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/2008/08/25/car-alkohol-i-rzeczpospolita/</guid>
<description><![CDATA[Dla Rosjan jedną z najważniejszych osób w historii jest Piotr I Wielki. A tymczasem: Już jako młody ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p class="MsoNormal"><img class="alignleft size-full wp-image-429" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/08/206549.jpg" alt="" width="250" height="282" />Dla Rosjan jedną z najważniejszych osób w historii jest Piotr I Wielki. A tymczasem:</p>
<p class="MsoNormal">Już jako młody człowiek włóczył się po Moskwie, a jego eskapady pijackie omawiane były szczegółowo przez wszystkie stany. Dwaj pierwsi towarzysze burd nie zabiorą nam czasu: kondotier szwajcarski Franciszek Lenort i generał szkocki Patryk Gordon, ale trzeci – rarytas. Aleksander Mienszykow handlował pierożkami obnosząc je po ulicach stolicy, był synem stajennego, a jego głównym zadaniem było dostarczanie panienek dla przyszłego władcy. Bardzo fajną zabawą władcy z towarzyszami były pozorowane boje, często kończyły się śmiercią uczestników, tak zginął Iwan Dołgoruki w 1691 roku. A ucztowano bez przerwy, upijano się na wszystkich urodzinach rodziny, weselach, chrzcinach, początkach budowy domów i ich zakończeniu, szczęśliwego wyniku manewrów, przyjazdu i odjazdu posłów zagranicznych, a także pogrzebów.</p>
<p class="MsoNormal">W czasie jednej z hulanek Piotr rzucił pomysł założenia, wyszydzając w ten sposób KK, „Najbardziej Pijany Sobór”. Nikita Zotow, nauczyciel Piotra, został Papieżem, a np. Iwan Buturlin został Królem Polski (a także biskupem Preszburga*). Błazenada stanowiła ulubioną rozrywkę cara, uwielbiał maskarady, drwiny z ludzkiej ułomności i kobiety, a wszystkie te zabawy były niesłychanie prymitywne i płaskie. Na początku 1694 roku zorganizował wesele swojemu błaznowi Jakubowi Turgieniewowi, nowożeńcy jechali wspaniałą carską karetą, a najwięksi dygnitarze dosiadali wspaniałych wierzchowców: byki, świnie, kozy i psy. Wszystkich przebrano w błazeńskie stroje: pstrokate suknie, słomiane buty, drewniane czapki, z doczepionymi kocimi i wiewiórczymi ogonami.</p>
<p class="MsoNormal">Podczas powrotu z ekskursji zachodniej Piotr I Wielki poznał nowego kompana od kieliszka i szklanki, był nim Król Polski August II Mocny. W dn. 31 lipca 1698 roku poznali się w Rawie Ruskiej, w dzień obserwowali ćwiczenia wojsk saskich, a wieczorem rozpoczynali uczty. Prześcigali się w ilości wypitego wina i przechwalali się siłą fizyczną, August potrafił jednym uderzeniem obciąć głowę bykowi, a w rewanżu Piotr przeciął sztukę sukna.</p>
<p class="MsoNormal">I najgorzej na tym wyszła Rzeczpospolita.</p>
<p class="MsoNormal">* Preszburg to dawna nazwa Bratysławy</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Dowcip lata 2008?]]></title>
<link>http://lingwistykon.wordpress.com/2008/08/01/dowcip-lata-2008/</link>
<pubDate>Fri, 01 Aug 2008 11:38:12 +0000</pubDate>
<dc:creator>Henryk Duda</dc:creator>
<guid>http://lingwistykon.wordpress.com/2008/08/01/dowcip-lata-2008/</guid>
<description><![CDATA[„Dziennik Zachodni” czytuję jedynie latem, gdy wracam do Zendka, mojej rodzinnej wsi nad Brynicą, ni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[„Dziennik Zachodni” czytuję jedynie latem, gdy wracam do Zendka, mojej rodzinnej wsi nad Brynicą, ni]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nasza Jadwisia]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/2008/07/10/nasza-jadwisia/</link>
<pubDate>Wed, 09 Jul 2008 22:04:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/2008/07/10/nasza-jadwisia/</guid>
<description><![CDATA[Naprawdę, chyba jedną z najbardziej sympatycznych postaci wśród naszych władców jest Jadwiga, Król P]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/07/regalia.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-380" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/07/regalia.jpg" alt="" width="500" height="286" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><span>Naprawdę, chyba jedną z najbardziej sympatycznych postaci wśród naszych władców jest Jadwiga, Król Polski (a nie Królowa), ale wiele mitów krążących wokół niej wymaga sprostowania. Siedzą one w polskiej duszy od wielu pokoleń, może warto byłoby uchronologizować jej życie w oparciu o fakty.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Na początku musimy przyjąć założenie, że Jadwiga urodziła się w 1374 roku z Ludwika Węgierskiego i Elżbiety Bośniaczki, a przypominam, że jej babką ze strony ojca była Elżbieta Łokietkówna, córka Władysława Łokietka i siostra Kazimierza Wielkiego. I to jest pierwszy mit, że w Jadwidze krew piastowska płynęła tylko po mieczu, nikt nie podejrzewa, żeby córka bana Bośni miała cokolwiek do czynienia z Piastami. A jednak! Elżbieta Bośniaczka była córką Elżbiety Kujawskiej, córki Kazimierza III, księcia gniewkowskiego, a tenże Kazimierz był bezpośrednim potomkiem (prawnukiem) Konrada Mazowieckiego. Przypominam, że Konrad był wnukiem Bolesława Krzywoustego po Kazimierzu Sprawiedliwym.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>I tu przechodzimy do niesamowitej jej biografii. Miała 4 lata, jak została zaręczona z Wilhelmem Habsburgiem, a miała lat 10, jak przyjechała do Polski i została koronowana na Króla Polski. Rok później, w 1385 roku, Jagiełło przyjmuje chrzest.</span></p>
<p class="MsoNormal">Anegdota</p>
<p class="MsoNormal"><span>11-letnia Jadwiga wpadła na szatański pomysł. Zaproponowała Wielkiemu Mistrzowi Zakonu Krzyżackiego, Konradowi Zöllner von Rotenstein, pełnienie roli ojca chrzestnego Jagiełły. A następnie zaśmiewała się z pannami dworskimi, panami małopolskimi i prałatami z miny, jaką musiał mieć „pogromca pogańskich ziem”.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Małżeństwo z Jagiełłą zawarte zostało rok później, w 1386 roku, jak Jadwiga miała 12 lat, a jej mąż 24 lata, więc takim starym strasznie jeszcze nie był. Ale musimy się cofnąć o dwa lata, do 1384 roku, kiedy to nasza Jadwisia miała 10 lat.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>W roku Pańskim 1384 do Krakowa przyjechał narzeczony Wilhelm z bliska przypatrywać się rozwojowi wypadków. Jadwiga zaczęła się z nim spotykać w klasztorze Franciszkanów, przychodziła tam w otoczeniu dwórek i rycerzy, Wilhelm też przybywał ze swoimi rycerzami. W klasztornym refektarzu – jak pisał Długosz – „pocieszała się tańcami ze wspomnianym księciem austriackim Wilhelmem, nader jednak skromnie i z największym umiarem”.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Nie zmienia to faktu, że wzbudziło to niepokój panów krakowskich, obawiali się bowiem, że jeżeli małżeństwo z Jadwigą zostanie ostatecznie zalegalizowane, będą musieli zgodzić się na niego jako Króla. Gdy następnego dnia Jadwiga znowu chciała wyjść, znalazła zamknięte bramy. Zrozpaczona usiłowała wyważyć drzwi toporem, zrezygnowała na usilne prośby jednego z najpotężniejszych magnatów małopolskich Dymitra z Goraja.</span></p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/07/dymitrzgoraja.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-381" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/07/dymitrzgoraja.jpg" alt="" width="500" height="543" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><span>Mit malarski &#8211; Szanowny Panie Janie Matejko, ta scena się odbywała, gdy Jadwiga miała 10 lat, a nie 20, jak na Pańskim obrazie.</span></p>
<p class="MsoNormal">Anegdota nr 2</p>
<p class="MsoNormal"><span>Jadwiga wolała Wilhelma, który był już jej znany, od „dzikusa” z Litwy, którego obyczaje, uroda i sposób zachowania „były jej wstrętne”. Ale, będąc bardzo wierząca wiedziała, jak ważny jest dla Kościoła i Polski chrzest Litwy, postanowiła poślubić Jagiełłę. Ale najpierw, chcąc się zorientować, wysłała Zawiszę Czerwonego z Oleśnicy, aby ten przyjrzał się jej przyszłemu. Jagiełło od razu zorientował się, o co chodzi i zaprosił posła do wspólnej kąpieli. Wiele lat później zrobi dokładnie to samo, wyśle Zbyszka Oleśnickiego, aby obejrzał Sonię (czyli Zofię Holszańską, czwartą żonę Jagiełły). Ta Oleśnica to jakieś źródło podglądaczy?</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Jak miała 13 lat poprowadziła polskie rycerstwo na Ruś Halicką, a jak miała ich 14 prowadziła rokowania z Konradem von Jungingen w sprawie oddania Polsce Ziemi Dobrzyńskiej, ale jej uśmiechy nie zrobiły wrażenia na Mistrzu i Ziemi nie oddał.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Znała 5 języków: łacinę, węgierski, niemiecki, włoski i polski, umiała się też porozumieć po czesku, była wszechstronnie wykształcona. A na dodatek ojciec ją obumarł, jak miała 8 lat, a jak miała 13, na oczach jej siostry matka została uduszona. Klejnoty koronne na potrzeby Akademii Krakowskiej oddała już jako osoba dorosła, na zdjęciu u samej góry pokazane są te drewniane precjoza, które zostały znalezione w jej trumnie.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Tak się zastanawiam, czy ona w ogóle miała dzieciństwo. I skąd u takiej smarkuli taki rozum?</span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Talleyrand a sprawa polska]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/2008/05/17/talleyrand-a-sprawa-polska/</link>
<pubDate>Fri, 16 May 2008 22:07:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/2008/05/17/talleyrand-a-sprawa-polska/</guid>
<description><![CDATA[Kazimierz Rudzki jako Talleyrand w filmie Leonarda Buczkowskiego „Marysia i Napoleon”. Dzisiaj, 17 m]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/05/talleyrand0002.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-315" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/05/talleyrand0002.jpg" alt="" width="500" height="319" /></a></p>
<p class="bodytext" style="margin:0 0 0.0001pt;">Kazimierz Rudzki jako Talleyrand w filmie Leonarda Buczkowskiego „Marysia i Napoleon”.</p>
<p class="bodytext" style="margin:0 0 0.0001pt;">Dzisiaj, 17 maja, mija 170 lat od śmierci największego chyba w historii świata cynika, zdrajcy, spekulanta, łapówkarza, ale jednocześnie człowieka, który zrobił bardzo dużo dla Francji i umarł w bogactwie i zaszczytach. A mowa o słynnym dyplomacie francuskim z przełomu XVIII i XIX wieku, którego imię i nazwisko brzmi: <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Talleyrand">Charles-Maurice de Talleyrand-Périgord</a>. Mistrz zdrady, intrygi i przekupstwa, człowiek, który zdradził i sprzedał z początku kościół katolicki na rzecz Rewolucji, następnie Rewolucję na rzecz Napoleona, potem Napoleona na rzecz Burbonów, wreszcie Burbonów na rzecz Orleanów – pozostawał ciągle nieodzownym doradcą, ministrem spraw zagranicznych i niemal przez całe swoje długie życie wydawał się kolejno nie do zastąpienia Konstytuancie, Napoleonowi, Burbonom, ponownie Napoleonowi w okresie Stu Dni, ponownie Burbonom i wreszcie Ludwikowi Filipowi. Zawsze wiedział, kiedy zdradzić, umiał przewidywać upadki królów i cesarzy.</p>
<p class="bodytext" style="margin:0 0 0.0001pt;"><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/05/talleyrand00011.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-317" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/05/talleyrand00011.jpg" alt="" width="500" height="573" /></a></p>
<p class="bodytext" style="margin:0 0 0.0001pt;">Michel Delaporte – litografia satyryczna pt. „Reprezentant młodej Francji po złożeniu swojej piętnastej przysięgi”.</p>
<p class="bodytext" style="margin:0 0 0.0001pt;">Ciekawa jest relacja pomiędzy Talleyrandem a sprawą polską. No cóż, z punktu widzenia naszego bohatera na początku Polska była przeszkodą, już w 1806 roku zaprotestował przeciwko przekraczaniu Odry uważając to „za naruszający równowagę europejską błąd o groźnych konsekwencjach” i starał się ograniczać „polskie szaleństwo cesarza”. Nie przeszkodziło to Talleyrandowi właśnie od Tylży zdradzać Napoleona i za łapówki donosić o wszystkim Aleksandrowi. Ale nasz bohater czuł się doskonale w swej roli. Napoleon w czasie zimy – w styczniu 1807 roku kwaterował w Warszawie i zlecił Talleyrandowi opracowanie projektu przywrócenia Polsce niepodległości, minister niezwłocznie zażądał od polskich magnatów czterech milionów złotych polskich. Ci zorganizowali składkę, zebrali śpiesznie 4 miliony i doręczyli je w terminie Talleyrandowi. Minister referując sprawę Napoleonowi mówił z głębokim przekonaniem o błędzie nie do darowania, który popełniła Francja pozwalając na rozbiory Polski, o opatrznościowej roli oraz obowiązku jego cesarskiej mości wskrzeszenia tego nieszczęsnego kraju. Jak Aleksander nie zgodził się na niepodległość Polski, ani o użycie słowa „Polska” w nazwie kraju – Talleyrand zwrócił te 4 miliony.</p>
<p class="bodytext" style="margin:0 0 0.0001pt;">Był człowiekiem nieprawdopodobnie chytrym, umiejącym „wykiwać” wszystkich. Jeden władca okazał się większym cwaniakiem niż on. Aleksander. Talleyrand z nim jednym przegrywał wszystkie spotkania, a najważniejsza porażka właśnie dotyczyła Polski – na Kongresie Wiedeńskim. 3 i 23 października 1814 roku na prośbę ministra Aleksander przyjął go na dwóch audiencjach, w obydwu Talleyrand żądał wycofania wojsk rosyjskich z Polski i przywrócenia niepodległości Polsce i za każdym razem Aleksander patrzył na niego jako na szpiega rządu rosyjskiego o pseudonimie „Anna Iwanowa”, jak na człowieka, któremu dawał łapówki od 1808 do 1814 roku. Powtarzał: „jestem w Polsce, tam są moje wojska, niech ktoś mnie spróbuje stamtąd wyrzucić”. Sytuację uspokoił Czartoryski, który przybył do Talleyranda i oświadczył, że działa ręka w rękę z Aleksandrem, który obiecał stworzyć z Księstwa Warszawskiego Królestwo Polskie, z tym, że „król Polski” będzie w Polsce królem konstytucyjnym, pozostając jednocześnie absolutnym monarchą w Rosji. Słysząc to Talleyrand stwierdził, że wobec tego Francja wycofuje swój sprzeciw. A na samym końcu to Aleksander oszukał Czartoryskiego, bo jego odsunął na boczny tor, a na jego miejsce dał Zajączka.</p>
<p class="bodytext" style="margin:0 0 0.0001pt;">Anegdota</p>
<p class="bodytext" style="margin:0 0 0.0001pt;">Na spotkanie w sprawie Belgii zaprosił w 1830 roku do Londynu swoich kolegów po fachu z innych mocarstw Henry Temple, 3, wicehrabia Palmerston, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii. Talleyrand przyjechał na spotkanie z niejakim Montrondem i pilnie przysłuchiwał się, co ważnego mówi szef brytyjskiej dyplomacji i właściwie pierwsza osoba w rządzie. Jak tylko dowiadywał się o podjętych decyzjach lub orientował się co do wydarzeń, które będą znane dopiero nazajutrz &#8211; czym prędzej dawał ukradkiem Montrondowi odpowiednie zlecenia kupna lub sprzedaży, a ten pędził na giełdę, wykonywał zlecenie, błyskawicznie powracał i znów był gotów do powtórzenia tego manewru, w razie gdyby Talleyrandowi udało się wyłowić od Palmerstona jakieś pożyteczne, nikomu nieznane wiadomości. Palmerston jak się dowiedział o wyczynach pełnomocnego posła Francji wykrzyknął; &#8220;to zdumienie pozostanie mi na całe życie&#8221;, a w 4 lata później Talleyrand skarżył się Adelajdzie, siostrze Ludwika Filipa: &#8220;Coś się popsuło pomiędzy mną a lordem Palmerstonem, już się sobie wzajemnie nie podobamy&#8221;.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Spotkanie i nowa kategoria]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/2008/04/29/spotkanie-i-nowa-kategoria/</link>
<pubDate>Tue, 29 Apr 2008 06:50:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/2008/04/29/spotkanie-i-nowa-kategoria/</guid>
<description><![CDATA[Heisenberg i Bohr Wielką frajdę zrobiła mi wczoraj Telewizja Polska, nadając w Programie I sztukę Mi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/bohrheisenberg.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-297" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/bohrheisenberg.jpg" alt="" width="500" height="375" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><span><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Heisenberg">Heisenberg</a> i <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Niels_Bohr">Bohr</a></span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Wielką frajdę zrobiła mi wczoraj Telewizja Polska, nadając w Programie I sztukę Michela Frayna „Kopenhaga”. Tyle czytałem na ten temat. Ale dla niezorientowanych kilka słów<span> </span>wyjaśnienia. Heisenberg był studentem Bohra w Getyndze, następnie blisko współpracowali przez wiele, wiele lat. Bohr traktował Heisenberga jak syna, toczył z nim długie dysputy. Wszystko zmieniło się w momencie wybuchu wojny. Bohr jako duński Żyd został internowany we własnym domu w Kopenhadze, a tymczasem Heisenberg został dyrektorem Kaiser – Wilhelm – Instytut für Physik w Berlinie. Ku zdziwieniu wszystkich ni stąd ni zowąd Heisenberg we wrześniu 1941 roku przyjeżdża do Kopenhagi spotkać się z Bohrem. Po wymianie uprzejmości obydwaj fizycy udają się na spacer po parku „na godzinę”, nie mija jednak kilkanaście minut, a Bohr wraca wzburzony do domu, a Heisenberg natychmiast wyjeżdża. Co się stało podczas tego spaceru? Co takiego Heisenberg powiedział Bohrowi? Tego się nigdy nie dowiemy.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Chciałbym od dzisiaj stworzyć nową kategorię. Chciałem ją nazwać pierwotnie „Momenty”, ta nazwa najbardziej oddaje moją myśl, ale niestety cywilizacja zniszczyła to słowo kojarząc je jedynie z seksem. Identycznie zostało zniszczone słowo „przyjaciółka”. Tak że muszę tę kategorię nazwać „Chwile”, będę w nich pisał o miejscach, w których chciałbym się znaleźć w historii – w konkretnym momencie.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Co takiego powiedział Heisenberg Bohrowi? To jest właśnie ta „chwila”, w której chciałbym znaleźć się obok nich w parku, niewidzialny, fantastycznie znający niemiecki. Właściwie rozwiązania są trzy, wszystkie prawdopodobne:</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:14.2pt;text-indent:-14.2pt;"><!--[if !supportLists]--><span style="font-size:10pt;"><span>1.<span> </span></span></span><!--[endif]--><span>Heisenberg w młodości był strasznym pyszałkiem, mógł przyjechać do Bohra pochwalić się swoimi sukcesami,</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:14.2pt;text-indent:-14.2pt;"><!--[if !supportLists]--><span style="font-size:10pt;"><span>2.<span> </span></span></span><!--[endif]--><span>Heisenberg przy obliczeniach niezbędnych do przeprowadzenia reakcji jądrowych popełnił błąd i nie umiał go rozwiązać. Wizyta była więc małym szpiegostwem gospodarczym,</span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left:14.2pt;text-indent:-14.2pt;"><!--[if !supportLists]--><span style="font-size:10pt;"><span>3.<span> </span></span></span><!--[endif]--><span>Heisenberg był w ogóle przeciwny produkcji bomby atomowej i usiłował „podpisać” z Bohrem umowę, że fizycy dla obydwu stron nie będą przy tym pracować.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Obydwaj żyli dość długo po wojnie, ale ich relacje ze spotkania są całkowicie rozbieżne. Jak dotąd wszystko wskazywało na to, że to Heisenberg mówi prawdę, że on świadomie robił błędy i opóźniał prace, aby Niemcy nie mogli użyć bomby atomowej. Ostatnio ukazały się jednak niewysłane listy Bohra, w których prosi on Heisenberga, aby ten przestał kłamać. Kogo ciekawi ta tematyka – <a href="http://www.teatry.art.pl/!Recenzje/kopenhaga_bab/ostatnier.htm">tu jest link</a>. „Wielka Encyklopedia Powszechna”, dla mnie o wielkim autorytecie, pisze w haśle „Heisenberg”: „kierując pracami nad skonstruowaniem bomby jądrowej, celowo je opóźniał”. Nie przypuszczam, aby WEP w 1963 roku była proniemiecka.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Ja mam własną teorię na ten temat i wychodzę z zasady, że główną rolę w takich spotkaniach gra psychologia. Wysoki poziom adrenaliny powoduje, że adwersarze słyszą to, co chcieliby usłyszeć, a nie to, co naprawdę mówi interlokutor. Moim zdaniem Heisenberg przyjechał podpisać „umowę” z Bohrem, że fizycy jak korporacja, uniemożliwią obydwu stronom zbudowanie bomby atomowej. Tylko pewnie zaczął tak nieszczęśliwie, mówił pewnie o skutkach bomby, że Bohr to opatrznie zrozumiał i niesłuchając go więcej popędził do domu. Był tak przerażony wizją hitlerowskiej atomówki, że zaraz potem przedostał się do Szwecji, a stamtąd – via Londyn &#8211; do Stanów Zjednoczonych. Ale sam miał w dalszym ciągu wątpliwości i w Projekcie Manhattan brał skromny udział.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Jak ja bym chciał być świadkiem tej rozmowy!</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Anegdota</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>W swojej książce &#8220;Teoria wszystkiego&#8221; Jeremi Bernstein opisuje, jak Pauli* tuż przed śmiercią puścił w obieg własnoręcznie narysowaną karykaturę, na której widniało czyste płótno i podpis, będący wypowiedzią Heisenberga: &#8220;Potrafię malować jak Tycjan, brakuje mi jeszcze tylko kilku szczegółów&#8221;.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>* Wolfgang Pauli, szwajcarski teoretyk fizyki (1900 &#8211; 1958), nagroda Nobla w 1945 roku. Inna wersja tej samej anegdoty &#8211; <a href="http://pl.wikiquote.org/wiki/Wolfgang_Pauli">tu</a>.<br />
</span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Anegdota archeologiczna]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/2008/04/25/anegdota-archeologiczna/</link>
<pubDate>Thu, 24 Apr 2008 22:06:31 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/2008/04/25/anegdota-archeologiczna/</guid>
<description><![CDATA[Właściwy tytuł tej notki winien raczej brzmieć: „Nieznana rezydencja Sapiehów w Dubnie na Podlasiu”.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/lis.png"><img class="aligncenter size-full wp-image-291" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/lis.png" alt="" width="350" height="369" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><span>Właściwy tytuł tej notki winien raczej brzmieć: „Nieznana rezydencja Sapiehów w Dubnie na Podlasiu”.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Podlasie w XIII i w XIV wieku było podzielone na 3 strefy wpływów: na zachodzie to było Mazowsze, na północnym wschodzie Litwa, a na południu Księstwo Włodzimiersko – Halickie, dopiero od XV wieku ukształtowała się granica polsko – litewska wzdłuż rzek: Ełk, Biebrza, Narew, Ślina i Bug. I na tym terenie Iwan Sapieha (po chrzcie Jan Sapieha) z nadania Króla Zygmunta Starego zaczął budować potęgę rodu Sapiehów linii kodeńskiej (przypominam, że jego brat Bohdan założył równie świetną linię Sapiehów linii różańskiej), otrzymał on od Króla 4 wsie z prawem lokowania miasta na prawie magdeburskim oraz budowy zamku. Miasto to istnieje do dzisiaj, jest siedzibą gminy i nazywa się Boćki, a mieści się to miasto w powiecie bielskim (Bielsk Podlaski) w województwie podlaskim. Już w 1577 r. Bohdan Sapieha (tych Bohdanów Sapieżyńskich było mnóstwo, ja mówię o synu Pawła, a wnuku ww. Iwana) miał według księgi poborów: miasto Boćki, 12 wsi (w tym Dubno) i 3 dwory (w tym dubieński).</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>I tu zaczyna się moja anegdota. Nasi historycy wiedzieli, że ten dwór istniał nawet za czasów Iwana, bo w tym to właśnie dworze zmarł. Był on wzmiankowany kilkakrotnie w XVII stuleciu, niestety brak było jakiejkolwiek wzmianki o jego lokalizacji. Ostatnią informacją była Mapa Prus Nowowschodnich w opracowaniu Textor – Sotzman z 1807 r., na którym dwór ten był zaznaczony, ale biorąc pod uwagę skalę nie było to zbyt dokładne.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>W związku ze związkiem postanowili zacząć działać archeolodzy. Najpierw wpadli na genialną w swojej prostocie myśl, że dwór „Dubno” może leżeć koło wsi „Dubno” w powiecie boćkowskim, przyjechali więc tam w listopadzie 2005 r. i zaczęli próbne wykopki (nazywało się to ładnie „sondażowe badania archeologiczne”). Prace pięknie trwały, dopóki młodzież archeologiczna nie poszła na piwo. Tam zamiast naturalnego złomotania przyjezdnych miejscowi zaczęli się dopytywać, czego kopacze tak szukają:</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>- Czego wy tak szukacie pod ziemią?</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>- Dworu dubieńskiego Iwana Sapiehy.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>- To dlaczego nas się najpierw nie spytaliście?</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>- A wy wiecie?</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>- No pewnie. Ruiny tego dworu stały jeszcze w 1915 roku, mój ojciec opowiadał mi, że furmanką gruz wywoził do Bielska Podlaskiego, bo z niego budowano ulicę Kleszczelowską. A budynki gospodarcze to rozebrano dopiero w 1950.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Nie wiem jak Was, ale mnie to śmieszy. Takich ludzi to naprawdę trzeba nazywać jajogłowymi.</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>A na samym końcu zagadka – dowcip: który z tych dwóch herbów jest herbem rodu Sapiehów (&#8220;Lis&#8221;), a który aktualnym herbem miasta Boćki?</span></p>
<p><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/bocki.png"><img class="aligncenter size-full wp-image-292" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/bocki.png" alt="" width="350" height="389" /></a></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Pragmatyk czy zdrajca?]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/2008/04/17/pragmatyk-czy-zdrajca/</link>
<pubDate>Wed, 16 Apr 2008 22:27:52 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/2008/04/17/pragmatyk-czy-zdrajca/</guid>
<description><![CDATA[Julian Fałat „Polowanie w Nieświeżu” I znowu musimy się wziąć za ciężki temat. Nie ma lekko. Nie ma ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><img src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/falat2.jpg" alt="" /></p>
<p class="MsoNormal"><span>Julian Fałat „Polowanie w Nieświeżu”</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>I znowu musimy się wziąć za ciężki temat. Nie ma lekko. Nie ma to tamto.<br />
</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>Od dawna w blogach par excellence politycznych spotyka się dyskusję na temat postępowania wobec zaborców (i innych nacji gnębiących nasz naród) Wielkich Polaków. Wspaniałym przyczynkiem do tego tematu była dla mnie książka </span>„Między romantyzmem a pragmatyzmem” Tadeusza Bodio. Jest prawdą, że od ponad 200 lat polska psychohistoria zawiera dwa podstawowe, będące ze sobą w permanentnym konflikcie, sposoby myślenia o polityce, „dwa odmienne podejścia do problemów polityki, dwa różne style myślenia, przeżywania i działania politycznego: romantyczny i pozytywistyczny”. I nie chodzi mi tutaj o Romantyzm jako prąd ideowy występujący w literaturze i sztuce, ale o sposób spoglądania politycznego.</p>
<p class="MsoNormal">Dla romantyków najważniejszym było z jednej strony państwo, z jego narodem, językiem, kulturą, religią, zwyczajami; z drugiej zaś uważali, że cała polityka wobec zaborców musi opierać się na niewzruszonych zasadach etycznych, Polacy powinni działać w sposób światły, sprawiedliwy, nie idąc na żadne moralne kompromisy. Pragmatycy mieli inne zdanie na ten temat, uważali, że najważniejsza jest praca organiczna, u podstaw, aby rozwijać kraj trzeba iść na współpracę ze światłymi przedstawicielami wielkich mocarstw. Romantycy wywoływali kolejne powstania, najczęściej w najmniej korzystnym momencie, pragmatycy po kolejnej klęsce usiłowali podnieść kraj z upadku.</p>
<p class="MsoNormal">Najczęściej przywoływanymi nazwiskami pragmatyków są: Adam Jerzy Czartoryski, przyjaciel cara Aleksandra I i minister spraw zagranicznych Rosji, Franciszek Ksawery Drucki – Lubecki, Agenor Gołuchowski jako minister spraw wewnętrznych, a przedtem Alfred Józef Potocki jako premier Austro – Węgier, a także Stanisław Koźmian -<span> </span>w latach 1869-1870 poseł do Sejmu Krajowego i deputowany do wiedeńskiej Rady Państwa. Wszyscy wymienieni starali się poprawiać los Polaków idąc na współpracę z władzami zaborczymi.</p>
<p class="MsoNormal">I można powiedzieć, że dyskusja pomiędzy romantykami (choćbyśmy mieli zginąć – żadnych rozmów) a pragmatykami (trzeba się z ciemiężycielem jakoś dogadać i poczekać na dobry moment) toczy się do dnia dzisiejszego. Jedynym wyjątkiem jest właściwie okres okupacji hitlerowskiej, gdzie pragmatyków nie było. Ale w tym wyjątku znowu jest wyjątek dotyczący Powstania Warszawskiego, który romantycy chcieli koniecznie wywołać, a pragmatycy krzyczeli, że to tylko niepotrzebnie wykrwawi naród polski, a nie da żadnych efektów.</p>
<p class="MsoNormal"><span>Niemniej trzeba jeszcze raz podkreślić, że idee romantyzmu miały olbrzymi, niekwestionowany wpływ na rozbudzenie świadomości narodowej, utrzymania języka polskiego, zrozumienie sytuacji polskiego chłopa, ugruntowanie ważności norm etycznych w świadomości narodu. Osiągnięcia pragmatyków są też imponujące: rozwój przedsiębiorczości, przemysłu, handlu, instytucji finansowych, wydawnictw.</span></p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/falat1.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-273" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/falat1.jpg?w=400" alt="" width="400" height="242" /></a></p>
<p class="MsoNormal"><span>Bohaterem mojej notki jest Julian Fałat, wspaniały malarz, podróżnik, profesor, otoczony wielkim szacunkiem i poważaniem. Ale…</span></p>
<p class="MsoNormal"><span>W 1866 roku Julian Fałat, będąc nadwornym malarzem od polowań księcia Antoniego Radziwiłła, poznaje w Nieświeżu Księcia Pruskiego Wilhelma. Ten zachwycony malarskimi zdolnościami Polaka zabiera go do siebie i nasz bohater przez 10 lat pozostaje w świcie ostatniego niemieckiego cesarza i króla Prus, Wilhelma II Hohenzollerna. Dzięki przyjacielskiej postawie cesarza Fałat zorganizował dwie wystawy w Berlinie malarstwa polskiego, w 1891 i 1896 roku, a w</span> 1893 otrzymał nominację na członka berlińskiej Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych.</p>
<p class="MsoNormal">Przyjaźń z cesarzem Wilhelmem nie przeszkodziła Fałatowi otrzymać nominacji na Dyrektora Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie po śmierci Matejki (i śmierci Rodakowskiego, który był już zaakceptowany), a po uzyskaniu niepodległości w 1921 roku zostać dyrektorem Departamentu Sztuki, pozostałości po zlikwidowanym Ministerstwie Sztuki i Kultury, w gabinecie Antoniego Ponikowskiego.</p>
<p class="MsoNormal">To, że Fałat był pragmatykiem, a nie romantykiem, i nie wysadził w powietrze cesarza, a miał niejedną okazję, to wiemy. Ale czy był człowiekiem, z którego możemy być dumni, czy też był zdrajcą?</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/falat3.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-272" src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/falat3.jpg?w=400" alt="" width="400" height="175" /></a></p>
<p class="MsoNormal">Anegdota</p>
<p class="MsoNormal">Na wyraźne życzenie cesarza Fałat zaczął malować scenę myśliwską z Schorfheide, na wstępnym szkicu widać było Wilhelma II leżącego na ziemi za wywróconym drzewem, podkradającego się do grupy jeleni. Po zwróceniu uwagi przez marszałka Linkera, „że nie wypada Jego Wysokości malować w takiej pozycji” Fałat poszedł ze skargą do cesarza. Ten natychmiast zapłacił za jeszcze nienamalowany obraz i zwrócił się do polskiego malarza: „Jeżeli pan zechce, to mogę usiąść, aby pozować, mogę się nawet położyć”. Fałat powiedział, że skończy bez pozowania. Kilka dni później, podczas rannego polowania, malarz dostaje wiadomość od cesarskiego strzelca, że ma natychmiast zameldować się u władcy. Po dojściu na miejsce Fałat zobaczył cesarza leżącego za wzgórkiem, który krył go przed jeleniem, i usłyszał ciche: „Jetzt können Sie ruhig Ihr Bild vollenden und allen Leuten sagen, dass der Kaiser<span> </span>Aller Deutschen auf der Jagd auch der Erde Liege kann” (Teraz może Pan swój obraz spokojnie wykończyć i wszystkim ludziom powiedzieć, że cesarz Wszystkich Niemców może także na polowaniu leżeć na ziemi”.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[75-lecie zakupu ważnego zeszytu]]></title>
<link>http://torlin.wordpress.com/2008/04/03/75-lecie-zakupu-waznego-zeszytu/</link>
<pubDate>Thu, 03 Apr 2008 22:07:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>torlin</dc:creator>
<guid>http://torlin.wordpress.com/2008/04/03/75-lecie-zakupu-waznego-zeszytu/</guid>
<description><![CDATA[Lwów, lata 30, Plac Akademicki. Kawiarnia Szkocka po prawej, Cafe Roma po lewej, oddzielone od siebi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><img src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/szkocka.jpg" /></p>
<p class="MsoNormal">Lwów, lata 30, Plac Akademicki. Kawiarnia Szkocka po prawej, Cafe Roma po lewej, oddzielone od siebie ulicą Freta.</p>
<p class="MsoNormal">Kocham anegdoty, zbieram ich mnóstwo, pokazują one wielkich ludzi w normalnych, banalnych sytuacjach. A dzisiaj zmobilizowała mnie <a href="http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35769,4973308.html">Nela przekazując mi link</a> o nowej książce o <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Banach">Stefanie Banachu</a>. Jaki to jest wspaniały obiekt anegdotyczny.</p>
<p class="MsoNormal">Drogi Nasz Matematyk, jako typowy profesor, prowadził „dzikie” życie, nie odżywiał się prawidłowo, ciągle nie miał pieniędzy, przesiadywał godzinami w kawiarniach, a swoje pomysły matematyczne zapisywał na skrawkach papieru, serwetkach i na … &#8211; ale to za chwilę.</p>
<p class="MsoNormal">Na początku Panowie Matematycy przesiadywali w latach 20. w położonych w pobliżu Uniwersytetu kawiarniach, najpierw w Cafe Roma przy Placu Akademickim we Lwowie, a ponieważ Nasz Rodak (i nie tylko on) miał coraz większe kłopoty z uregulowaniem zaległych rachunków w tym lokalu całe towarzystwo przeniosło się do … sąsiedniej kawiarni – „Szkockiej”. &#8220;Szkocka&#8221; była zawsze lokalem o najbardziej niejednolitej publiczności spośród wszystkich kawiarń lwowskich: profesorowie uniwersytetu i zakochane pary, stare plotkarki i samotni czytelnicy gazet, bibliofile i bilardziści, żydowska inteligencja i studenci z pobliskiego Domu Akademickiego, wszystkie stany i sfery, klasy i rasy, wyznania i upodobania żyły tu zgodnie.</p>
<p class="MsoNormal">Wielką zaletą tej kawiarni było serwowanie znakomitych ciastek, a także&#8230; marmurowe blaty stolików, na których można było szybko pisać, i co ważniejsze, szybko z nich ścierać. Stolik najważniejszy należał do Stefana Ba­nacha, Hugona Steinhausa, Stanisława Ulama, Władysława Orlicza, Antoniego Łomnickiego i Stanisława Mazura. Rezultaty dyskusji zapisywano ołówkiem chemicznym na blatach stolików i następnego dnia uczestnicy dyskusji zjawiali się z karteczkami w ręku i już na trzeźwo próbowali odcyfrować swoje wczorajsze gryzmoły i uporządkować je w logiczną całość. Trzeba stwierdzić z żalem, że wiele cennych osiągnięć Banacha i jego uczniów przepadło z wielką szkodą dla nauki polskiej, wskutek braku staranności u adeptów tej szkoły, przede wszystkim zaś samego Banacha. Zresztą, gdyby nie pomoc asystentów i przyjaciół, chyba żadna praca Banacha nie dotarłaby do drukarni, tak nieporządną szatą zewnętrzną się odznaczały. Pewnej jesieni &#8220;sesja matematyczna&#8221; w kawiarni przeciągnęła się do&#8230; wczesnych godzin przedpołudniowych, a jej rezultatem był dowód pewnego twierdzenia z teorii przestrzeni Banacha. Niestety, rozumowania nie udało się odtworzyć, szczęśliwi uczestnicy &#8220;sesji&#8221; zapisali go chemicznym ołówkiem na blacie stołu, który starannie zmyła niczego nieświadoma sprzątaczka.</p>
<p class="MsoNormal"><img src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/ksiegaszkockai.jpg" /></p>
<p class="MsoNormal">Toteż wielką zasługą żony Banacha, Łucji Banachowej, było zakupienie zeszytu w twardej okładce i powierzenie go płatniczemu &#8220;Kawiarni Szkockiej&#8221; z poleceniem wydawania go na życzenie każdemu matematykowi. I w tym roku mija 75 lat od tego wydarzenia.</p>
<p class="MsoNormal">W ciągu kilku lat powstała z tego zeszytu tak zwana dziś <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ksi%C4%99ga_Szkocka">&#8220;Księga Szkocka&#8221;</a>, zawierająca zbiór problemów, jakie matematycy przebywający we Lwowie stawiali sobie nawzajem (a zarazem i całemu światu) wraz z ich rozwiązaniami. Każdy, kto stawiał problem, fundował nagrodę dla odkrywcy rozwiązania. Nagrody były różne &#8211; mała kawa, butelka wina, podróż do Genewy na szwajcarską potrawę, lub żywa gęś. Wszystkie problemy zapisane w Księdze <a href="http://www.matematycy.interklasa.pl/ksiegaszkocka/szkocka.php">można znaleźć tu (na samym dole)</a>.</p>
<p class="MsoNormal">Mentorem, a zarazem największym przyjacielem Banacha był Hugo Steinhaus, starszy od niego o 5 lat, należący do mojej kolekcji „prawdziwych Polaków”, celny aforysta, z najpiękniejszym: „Mędrzec widzi w lustrze głupca, głupiec przeciwnie” i najsłynniejszym: „Moim największym odkryciem matematycznym jest Stefan Banach”. I to właśnie Hugo Steinhaus po wojnie przepisał ręcznie (dokładnie słowo po słowie!) księgę i w 1956 roku wysłał tę kopię do Los Alamos, do Stanisława Ulama. Ten księgę przetłumaczył, po czym skopiował w 300 egzemplarzach (na własny koszt) i te kopie rozesłał do przyjaciół oraz rozmaitych uniwersytetów w różnych krajach. Książka stała się słynną i wielu matematyków prosiło Ulama o dalsze kopie. Próśb tych było w ciągu kolejnych lat tak wiele, że w Los Alamos zdecydowano o następnym wydaniu w 1977 roku, a dwa lata później, w maju 1979 w North Texas State University odbyła się &#8220;Scottish Book Conference&#8221;. <span>Przedstawiona na Międzynarodowym Kongresie Matematycznym w Edynburgu w 1958 r. wywołała zrozumiałą sensację wśród Szkotów, nie orientujących się, że jej związek ze Szkocją jest właściwie żaden.</span></p>
<p class="MsoNormal"><img src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/zeszyt-szkocki.jpg" /></p>
<p class="MsoNormal">Jak słynna była to Księga świadczy fakt, że gdy w dn. 6 listopada 1936 r. Stanisław Mazur postawił problem nr 153 i ufundował za jego rozwiązanie jako nagrodę gęś, to szwedzki matematyk Per Enflö, który to zagadnienie rozwiązał w 1972 roku, przyjechał specjalnie do Warszawy, aby odebrać nagrodę.</p>
<p class="MsoNormal">Nową Księgę Szkocką prowadził Hugo Steinhaus w latach 1946 &#8211; 1958 we Wrocławiu. I pomyśleć, że dzisiaj przedstawiciel Europejskiej Rady Badań przy Komisji Europejskiej w sprawie powołania Europejskiego Instytutu Technologicznego mówi: „Wrocław ma dużą szansę, bo ma informatykę, która wiele zawdzięcza Steinhausowi i tradycji Kawiarni Szkockiej”.<span>  </span></p>
<p class="MsoNormal">Najwspanialsze anegdoty związane z osobą Stefana Banacha</p>
<p class="MsoNormal">Banach nie znosił dostosowywać się do formalnych procedur akademickich, więc gdy zarzucono mu, że będąc znany na całym świecie ze swoich osiągnięć naukowych nie ma doktoratu, to zaproponowano mu zdawanie egzaminu –Banach jednak odmówił. Więc jego koledzy wymyślili podstęp. Na samą pracę doktorską wzięli niepublikowaną publikację Banacha, a egzamin… Banach był entuzjastą dyskusji naukowych, w związku z tym, jak usłyszał, że jest grupa osób, która chce przedyskutować z nim szereg problemów, niesłychanie się zapalił. Po przybyciu na spotkanie z tą grupą z zapałem odpowiadał na wszystkie pytania i bardzo był zdziwiony, gdy następnego dnia się dowiedział, że właśnie zdał egzamin doktorski.</p>
<p class="MsoNormal">Tuż przed wybuchem wojny do Banacha do Lwowa przyjechał John von Neumann, aby nakłonić go do emigracji do USA. Miał ze sobą czek, podpisany przez Norberta Wienera, na którym tenże postawił tylko jedną cyfrę: „1”, a Banach miał dopisać za tą „1” tyle zer, ile tylko zechce. A ten odpowiedział spokojnie, że nie zna liczby zer, które by mu zrekompensowały Polskę, Lwów i Kawiarnię Szkocką.</p>
<p class="MsoNormal">Kiedy indziej Stanisław Mazur postawił problem, a Hermann Auerbach postanowił nad nim pomyśleć i go rozwiązać. Aby uczynić to zadanie bardziej interesującym Mazur postanowił ufundować za rozwiązanie butelkę wina. Na to Auerbach: &#8220;A, w takim razie ja rezygnuję. Mnie wino szkodzi&#8221;.</p>
<p class="MsoNormal">Podczas odbywającego się w 1983 roku w Warszawie Międzynarodowego Kongresu Matematyków kilku matematyków z zagranicy zobaczyło na tramwaju napis „Banacha”. Koniecznie chcieli tę ulicę zobaczyć, pojechali więc tym tramwajem, a gdy dojechali na pętlę, zobaczyli tam sporej wielkości niezabudowany teren. Stwierdzili wówczas zgodnie, że nie jest to &#8220;ulica Banacha&#8221;, a raczej &#8220;przestrzeń Banacha&#8221;.</p>
<p class="MsoNormal"> <img src="http://torlin.wordpress.com/files/2008/04/diamenty.gif" /></p>
<p class="MsoNormal">Ale się rozpisałem – wybaczcie!</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Anegdota]]></title>
<link>http://entelepentele.wordpress.com/2008/02/05/anegdota/</link>
<pubDate>Tue, 05 Feb 2008 13:55:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>entelepentele</dc:creator>
<guid>http://entelepentele.wordpress.com/2008/02/05/anegdota/</guid>
<description><![CDATA[Komu anegdotę? Taką gorącą i świeżą? Historyjka jest świeża, bo z tegorocznej sesji egzaminacyjnej*.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Komu anegdotę? Taką gorącą i świeżą?</p>
<p><img border="0" width="330" src="http://entelepentele.wordpress.com/files/2008/02/anegdot.jpg" alt="some coffee?" height="440" /></p>
<p>Historyjka jest świeża, bo z tegorocznej sesji egzaminacyjnej*. W Filmówce piszą studenci egzamin. Profesor przechadza się po sali i czujnym okiem obserwuje swoich podopiecznych. Coś przykuwa jego uwagę &#8211; staje nad jedną ze studentek, przygląda się jej i mówi: &#8211; Jako mężczyźnie mi nie wypada, za to jako wykładowcy jak najbardziej &#8211; i sięga dłonią za dekolt studentki i wyciąga piękną, długą, starannie zrobioną ściągę. Studentka &#8211; kompletnie oszołomiona &#8211; wstaje i taksuje profesora wzrokiem, ale riposta jest szybka: &#8211; Jako studentce mi nie wypada, ale jako kobiecie jak najbardziej &#8211; i wymierza soczystego policzka&#8230; Piękne!</p>
<p>*Z anegdotami tak już jest, że uznawana za świeżą, jest jednak ubiegłoroczna. Jeśli tak, pardon! Choć ta powyżej przytoczona rozbawia mnie bardzo tegorocznie&#8230; Salut!</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kawały 21-30]]></title>
<link>http://qrycha.wordpress.com/2007/12/06/kawaly-21-30/</link>
<pubDate>Thu, 06 Dec 2007 14:00:23 +0000</pubDate>
<dc:creator>qrycha</dc:creator>
<guid>http://qrycha.wordpress.com/2007/12/06/kawaly-21-30/</guid>
<description><![CDATA[Kolejna paczka dowcipów. 8. Dentysta schyla sie właśnie nad pacjentem i ma zamiar rozpocząć borowani]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Kolejna paczka dowcipów. 8. Dentysta schyla sie właśnie nad pacjentem i ma zamiar rozpocząć borowani]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
