<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>anekdoten &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://en.wordpress.com/tag/anekdoten/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "anekdoten"</description>
	<pubDate>Tue, 29 Dec 2009 01:25:50 +0000</pubDate>

	<generator>http://en.wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Landberk - Lonely Land]]></title>
<link>http://myselfdestruct.wordpress.com/2009/11/19/landberk-lonely-land/</link>
<pubDate>Thu, 19 Nov 2009 14:24:36 +0000</pubDate>
<dc:creator>myselfdestruct</dc:creator>
<guid>http://myselfdestruct.wordpress.com/2009/11/19/landberk-lonely-land/</guid>
<description><![CDATA[Utwory: Waltz Of Dark Riddle; The Tree; Pray For Me Now; Song From Kallsedet; No More White Horses; ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><a href="http://myselfdestruct.wordpress.com/files/2009/11/landberk-lonely-land-cover2.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-42" title="Landberk - Lonely Land - cover" src="http://myselfdestruct.wordpress.com/files/2009/11/landberk-lonely-land-cover2.jpg" alt="" width="180" height="180" /></a></p>
<p><strong>Utwory:</strong> Waltz Of Dark Riddle; The Tree; Pray For Me Now; Song From Kallsedet; No More White Horses; You And I; Lonely Land</p>
<p><strong>Wykonawcy:</strong> Patric Helje &#8211; wokal; Andreas Dahlbäck &#8211; instrumenty perskusyjne; Reine Fiske – gitara; Stefan Dimle – gitara basowa; Simon Nordberg – instrumenty klawiszowe</p>
<p><strong>Wydawca:</strong> Laser’s Edge</p>
<p><strong>Rok wydania:</strong> 1992</p>
<p><strong>Data napisania recenzji:</strong> 08.08.06</p>
<p><strong>Subiektywna ocena (od 1 do 10): </strong>10</p>
<p>Landberk i jego płyty należą niewątpliwie do zapomnianych muzycznych pereł wydawanych w latach dziewięćdziesiątych. Muzycy świadomie czerpali z tradycji rocka progresywnego lat siedemdziesiątych, ale zachowali przy tym oryginalność i własny, niepodrabialny charakter. Zresztą sam zespół stanowił o sile szwedzkiej &#8220;retro-progresywnej&#8221; sceny lat dziewięćdziesiątych obok Anglagard czy Anekdoten.</p>
<p>Album <em>&#8220;Lonely Land”</em> został pierwotnie wydany w 1992 pod tytułem <em>&#8220;Riktigt Äkta”</em> z utworami śpiewanymi po szwedzku i bez, skądinąd świetnej, przeróbki <em>&#8220;No More White Horses”</em> z albumu <em>&#8220;It´ll All Work Out In Boomland”</em> zespołu T2. Landberk oprócz omawianej płyty wydał jeszcze dwa studyjne dziełka: <em>&#8220;One Man Tells Another”</em> z 1994 roku – bardziej eksperymentalne, &#8220;crimsonowo zdyscyplinowane” z  przeważającymi okołojazzowymi klimatami, bardziej oszczędny w melodiach niż debiut oraz przez wielu uznany, moim zdaniem jednak troszkę na wyrost,  za opus magnum <em>&#8220;Indian Summer”</em>; dzieło o barwie popielu i beżu, lekko slow core’owe, będące na pewno interesującą mieszanką art rocka i post-rocka, całe zanurzone w melotronowych pasażach i co ciekawe zupełnie różniące się od poprzednich wydawnictw Szwedów! Dyskografię uzupełnia też album koncertowy <em>&#8220;Unaffected”</em> będący, co ciekawe, koncertowym wykonaniem albumu <em>&#8220;Lonely Land”</em>, ale z wokalami po szwedzku, zupełnie jak na <em>&#8220;Riktigt Äkta”</em>, dodatkowo wykonano wtedy utwór <em>&#8220;Afterwards”</em> z repertuaru Van Der Graaf Generator oraz <em>&#8220;Rememberence”</em> z drugiego albumu studyjnego; na koniec płyty czeka na  nas <em>&#8220;Undrar om ni ser&#8221;</em> czyli na nowo nagrana, szwedzkojęzyczna wersja utworu <em>&#8220;Lonely Land”</em>. Poważnym mankamentem tej płyty jest nieszczególna, bliska bootlegowej, jakość dźwięku, co niestety nie pomaga w dobrym odbiorze muzyki i nie wyróżniające się niczym szczególnym wersje utworów znanych z płyt studyjnych.</p>
<p>Pierwsze co uderza słuchacza przy kontakcie z płytą <em>&#8220;Lonely Land”</em> to niewątpliwie niezwykły nastrój, pełen nostalgii, przywodzący na myśl złote czasy znane z płyt King Crimson (niesamowite melotronowe pasaże), T2 (przeróbka <em>&#8220;No More White Horses”</em> to potwierdza), Indian Summer, pierwszych płyt Eloy oraz szwedzkich prekursorów z Trettioåriga Kriget. Nie ma tu mowy o jakieś wtórności, gdyż jest to raczej pewna sentymentalna muzyczna podróż w czasie i na pewno skuteczna ucieczka przed muzycznym kiczem serwowanym przez zespoły tzw. fali neoprogresu z Pendragonem czy Areną na czele. Cały album sprawia wrażenie niesamowicie przemyślanego i świadczy o dojrzałości muzyków. Ta ostatnia przejawia się też w oszczędnych doborze środków, co widać szczególnie w otwierającym całość <em>&#8220;Waltz Of Dark Riddle”</em> gdy po otwierającej partii fletu wchodzi skromny melotronowy podkład i wokal, wrażenie niesamowitości dodatkowo potęguje raptem kilka dźwięków granych na fortepianie. W takim <em>&#8220;The Tree”</em> dzieje się tyle, że aż trudno to ogarnąć, od lekko kraut-rockowego intro, przez melotronowe pasaże, partię wokalną budzącą niezbyt nachalne skojarzenia z Peterem Hammillem z VDGG, dalej z niezwykle delikatnym śpiewem Patrica Helje w środku utworu, aż po ostrzejszy finał. <em>&#8220;Pray For Me Now”</em> to kolejny świetny, niemal hard-rockowy utwór z bardzo delikatną i melodyjną codą. <em>&#8220;Song From Kallsedet”</em> to jeden z najpiękniejszych utworów Landberk w ogóle, niezwykle delikatny instrumental, z interesującą partią gitary Reine Fiske. Swoją drogą w tym utworze ujawnia się jego wspaniała wyobraźnia muzyczna, gdzie przy pomocy kilku dźwięków potrafi wyczarować zapadającą w pamięć, niezwykłą melodię. <em>&#8220;No More White Horses”</em> to, jak wspomniałem, przeróbka utworu zespołu T2 i kto wie czy nawet nie przewyższająca oryginalne wykonanie. <em>&#8220;You And I”</em> to kolejna świetna kompozycja, napięcie rośnie tutaj z każdą sekundą, aż po niesamowity finał, gdzie w cudowny sposób uzupełniają się w budowaniu linii melodycznej flet, gitara i melotron, a na końcu pałeczkę przejmuje pianista w niezwykłej, pełnej uczucia partii. Tytułowy <em>&#8220;Lonely Land”</em> można śmiało uznać za takie małe arcydzieło, partie poszczególnych instrumentów są świetnie zaaranżowane, choć stosunkowo oszczędnie. Warto dodać, że niezwykle piękne, urzekające melodie pojawiają się tutaj czasem tylko na moment, by potem zniknąć i być zastąpione przez kolejne, co potęguje wrażenie bogactwa tej muzyki przy pełnym ascezy akompaniamencie. Upewnia to słuchacza, że w żadnym razie nie ma tutaj mowy o doborze przypadkowych dźwięków, że wszystko jest dokładnie przemyślane jak choćby krótkie solo na perkusji w okolicach 7 minuty, po którym wchodzi bas, który swoim pulsem prowadzi nas do finału, krótkiego, bo raptem trwającego niewiele ponad minutę, ale sprawiający niesamowite, wręcz porażające wrażenie.</p>
<p>Wspaniała płyta, świadectwo niezwykłego talentu, ale też dowód, że można, grając rock progresywny w solidnym oparciu o tradycję, stworzyć coś niezwykle świeżego i fascynującego, pomimo wrażenia podróży w przeszłość.</p>
<p><strong>Autor: </strong>Tomek <em>&#8220;BlaKcThrone”</em> Jałukowicz</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Morte Macabre - Symphonic Holocaust]]></title>
<link>http://myselfdestruct.wordpress.com/2009/11/17/morte-macabre-symphonic-holocaust/</link>
<pubDate>Tue, 17 Nov 2009 14:00:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>myselfdestruct</dc:creator>
<guid>http://myselfdestruct.wordpress.com/2009/11/17/morte-macabre-symphonic-holocaust/</guid>
<description><![CDATA[Utwory: Apoteosi del Mistero; Threats of Stark Reality; Sequenza Ritmica e Tema; Lullaby; Quiet Drop]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><strong><a href="http://myselfdestruct.wordpress.com/files/2009/11/morte-macabre-symphonic-holocaust-cover.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-27" title="Morte Macabre - Symphonic Holocaust - cover" src="http://myselfdestruct.wordpress.com/files/2009/11/morte-macabre-symphonic-holocaust-cover.jpg" alt="" width="180" height="180" /></a>Utwory:</strong> Apoteosi del Mistero; Threats of Stark Reality; Sequenza Ritmica e Tema; Lullaby; Quiet Drops; Opening Theme; The Photosession; Symphonic Holocaust;</p>
<p><strong>Wykonawcy:</strong> Nicklas Berg (ANEKDOTEN) &#8211; Melotron, Fender Rhodes, Theremin, sampler, gitary, bas; Stefan Dimle (LANDBERK) &#8211; bass, Melotron, Moog; Reine Fiske (LANDBERK) &#8211; gitary, Melotron, violin, Fender Rhodes; Peter Nordins (ANEKDOTEN) – instrumenty perkusyjne, Melotron; gościnnie: Yessica Lindkvist – wokal; Janne Hansson – waves</p>
<p><strong>Wydawca:</strong> Mellotronen</p>
<p><strong>Rok wydania:</strong> 1998</p>
<p><strong>Data napisania recenzji:</strong> 26.08.06</p>
<p><strong>Subiektywna ocena (od 1 do 10): </strong>10</p>
<p>Na początku było słowo i instrument &#8230; melotron, potem był debiut King Crimson, następnie masa naśladowców, gdzieś po drodze spora grupa włoskich zespołów spod znaku awangardowego art rocka na czele z Goblin, Celeste, Museo Rosenbach, Garybaldi, następnie nastała cisza, aż do początku lat 90-tych. Wtedy to pojawiło się kilka progresywnych płyt-perełek sygnowanych przez szwedzkie zespoły jak Anekdoten, Anglagard, Landberk. W końcu powstała płyta efemerycznej grupy <strong>Morte Macabre</strong>, która zdaje się być podsumowaniem tego, co wydarzyło się na szwedzkiej scenie progresywnej w latach 90-tych. Świadczy o tym nie tylko skład zespołu, który tworzą muzycy Landberk: Reine Fiske i Stefan Dimle oraz Anekdoten: Nicklas Berg i Peter Nordins, ale przede wszystkim niebanalna muzyka, która się na płycie <em>&#8220;Symphonic Holocaust”</em> znalazła.</p>
<p>U podstaw tego projektu legła fascynacja muzyków nie tylko klasycznymi już progresywnymi zespołami sprzed ćwierćwiecza, ale przede wszystkim starymi, głównie włoskimi horrorami, często klasy &#8220;B” w reżyserii przykładowo Lucio Fulciego czy Ruggero Deodato. W tych filmach często najciekawszym elementem była właśnie ścieżka dźwiękowa, tworzona nierzadko przez zawodowych kompozytorów jak Fabio Frizzi czy Riz Ortolani lub powierzana awangardowym zespołom pokroju Goblin.</p>
<p>Na płycie znalazło się 6 przeróbek filmowych tematów i dwie autorskie kompozycje, w tym jedna będąca introdukcją. Nie jest oczywiście sztuką nagrywać przeróbki znanych tematów nuta w nutę, ważne jest odciśnięcie swojego piętna na znanych kompozycjach tak jak to czyni słoweński Laibach czy pokazał Fantomas na płycie <em>&#8220;Director’s Cut”</em>, na której w brawurowy sposób przerobił, często wręcz nie do poznania, znane tematy filmowe na czele z <em>&#8220;Kołysanką”</em> z <em>&#8220;Dziecka Rosemary”</em>. Muzykom Morte Macabre również udała się ta sztuka znakomicie, bo nie często spotyka się na jednej płycie muzykę tak przesiąkniętą brzmieniami melotronów (często dwóch jednocześnie), pełną art rockowego rozmachu, ale też niezwykle mroczną, pełną napięcia, przywołującą duszną atmosferę horroru.</p>
<p>Jednak na <em>&#8220;Symphonic Holocaust”</em> poza <em>&#8220;Kołysanką”</em> Komedy przedstawiono utwory praktycznie nieznane szerszej publiczności, bo też nie jest łatwo legalnie zdobyć &#8220;dziełka&#8221; &#8220;ojca chrzestnego kina gore&#8221; Lucio Fulciego jak <em>&#8220;City Of The Living Dead”</em> i <em>&#8220;The Beyond”</em> czy zakazanego w 60 krajach świata <em>&#8220;Cannibal Holocaust”</em>.</p>
<p>Otwierający całość <em>&#8220;Apoteosi Del Mistero”</em> pochodzący z filmu <em>&#8220;City of the Living Dead”</em> doskonale wprowadza nas w atmosferę całości, melotronowe intro z niby-chórkami w tle, po niespełna minucie wchodzi cały zespół, utwór przeradza się w najprawdziwszą symfonię grozy, ze sporą domieszką lekko free-jazzowego zgiełku w finale. W tym utworze widać wyraźne piętno odciśnięte przez muzyków zespołu Anekdoten.</p>
<p><em>&#8220;Threats of Stark Reality”</em> jest jednym z dwóch autorskich utworów muzyków Morte Macabre, swoistą introdukcją do kolejnej kompozycji <em>&#8220;Sequenza Ritmica Etema”</em> pochodzącej z filmu <em>&#8220;The Beyond”</em>. W porównaniu z oryginałem całość ma mocno spowolniony rytm, utwór przeradza się w melotronowy walec wgniatający słuchacza w fotel,  pełen hipnotycznej mocy i napięcia, ze świetnym jazzującym fragmentem w środku utworu.</p>
<p><em>&#8220;Lullaby”</em> z kolei pełna jest aranżacyjnych smaczków, w tej wersji rozszerzonej do 8 minut, zaskakując słuchacza spokojem, melancholią bliską ostatnim dokonaniom zespołu Landberk. Przepełniona jest także swoistym schizofrenicznym pięknem, szczególnie słyszalnym w świetnej wokalizie Yessiki Lindkvist, pełnej dziecięcej naiwności i delikatności, ale wiadomo z filmu, co się za tym kryło. Jedna z najciekawszych wersji filmowego tematu Komedy w ogóle.</p>
<p><em>&#8220;Quiet Drops”</em> to przeróbka kompozycji ze ścieżki dźwiękowej filmu Joe D’Amato czyli <em>&#8220;Beyond The Darkness”</em> aka <em>&#8220;Buio Omega”</em>. Goblin stworzyli ten utwór w oparciu o brzmienie dwóch fortepianów, a w środkowej części również syntezatora, po którego krótkiej partii mamy wyciszenie z melodią fortepianu znaną z pierwszej części. Wersja Morte Macabre to gitara akustyczna w podkładzie (troszkę przypomina <em>&#8220;For Someone”</em> z wydanego rok później albumu <em>&#8220;From Within”</em> Anekdoten) i charakterystyczna linia melodyczna grana przez gitarzystę Reine Fiske, tutaj na szczęście zamiast plastikowego brzmienia syntezatora wchodzi szlachetny melotron, a sama kompozycja nabiera niesamowitej mocy.</p>
<p>Kolejny utwór to <em>&#8220;Opening Theme”</em> Riza Ortolaniego, pochodzący ze skandalizującego horroru <em>&#8220;Cannibal Holocaust”</em>. Całość rozpoczyna się niczym folkowa ballada dźwiękami gitary akustycznej, przechodząc dzięki melotronom w piękny, oniryczny tren. Swoją wersję tego tematu przedstawił również zespół Necrophagia na epce zatytułowanej, jakże by inaczej, &#8220;<em>Cannibal Holocaust”</em>. Niestety, poza klawiszowym wstępem z charakterystycznym motywem, utwór to typowa dla tego zespołu death metalowa łupanka.</p>
<p><em>&#8220;The Photosession”</em> z filmu <em>&#8220;Golden Girls”</em> to z kolei wersja przesiąknięta twórczością Landberk, przywołująca ich piękne, rozmarzone utwory jak <em>&#8220;</em><em>Song From Kallsedet”</em> czy <em>&#8220;Valentinsong”</em>, spokojna, pogrążona w melancholii, z partią leniwie sączącej się gitary, ale też pełna niezwykłego napięcia, które udziela się słuchaczowi.</p>
<p>Utwór tytułowy to opus magnum całości. W nim z kolei zdecydowanie przeważają brzmienia bliskie twórczości zespołu Anekdoten. Początkowy powtarzany jak mantra melotronowy motyw wprowadza nas do prawdziwego muzycznego misterium napędzanego nerwowym basem i zgiełkliwą gitarą, dodatkowo podlanego melotronowym sosem. Dla mnie to utwór to świetna symbioza awangardy, art rocka, progresu czy free-jazzu w idealnie dobranych proporcjach. Pełna mroku, napięcia atmosfera powoduje, że słuchacz wchłania tą muzykę niemal przez skórę. Brzmi to oczywiście również jak soundtrack do horroru, dziejącego się gdzieś w naszym umyśle. Podejrzewam, że Tomasz Beksiński widział by tutaj Belę Lugosiego albo Petera Cushinga kroczących w długich czarnych płaszczach w towarzystwie, a co tam,  Christophera Lee. Cóż nie każdy jest fanem horrorów wytwórni Hammer, a muzyce Morte Macabre raczej bliżej do jakiś awangardowych wersji gotyckich horrorów aniżeli do &#8220;klasyków”, niemniej jednak horror to horror, horror jak rzekłby pułkownik Kurtz.</p>
<p>Dla kolekcjonerów warto dodać, że winylowa, dwupłytowa edycja (wytłoczona na krwawoczerwonym winylu) zawiera dodatkowo utwór <em>&#8220;Irrealta di Suoni aka Suoni Dissonanti”</em> pochodzący z filmu <em>&#8220;City Of The Living Dead&#8221;</em>.</p>
<p><em>&#8220;Symphonic Holocaust”</em> to znakomite podsumowanie szwedzkiego rocka progresywnego lat 90-tych, dowód niezwykłego talentu czwórki muzyków i przede wszystkim niezwykłej muzycznej wyobraźni i świetnego doboru repertuaru. Takiej muzyki się nie tylko słucha, ją się przeżywa. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest to też najdoskonalsze dzieło z okolic Anekdoten, Landberk (w pewnym sensie również Paatos), niezwykle spójne, rzekłbym ponadczasowe. W książeczce widnieje jakby motto <em>“The art of  creating something new by old influences”</em> i zrealizowane zostało ono na tej płycie perfekcyjnie.</p>
<p><strong>Autor: </strong>Tomek <em>&#8220;BlaKcThrone”</em> Jałukowicz</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Beim Hirschjagerwirt.]]></title>
<link>http://catcam.wordpress.com/2009/11/16/beim-hirschjagerwirt/</link>
<pubDate>Mon, 16 Nov 2009 11:28:27 +0000</pubDate>
<dc:creator>morath</dc:creator>
<guid>http://catcam.wordpress.com/2009/11/16/beim-hirschjagerwirt/</guid>
<description><![CDATA[Gesundheit. Es war vor zehn Jahren, kurz bevor wir mit Katzen, Gummibaum und Philodendron im Buchbin]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Gesundheit. Es war vor zehn Jahren, kurz bevor wir mit Katzen, Gummibaum und Philodendron im Buchbin]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wie aus einem Elfchen eine Elf wurde....]]></title>
<link>http://ritap0qatir.wordpress.com/2009/11/06/wie-aus-einem-elfchen-eine-elf-wurde/</link>
<pubDate>Fri, 06 Nov 2009 17:03:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>ritap0qatir</dc:creator>
<guid>http://ritap0qatir.wordpress.com/2009/11/06/wie-aus-einem-elfchen-eine-elf-wurde/</guid>
<description><![CDATA[Sicher wisst ihr alle, was ein Elfchen ist, oder???  Meine Oberstufenschüler rätselten lange herum, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Sicher wisst ihr alle, was ein Elfchen ist, oder???  Meine Oberstufenschüler rätselten lange herum, dachten an Märchenwesen und schauten erstaunt, als ich ihnen das Elf-Wort-Schema an die Tafel malte &#8211; aber dann &#8220;elften&#8221; sie eifrig los, und zwar zum Thema &#8220;Werbung&#8221; mit dem Anfangswort &#8220;bunt&#8221;.</p>
<p>Zu Hause sollten sie dann die fertigen Elfchen nochmals richtig abschreiben und zwar auf ein weißes Blatt, um sie zu einer Art Elfchen-Collage zusammenstellen zu können. Was dann aber am nächsten Abend bei mir ankam, waren ausgewachsene &#8220;Elfen&#8221;, nämlich eine  größer als die andere&#8221;, so dass wir sie flugs umbenannten und sie einzeln aufhängen mussten!</p>
<p>Und aus reinem Spaß hänge ich hier noch ein Werbe-Elfchen für Ecuador</p>
<p style="text-align:center;">Land</p>
<p style="text-align:center;">am Äquator</p>
<p style="text-align:center;">viele hohe Berge</p>
<p style="text-align:center;">Urwald   Strand   Vulkane   Galapagos</p>
<p style="text-align:center;">wunderbar!</p>
<p style="text-align:center;">
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Cauti war im Radio]]></title>
<link>http://24lightyears.wordpress.com/2009/11/04/cauti-war-im-radio/</link>
<pubDate>Wed, 04 Nov 2009 20:39:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>Cauti</dc:creator>
<guid>http://24lightyears.wordpress.com/2009/11/04/cauti-war-im-radio/</guid>
<description><![CDATA[Und zwar auf Sputnik. Die waren nämlich in der Mensa an unserer Uni. In Jena herrscht momentan total]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Und zwar auf Sputnik.<br />
Die waren nämlich in der Mensa an unserer Uni. In Jena herrscht momentan totales Wohnungschaos. Die Uni hat dieses Semester 5000 neue Studenten immatrikuliert (hört sich schlimm an, heißt aber nur, dass 5000 neue Gesichter über den Campus laufen), und leider wurde nicht daran gedacht, dass Jena in ganz Deutschland neben München den zweit geringsten Wohnungsleerstand hat.<br />
Also haben natürlich nicht alle neuen Studenten eine Wohnung in Los Jenas bekommen.</p>
<p>Und deswegen wollte Radio Sputnik einige Studenten dazu befragen.<br />
Der Manu und ich waren zufällig nun grad zum Essen in der Mensa, und da wollten wir natürlich auch ordentlich Kulis von Radio Sputnik abstauben (Wir haben versucht sie ganz lang mit Mathe-pseudo-intellektuellem-Zeugs vollzuquatschen, doch sie waren imun).<br />
Resultat war, dass wir uns zu einem Live-Interview im Radio hinreißen liesen. (Natürlich waren wir voll lässig)</p>
<p>Moderator: &#8220;Ich habe gerade den besten Satz über das Mathematikstudium gehört: Mathematik ist interessant, aber abartig. Und von wem könnte dieses Zitat stammen, wenn nicht von zwei Mathestudenten, nämlich der Manu und der Cauti.&#8221;<br />
Ma&#38;C: &#8220;Tach auch.&#8221;</p>
<p>Mo: &#8220;In Jena ist ja grad voll der krasse Wohnungsleerstand. Wie habt ihr denn in eurer WG das Zimmer vergeben, Cauti?&#8221;<br />
C: &#8220;Wir haben den von mir selbst konzipierten Smiley-Test durchgeführt.&#8221;</p>
<p>Mo: &#8220;Ja absolut. Wie geht denn der Smiley-Test?&#8221;<br />
C: &#8220;Die Aufgabe war, neben Name und Adresse, den schönsten Smiley wo gibbet auf einen Notizzettel zu kritzeln.&#8221;</p>
<p>Mo:&#8221;Wow indeed. Und wer hat das Zimmer dann bekommen?&#8221;<br />
C: &#8220;Es waren sogar n+1 für n=1 Zimmer. Und zwei Mädels haben diese bekommen.&#8221;</p>
<p>Mo:&#8221;Ja warum wundert mich das jetzt gar nicht?&#8221;<br />
C:&#8221;Weiß nich? Warum?&#8221;</p>
<p>Mo:&#8221;Und wie war das bei dir, der Manu? Wie viele musstet ihr euch anschauen, ehe ihr euch entschieden hattet?&#8221;<br />
Ma:&#8221;n &#60;= 10&#8243;</p>
<p>Mo:&#8221;Und das wurde wurde dann natürlich nach Sauberkeit und Anstandt ausgewählt, und nicht nach anderen Eigenschaften?&#8221;<br />
Ma:&#8221;Eigenwerten? Hä?&#8221;</p>
<p>Mo:&#8221;Ihr seid ja beide, wie die Mädels wohl sagen würden, richtige Schnuckelchen. Seid ihr beide denn noch zu haben?&#8221;<br />
C&#38;Ma unisono: &#8220;Nö.&#8221;</p>
<p>Mo:&#8221;Das tut mir leid für die Frauen, aber vielleicht tanzt ihr ja zu solcher Musik auch gern.&#8221;</p>
<p>Hier spielte der Mo Musik ein. Also sowas was für ihn Musik war. Für uns nich, wir hören Musik. Also für uns. Für ihn nicht.<br />
Er fragte, ob wir zu solch Musik auch tanzen würden. Wir antworteteten diplomatisch &#8220;Fallunterscheidung&#8221;, aber wie ein guter Moderator nunmal so ist, ließ er sich davon nicht abbringen.</p>
<p>Dann waren wir erlöst, ein Lächeln spielte uns um die Lippen und wir gingen essen. Und wir waren ganz cool&#8230;</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Aus dem blauen Buch]]></title>
<link>http://foehre.wordpress.com/2009/11/02/aus-dem-blauen-buch/</link>
<pubDate>Mon, 02 Nov 2009 20:12:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>Föhre</dc:creator>
<guid>http://foehre.wordpress.com/2009/11/02/aus-dem-blauen-buch/</guid>
<description><![CDATA[Jetzt wo wir geputzt haben, Sind die Spinnen heimatlos, Aber ich mach mir nicht wirklich Sorgen, Neu]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Jetzt wo wir geputzt haben,<br />
Sind die Spinnen heimatlos,<br />
Aber ich mach mir nicht wirklich Sorgen,<br />
Neue Spinnen werden kommen,<br />
Und neue Fliegen jagen.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Hundefreunde Teil2]]></title>
<link>http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/2009/11/01/hundefreunde-teil2/</link>
<pubDate>Sun, 01 Nov 2009 22:29:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>synve1</dc:creator>
<guid>http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/2009/11/01/hundefreunde-teil2/</guid>
<description><![CDATA[Die nächste glückliche Spielrunde mit Flytes Lieblingsfreundin Caya!]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><img class="alignnone size-medium wp-image-379" title="FlyteBaum1009" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/11/flytebaum1009.jpg?w=300" alt="FlyteBaum1009" width="300" height="225" /><img class="alignnone size-medium wp-image-374" title="flytecaya1" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/11/flytecaya1.jpg?w=300" alt="flytecaya1" width="300" height="225" /><img class="alignnone size-medium wp-image-375" title="flytecaya4" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/11/flytecaya4.jpg?w=300" alt="flytecaya4" width="300" height="225" /><img class="alignnone size-medium wp-image-376" title="flytecaya2" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/11/flytecaya2.jpg?w=300" alt="flytecaya2" width="300" height="225" /><img class="alignnone size-medium wp-image-377" title="flytecaya3" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/11/flytecaya3.jpg?w=300" alt="flytecaya3" width="300" height="225" /><img class="alignnone size-medium wp-image-378" title="flytecaya5" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/11/flytecaya5.jpg?w=300" alt="flytecaya5" width="300" height="225" /></p>
<p>Die nächste glückliche Spielrunde mit Flytes Lieblingsfreundin Caya!</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[// Die Macht der Musik]]></title>
<link>http://brokenspirits.wordpress.com/2009/10/24/die-macht-der-musik/</link>
<pubDate>Sat, 24 Oct 2009 14:35:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>brokenspirits</dc:creator>
<guid>http://brokenspirits.wordpress.com/2009/10/24/die-macht-der-musik/</guid>
<description><![CDATA[Kennt Ihr das? Ihr hört einen Song und Ihr verbindet damit eine Situation aus Eurem Leben. Welcher S]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Kennt Ihr das? Ihr hört einen Song und Ihr verbindet damit eine Situation aus Eurem Leben.</p>
<p>Welcher Song ist das?<br />
Welche Erinnerungen werden in Euch zum Leben erweckt?<br />
Ist das die Musik, die Ihr mögt, oder sind da Stilistiken dabei, die Ihr normalerweise nicht freiwillig hören würdet?</p>
<p>Letzteres trifft auf mich zu: mit Rap oder deutschsprachiger Musik kann ich relativ wenig anfangen. Ich will damit nicht sagen, daß diese Art von Musik  &#8220;schlecht&#8221; sei &#8211; mir fehlt einfach der Bezug und ich halte diese Art von Musik für &#8220;nichtssagend&#8221;. Ich kann mit dieser Stilistik einfach &#8220;nichts anfangen&#8221;.</p>
<p>Es gibt aber dennoch einen Song, auf den diese beiden Kriterien zutreffen (deutschsprachiger Rap) und trotzdem &#8211; oder gerade deshalb? &#8211; verbinde ich damit eine Anekdote aus meinem Leben.</p>
<p>*Popcorn rumreich* </p>
<p>Wie schwer es ist, eine funktioniernde Band zusammenzustellen, habe ich hier des öfteren berichtet.<br />
Mit dem &#8220;Gastmusikerprinzp&#8221; mache ich es mir ja vergleichsweise einfach &#8211; man trifft sich für zwei oder drei Songs, es gab im Vorfeld Absprachen und der jeweilige Gastmusiker akzeptiert diese und ist somit mit dabei. Oder auch nicht.</p>
<p>Schwieriger wird es, wenn man langfristig planen will: viele Dinge sind zu berückichtigen, das Privatleben spielt eine nicht unwesentliche Rolle, musikalisch muß es passen usw. usf. </p>
<p>So ist es natürlich erfreulich, wenn man eine Schlagzeugerin kennenlernt, die nicht nur gut aussieht, sondern darüberhinaus auch noch über den entsprechenden Bekanntenkreis verfügt. </p>
<p>Kurz: eine Traumfrau, die nicht nur am Schlagzeug überzeugt hat.</p>
<p>Darüberhinaus hat sie innerhalb von wenigen Tagen eine komplette Band zusammengestellt.</p>
<p>Die erste Probe fand statt, bis auf eine Ausnahme (der Bassist) waren nur Leute dabei, die ich bereits kannte.<br />
Die Probe lief perfekt und auch wenn wir &#8211; mit Ausnahme der Schlagzeugerin &#8211; nicht das perfekte Equipment hatten und alle <em>bestenfalls</em> fortgeschrittene Anfänger waren, so machte es sehr viel Spaß, einfach mal nur Krach zu machen und rumzuimprovisieren. </p>
<p>Ein gelunger Abend &#8211; ohne Zweifel.</p>
<p>Die zweite Bandprobe eine Woche später verlief etwas anders. </p>
<p>Die Schlagzeugrin hatte kurzfristig angekündigt, daß sie sich verspäten wird. Wir Jungs haben uns aber trotzdem pünktlich getroffen und erstmal ein Bier getrunken. Schnell kamen wir auf die üblichen postpubertären Themen zu sprechen: da taten sich in Bezug auf die Schlagzeugerin Abgründe auf.</p>
<p>Irgendjemand kramte dann eine Kassette hervor und spielte diese ab.</p>
<p>In genau diesem Moment kam <em>sie</em> herein. Natürlich hat <em>sie</em> die Situation sofort richtig interpretiert &#8211; dies war deutlich an ihrer Mimik zu erkennen: freudiges Hallo, erstauntes Schweigen, Begreifen, Panik, gespielte Gelassenheit. Und das alles nahezu gleichzeitig.</p>
<p>Es war eine regnerische Nacht: die Bandprobe war gelaufen, wir bauten ihr Schlagzeug ab und trugen es raus in den Regen auf den Parkplatz. Ohne Schlageuger probt es sich natürlich schlecht, deshalb war in Ermangelung eines Drumcomputers die Probe gestrichen.</p>
<p>Ich kann heute nicht mehr sagen, wie <em>sie</em> aussah&#8230; meine letzte Erinnerung an <em>sie</em> ist die durch den Regen verschwommene Spiegelung auf dem nassen Asphalt und ihr Schlagzeug.</p>
<p>Wir Jungs kannten uns ja bereits einige Jahre und in dieser Zeit entstand eine Männerfreundschaft, die keine Frau zu untergraben vermag.<br />
Folglich war an diesem Abend ein kollektives und ausgiebiges Besäufnis angesagt.<br />
Den Bassisten hat es offenbar am härtesten getroffen (im Nachhinein war er der Einzige, der <em>sie</em> immerhin zweimal traf): jedesmal, wenn er eine Gruppe von Frauen sah, erzählte er, wie wir gleichzeitig Single wurden. Die Erfolgschancen gingen gegen null und führten in einem Fall zu Hausverbot <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_cool.gif' alt='8-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Ich habe auch heute noch Kontakt mit den Jungs &#8211; und wir jammen auch heute noch. </p>
<p>Manchmal schwelgen wir in Erinnerungen und manchmal hören wir die Musik, die wir damals mochten. Wenn wir &#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=8Ng4Liv2OM0" target="_blank">Die da</a>&#8221; von den Fantastischen 4 hören, erinnern wir uns auch an <em>sie</em> &#8211; unsere Bandmatratze.</p>
<p>Wir trinken dann schweigend einen Schluck Bier und wissen, daß wir uns alle die gleiche Frage stellen:</p>
<p><em>Hat das Schlagzeug damals diese regnerische Nacht unbeschadet überstanden?</em></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[I MIGLIORI DISCHI DI ROCK PROGRESSIVO DEGLI ULTIMI 40 ANNI: 1989-1998]]></title>
<link>http://isilenti.wordpress.com/2009/09/23/i-migliori-dischi-di-rock-progressivo-degli-ultimi-40-anni-1989-1998/</link>
<pubDate>Wed, 23 Sep 2009 06:43:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>willoworld</dc:creator>
<guid>http://isilenti.wordpress.com/2009/09/23/i-migliori-dischi-di-rock-progressivo-degli-ultimi-40-anni-1989-1998/</guid>
<description><![CDATA[E siamo arrivati agli anni novanta, decennio che ha visto rinascere il genere progressive grazie sop]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>E siamo arrivati agli anni novanta, decennio che ha visto rinascere il genere progressive grazie soprattutto al metal, ma non solo. Importantissima la corrente scandinava, attivissima ancora oggi. Sonoritá che rimangono nell&#8217;underground ma che anno dopo anno richiamano sempre piú nuovi e vecchi fan.</p>
<p>Questi i dischi che, secondo me, meritano la medaglia d&#8217;oro, anno per anno.</p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/1024/cover_4029123072009.jpg" alt="" width="300" height="300" /></p>
<p><strong>1989: <em>Secrets </em>- Allan Holdsworth</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/724/cover_135882382009.jpg" alt="" width="300" height="300" /></p>
<p><strong>1990:<em> Vigil in a wilderness of mirrors </em>- Fish</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/50/cover_4322201322007.jpg" alt="" width="300" height="300" /></p>
<p><strong>1991: <em>Dust and Dreams</em> &#8211; Camel</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/378/cover_1948221212008.jpg" alt="" width="300" height="300" /></p>
<p><strong>1992: <em>Images and Words </em>- Dream Theater</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/17/cover_2045101342009.jpg" alt="" width="300" height="298" /></p>
<p><strong>1993: <em>Vemod</em> &#8211; Anekdoten</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/18/cover_17380532009.jpg" alt="" width="300" height="299" /></p>
<p><strong>1994: <em>Epilog </em>- Anglagard</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/1618/cover_335719252005.jpg" alt="" width="300" height="300" /></p>
<p><strong>1995:<em> Mandylion</em> &#8211; The Gathering</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/1278/cover_271414182004.jpg" alt="" width="300" height="302" /></p>
<p><strong>1996: <em>Painting on glass</em> &#8211; The 3rd and the mortal</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/110/cover_39407352009.jpg" alt="" width="300" height="295" /></p>
<p><strong>1997: <em>Stardust we are </em>- The Flower Kings</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/1038/cover_505720392009.jpg" alt="" width="300" height="299" /></p>
<p><strong>1998: <em>Alternative 4 </em>- Anathema</strong></p>
<p>Vedi anche:</p>
<p><a href="http://colonyofslippermen.wordpress.com/2009/09/15/i-migliori-dischi-di-rock-progressivo-degli-ultimi-30-anni-1969-1979/" target="_blank">I MIGLIORI DISCHI DI ROCK PROGRESSIVO DEGLI ULTIMI 40 ANNI: 1969-1978 </a></p>
<p><a href="http://colonyofslippermen.wordpress.com/2009/09/20/i-migliori-dischi-di-rock-progressivo-degli-ultimi-40-anni-1979-1988/" target="_blank">I MIGLIORI DISCHI DI ROCK PROGRESSIVO DEGLI ULTIMI 40 ANNI: 1979-1988</a></p>
<p>Fonte: <a href="http://colonyofslippermen.wordpress.com/" target="_blank">Colony of Slippermen</a></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[I MIGLIORI DISCHI DI ROCK PROGRESSIVO DEGLI ULTIMI 40 ANNI: 1989-1998]]></title>
<link>http://colonyofslippermen.wordpress.com/2009/09/22/i-migliori-dischi-di-rock-progressivo-degli-ultimi-40-anni-1989-1998/</link>
<pubDate>Tue, 22 Sep 2009 20:53:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>willoworld</dc:creator>
<guid>http://colonyofslippermen.wordpress.com/2009/09/22/i-migliori-dischi-di-rock-progressivo-degli-ultimi-40-anni-1989-1998/</guid>
<description><![CDATA[E siamo arrivati agli anni novanta, decennio che ha visto rinascere il genere progressive grazie sop]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>E siamo arrivati agli anni novanta, decennio che ha visto rinascere il genere progressive grazie soprattutto al metal, ma non solo. Importantissima la corrente scandinava, attivissima ancora oggi. Sonoritá che rimangono nell&#8217;underground ma che anno dopo anno richiamano sempre piú nuovi e vecchi fan.</p>
<p>Questi i dischi che, secondo me, meritano la medaglia d&#8217;oro, anno per anno.</p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/1024/cover_4029123072009.jpg" alt="" width="300" height="300" /></p>
<p><strong>1989: <em>Secrets </em>- Allan Holdsworth</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/724/cover_135882382009.jpg" alt="" width="300" height="300" /></p>
<p><strong>1990:<em> Vigil in a wilderness of mirrors </em>- Fish</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/50/cover_4322201322007.jpg" alt="" width="300" height="300" /></p>
<p><strong>1991: <em>Dust and Dreams</em> &#8211; Camel</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/378/cover_1948221212008.jpg" alt="" width="300" height="300" /></p>
<p><strong>1992: <em>Images and Words </em>- Dream Theater</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/17/cover_2045101342009.jpg" alt="" width="300" height="298" /></p>
<p><strong>1993: <em>Vemod</em> &#8211; Anekdoten</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/18/cover_17380532009.jpg" alt="" width="300" height="299" /></p>
<p><strong>1994: <em>Epilog </em>- Anglagard</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/1618/cover_335719252005.jpg" alt="" width="300" height="300" /></p>
<p><strong>1995:<em> Mandylion</em> &#8211; The Gathering</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/1278/cover_271414182004.jpg" alt="" width="300" height="302" /></p>
<p><strong>1996: <em>Painting on glass</em> &#8211; The 3rd and the mortal</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/110/cover_39407352009.jpg" alt="" width="300" height="295" /></p>
<p><strong>1997: <em>Stardust we are </em>- The Flower Kings</strong></p>
<p><img class="alignnone" src="http://www.progarchives.com/progressive_rock_discography_covers/1038/cover_505720392009.jpg" alt="" width="300" height="299" /></p>
<p><strong>1998: <em>Alternative 4 </em>- Anathema</strong></p>
<p>Vedi anche:</p>
<p><a href="http://colonyofslippermen.wordpress.com/2009/09/15/i-migliori-dischi-di-rock-progressivo-degli-ultimi-30-anni-1969-1979/" target="_blank">I MIGLIORI DISCHI DI ROCK PROGRESSIVO DEGLI ULTIMI 40 ANNI: 1969-1978 </a></p>
<p><a href="http://colonyofslippermen.wordpress.com/2009/09/20/i-migliori-dischi-di-rock-progressivo-degli-ultimi-40-anni-1979-1988/" target="_blank">I MIGLIORI DISCHI DI ROCK PROGRESSIVO DEGLI ULTIMI 40 ANNI: 1979-1988</a></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Schööööne Bewegung! - Schöne Gesellschaft!]]></title>
<link>http://antiwaldorfschule.wordpress.com/2009/09/13/schoooone-bewegung-schone-gesellschaft/</link>
<pubDate>Sun, 13 Sep 2009 21:05:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>anubis2000</dc:creator>
<guid>http://antiwaldorfschule.wordpress.com/2009/09/13/schoooone-bewegung-schone-gesellschaft/</guid>
<description><![CDATA[In der Sommerzeit wird in manchen Waldorfschulen werden &#8220;Olympische Spiele&#8221; gemacht, oft]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>In der Sommerzeit wird in manchen Waldorfschulen werden &#8220;Olympische Spiele&#8221; gemacht, oft in Camps, in denen alte Sportarten wie z.B. Dreisprung oder Lanzenwerfen geübt werden. Den Abschluss bildet dann ein Wettkampf von Mannschaften. Es soll dabei weniger auf Leistung ankommen, sondern auch auf &#8220;schöne Bewegungen&#8221;. Schön, dass das Leistungsprinzip hier durchbrochen wird! &#8211; Dass das soziale Miteinander dabei auf der Strecke bleiben kann, zeigt folgende Anekdote: Die Wettkämpfe hatten Stunden gedauert und alle waren hungrig und gleichzeitig dräute schlechtes Wetter. Ich half noch mit aufräumen und kam dann später zum Buffet, das überdacht war und wo man sich rotierend bewegen sollte, damit alle dran kamen. Rotieren? Wer sich nicht drängen wollte, stand buchstäblich im Regen. Also auch hier Ellenbogengesellschaft und wer nicht mitmachen will, hat Pech gehabt. Schöne Gesellschaft!</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Vom Flytie]]></title>
<link>http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/2009/09/11/vom-flytie/</link>
<pubDate>Fri, 11 Sep 2009 21:35:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>synve1</dc:creator>
<guid>http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/2009/09/11/vom-flytie/</guid>
<description><![CDATA[Flyte mit Kelpiefreunden Kanga und Winnie Das Flytie!!! Im Moment hat es gerade Flegelphase, das kle]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><img class="alignnone size-medium wp-image-293" title="KelpiesSept09 170" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/09/kelpiessept09-170.jpg?w=300" alt="KelpiesSept09 170" width="300" height="225" /></p>
<p><em>Flyte mit Kelpiefreunden Kanga und Winnie</em></p>
<p>Das Flytie!!!</p>
<p>Im Moment hat es gerade Flegelphase, das kleine Flytie- das schon ein Riesenflyte mit lauter pubertären Flausen im Kopf ist!!!</p>
<p>Er schaut aus wie ein drei Nummern zu große Julie, zieht wie ein Schlittenhund (wenn man ihn läßt) und entwickelt jetzt alle mühsamen Unarten, für die junge Border Collies so berühmt sind!!!</p>
<p>So süß er noch immer ist (wenn ihm danach ist, dann ist er ja noch immer das liebe, anhängliche kuschelige Flytie, trotz allem!!) sind wir jetzt -mit 10 Monaten- mitten in der schwierigen Pubertätsphase, wo alles mögliche an Außenreizen lustiger scheint als Mami!</p>
<p>Wenn wir bis vor ein paar Wochen noch ohne Mühe an Radfahrern vorbeigehen konnten, muß ich jetzt wie ein Haftelmacher aufpassen, denn plötzlich springt der innere Wolf im Flyte an und er fährt auf Dinge hin, die sich bewegen! Radler und Kinderwagen nur manchmal, Scooter immer!!!</p>
<p>Und vor zwei Tagen mußte ich einer Frau sehr zerknirscht Geld für eine neue Hose spenden. Wir sitzen gerade ganz friedlich in der Wiese, die Frau joggt vorbei, und Flytie flitzt so blitzschnell an ihre Hosennaht und wieder zurück, daß ich nicht einmal &#8220;Flyte&#8221; rufen kann! (Dabei habe ich ja schon bordercollietrainierte Reflexe!!!) Flyte hat es nicht einmal böse gemeint, aber die Hose hat so lustig beim Laufen geflattert, und er hat nur ganz schnell kosten müssen, dann war er eh schon wieder zufrieden!!! Er wollte niemanden beißen, aber so eine Sommerhose hält eben nichts aus!!</p>
<p>War gar nicht leicht, dieser Frau zu erklären, warum man seine offensichtlich gefährlichen Hunde außerhalb von festen Zwingern und ohne Maulkorb auf die Öffentlichkeit losläßt!!!!</p>
<p>Uff! Ich hoffe, dieses unerfreuliche Kapitel erfährt keine Wiederholungen!!</p>
<p><img class="alignnone size-medium wp-image-294" title="KelpiesSept09 188" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/09/kelpiessept09-188.jpg?w=300" alt="KelpiesSept09 188" width="300" height="225" /></p>
<p>Hüten tut Flyte  neuerdings am liebsten Freni, die das gar nicht so toll findet, denn wenn er vor ihrem Kopf in Hütestellung steht, verstellt er ihr natürlich die Sicht! Und Freni schätzt einen guten Überblick!!</p>
<p>(Übrigens ist Freni gerade läufig. Theoretisch hat sie gerade Stehtage, allerdings nicht für Flyte, der ist ihr noch zu jugendlich-uncool. Aber heute beim Spazierengehen hat sie sich in ein paar möglichst große coole unfolgsame Mischlinge verliebt, mit denen sie sofort auf einen Kaffee hochgegangen wäre!!!! Natürlich trenne ich Flyte und Freni trotzdem zu hause, und nehme sie nur abwechselnd mit!!)</p>
<p><img class="alignnone size-medium wp-image-298" title="DSC00001" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/09/dsc00001.jpg?w=300" alt="DSC00001" width="300" height="225" /></p>
<p>Bei den Schafen sekundiert er noch die anderen Hunde- dh. man kann ihn wunderbar mit Freni oder Julie auf große Outruns mitschicken, und er wird mit ihnen mitlaufen und mitarbeiten. Da sich aber jetzt das ganze Hüte-Problemverhalten im Alltag manifestiert, wird es demnächst auch Zeit werden für ein geordnetes Schaf-Training!</p>
<p>Was tun mit so einer kleinen halbwüchsigen Border-Krätzen (wie wir in Wien für jemand Anstrengenden sagen!) voll Energie und jugendlichem Übermut???</p>
<p>Zum Glück haben wir schon eine schöne Obedience-Basis aufgebaut. Zwar ist die noch (möglicherweise paradox klingend) unabhängig vom &#8220;Straßengehorsam&#8221;, also noch nicht überall abrufbar. Aber das kommt noch zusammen, das ist nur eine Frage der Zeit.</p>
<p>Flytie ist außerdem sehr verfressen und sehr verspielt- da hat man schon zwei wichtige Ressourcen in der Hand. Er bringt recht brav, wenn er auch noch nicht in die Hand gibt, sondern sein Balli noch vor einem ausspuckt. Aber Bringen ist ja die Basis für die Verwendung von Spielzeug im Outdoor-Training. Wenn ich nach jedem Wurf meinem Balli nachlaufen muß, brauche ich entweder extrem viele Ballis oder kann das Spielzeug eben nicht verwenden, um den Hund von möglichen Ablenkungen wegzuholen.</p>
<p>Und zuletzt: Damit er lernt, daß er auch gehorchen muß, wenn er frei läuft und etwas anderes im Kopf hat: Immer aufpassen, immer auf mögliche den Jagdtrieb auslösende Bewegungsreize und die ersten Reaktionszeichen achten- (da muß man schon den ersten Gedanken erwischen, sonst ist es zu spät!!) Nur rufen, wenn man sein Kommando auch durchsetzen kann. Und immer wenn man ruft oder einen Befehl gegeben hat, auch wirklich dafür sorgen, daß er befolgt wird!! Hunde sind nicht dumm! Wenn sie draufkommen, daß es uns ab einer gewissen Entfernung zu mühsam ist, zu ihnen zu laufen und an unser Kommando zu erinnern, werden sie natürlich ab dieser Entfernung nicht mehr folgen!! Also: Hingehen, den Hund abholen, oder niederlegen, oder was immer das Kommando war. Man muß sich gar nicht hinbeamen, nur sehr zielstrebig und auffällig Taten folgen lassen.</p>
<p>(Sagen wir, Ihr Chef ist gerade in Budapest, und in Ihrem Büro in Wien fühlen Sie sich unbeobachet und spielen auf Ihrer Facebook-Seite herum, statt zu arbeiten. Zweieinhalb Stunden später steht der Chef da und rügt Sie. Spätestens wenn das das zweite Mal passiert werden Sie es wahrscheinlich nicht mehr wiederholen, da Sie wissen, daß der Chef sofort aufbricht, um Sie zu rügen. Die zweieinhalb Stunden, die Sie Zeit haben, bis er da ist, machen jetzt auch keinen Spaß mehr! Das ist übrigens auch das Geheimnis, wie man Border Collies dazu bekommt, beim Schafehüten auf so große Distanzen zu hören: die Hunde müssen wissen, daß man jederzeit willig ist, auch dreihundert Meter zu ihnen zu laufen, wenn sie anfangen sollten, nicht mehr zu folgen!!!)</p>
<p>Kleiner Fußnotentip: In der Nähe mit dem Hund leise zu reden (und die leisen Kommandos ganz konsequent durchzusetzen) hilft ihm, in der Ferne, noch die Kommandos zu erkennen und aufzunehmen. Ich kann nur jeden einladen, bei einem Sheepdogtrial hinten beim Schafsteller zu stehen und sich anzuhören wie die Kommandos ab 300 Meter Entfernung klingen: wie verwehte Baby-Vogel-Piepser. Um die wahrzunehmen und auseindanderzuhalten muß man sich schon als Mensch extrem konzentrieren. Deshalb  muß der Hund, der auf große Distanzen geführt werden soll auf ganz kleine, leise Kommando des Hundeführers lauschen lernen und nicht gewohnt sein, daß ein Kommando mit 120 Dezibel durch alle Ablenkungen hindurchfährt!!</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Reinhard Müsebeck]]></title>
<link>http://pkvvergleich.wordpress.com/2009/09/10/reinhard-musebeck/</link>
<pubDate>Thu, 10 Sep 2009 10:06:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>pkvvergleich</dc:creator>
<guid>http://pkvvergleich.wordpress.com/2009/09/10/reinhard-musebeck/</guid>
<description><![CDATA[Skurril, komisch und sinnfrei. Kritikern würde es die Haare zu Berge stehen lassen, jedes Lektorat h]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Skurril, komisch und sinnfrei. Kritikern würde es die Haare zu Berge stehen lassen, jedes Lektorat hat es bisher abgelehnt. Das alles aber ist <a title="Reinhard Müsebeck" href="http://reinhard-muesebeck.sachsen-online.com"><strong>Reinhard Müsebeck</strong></a> egal. Er erzählt in seinem Erstlingswerk Erlebtes, Erfundenes und Persönliches so schräg und unbeholfen, dass es schon wieder witzig und spritzig zu lesen ist. &#8220;Wo die Kunst zuhause ist&#8221; ist eine Sammlung, die keiner haben muss, aber jeder gelesen haben muss. <strong>Reiner Müsebeck</strong>, vormals in Bild und Fotografie zu Hause, beschert uns eine gebundene Ausgabe wunderbar sinnloser Zeilen.</p>
<div id="attachment_39" class="wp-caption alignleft" style="width: 222px"><img class="size-medium wp-image-39" title="Reinhard Müsebeck" src="http://pkvvergleich.wordpress.com/files/2009/09/muesebeck1.jpg?w=212" alt="Reinhard Müsebeck" width="212" height="300" /><p class="wp-caption-text">Reinhard Müsebeck</p></div>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Julie im Clever Dog Lab]]></title>
<link>http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/2009/09/09/julie-im-clever-dog-lab/</link>
<pubDate>Wed, 09 Sep 2009 06:47:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>synve1</dc:creator>
<guid>http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/2009/09/09/julie-im-clever-dog-lab/</guid>
<description><![CDATA[  Meine Hunde stellen sich auch immer wieder gerne der Wissenschaft zur Verfügung: In Wien haben wir]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p> </p>
<p><img class="alignnone size-medium wp-image-282" title="hunde0809 237" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/09/hunde0809-237.jpg?w=300" alt="hunde0809 237" width="300" height="225" /><img class="alignnone size-medium wp-image-283" title="hunde0809 234" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/09/hunde0809-234.jpg?w=300" alt="hunde0809 234" width="300" height="225" /><img class="alignnone size-medium wp-image-286" title="hunde0809 235" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/09/hunde0809-2351.jpg?w=300" alt="hunde0809 235" width="300" height="225" /></p>
<p>Meine Hunde stellen sich auch immer wieder gerne der Wissenschaft zur Verfügung: In Wien haben wir mit dem Clever Dog Lab eine eigene Station, in der Diplomarbeiten und Forschungsarbeiten über Hundeintelligenz durchgeführt und betreut werden.</p>
<p>Friederike Range, die Leiterin des Hundelaboratoriums, ist mit ihrem Border Collie Guinness und ihrer Wolfstation in Ernstbrunn Stammgast in den diversesten Zeitschriften vom Fachblatt bis zum aktuellen Billa-Maxima-Heft!</p>
<p>Wer Lust hat kann sich beim Clever Dog Lab mit seinem problemlöse-motivierten Hund anmelden!</p>
<p><a href="http://www.nc.univie.ac.at/biology-of-cognition/animals/dogs/hunde/">http://www.nc.univie.ac.at/biology-of-cognition/animals/dogs/hunde/</a></p>
<p>Für Leute mit viel Zeit und großem Enthusiasmus läuft auch demnächst wieder eine Serie der Langzeitstudie an, in der die Hunde am Computer-Touchscreen arbeiten. LS Candy und LS Elaine sind bei dieser Studie schon Spezialistinnen!</p>
<p>Ich kann jedenfalls versprechen, daß die Hundeköpfchen ganz schön rauchen, wenn sie sie die gestellten Probleme irgendwie selbständig zu lösen versuchen müssen.</p>
<p>Die Studie, von der ich hier Fotos von Julie zeige, sollte herausfinden, ob Hunde Zusammenhänge entdecken können: ein Ball (oder Futterstück) liegt auf entweder dem rechten oder linken gelben herausziehbaren Brett und ein zweiter Ball liegt daneben, ohne durch ein Brett verbunden zu sein.</p>
<p>Erkennen Hunde, daß sie genau das Brett herausziehen müssen, auf dem der Ball liegt, oder bleibt der Erfolg vom Zufall abhängig?</p>
<p>Julie wollte jedenfalls gar nicht mehr aufhören!! Freni hat letzte Woche auch mit dem Versuch angefangen und großen Spaß gehabt, aber leider ist sie jetzt läufig geworden und darf deshalb nicht mitmachen. (weil sie die männlichen Studienteilnehmer mit ihren Geruchsspuren ablenken würde!)</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Das Leben ist viel zu kurz.]]></title>
<link>http://queerbop.wordpress.com/2009/09/08/das-leben-ist-viel-zu-kurz/</link>
<pubDate>Tue, 08 Sep 2009 19:49:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>queerbop</dc:creator>
<guid>http://queerbop.wordpress.com/2009/09/08/das-leben-ist-viel-zu-kurz/</guid>
<description><![CDATA[Das Leben ist kurz. Viel zu kurz. Glaubst du nicht? Ist aber so. Daher: Feiere es. Und tanze. Mir un]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Das Leben ist kurz. Viel zu kurz. Glaubst du nicht? Ist aber so.</p>
<p>Daher: Feiere es. Und tanze. Mir und dir zu liebe, ja? <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>meint</p>
<p>queerbop!</p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/Vwm18dALH-I&#038;rel=1&#038;fs=1&#038;showsearch=0&#038;hd=0' /><param name='allowfullscreen' value='true' /><param name='wmode' value='transparent' /><embed src='http://www.youtube.com/v/Vwm18dALH-I&#038;rel=1&#038;fs=1&#038;showsearch=0&#038;hd=0' type='application/x-shockwave-flash' allowfullscreen='true' width='425' height='350' wmode='transparent'></embed></object></span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Erklärung zu Karins Biohof]]></title>
<link>http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/2009/08/30/erklarung-zu-karins-biohof/</link>
<pubDate>Sun, 30 Aug 2009 10:33:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>synve1</dc:creator>
<guid>http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/2009/08/30/erklarung-zu-karins-biohof/</guid>
<description><![CDATA[ (Flyte, Freni, Julie) Zur Erklärung für alle, die meine Veröffentlichung von Frenis etwas dramatisc]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><img class="alignnone size-medium wp-image-244" title="flytefrenijulie" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/08/flytefrenijulie.jpg?w=300" alt="flytefrenijulie" width="300" height="225" /> (Flyte, Freni, Julie)</p>
<p>Zur Erklärung für alle, die meine Veröffentlichung von Frenis etwas dramatischem Sommerabenteuer unpassend gefunden haben:</p>
<p>Das Wichtigste zuerst: Karin, bei der Freni auf Sommerurlaub hätte sein sollen, fühlt sich sich zum Glück durch den Artikel nicht von mir schlecht dargestellt. Ich hoffe auch, daß es nicht so rübergekommen ist als würde ich Karin irgendeinen Vorwurf machen. Im Gegenteil: Karin ist eine superliebe und fürsorgliche Tiermami für ihre ganze Arche-Noah, ihren eigenen lieben Border sowie alle Gasthunde, die eventuell bei ihr wohnen möchten.</p>
<p>Daß manchmal unsere Hunde unvorhergesehene Sachen tun, läßt sich mitunter nicht vermeiden- nicht einmal unsere angeblichffehlerfrei programmierten Computer sind davor gefeit, plötzlich völlig absurde Dinge zu tun. Ein Lebewesen ist in seinen Reaktionen letztendlich noch viel unberechenbarer und selbst bei größter Sorgfalt kann leider immer etwas schiefgehen.</p>
<p>Irgendetwas (und bestimmt nicht Karin!) hat Freni so einen Schreck versetzt, daß sie zwei Tage lang nicht ganz sie selber war und nicht mehr normal reagiert hat.</p>
<p>Karin hat wirklich alles nur Menschenmögliche getan, um sie wieder einzufangen, um zum Glück ist ja auch alles gut ausgegangen!</p>
<p>Ich bin kein Anhänger der Schule, im Border-Collie-Internet immer nur die Werbetrommel zu rühren und ausschließlich Erfolgsmeldungen zu veröffentlichen und damit den Eindruck zu vermitteln, es könne keinerlei Probleme geben.</p>
<p>Manchmal geht auch mal etwas schief im Leben mit unseren Hunden, und das Internet sollte doch auch eine Plattform sein, auf der man mit einem Problem nachschlagen kann und eventuell eine Idee bekommt, wie man vielleicht eine Lösung finden kann.</p>
<p>Wenn jede HP nur schreibt, wie toll und problemlos die Hunde doch sind, kann von Informationsaustausch oder möglicher Hilfestellung keine Rede sein. Wolfgangs Lösung, einen völlig verschreckten Hund mit dem offenen Kofferraum eines geliebten Autos &#8220;einzufangen&#8221; ist es auf alle Fälle wert, mit anderen geteilt zu werden, die eventuell einmal in die unglückliche Lage kommen sollten, nach einem verlorengegangen Hund suchen zu müssen.</p>
<p>Wie ich schon in Frenis Wintergeschichte geschrieben haben, hatte ich selber nie für möglich gehalten, daß mir je ein Hund weglaufen könnte, da ich meinte, meine Hunde seien zu gut erzogen und zu gut auf mich sozialisiert, um sich so etwas einfallen zu lassen. Aber die kleine Freni bringt mir gerade neue Kapitel über die Unberechenbarkeit von Hunden bei, und ich halte es für wichtig, meine Erlebnisse mit ihr mit interessierten Lesern zu teilen.</p>
<p><img class="alignnone size-medium wp-image-243" title="hunde0809 004" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/08/hunde0809-004.jpg?w=300" alt="hunde0809 004" width="300" height="225" /></p>
<p>Was meint ihr Leser dazu? Ich übrigens froh über Zuschriften, Kommentare und Meinungen!</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Freni: Ver(w)irrt in Salzburg]]></title>
<link>http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/2009/08/23/freni-verwirrt-in-salzburg/</link>
<pubDate>Sun, 23 Aug 2009 10:33:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>synve1</dc:creator>
<guid>http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/2009/08/23/freni-verwirrt-in-salzburg/</guid>
<description><![CDATA[  Hier kommt jetzt endlich Frenis Salzburg-Geschichte. Unser Sommer hier geht zu Ende, demnächst sin]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p> </p>
<p>Hier kommt jetzt endlich Frenis Salzburg-Geschichte. Unser Sommer hier geht zu Ende, demnächst sind wir wieder in Wien, und Freni dann auch wieder bei mir. Hier in Salzburg, wo ich für zwei Mega-Opern-Events bei den Salzburger Festspielen als Teil der Konzertvereinigung Staatsopernchor engagiert war, habe ich ja nur Julie und Flyte mitgehabt. Freni hat ihre eigene Sommer-Geschichte:</p>
<p>Der erste Monat für uns Choristen der Salzburger Festspielsaison war ziemlich hart, Proben am laufenden Band, ein Monat Arbeit ohne einen einzigen freien Tag. Im ersten Monat hatte wir zwei ganze freie Vormittage, einer davon zur Festspieleröffnung, einer nach der ersten Premiere.</p>
<p>Ich habe ein schönes großes Haus mit Garten in der Nähe der Salzach gemietet, gemeinsam mit meiner lieben dänischen Kollegin Kristine, die besonders von Julie schon heiß geliebt wird und sich deshalb über viele zärtliche Wellness-Abende, verwöhnt von Julies liebevoller Massagezunge, freuen darf!</p>
<p>Im August, als endlich die Proben vorbei waren und nur mehr die Aufführungen am Programm standen, hatte ich auch wieder viel Zeit für die Hunde, aber der Juli war wirklich sehr eng. Da Julie und Flyte beide sehr brav und problemlos sind aber ich Bedenken hatte, die wilde und temperamentvolle Freni einen Monat lang im Standgas halten zu wollen, habe ich mich dafür entschieden, eine Einladung für einen Freni-Sommeraufenthalt auf dem idyllischen Biobauernhof von Karin in Salzburg-Land anzunehmen.</p>
<p>Bei Karin wohnt der junge Border Collie Hilux, der mit ihr für Trials trainiert und ansonsten nach den unzähligen Tieren auf Karins Arche Noah sehen darf. Galloway-Rinder, Wasserschweine, Enten, Gänse, diverseste Hühner, zwei süße Altweltkamele und natürlich Schafe wuseln auf Karins sonnigem Hof glücklich herum… es ist ein Paradies für Tiere und besonders für Border Collies.</p>
<p>Und als ich mit Freni dort war, um alles zu begutachten, war auch sie ganz begeistert- von den Tieren, von Karin, von Hilux… alles schien perfekt- Freni blieb nach einem lustigen Spiel-, Tob- und Erkundungsnachmittag dort ohne mir auch nur nachzuschauen.</p>
<p>Ich fuhr mit Julie und Flyte nach Salzburg-Stadt. Am ersten Abend ein Telephonat mit Karin: alles bestens.</p>
<p>Am nächsten Morgen rufe ich nochmals an, in der ersten Probenpause. Da ist der Ton schon anders: Freni ist weg.</p>
<p>Karin war mit den beiden Hunden vor der Tür, um ein wenig Ball zu spielen, da plötzlich: ein Böller in der Ferne, und Freni stürzt sich hinaus auf die Straße, zischt davon und ist weg. Rufen, Nachlaufen, nichts hilft mehr!</p>
<p><img title="BildervomStick 021" src="http://lightspeedbordercollies.files.wordpress.com/2009/08/bildervomstick-0211.jpg?w=300&#038;h=225#38;h=225" alt="BildervomStick 021" width="300" height="225" /></p>
<p>Wo Karin wohnt, sagen sich nicht nur die Lamas sondern auch Fuchs und Hase gute Nacht, also sind die Straßen nicht allzu gefährlich für herumlaufende Border Collies. Und normalerweise sind ja Hunde gut im Zurückfinden zu Orten, die sie mögen. Also hoffe ich, daß sie, wenn sie sich fertiggeschreckt hat, wieder umdreht und zurückkommt.</p>
<p>Die gute Karin setzt sich derweil ins Auto und fährt suchen. Ich sitze am ersten Probentag fest und kann ganz unmöglich aus Salzburg weg. Wir haben Proben bis 22h. Bis dahin ist Freni noch nicht zurück.</p>
<p>Karin, ihr hundefreundlicher Mann werden jetzt langsam ziemlich besorgt um die arme Kleine. Polizei, Jäger, Straßenmeisterei, Tierärzte und alle Biohof-Nachbarn sind verständigt, aber Freni war noch nie über Nacht im Freien und schon gar nicht alleine!!</p>
<p>Am nächsten Morgen ist noch immer nichts von Freni zu sehen! Wir sind verzweifelt und ratlos. Wenn man wenigstens wüßte, wo sie herumrennt. Ist sie schon in Richtung Wien unterwegs (man sagt ja, daß Hunde einen eingebauten Kompass hätten und notfalls nach Hause laufen) oder noch in der Gegend?</p>
<p>Versteckt sie sich oder schlendert sie die Straßen entlang? Wenn sie nach Wien unterwegs wäre, würde sie recht bald zu den gefährlichen Straßen kommen! Eine Horrorvorstellung! Aber niemand scheint sie gesehen zu haben.</p>
<p>Jetzt wird die Geschichte unheimlich: Eine Freundin von Karin empfiehlt ihr eine Wahrsagerin, die über Telephon vermißte Hunde wiederfindet. </p>
<p>Ich halte mich für einen naturwissenschaftlich denkenden, fest in der Realität verankerten Menschen. Bei der Erwähnung von Wahrsagern, Geistheilern und Tierkommunikatoren kringeln sich mir die Zehennägel hoch und meine Alarmglocken schrillen: „Betrug, Scharlatanerei”!</p>
<p>Aber da es sonst nichts mehr gibt, das man machen kann, ruft Karin bei der ominösen Trixi an. Trixi mit der tiefen unheimlichen Männerstimme.</p>
<p>Sie bekommt ein Freni-Foto von der Homepage geschickt! Mehr als ein Foto braucht sie offensichtlich nicht, um mit dem vermißten Tier Kontakt aufzunehmen!</p>
<p>Während Trixi sich in das Foto versenkt, fahren Karin und ihr Mann mit dem Auto die Gegend ab, den ganzen Tag lang, mit Hilux am Rücksitz als Lockvogel, für den Fall einer Freni-Sichtung!</p>
<p>Ich sitzte in den Proben fest und kann gar nichts machen. Aber Freni ist inzwischen der Star des Staatsopernchores. Wir liegen im fingerdicken Bühnenstaub des Großen Festspielhauses als ehrfürchige Israeliten in „Moses und der Pharao” (Rossini), und am rechten Bühneneck entsteht eine auffällige „Liegetraube” von hilfsbereiten Kollegen, die in den Teilen, wo die Solisten singen, in Flüsterkonversation alles über Freni erfahren wollen! </p>
<p>Um zehn Uhr abends, nach der Probe, rufe ich wieder bei Karin an. Die Wahrsagerin hat zugeschlagen: Mit Knalleffekt. Am späten Nachmittag hat sie Karin angerufen und gesagt, sie muß zu einer bestimmten Kreuzung fahren, denn Freni wartet dort. Karin wirft sich ins Auto und fährt hin. Dort sitzt Freni. Karin kann es nicht glauben, öffnet fassungslos die Autotür. Und Freni erschrickt und rennt wieder davon.</p>
<p>Es klingt so unwahrscheinlich, daß man davon eine Gänsehaut bekommt, aber: immerhin weiß man jetzt, wo sie ist!! Karin ist ganz aufgeregt am Telephon. Freni muß irgendwo im Wald hinter ihrer Kuhweide sein, also zum Glück noch ganz in der Nähe! Allerdings noch immer so verstört, daß sie sich von Karin nicht anlocken läßt! Ich rufe meine Kollegin Kristine an, bitte sie, sich um Flyte und Julie zu kümmern, über Nacht und biege zum Bahnhof ab, um zu Karin und Freni zu fahren. Ich bin ganz sicher, daß Freni zu mir kommen wird! Jetzt wo wir wissen, wo sie unefähr ist!!! Jetzt kann ich sie retten und ihr noch eine einsame Nacht im feuchten dunklen Wald ersparen!!</p>
<p>Nachdem des nächtens am Land nicht mehr allzuviele Züge fahren, komme wir mitten in der Nacht bei der ominösen Kuhweide an.  Die Kühe wundern sich hörbar indigniert! Ein Auto mit zwei Jugendlichen bleibt stehen. Ob wir nach dem Hund suchen? Den haben sie gerade in den Wald laufen sehen! Karin und ihr Mann lassen mich aussteigen und fahren mit dem Auto weiter die Straßen ab, auf der Suche nach Freni. Ich stapfe im Finstern zwischen den Kühen herum, langsam gewöhnen sich meine Augen an die Dunkelheit. Ich rufe im Wald, auf der Straße, zwischen verdutzt zurückmuhenden Angus-Rindern: Freeeeeni, Freeeeeni, Freeeni, komm her!! Nicht nur die Kühe, sondern auch etliche Bauern dürften in dieser Nacht an umgehende Banshees geglaubt haben! Nach einem ganzen Tag Opernproben kann man hervorragend effektvoll-sopranig in stille Wälder hineinschreien!!</p>
<p>Aber Freni bleibt weg. Nach zwei Stunden geben wir auf, Karin läßt mich ein wenig auf ihrem Sofa schlafen, und beim ersten Tageslicht um 5h brechen wir wieder auf und  fahren wieder mit dem Auto herum. Karin hat an verschiedenen Plätzen Hundefutter ausgelegt. Irgendjemand hat es auch aufgefressen. Freni vielleicht??</p>
<p>Bei 17ten Runde, zurück bei der Kuhweide kreuzt ganz plötzlich etwas Dreifärbiges im schrägen Morgensonnenlicht unseren Weg.</p>
<p>Mein Herz setzt einen Schlag aus. Ich steige so vorsichtig wie möglich aus, rufe ganz freundlich und sanft. Freni stoppt mitten im Trab, zuckt zusammen und flüchtet in den Wald, wie ein gehetztes Reh. Mein Gott, fühle ich mich elend! Ich habe meinen Hund gefunden, und es geschafft, sie zu verscheuchen! Sie hat nach ihrem traumatischen Erlebnis noch immer solche Angst, daß sie mir wegläuft!</p>
<p>Ich werfe meine Schuhe in Karins Auto (alles ist taunass und ich muß noch eine Stunde im Zug fahren und dann direkt zur Probe. Ersatz-Schuhe habe ich keine mit, denn ich komme ja auch direkt von der Probe!! ) und laufe in den Wald nach! Ein lichter Wald im Sonnenaufgang, schräge Sonnenlichtbahnen, feuchter Waldboden mit vielen frischen Frenispuren. Man kann weit sehen, Morgenvögel zwitschern verschlafen, verzweifelt klingende Freeeeni-Rufe (diesmal etwas übernachtig-sopranig) stören die Morgenidylle. Ich durchquere den ganzen Wald, bis sich die Spuren verlieren, meine Füße sind naß, bis über die Knöchel erdig und eiskalt, und ich fühle mich zum Heulen. Meine Freni ist so verschreckt, daß sie sich vor mir versteckt. Was muß sie für eine schreckliche Zeit durchleben!!! Freni ist eigentlich so ein sozialer, lustiger Hund, kommt sofort, wenn man sie ruft, freut sich, dabei sein zu dürfen, will nicht allein unterwegs sein, sondern immer in Gesellschaft, immer bei ihren Menschen.</p>
<p>Sie muß gerade einen Horrortrip erleben!</p>
<p>Und das schlimmste ist: Ich kann nicht hierbleiben. Ich muß ohne Freni zurück. Ich habe es nicht geschafft, ihr das Alleinbleiben im Wald zu ersparen, und sie hat noch immer solche Angst!</p>
<p>Aber es hilft nichts, ich muß mit dem Morgenzug nach Salzburg zurück. Für einen vermißten Hund bekommt man hier nicht frei, nicht in der Kunst.</p>
<p>Ich telephoniere mit Karin, und mit Wolfgang. Wolfgang, der Freni wirklich gern hat (sie ist ja auch ein wirklich süßes Mädchen, wenn auch mitunter etwas verrückt!!) fühlt sich bei seiner Ritterehre gepackt und bricht sofort auf, um Freni zu retten. Wir wissen, in welchem Wald Freni ihr Heim aufgeschlagen hat. Offensichtlich wohnt sie dort, noch ganz in der Nähe von Karins Hof. Sie traut sich nur nicht zu Leuten.</p>
<p>Vielleicht hilft es, wenn sie Darla und Zony sieht, vielleicht kommt sie dann heraus?</p>
<p>Eine liebe Chor-Kollegin bietet mir inzwischen an, mit mir nach den Proben mit dem Auto zu Karin zu fahren! Immerhin bin ich jetzt ziemlich sicher, daß sie auch heute abend noch im selben Wald sein wird. Dort wohnt sie ganz offensichtlich!</p>
<p>Ich kann erst am frühen Nachmittag wieder anrufen. Da ist Freni schon gefunden, und auf dem Weg nach Wien! Wolfgang ist wirklich die Drei-Stunden-Tour nach Salzburg gefahren. Zuerst hat er Darla und Zony in Frenis Wald spielen lassen. Aber Freni traut sich nicht herauszukommen.</p>
<p>Dann die geniale Idee: Freni liebt Wolfgangs Auto! Wenn sie wittert, daß es in der Nähe geparkt ist, stürzt sie sich über Straßen und Hindernisse und alles was im Weg ist und feuert sich wie ein Torpedo in den Kofferraum ab!</p>
<p>Schon mehr als einmal hat sie arme Uneingeweihte zu Tode erschreckt, die harmlos den Kofferraum ihres geparkten Autos aufmachen wollen und plötzlich mit einem Frenitorpedo konfrontiert sind, der sich zwischen ihren Armen durch in ihren Kofferraum katapultieren will! -Sehr peinlich! Auf Freni muß man wirklich jede Sekunde aufpassen!!!!</p>
<p>Wolfgangs geniale Idee: er läßt das Auto mit offenem Kofferraum einsam neben Frenis Wald stehen.</p>
<p>Karin, er und die Hunde fahren in Karins Auto weg.</p>
<p>Eine halbe Stunde später kommen sie vorsichtig zurück: Im Kofferraum sitzt Freni!!!! In ihrem Lieblingskofferraum, in dem es immer zu Schafen, Hundeplätzen, Tobwiesen, usw. geht, und der extra aus Wien gekommen ist, mit seinen vertrauten Gerüchen, um sie aus der verwirrenden Fremde und dem feuchten Wald mit all den merkwürdigen Geräusche wieder in die Heimat abzuholen!!!!</p>
<p>Und im Kofferraum ist sie plötzlich wieder die alte Freni! Freut sich über Wolfgang, über Darla, über Zony, ist ansprechbar und problemlos abzurufen. Der Bann ist gebrochen, der Fluch aufgehoben, Freni ist zurück!!!!</p>
<p>Hier ganz offiziell mein herzlichstes Dankeschön an Wolfgang, der die arme kleine Freni mit Einsatz, Hundeverstand und Herz gerettet hat. Und nicht nur das: Er hat Freni auch noch den ganzen Sommer behalten und in seinem Rudel mitgenommen. Freni hat es ihm mit besonder Anhänglichkeit gedankt und sich dem Hörensagen nach extrem bemüht, ja nicht lästig zu sein und sich brav und angepaßt zu verhalten, damit sie nicht wieder im Kuhwald verloren wird!!!</p>
<p>Mein Dank auch an die liebe Karin und ihren Mann, die Freni so einen schönen Sommerplatz angeboten haben und mit solchem Einsatz die Frenisuche betrieben haben. 800 Kilometer haben sie in Schnörkseln und Kringeln auf der Suche auf den Wegen und Landstraßen verfahren!!!</p>
<p>Naja, Freni, die kleine Zeitbombe, ist jedenfalls wieder da und seit sie gerettet ist, ist sie auch wieder lustig und vergnügt wie immer!!</p>
<p>P.S.: Natürlich war das Frenispaghetti, das sonst auch schon mehr als dünn ist, nach ihren zweieinhalb Tagen Wildnis dünn wie ein Gerippe, und von oben bis unten voll mit Zecken! Und einen ganzen Tag soll sie zu hause in Wien auf dem Sofa durchgeschlafen haben!</p>
<p>Wieder einmal wünsche ich mir, daß einem die Hunde ihre Sicht der Dinge erzählen könnten! Was da wieder in sie gefahren ist, und warum die Panik so lange angehalten hat, das würde ich ja so gerne wissen!!!</p>
<p><img title="BildervomStick 061" src="http://lightspeedbordercollies.files.wordpress.com/2009/08/bildervomstick-061.jpg?w=300&#038;h=225#38;h=225" alt="BildervomStick 061" width="300" height="225" /></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Salzburg]]></title>
<link>http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/2009/08/19/salzburg/</link>
<pubDate>Wed, 19 Aug 2009 22:13:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>synve1</dc:creator>
<guid>http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/2009/08/19/salzburg/</guid>
<description><![CDATA[Ich muß mich für die spärliche Berichterstattung und den Mangel an Bildmaterial diesen Sommer entsch]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><img class="alignnone size-medium wp-image-229" title="flyte" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/08/flyte3.jpg?w=300" alt="flyte" width="300" height="225" /><img class="alignnone size-medium wp-image-224" title="synvesalzbkuech09" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/08/synvesalzbkuech09.jpg?w=300" alt="synvesalzbkuech09" width="300" height="225" /><img class="alignnone size-medium wp-image-225" title="DSCN2219" src="http://lightspeedbordercollies.wordpress.com/files/2009/08/dscn2219.jpg?w=300" alt="DSCN2219" width="300" height="225" /></p>
<p>Ich muß mich für die spärliche Berichterstattung und den Mangel an Bildmaterial diesen Sommer entschuldigen.</p>
<p>Noch zwei Wochen residieren wir hier in Salzburg- wir sind Julie und ihr inzwischen schon längst über den Kopf gewachsener Sohn Flyte, ich und meine dänische Staatsopern-Chor-Kollegin Kristine.</p>
<p>Die beiden Hunde haben Kristine total ins Herz geschlossen, besonders Julie ist ganz verliebt- was im Moment darin resultiert, daß Kristine mit mehr Julie-Haaren bekleidet herumläuft als Julie selbst. -Julie hat nämlich wieder einmal Lust auf ihren Kurzhaarschnitt, auch genannt Regenwurm-Tage. Im Moment kann man Julie plücken wie einen Busch Baumwolle!!</p>
<p>Flyte ist nicht nur riesig geworden sondern hat auch enorme Energien bekommen und schleudert sich herum wie ein durchgedrehtes Gummiband. Er hat inzwischen bringen gelernt, das heißt wir können unsere Übungen auch schon mit Spielzeug machen, nicht nur mit Futter. Er ist noch unglaublich verspielt, dazu gerade super-wild, aber er bemüht sich, wann immer er kann, lieb zu sein! Immer gehts halt noch nicht, aber er ist ein ganz ein süßer Bub, der gern brav sein will, wenn er gerade dazu Zeit hat.</p>
<p>Von Cedric hat er die spezielle Art geerbt, beim Spielen mit seinen Lieblingsmenschen ihren ganzen Arm ins Maul zu nehmen und mit mindestens 12 Molaren herzhaft darauf herumzunagen! Daran muß man ich erst einmal gewöhnen- wenn er es mit neuen Freunden zum ersten Mal macht, glauben die, er will sie beißen!!!</p>
<p>Ich hoffe, daß demnächst ein paar Bilder von unserem Schwimmausflug zum Wiestalstausee daherkommen. Flytie hat sich so tapfer in die Fluten geworfen! Er kann zwar ganz super schwimmen, aber jedesmal ins Wasser gehen kostet ihn enorme Überwindung. Dann beißt er schließlich die Zähne zusammen, atmet tief ein, wirft sein Herz in hohem Bogen vorraus und springt mit dem höchst- und größtmöglichen Satz mit einem spektakulären Platsch ins Wasser!</p>
<p>Zwei Wochen noch idyllisches Salzburg, dann gehts wieder zurück ins enge, stickige Wien!</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Party.San(nenbrand)]]></title>
<link>http://saugt.wordpress.com/2009/08/09/party-sannenbrand/</link>
<pubDate>Sun, 09 Aug 2009 13:56:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>ddamnmess</dc:creator>
<guid>http://saugt.wordpress.com/2009/08/09/party-sannenbrand/</guid>
<description><![CDATA[Zurück vom Wacken:Open:Air und vom Party.San Open Air habe ich nicht nur ne Menge Spaß gehabt und vi]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Zurück vom Wacken:Open:Air und vom Party.San Open Air habe ich nicht nur ne Menge Spaß gehabt und viel Bier und Metal konsumiert, sondern auch einen hochklassigen Sonnenbrand mitgebracht. <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_biggrin.gif' alt=':D' class='wp-smiley' /> </p>
<p>[Warnung: Es handelt sich um Fotos einer gerösteten Speckschwarte, zart besaitete Menschen mit ästethischen Ansprüchen sollten die Links nicht anklicken.]</p>
<p><a href="http://fleischsalat.fl.funpic.de/partysanbrand1.jpg">http://fleischsalat.fl.funpic.de/partysanbrand1.jpg</a></p>
<p><a href="http://fleischsalat.fl.funpic.de/partysanbrand2.jpg">http://fleischsalat.fl.funpic.de/partysanbrand2.jpg</a></p>
<p>Auf den Bildern siehts aber tatsächlich noch harmloser aus als lebendig. Na ja, wer den Schaden hat braucht für den Spott nicht zu sorgen (auch wenn ich das wohl grade tue o_O).</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kleine U-Bahn ganz groß (2)]]></title>
<link>http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/2009/08/08/kleine-u-bahn-ganz-gros-2/</link>
<pubDate>Sat, 08 Aug 2009 20:55:40 +0000</pubDate>
<dc:creator>central station</dc:creator>
<guid>http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/2009/08/08/kleine-u-bahn-ganz-gros-2/</guid>
<description><![CDATA[Und weil es so schön war, noch ein paar Impressionen von der Einweihung der U55 Gleich kommt der Zug]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><span style="color:#ac3439;"><strong>Und weil es so schön war, noch ein paar Impressionen von der Einweihung der U55</strong></span></p>
<p><img src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/hbf2.jpg" alt="hbf2" title="hbf2" width="500" height="375" class="alignnone size-full wp-image-2219" /><br />
<span style="color:#ac3439;">Gleich kommt der Zug!</span></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2203" title="bk_4" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/bk_4.jpg" alt="bk_4" width="500" height="375" /><br />
<span style="color:#ac3439;">Und schon isser da!</span></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2204" title="bbtor1" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/bbtor1.jpg" alt="bbtor1" width="500" height="375" /><br />
<span style="color:#ac3439;">Wird voll&#8230;</span></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2205" title="bk_rbb" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/bk_rbb.jpg" alt="bk_rbb" width="500" height="375" /><br />
<span style="color:#ac3439;">Der RBB will auch mit <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </span></p>
<p><span style="color:#ac3439;">Nächste Station: Bundestag</span><br />
<img class="alignnone size-full wp-image-2206" title="bk_3" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/bk_3.jpg" alt="bk_3" width="500" height="375" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2207" title="bk_7" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/bk_7.jpg" alt="bk_7" width="500" height="375" /><br />
<span style="color:#ac3439;">Erstmal verschnaufen &#8211; die ganze Hin- und Herfahrerei ist schließlich anstrengend! <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </span></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2208" title="augen" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/augen.jpg" alt="augen" width="500" height="375" /><br />
<span style="color:#ac3439;">Tageslicht kann manchmal auch künstlich sein</span></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2209" title="bk_6" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/bk_6.jpg" alt="bk_6" width="500" height="375" /></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2210" title="bbtor7" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/bbtor7.jpg" alt="bbtor7" width="500" height="375" /><br />
<span style="color:#ac3439;">Unter den Linden unten drunter <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </span></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2211" title="100_1590" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/100_1590.jpg" alt="100_1590" width="500" height="375" /><br />
<span style="color:#ac3439;">Ein U-Bahnhof mit Geschichte<br />
</span></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2212" title="bbtor3" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/bbtor3.jpg" alt="bbtor3" width="500" height="375" /><br />
<span style="color:#ac3439;">Hier dreht sich alles um die Mauer</span></p>
<p><span style="color:#ac3439;">Suchen Sie den Lehrter Bahnhof?</span><br />
<img class="alignnone size-full wp-image-2213" title="hbf1" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/hbf1.jpg" alt="hbf1" width="500" height="375" /><br />
<span style="color:#ac3439;">Im Untergrund des Hauptbahnhofs, da hat er sich versteckt! <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </span></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2214" title="hbf3" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/hbf3.jpg" alt="hbf3" width="500" height="375" /><br />
<span style="color:#ac3439;">Hier gibt es Sitzbänke! Unglaublich, wenn man an den Rest des Hauptbahnhofs denkt <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </span></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2215" title="plan" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/plan.jpg" alt="plan" width="500" height="375" /><br />
<span style="color:#ac3439;">Dieser Fahrplan ist einzigartig, denn er gilt nur für heute!</span></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2216" title="DSC06201" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/dsc06201.jpg" alt="DSC06201" width="448" height="336" /><br />
<span style="color:#ac3439;">Luftballonschwarm überm Regierungsviertel</span></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2217" title="hbf5" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/hbf5.jpg" alt="hbf5" width="500" height="375" /><br />
<span style="color:#ac3439;">In Berlin wird alles zum Event gemacht</span></p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2218" title="mini" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/08/mini.jpg" alt="mini" width="500" height="375" /><br />
<span style="color:#ac3439;">Selbst wenn es nur die Einweihung einer Mini-U-Bahn ist <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </span></p>
<p><em><br />
</em></p>
<blockquote><p><em><a href="http://www.eturbonews.de/2218/eroeffnung-vielleicht-kuerzesten-u-bahn-linie-welt">&#62;&#62; &#8220;Die vielleicht kürzeste U-Bahnlinie der Welt&#8221; (eturbonews)</a></em></p></blockquote>
<p><em> </em></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Die Berlin Story]]></title>
<link>http://limbodiablo.wordpress.com/2009/07/26/die-berlin-story/</link>
<pubDate>Sun, 26 Jul 2009 12:17:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>Limbo</dc:creator>
<guid>http://limbodiablo.wordpress.com/2009/07/26/die-berlin-story/</guid>
<description><![CDATA[Neues aus der Reihe „Anekdoten von früher“: 2002 haben sich zwei Dinge geändert: Die D- Mark wurde d]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p style="text-align:justify;">Neues aus der Reihe „Anekdoten von früher“:</p>
<p style="text-align:justify;">2002 haben sich zwei Dinge geändert: Die D- Mark wurde durch den Euro ersetzt und ich war in Berlin- zum letzten Mal.</p>
<p style="text-align:justify;">Aber Anekdoten sind immer besser, wenn man ein wenig abschweift. Und wie schon bei der <a title="London Story" href="http://limbodiablo.wordpress.com/2008/07/05/the-london-story/" target="_blank">London- Story</a> muss auch die Geschichte einer anderen Hauptstadt weitgreifender erzählt werden.</p>
<p style="text-align:justify;"><img class="alignleft size-medium wp-image-662" title="neujahr_berlin" src="http://limbodiablo.wordpress.com/files/2009/07/neujahr_berlin.jpg?w=300" alt="neujahr_berlin" width="300" height="200" />Den 30.12. 2001 verbrachten Dennis, Bredow und ich bei Dennis, hatten immer noch keine Ahnung wie wir Sylvester verbringen sollen, hatten keine Lust auf die Dorfdisco in der Bowlinghalle, die Silvesterparty in der Bremer Stadthalle war auch schon immer scheiße und so nippten wir dementsprechend deprimiert an unseren Bieren. Wie im Jahr davor schien Silvester wieder ein Flop zu werden. Dann, zwischen dem vierten oder achten Bier kam Dennis die Idee: „Wollen wir nach Berlin fahren?“ Die Frage, nicht ganz ernst gemeint, waberte einige Augenblicke durch den Wintergarten. Vermutlich wäre alles anders gewesen, wäre nicht Dennis Mutter herein gekommen und hätte uns auf die Existenz der Mitfahrzentrale hingewiesen. Wir setzen uns an den PC und fanden auch noch eine Gelegenheit. Hinfahrt am 31. vormittags und  am 1. zurück, drei freie Plätze- alles perfekt. Es war schon halb 12 trotzdem riskierten wir den Anruf. Natürlich hatte die Fahrerin schon geschlafen, doch es war egal und alles was folgte ist Legende.</p>
<p style="text-align:justify;">So kam es, dass wir am Silvestermorgen doch noch der Bowlinghalle einen Besuch abstatteten, jedoch nur um uns auf dem Parkplatz einsammeln zu lassen.  Ich weiß noch, dass wir geplant hatten die Nacht einfach durchzumachen, uns nicht zum Schlafen zu suchen, dass ich deswegen noch eine Leggins meiner Mutter unter meiner Baggyjeans trug, da ich selbst kein halbwegs geeignetes Kleidungsstück für Minustemperaturen besaß. Ich weiß, dass wir alle nichts dabei hatten außer Alkohol, dass wir nicht weiter geplant hatten, als dass wir jetzt nach Berlin fahren und vermutlich zum Brandenburger Tor gehen- weil bei der dortigen Party Janette Biedermann auftrat und Dennis und ich die schon ein bisschen lecker fanden.</p>
<p style="text-align:justify;">Leider kann sich keiner von uns heute noch an den Namen der Fahrerin erinnern. 26, Blond, mit Pferdegebiss sollte mich während meines Abiturs meine Physiklehrerin an sie erinnern, und ich bin mir bis heute nicht hundertprozentig sicher, dass sie es nicht wahr. Wollen wir sie an dieser Stelle einfach mal Susanne nennen. Außer uns fuhr noch ein anderer Kerl im Auto mit, der seine Freundin in Berlin besuchen wollte.</p>
<p style="text-align:justify;">An die Zeit auf der Autobahn kann ich mich nicht mehr erinnern, woraus ich schließe, dass es ohne Probleme ablief. Irgendwann verabschiedeten wir den Kerl an einer Straßenecke und waren mit Susanne alleine. Das Gespräch kam auf, wo sie uns raussetzen solle und zuerst blicke sich dabei in ratlose Gesichter. Aus dem üblichen: „Eigentlich wollten wir zum Brandenburger Tor…“ und dem obligatorischen: „Echt? Da wollte ich auch hin!“ Ergab sich dann die Frage, wo wir denn schlafen wollen. Wieder nur ratlose Gesichter, woraufhin die schlaue Susanne uns dann erklärte sie wolle in einem Formel-1-Hotel übernachten. Natürlich haben wir uns da nicht lumpen lassen und haben es mit ihr gemeinsam gesucht.</p>
<p style="text-align:justify;">Bis heute frage ich mich, was eine Singlefrau dazu veranlasst, an Silvester alleine nach Berlin zu fahren, ohne dort jemanden zu kennen, in einem Formel-1-Hotel zu übernachten und drei 17jährigen anzubieten doch zusammen zu feiern. Wenn ich heute darüber nachdenke- möchte ich das auch gar nicht so genau wissen.</p>
<p style="text-align:justify;">Die Fahrt durch Berlin wurde zur Odyssee. Nicht nur, dass sie rote Ampeln ignorierte, weil sie zu sehr ins Gespräch vertieft war (sie wurde sehr redselig, die gute Susi). Ich weiß noch, dass sie immer von einem Kumpel erzählt hat, der ihr doch bei Gelegenheit mal einen Bentley kaufen könne (sie selber fuhr einen uralten Toyota, oder sowas in der Richtung) und dass sie unbedingt mal einen Sachsenpaule- Porno sehen will. Sie war uns eigentlich recht sympathisch, auch wenn die ganze Situation etwas Befremdliches hatte.</p>
<p style="text-align:justify;">Ich erinnere mich noch, dass es langsam zu dämmern begann und wir immer noch keine Ahnung hatten, wie wir zu diesem verdammten Hotel kommen sollen. Die Tankanzeige leuchtete auf als wir, wie aus dem Nichts, in eine Gegend gelangten, die ich kannte. Ich war vor zwei Jahren mal da gewesen, als ich zusammen mit Anna deren Tante für eine Woche besucht hatte. Ich kannte die Gegend gut, bin dort jeden Tag zur U-Bahn gelaufen, auch wenn ich heute nicht einmal mehr weiß in welchem Stadtteil es war- trotzdem erinnerte ich mich an die Tankstelle. Ich lotste uns hin und wir fragten nach dem Weg. So wirklich konnte uns niemand helfen, bis wir auf die Idee kamen einen Taxifahrer zu fragen.</p>
<p style="text-align:justify;">Das Hotel lag außerhalb von Berlin und es muss schon gegen 19 Uhr gewesen sein, als wir endlich auf den Parkplatz rollten und eincheckten. Plötzlich fiel uns dann aber eines der größten Probleme dieser Fahrt auf. Es gab jeweils Doppelzimmer und wir waren zu viert. Während Susanne damit beschäftigt war, ihr Gepäck aus dem Wagen zu kramen losten wir aus, wer sich mit ihr das Zimmer teilen muss. Natürlich zog ich den Kürzeren. Unter anderen Umständen hätte es der Beginn einer großartigen Romanze sein können- oder zumindest eine Szene aus einem Porno- aber in diesem Augenblick habe ich Dennis und Bredow einfach nur verflucht. Meine Laune besserte sich ein wenig, als ich Susanne fragte, was sie denn für das Zimmer von mir bekäme. Sie sagte, sie hätte es ja sonst auch alleine bezahlt und ich müsse ihr keinen Anteil zahlen. In diesem Moment fürchtete ich schon, sie könne dafür Gegenleistungen erwarten.</p>
<p style="text-align:justify;">Wer schon mal in einem Formel-1-Hotel war kann den folgenden Absatz überspringen. Allen anderen möchte ich ein kurzes Bild davon vermitteln. Diese Hotels sind so ziemlich der Inbegriff dessen, was ich mir unter einer schäbigen Absteige vorstelle. Lange, kahle Korridore, erleuchtet von grellem Neonlicht, ein Zimmer neben dem anderen, auf den Gängen Toiletten und Duschen, jeweils als einzelne Kammern in der Größe von Dixie- Klos. Auf dem Flur irrte ein alter Typ in Bademantel herum, der sich das Zimmer mit einer jungen Frau teilte- und jeder kann sich wohl denken welche Assoziation wir dabei hatten.</p>
<p style="text-align:justify;">Wir entschieden uns alle vorzutrinken, bevor wir wieder in die Stadt fahren wollten. Was ich aus heutiger Sicht auch bedenklich finde, da Susanne ja noch fahren musste und es an dem Tag obendrein angefangen hatte zu schneien.</p>
<p style="text-align:justify;">Wir hatten Zimmer bekommen, die direkt nebeneinander langen und während sich Susanne fertig machte, stattete ich Dennis und Bredow in ihrem Zimmer einen Besuch ab.</p>
<p style="text-align:justify;">Uns fiel erst auf, dass die Wände sehr dünn waren, als wir von nebenan jemanden husten hörten, leider war das schon NACHDEM Bredow zu mir sagte: „Alter, die fickst du heute noch!“, woraufhin ich antwortete: „Nee, lass mal, das ist ja abartig.“ Keiner von uns weiß, ob sie es gehört hat, oder nicht, jedenfalls hat sie sich nichts anmerken lassen, als sie fünf Minuten später in das Zimmer kam, eine Flasche Corona und eine Flasche Sekt in der Hand.</p>
<p style="text-align:justify;">Wir erfuhren, dass am Brandenburger Tor keiner Böller erlaubt waren, was ungünstig war, da Bredow noch einen ganzen Karton voll dabei hatte. So gingen wir gegen 10 nach draußen auf den Parkplatz, Dennis und Susanne beobachteten uns vom Zimmerfenster aus. Ich glaube es war der Moment, als wir uns gegenseitig mit irgendwelchen Feuerwerkskörpern jagten, ich vor bunten Feuerbällen davon lief und im Schnee ausrutschte, als ich bemerkte, dass ich allmählich zu alt für diese Scheiße bin.</p>
<p style="text-align:justify;">Kurz darauf fuhren wir los. Susanne hatte eine CD dabei, auf der Enrique Iglesias „Hero“ lief. Schon auf der Hinfahrt hatten wir den Song dauernd gehört. Nicht, dass wir ihn mochten, aber er war halt hip zu der Zeit und irgendwann hatten Dennis und ich angefangen den Refrain mitzusingen. So auch, als wir im Dunkeln über die leere Autobahn Richtung Berlin Mitte fuhren. Irgendwann stieg auch Bredow in die Singerei mit ein. Eigentlich kannte er nur eine einzige Zeile. Aber aufgrund der Tatsache, dass er kein „Th“ aussprechen konnte, ermutigten wir ihn in einer Tour, sein „You caaaaaan taaaaake my breeeeaz away“ voller Inbrunst zu schmettern. Das war noch einer der Momente, der diese, ich will es mal Reise nennen, so verdammt seltsam machte. Wie schon erwähnt, die Autobahn war leer. Und damit meine ich wirklich leer- verdammt leer. Auf der gesamten Fahrt ist uns kein einziger Wagen begegnet. An einigen Ausfahrten standen Schilder, die verkündeten, die Autobahn wäre gesperrt. Vielleicht hing es damit zusammen, aber Susanne versicherte uns, dass die Sperre längst aufgehoben sei. Meine Kontaktlinsen waren schon schlierig, daher habe ich es selber nicht lesen können und ihr einfach mal geglaubt- doch seltsam war es schon.</p>
<p style="text-align:justify;">Wir kamen allerdings ohne Zwischenfälle bei der Sat1- Party an. An einem Stand kauften wir uns Weihnachtsmannmützen mit rot leuchtenden 2002- Lämpchen drauf und gingen Richtung Bühne. Leider standen wir blöd, oder ich war einfach zu klein (oder die Leute vor mir einfach zu groß) um die Biedermann in ihren Hotpants begutachten zu können. Ich weiß noch, dass Dennis mich hochhob und dass das zwar auch total bescheuert, aber irgendwie auch lustig war, wir uns jedoch gedacht haben, dass wir sowieso schon fertig genug aussahen und nicht noch zusätzlich auffallen sollten. Also sind wir weiter nach vorne in die Menge gegangen.</p>
<p style="text-align:justify;">Dort war es warm, dass man fast vergessen konnte, dass man bei Minusgraden im Freien stand- dann jedoch fing es an zu schneien. Noch heute würde ich sagen, dass das einer der schöneren Momente des Abends war. Und als dann Jasmin „Blümchen“ Wagner, die den Abend moderierte, anfing Schneeflöckchen zu singen wurde uns klar, wie viel man in einem Tonstudio aus einer Stimme machen kann.</p>
<p style="text-align:justify;">Vom weiteren Verlauf weiß ich nicht mehr viel. Irgendwann war es dann 12 und 2002. Ich weiß, dass einer der Leute von Rednex, die es damals auch noch gab, fast von einer Rakete getroffen worden wäre, die einmal quer über die Bühne flog, ich weiß, dass Susanne auf dem Rückweg zum Auto noch mit irgendeinem Typen rumgemacht hat, der sich auch gefragt haben muss, warum sie mit drei so seltsamen Typen unterwegs war. Ich weiß, dass der Boden verdammt matschig, und meine Hose deswegen fast bis in die Kniekehlen total verdreckt, war. Ich weiß auch,  dass ich die ganze Rückfahrt zum Hotel über Angst davor hatte, wie dieser Abend weiter gehen würde. Ich hätte es wohl durchgezogen, einfach nur, weil es eine coole Aktion gewesen wäre, die einfach noch mal unterstrichen hätten, wie abgefuckt diese ganze Situation war- trotzdem wollte ich nichts herausfordern. Als wir in unsere Zimmer gingen zwinkerte mir Dennis noch blöd zu, vielleicht war es auch Bredow, vermutlich beide, aber ich fand das Ganze gar nicht lustig. Es war auch nicht wirklich erotisch, was ich trug- vielleicht hat mir das den Arsch gerettet. Da ich ja wirklich gar nichts dabei hatte schlief ich einfach in Leggins und T-Shirt, hängte die Hose zum Trocknen über das Bett. Ich weiß, dass Susanne und ich noch ein bisschen Fernsehen geguckt haben, ich weiß, dass irgendwo so ein mieser Sexfilm lief und  mich das noch nervöser machte. Aber irgendwann bin ich dann eingeschlafen und die Sache war gelaufen.</p>
<p style="text-align:justify;">Das schlimmste jedoch war das Aufwachen am nächsten Morgen. Selten war ich so verklatscht und habe mich so schmutzig gefühlt. Ich lag halbwach im Bett und konnte hören, dass Susanne schon wach war. Wir hatten ein Waschbecken im Zimmer und ich wusste, dass sie sich da gerade fertig machte. Ich habe mich nicht getraut meine Augen zu öffnen, aber ich glaubte, nein: ich WEISS einfach, dass sie da gerade nackt war- und das wollte ich mir nicht antun. Also tat ich so, als würde ich noch schlafen. Als sie irgendwann das Zimmer verließ stand auch ich auf. Ein Blick in den Spiegel sagte mir, dass ich an diesem Tag die Sache mit dem guten Aussehen komplett vergessen konnte. Kein Deo, kein Haargel, kein Duschbad. Also schnell wieder sämtliche Klamotten angezogen und die Mütze von letzter Nacht aufgesetzt. Bredow und Dennis sahen ähnlich aus, als ich sie in ihrem Zimmer besuchte. Ich glaube auch damals habe ich für fünf Minuten daran gedacht mit dem Rauchen aufzuhören, aber als ich die Schachtel auf dem Boden liegen sah, hatte sich das auch erledigt.</p>
<p style="text-align:justify;">Unsere Klamotten standen vor Dreck, ich hatte seit knapp 24 Stunden nichts mehr gegessen. Schon auf der Hinfahrt hatte ich tierischen Hunger gehabt und wollte mir vor der Silvesterparty noch schnell was holen, nach dem ganzen Bier, das ich getrunken hatte, habe ich den Hunger dann jedoch gar nicht mehr gespürt. Jetzt, etliche Stunden später, war ich schon zittrig und brauchte unbedingt einen Burger.</p>
<p style="text-align:justify;">Glücklicherweise ging es den anderen ähnlich und so kam es, dass wir dann irgendwann am frühen Nachmittag bei McDonalds am Alex saßen. Vollkommen verdreckt, mit unseren Nikolausmützen auf denen 2002 blinkte und erschöpft auf unseren Burgern kauten. Wir warteten noch auf den Anruf eines Mädchens, das sich am Tag zuvor bei Susanne gemeldet hatte und eigentlich mit zurück fahren wollte. Susanne versuchte noch ein paar Mal sie zu erreichen, doch das Handy war aus und so entschlossen wir uns einfach ohne sie zu fahren. Gerade als wir gehen wollten sprach uns eine Dame an. Irgendwer von einer Berlin Lokalzeitung, und fragte, ob einer von uns heute schon mit Euro bezahlt hätte. Dennis, der tatsächlich ein Starterkit zu Weihnachten bekommen hatte, bejahte. Es kam zum üblichen Geplänkel wo wir denn herkämen, was wir in Berlin gemacht hätten und so weiter. Am Ende die Frage, ob sie ein Foto von uns machen dürfte. Dennis und ich waren zu der Zeit häufig mit der Band in der Zeitung gewesen und von daher sowieso nicht mehr so Mediengeil, wie eigentlich. Wir blickten einander an und es war wohl, als würden wir in den Spiegel schauen. Es schien die Frau von der Zeitung zu wundern, als wir alle nur den Kopf schüttelten, aber sie ging dann auch ohne ein weiteres Wort.</p>
<p style="text-align:justify;">Bevor wir Berlin verließen wollte Susanne noch ihren Wagen in die Waschanlage bringen und Tanken. Rauchend saßen Dennis und ich auf der Rückbank des Wagens, während Susanne bezahlen gegangen war. Es fiel mir zuerst gar nicht auf, was ich da eigentlich tat als wir warteten, auch nicht Dennis, der mir einfach nur lethargisch dabei zusah, wie ich seelenruhig ungefähr 20 Brandlöcher in den Sitz vor mir drückte. Erst nach einiger Zeit fragte er mich: „Was machst du da eigentlich?“ Da war es nur schon zu spät. Meine Zigarette hatte auf dem Sitz wunderschöne Muster hinterlassen. Kurze Zeit hatten wir Panik Susanne könnte uns deswegen rausschmeißen und in Berlin stehen lassen, aber sie merkte es gar nicht, setzte uns Stunden später wieder an der Bowlinghalle hab, wo wir die Überreste der vergangenen Nacht begutachten konnten. Als ihr Wagen um die Ecke verschwand lachten wir. Wir wussten, dass wir drei ein seltsames Team abgaben, dass es aber nur so so perfekt laufen konnte wie es eben gelaufen war. Wir entschlossen uns, dass nächste Silvester wieder genau so zu verbringen, nur woanders. Dennis und ich waren dann auch in London, nur ohne Bredow. Trotzdem war dieses Silvester in Berlin, eine der Geschichten, die wir wohl nie vergessen werden, die man wohl nur richtig verstehen kann, wenn man auch dabei war, die wir aber trotzdem immer wieder gerne erzählen, weswegen ich sie jetzt endlich auch mal aufgeschrieben habe. In den Einzelheiten, die mir noch in Erinnerung geblieben sind, ich habe versucht eine Chronologie hineinzubringen, die verschwindet, wenn man sie auf einer Party erzählt. Aber gerade die Sache mit dem Rücksitz: ich sage euch, ich werde nie vergessen, wie Dennis geschaut hat, während ich die Löcher in den Sitz brannte, die halboffenen Augen, die vorgeschobene Unterlippe. Das sind die fantastischen Momente, die einem bleiben und über die man auch 10 Jahre später noch lachen kann.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Das Gras wachsen hören]]></title>
<link>http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/2009/07/21/das-gras-wachsen-horen/</link>
<pubDate>Tue, 21 Jul 2009 21:41:18 +0000</pubDate>
<dc:creator>central station</dc:creator>
<guid>http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/2009/07/21/das-gras-wachsen-horen/</guid>
<description><![CDATA[&#8230;kann man derzeit auf dem S-Bahnsteig des Berliner Hauptbahnhofs. Das heißt, man könnte, wenn ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>&#8230;kann man derzeit auf dem <strong>S-Bahnsteig des Berliner Hauptbahnhofs</strong>.<br />
<img class="alignnone size-full wp-image-2005" title="DSC06033" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/07/dsc06033.jpg" alt="DSC06033" width="448" height="336" /><br />
<span style="font-size:x-small;">Das heißt, man könnte, wenn er denn noch zugänglich wäre.</span></p>
<p>Gähnende Leere&#8230;<br />
<img class="alignnone size-full wp-image-2006" title="DSC06035" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/07/dsc06035.jpg" alt="DSC06035" width="448" height="336" /><br />
<em>Den Zusatz &#8220;Le(e)hrter Bahnhof&#8221; verdient der S-Bahnhof nun jedenfalls ,-)</em><br />
<img class="alignnone size-full wp-image-2007" title="DSC06034" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/07/dsc06034.jpg" alt="DSC06034" width="448" height="336" /></p>
<p>An einigen Stellen kann man das Gras auch wachsen <em>sehen</em>.<br />
<img class="alignnone size-full wp-image-2008" title="DSC06037" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/07/dsc06037.jpg" alt="DSC06037" width="448" height="336" /><br />
Wer weiß, wann die S-Bahn wieder fährt?<br />
Derzeit braucht es jedenfalls nicht viel Phantasie, sich die <strong>Zukunft der Gleisanlagen</strong> des Hauptbahnhofs auszumalen&#8230;<br />
<img class="alignnone size-full wp-image-2009" title="DSC06036" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/07/dsc06036.jpg" alt="DSC06036" width="448" height="336" /></p>
<h4><span style="color:#800000;">2010</span></h4>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2010" title="DSC06038" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/07/dsc06038.jpg" alt="DSC06038" width="448" height="336" /></p>
<h4><span style="color:#800000;">2012</span></h4>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2011" title="gleis-wildnis" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/07/gleis-wildnis.jpg" alt="gleis-wildnis" width="500" height="375" /></p>
<h4><span style="color:#800000;">2020 ?</span></h4>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-2012" title="DSC06025" src="http://berlinhauptbahnhof.wordpress.com/files/2009/07/dsc06025.jpg" alt="DSC06025" width="448" height="336" /></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
