<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>cezary-michalski &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://en.wordpress.com/tag/cezary-michalski/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "cezary-michalski"</description>
	<pubDate>Wed, 10 Feb 2010 09:22:41 +0000</pubDate>

	<generator>http://en.wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[26.05.2009 Dziennik dalej o Katarynie]]></title>
<link>http://omnesdies.wordpress.com/2009/05/26/26-05-2009-dziennik-dalej-o-katarynie/</link>
<pubDate>Tue, 26 May 2009 16:25:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>omnesdies</dc:creator>
<guid>http://omnesdies.wordpress.com/2009/05/26/26-05-2009-dziennik-dalej-o-katarynie/</guid>
<description><![CDATA[1.1. Internetem rządzą anonimowi donosiciele; Cezary Michalski; Dziennik; 25.05.2009 Polskim interne]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><strong><a href="http://www.dziennik.pl/opinie/article386565/Internetem_rzadza_anonimowi_donosiciele.html">1.1. Internetem rządzą anonimowi donosiciele; Cezary Michalski; Dziennik; 25.05.2009</a></strong></p>
<p>Polskim internetem rządzi liga anonimowych donosicieli. Byłem kiedyś taki naiwny, żeby wierzyć, że internet da Polakom wolność, jakiej nie mieli od dawna. Pomyliłem się. Internet stał się szkołą niewolników &#8211; zauważa publicysta DZIENNIKA Cezary Michalski.</p>
<div style="clear:both;margin:5px 0;"></div>
<div><span>Od ubiegłego piątku, od dnia opublikowania naszego materiału o Katarynie, mamy niezły ubaw. <strong>Dziesiątki anonimowych frustratów, występujących pod barwnymi pseudonimami &#8220;Lou Cypher&#8221;, &#8220;thor&#8221;, &#8220;zdziffko&#8221;, &#8220;absztyfikant&#8221;&#8230; obrzucają nas wyzwiskami, tyleż wściekli, ile przerażeni. </strong>Bo słusznie doszli do wniosku, że anonimowość internetu nie oznacza wcale, że w internecie można istnieć bez żadnych konsekwencji. Że można krytykować, nie będąc skrytykowanym, że można kogoś surowo osądzać, a samemu nie zostanie się osądzonym.</p>
<p>Śledcze dziennikarstwo służy do sprawdzania osób publicznych, do wykrywania konfliktów interesów, hipokryzji, jakości działań podejmowanych publicznie. Nasi anonimowi blogerzy i agresywni uczestnicy wszystkich internetowych dyskusji postanowili zagrać w tej samej lidze co osoby publiczne. Chcą być osobami publicznymi, ale bez konsekwencji, jakie osoby publiczne ponoszą, bez odpowiedzialności, jaka się z tym wiąże. Bez występowania pod własnym nazwiskiem, z własną twarzą i tożsamością.</p>
<p><strong>ZABAWA W OSOBY PUBLICZNE</strong></p>
<p><span><span> </span>Taka zabawa jest tylko z pozoru niewinna. <strong>Wystarczy poczytać anonimowe wpisy pod zamieszczanymi w internecie tekstami Jadwigi Staniszkis, Moniki Olejnik, Kingi Dunin, Manueli Gretkowskiej, Tomasza Terlikowskiego, Sławomira Sierakowskiego, Wojciecha Czuchnowskiego&#8230;</strong> To wszystko są osoby, z którymi można się zgadzać lub nie, ale wszystkie one występują pod własnymi nazwiskami. Tymczasem pod ich tekstami, korzystając ze złudnego poczucia bezpieczeństwa, jakie daje anonimowość internetu, wpisują się damscy bokserzy, antysemici, antyklerykalni nienawistnicy&#8230; Popisują się wulgaryzmami, wpisują zmyślone szczegóły z życia prywatnego, sugerują żydowskość, wyzywają od faszystów lub od bolszewików. Otóż, jeśli ktoś postanowił zabawić się w osobę publiczną na internetowych blogach i listach dyskusyjnych, będzie przez nas sprawdzany jak osoba publiczna. Tak samo jak sprawdzani są przez nas Palikot, Oleksy, Kurski czy Migalski. I inni.</p>
<p><strong>Kataryna na tle całej tej tłuszczy nie była najgorsza. Ale też ją zdemoralizowała noszona zbyt długo maska. Z fajnej analityczki stawała się coraz bardziej surowym sędzią:</strong> dziennikarzy i naszego warsztatu, osób publicznych i ich integralności, ludzi, którym przynajmniej połowę swoich zarzutów mogłaby postawić pod własnym nazwiskiem. To byłoby czystsze.</p>
<p><strong>Teraz Kataryna pisze do nas sprostowanie i my to sprostowanie publikujemy. Z podpisem &#8220;Kataryna&#8221; zamiast nazwiska, choć nie musimy</strong>. A ja ponawiam pytanie, czy gdyby pod własnym nazwiskiem publikowała kąśliwe recenzje dotyczące szefów najważniejszych polskich mediów i firm, to ci szefowie tak samo łaskawym okiem patrzyliby na szkolenia organizowane przez jej fundację dla dziennikarzy, samorządowców, pracowników firm &#8211; będących ich podwładnymi? Bardzo w to wątpię i wątpiła w to także Kataryna. Właśnie dlatego w establishmencie Warszawy uczestniczyła pod własnym nazwiskiem, a krytykowała ten establishment pod pseudonimem. To jest jednak marne rozwiązanie konfliktu interesów.</p>
<p><strong>UŻYTEK ROBIONY Z ANONIMOWOŚCI</strong></p>
<p>Nie mam nic przeciwko anonimowości internetu. Oczywiście, że można jej używać sensownie. Ktoś ma do zakomunikowania swoje refleksje, argumenty, ale nie robi tego zawodowo, a w dodatku nie ma w nim narcyzmu, więc po prostu wchodzi do sieci, zachowując przezroczystość. Taka anonimowość rozluźnia internet, czyni go ciekawym &#8211; ale w Anglii czy Francji&#8230; bo to nie ma nic wspólnego z codziennością korzystania z anonimowości w polskim internecie.</p>
<p><span>Zbadajmy bowiem jakość dyskusji naszych anonimów. Weźmy pierwszą z brzegu informację umieszczoną na Dzienniku.pl: Tusk mówiący na wyborczym wiecu, że &#8220;w czasie kryzysu żaden Polak nie zostanie sam&#8221;. Może to rzeczywiście drętwe i nieco bez konkretów, ale popatrzmy na recenzje anonimowych rycerzy internetu, czy podnoszą poziom. &#8220;<strong>Mihiru-69&#8243;: &#8220;dlaczego ten typ z kaszubskiej kniei wyciera sobie mordę słowami, których nie rozumie&#8230;&#8221;; &#8220;icek&#8221;: &#8220;Herr nauczany i kierowany przez starszych braci oszukuje Polaków, jeden z najprzykrzejszych skutków mieszania się żydostwa z polakami&#8221;; &#8220;hahahahaha&#8221;: &#8220;na zdjęciu oszołom Tusk i w tle pomiot postsowiecki Graś&#8221;&#8230;</strong></p>
<p>Ale może to tylko przeciwnicy Tuska i zwolennicy &#8220;Kaczorów&#8221; są tacy straszni? W takim razie sprawdźmy wpisy pod informacją o konwencji wyborczej z udziałem Jarosława Kaczyńskiego, tam piszą wrogowie Kaczyńskich i zwolennicy PO, partii polskiej klasy średniej. &#8220;Jacek&#8221;: &#8220;przecież to fotka TW Jara&#8221;; &#8220;jo5348&#8243;: &#8220;brednie psychola, paranoja postępuje&#8221;; &#8220;jaruś&#8221;: &#8220;w tym człowieku jest tylko złość i podłość&#8230;&#8221;, &#8220;puryna&#8221;: &#8220;ach to pełne nienawiści spojrzenie, to jaruś z żoliborza, syn AK-owca, który nie był więziony, ścigany i zrobił w PRL-u zadziwiającą karierę&#8230;&#8221;.</p>
<p>A może to tylko Dziennik.pl ma pecha do takich frustratów? Sprawdźmy zatem dyskusję anonimowych internautów pod wypowiedzią Tuska o tarczy antyrakietowej, tym razem na Onecie. &#8220;Artur&#8221;: &#8220;tuskomatołek i jego wyborcy tuskomatoły nie idźcie tą drogą&#8230;&#8221;; &#8220;madra&#8221;: &#8220;każdy, kto zagłosował i zagłosuje na Tuska, nie zmyje ze swych łap krwi naszego bestialsko zamordowanego rodaka w Afganistanie!!!&#8221;&#8230;</p>
<p>I tym podobne głębie politologicznego intelektu. Nie mówiąc już o gwiazdach polskiego internetu i stałych bywalcach naszych list dyskusyjnych w rodzaju &#8220;antka_emigranta&#8221;, który swoje &#8220;głosy w dyskusji&#8221; zaczyna zwykle od wstępu: &#8220;cześć komuszki, jak to jest mieć za swoje autorytety takie osoby jak Nicolae Causescu, Feliks Dzierżyński, Kim Ir Sen?&#8221;. I to niezależnie od tego, z kim akurat polemizuje, z obrońcami Kiszczaka, z feministkami czy z wyborcami PO. Nawet stosunkowo niewinna informacja, że Rubikowi urodziła się córka, zostanie w polskim internecie skomentowana przez dziesiątki frustratów wylewających całe wiadra pomyj.</p>
<p><strong>PRAWICA O KWESTII ŻYDOWSKIEJ </strong></p>
<p>Ponieważ lubię czasami stracić trochę pieniędzy na warszawskiej giełdzie, zacząłem przeglądać listy dyskusyjne poświęcone tematyce giełdowej. Także najżywszą z nich, na Bankierze.pl. I tam również dopadł mnie gniew polskiego internetu. <strong>W każdą niedzielę, ponieważ giełda w Tel Awiwie jest tego dnia czynna, można tam poczytać setki komentarzy na temat &#8220;żydków&#8221; i &#8220;pejsatych&#8221;, co to specjalizują się w okradaniu całego świata i wywoływaniu światowych wojen</strong>. A to są przecież, jak można wyczytać z ich późniejszych analiz kursu Orlenu czy Polnordu, dojrzali giełdowi inwestorzy. I wy chcecie polemizować z &#8220;Wyborczą&#8221; na temat polskiego antysemityzmu? Przejrzyjcie się w lusterku anonimowego polskiego internetu. Mina wam zrzednie, będziecie się musieli bardziej postarać.</p>
<p>Wyjątkowo kiepsko zachowują się internetowe maski polskiej prawicy. Weźmy Salon24, który prawdopodobnie został kiedyś pomyślany przez Igora Jankego jako miejsce ambitnych intelektualnych dyskusji (jeszcze dziś Janke heroicznie podpisuje Salon24 jako &#8220;niezależne forum publicystów&#8221;). Ale bardzo szybko to miejsce zmieniło się w jeszcze jedno centrum anonimowego zlewu, przede wszystkim prawicowego. Mimo nieustających wysiłków moderatorów dyskusji.</p>
<p><strong>Anonimy szczególnie zachwycają się blogerką &#8220;marylą&#8221; &#8211; będącą stałym gościem Salonu24. Nazywając ją &#8220;niezwykle inteligentną kobietą&#8221;.</strong> Niejaki &#8220;kisiel&#8221;, broniąc &#8220;maryli&#8221; i siebie przed zarzutami wulgarności i zwyczajnej głupoty pisze: &#8220;atak na blogosferę trwa, awantura w «Dzienniku» świadczy dobitnie, że nie znają ani blogerów, ani blogów, traktowanie nas, z Salonu24, jak hunów z Onet dobitnie o tym świadczy&#8221;.</p>
<p>Zatem poczytajmy typowy wpis &#8220;maryli&#8221;, żeby przekonać się do jej wysokiego poziomu: &#8220;<strong>gadzinówka michnika jest zainteresowana niszczeniem polskości, co siłą rzeczy przekłada się na sympatie do Jugendamtu. Można rzec, że to interes ponad podziałami. Żydowscy właściciele gazety przymykają oko na zbrodnie hitlerowców na narodzie żydowskim dla dobra wspólnego biznesu na dzisiaj&#8221;. </strong>Zaraz pod tym wpisem inny stały bywalec salonu ubolewa &#8220;pani marylo, podobno administracja Salonu24 skasowała jakiś pani komentarz. Czy to nie nagonka na wolność słowa?&#8221;.</p>
<p>Mógłbym przy tej okazji zadowcipkować, że kiedy wicenaczelny &#8220;Gazety Wyborczej&#8221; Piotr Stasiński nazwał nas kiedyś &#8220;der dziennikiem&#8221; &#8211; zachowując się jak rasowy anonimowy bloger z polskiego internetu &#8211; powinien się był spodziewać, że &#8220;niepolskość&#8221; stanie się głównym argumentem blogerów przeciwko jego własnej gazecie. Ale to nie czas na międzygazetowe porachunki, bo także Stasiński występuje przynajmniej pod własnym nazwiskiem. Podczas gdy gniew internetu nie ma ani nazwisk, ani twarzy.</p>
<p><strong>CZERWONE I CZARNE W INTERNECIE </strong></p>
<p>Czytając polski internet, dowiadujemy się, że anonimowość demoralizuje i degeneruje każdego, prędzej czy później. Wyzwala zwierzęce odruchy u zwolenników lewicy i prawicy, u antyklerykalnych inteligentów i u katolickich matron. W apogeum skandalu Marcinkiewicza trafiłem przypadkowo na <strong>portal Wielodzietni.org. </strong>Zachęcam internautów, żeby sobie wpisali ten adres w wyszukiwarkę. <strong>Dostojne matrony i szacowni ojcowie wielodzietnych rodzin, ukryci pod mało wymyślnymi nickami, ale dumnie cytujący Biblię i kościelną łacinę, prześcigają tam w wulgarności redaktorów tabloidów. </strong>Nie tylko polskich, ale nawet niemieckich czy angielskich &#8211; tych najtwardszych. Zaczynają od wklejenia sobie zdjęcia Marcinkiewicza i Isabel, prawdopodobnie przelepionego z &#8220;Superaka&#8221;.</p>
<p>Pierwszy dowcipem popisuje się niejaki &#8220;sokrat&#8221;, przy jego nicku stałe odesłanie do Psalmu 23, &#8220;Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego&#8221;. Ale chyba &#8220;sokratowi&#8221; jednak czegoś brak, skoro pisze: &#8220;a ja myślałem, że to jaki ork po liftingu&#8221;. Odpowiada mu &#8220;mona&#8221; (która do własnego nicka dolepia zawsze fragment zdjęcia uśmiechniętej buźki swego małego dziecka), z dość trzeźwym pytaniem: &#8220;ile mu dajecie, bo ja 3 miesiące&#8221;, na co &#8220;łukasz&#8221; (jego nick opatrzony jest stałym komentarzem &#8220;czytaj Biblię, bojowanie jest żywot człowieczy&#8221;) odpowiada: &#8220;jak potem znajdzie dobry towar, to może i trochę dłużej&#8221;. Na co &#8220;tomasz i ewa&#8221; (do ich nicku dołączone niewyraźne zdjęcie z rodzinnych wakacji): &#8220;nie wiem czemu, ale po głowie chodzą nam dwa słowa: pustak i szmata&#8221;. &#8220;Paweł i Ola&#8221; (do nicku dołączony łacińskie &#8220;ut unum sint&#8230;&#8221;) cieszą się z konceptu &#8220;tomasza i ewy&#8221;: &#8220;taka konkretna, budowlana terminologia!&#8221;. I tak to leci całymi stronami. <strong>Twardy tabloid &#8211; nawet z wklejoną parę razy okładką &#8220;Super Expressu&#8221; czy &#8220;Faktu&#8221;.</strong> A wszystko to w wykonaniu soli tej ziemi, katolickiej elity naszego kraju, wielodzietnych rodzin żyjących na co dzień Biblią i znających łacinę. Ale nawet oni, kiedy tylko nałożą maskę internetowej anonimowości, zamieniają się z aniołów w bydlęta (to parafraza Pascala, którą &#8220;sokrat&#8221;, &#8220;mona&#8221;, &#8220;tomasz i ewa&#8221; na pewno zrozumieją).</p>
<p>Zatem może mądrzej korzystają z anonimowości internetu polscy antyklerykałowie? Może ci rozumni przeciwnicy religijnego zabobonu są lepsi od &#8220;czarnych&#8221;, których z takim zacięciem zwalczają? Żadnych szans. Pierwsza z brzegu dyskusja pod informacją Onetu, że Zapatero straszy Hiszpanów polskim księdzem w wyborczym spocie socjalistów. &#8220;Bazyl&#8221;: &#8220;hiszpanie zrozumieli, że klechy to zaraza, idźmy za ich przykładem, pogońmy nierobów&#8221;; &#8220;Logiczny&#8221;: &#8220;zapatero wiwat! te czarne bestie do katastrofa, głównie finansowa&#8221;; &#8220;Commodore1&#8243;: &#8220;gonić watykańczyków, dość trzymania Polski w kajdanach zabobonu i czarów&#8221;. Oj, Dawkins to to nie jest. Ani nawet Joanna Senyszyn.</p>
<p>Bo trzeba przyznać, że nawet jeśli mamy coś przeciwko Januszowi Palikotowi, Joannie Senyszyn, Jackowi Kurskiemu, Stefanowi Niesiołowskiemu&#8230; to na tle anonimowych polskich internautów ci wszyscy ludzie z nazwiskami wyrastają na umiarkowanych, rozsądnych, nie mówiąc już o wyraźnej nadreprezentacji intelektu w stosunku do internetowej przeciętnej.</p>
<p><strong>Anonimowość pozbawia polskich internautów resztek człowieczeństwa, bo zakładam, że jakieś ich cechowało, zanim nie wymyślili sobie kretynicznego pseudo i nie zasiedli przed klawiaturą. Do niektórych z nich te argumenty dotarły</strong>. Zaczęli przysyłać do nas polemiki pod własnym nazwiskiem. Jeśli to miałby być jedyny pożytek z kłótni o Katarynę, to już by wystarczył. Jeśli paru ludzi zrzuci maski. Tym bardziej że wystąpienie pod własnym nazwiskiem od razu przekłada się na wyższą jakość internetowych wpisów.</p>
<p><strong>SZKOŁA NIEWOLNIKÓW</strong></p>
<p>Szczerze mówiąc, <strong>byłem kiedyś taki naiwny, żeby wierzyć, że internet da Polakom wolność, jakiej nie mieli od dawna.</strong> Pomyliłem się. Internet stał się szkołą niewolników. Kiedy dwieście lat temu czterech chłopców z wileńskiego gimnazjum &#8211; Michał Plater, Jan Czechowicz, Benedykt Kościałkowski i Jan Kułakowski &#8211; stanęło odważnie przed całą klasą i napisało kredą na tablicy &#8220;Vivat Konstytucja 3 maja, o jak słodkie wspomnienie dla rodaków lecz nie masz, kto by się o nią dopomniał&#8221;, groził im za to Sybir. Rozpoczęli polityczno-artystyczną aferę znaną pod nazwą procesu filomatów i filaretów. Ich nazwiska będą zapamiętane na wieki (zresztą na dobre i złe). Kiedy Andrzej Trzebiński wydawał pod pseudonimem &#8220;Sztukę czy naród&#8221; w okupowanej przez nazistów Warszawie, został zatrzymany w ulicznej łapance i rozstrzelany. <strong>To wszystko byli ludzie wolni, właśnie ze względu na ryzyko, które godzili się ponieść</strong>, cenę, którą za swoją wolność musieli zapłacić.</p>
<p>&#8220;Lou Cypher&#8221;, &#8220;thor&#8221;, &#8220;antek_emigrant&#8221;, &#8220;maryla&#8221; i cały legion innych anonimów to urodzeni niewolnicy. Ich nazwisk nikt nie zapamięta, bo ich nawet nie pozna. Oni nawet jak nie mają nad sobą żadnego pana, to go sobie wymyślają, żeby w ukryciu, pod pseudonimem, w masce, obrzucać go przekleństwami.</p>
<p>Dzisiaj, jeśli wierzyć anonimowym frustratom, którzy żmudnie zapełniają od ubiegłego piątku naszą redakcyjną pocztę i listy dyskusyjne Dziennika.pl, jestem co najmniej Anakinem, który przeszedł na mroczną stronę mocy. A Robert Krasowski to jakiś lord Sithów.</p>
<p><strong>Bloger &#8220;maryla&#8221; zaczął się nawet od wczoraj podniecać, że zawieszający mu się internet to dzieło korporacyjnych hakerów z DZIENNIKA, a może i z samego Berlina.</strong> To przyjemnie być obiektem aż takiej bezsilnej frustracji. Mógłbym nawet trochę podyszeć przez maskę Dartha Vadera, żeby sprawić satysfakcję blogerowi &#8220;maryli&#8221;. Tyle że ja nie noszę ze sobą maski Dartha Vadera, bo nawet w internecie pojawiam się wyłącznie pod własnym nazwiskiem.</p>
<p></span></span></span></div>
<p><a href="http://www.dziennik.pl/opinie/article386626/Apel_STOP_chamstwu_w_sieci_.html"><strong>1.2. Apel: stop chamstwu w sieci; Dziennik; 26.05.2009</strong></a></p>
<p>Nie chcesz, by twoje ulubione forum internetowe stało się śmietnikiem, w którym gromada trolli wyrzuca z siebie frustracje? Nie chcesz czytać wulgaryzmów? Przyłącz się do apelu, który podpisało kilkadziesiąt znanych postaci polskiej przestrzeni publicznej. Czas powiedzieć STOP chamstwu w sieci!</p>
<div><span><em>Drodzy internauci,</em></span><span><strong>Nie chcemy jednak walczyć z zasadą sieciowego incognito. Sami czasem ją stosujemy i chcemy, by była ona stosowana zgodnie z regułami obowiązującymi w cywilizowanym świecie. </strong></span></div>
<div><span>Dlatego apelujemy do internautów i redaktorów internetowych witryn: <strong>spróbujmy wpłynąć na jakość sieciowej debaty publicznej. Ignorujmy wpisy internetowych „trolli”. Nie wchodźmy z nimi w polemikę. Zgłaszajmy moderatorom i właścicielom serwisów przypadki łamania prawa i dobrego obyczaju.</strong></span></div>
<div><span>W ten sposób mamy szansę wspólnie postawić tamę brutalizacji internetu.</span></div>
<p><span><strong>POD APELEM PODPISALI SIĘ DO TEJ PORY: </strong></p>
<p><em>Michał Bajor, piosenkarz<br />
Artur Barciś, aktor<br />
Piotr Bazylko, kolekcjoner i krytyk sztuki<br />
Sonia Bohosiewicz, aktorka<br />
ks. Adam Boniecki,<br />
Anna Cieślak, aktorka<br />
Stefan Chwin, pisarz<br />
Andrzej Chyra, aktor<br />
Maciej Dejczer, reżyser<br />
Antoni Dudek, historyk<br />
Edward Dwurnik, malarz<br />
Jan Englert, aktor, reżyser, dyr Teatru Narodowego<br />
Adam Ferency, aktor<br />
prof. Michał Korzec, sinolog, politolog<br />
Marcin Król, filozof, historyk idei<br />
prof. Piotr Kruszyński, prawnik<br />
Jerzy Kryszak, satyryk<br />
prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog<br />
Grzegorz Kupczyk, muzyk rockowy<br />
Mezo, raper<br />
Grzegorz Miecugow, publicysta<br />
Edyta Olszówka, aktorka<br />
Janusz Panasewicz, muzyk<br />
prof. Marek Rocki, ekonomista, profesor SGH<br />
Artur Rojek, muzyk<br />
Janusz Rolicki, publicysta<br />
Jacek Santorski, psycholog<br />
Maria Seweryn, aktorka<br />
Andrzej Sikorowski, muzyk<br />
Wojciech Solarz, aktor<br />
Muniek Staszczyk, muzyk<br />
Grażyna Wolszczak, aktorka<br />
Xawery Żuławski, reżyser</em></p>
<p><strong>Ci ludzie mieli odwagę, by powiedzieć &#8220;nie&#8221; internetowemu chamstwu. Przyłącz się do nich na forum! </strong></p>
<p> </p>
<p> </p>
<p></span></p>
<p><a href="http://lukaszwarzecha.salon24.pl/107263,o-leceniu-w-kulki"><strong>2. O leceniu w kulki; Łukasz Warzecha; 26.05.2009</strong></a></p>
<div style="text-align:justify;">Przepraszam, że ja jeszcze wokół wiadomej sprawy, ale tym razem już tylko po to, żeby się podzielić z Państwem moim osobistym ubawem, a zarazem zadziwieniem nad meandrami, jakimi porusza się „Dziennik”, przebijając chyba tym razem nawet swoje słynne zygzaki z czasów „afery Wolszczana”.</div>
<div style="text-align:justify;">Otóż dziś na stronie głównej pojawił się banerek „Wojna z chamstwem w Internecie. Przyłącz się”. Okazuje się, że w całej aferze od początku nie chodzi o złamanie zasad, o szantaż, o pytanie, dlaczego akurat Kataryna, w ogóle o Katarynę czy prawo do anonimowości, ale o to, żeby użytkownicy Internetu nie pisali „ch… ci w d…” i takich tam. Pod apelem lista nazwisk osób całkiem zacnych, ale zapewne słabo zorientowanych, o co tu w ogóle idzie i nie znających kontekstu. Bo w sumie hasło słuszne, więc o co chodzi?</div>
<div style="text-align:justify;">To poglądowa lekcja, jak postarać się przekuć swój piramidalny blamaż w szlachetną akcję społeczną. Piszę „postarać”, bo trzeba być skrajnym naiwniakiem, żeby nie dostrzec tej manipulacji. A poza tym „walka za chamstwem w Internecie” ma tyleż samo sensu, co walka z przeklinaniem na ulicach. Może i taką akcję „Dz” by ogłosił, bo komentarzy z bluzgami można nie czytać, ale słuchu sobie wyłączyć nie sposób i mnie bardziej przeszkadza, gdy ktoś przy mnie i moim dziecku rzuca k… niż gdy jakiś palant nazywa mnie w jakimś komentarzu żałosnym pismakiem.</div>
<div style="text-align:justify;">A tymczasem Michał Karnowski usiłuje dowodzić w swoim dzisiejszym felietonie, że kto broni Kataryny prawa do anonimowości i ma pretensję do jego gazety, ten broni internetowego chamstwa. Michale, kolejne gratulacje, dialektykę masz opanowaną do perfekcji.</div>
<div style="text-align:justify;"> </div>
<div style="text-align:justify;">P.S. Adminów proszę, żeby umieścili ten mój tekścik poza pierwszą górną trójką. Dość już o tej żałosnej akcji na samym czole S24.</div>
<p> </p>
<p><strong><a href="http://www.dziennik.pl/opinie/article386870/Slowa_w_internecie_moga_zabijac.html">3. Słowa w internecie mogą zabijać; Michał Karnowski; Dziennik; 26.05.2009</a></strong></p>
<p>Prasa jest po to, by odpowiadać na pytania, jakie zadają sobie czytelnicy. Na przykład: kim jest Kataryna? I wbrew ocenom niektórych kolegów nie stoi za tym żadna polityczna intencja &#8211; tłumaczy Michał Karnowski, publicysta DZIENNIKA.</p>
<div><span><strong>Niektórzy blogerzy manipulują faktami nie gorzej niż najbardziej haniebne osobniki w historii prasy totalitarnej</strong>. Budują zestawy informacji oparte na półprawdach lub ćwierćprawdach i powielają kłamliwe wnioski. Dlatego jeszcze raz trzeba kilka podstawowych faktów w sprawie Kataryny przypomnieć.</span><span>A dlaczego właśnie ona? <strong>Wbrew ocenom kolegów z „Rzeczpospolitej” nie stoi za tym żadna intencja polityczna, ale prosty fakt, że Kataryna jest najbardziej znaną polską blogerką. I to ona – a nie bloger Foxx na przykład – zaprząta zagadką swojej tożsamości uwagę blogujących i czytających blogi Polaków</strong>. Z tych samych przecież powodów koledzy z innych redakcji starają się zaglądać w kieszeń (a czasem i do łóżka) osób najwięcej znaczących w życiu publicznym – a nie tych znaczących najmniej. I robią to często dużo brutalniej niż my. Wysyłają do ludzi, których chcą namówić na rozmowę, SMS-y dużo brutalniejsze niż prośba o kontakt z sugestią, że inne redakcje też są na ich tropie. Jeśli to jest szantaż, jak próbują wmówić niektórzy co radykalniejsi blogerzy, to nie wiedzą oni, co to słowo znaczy. </span></div>
<p><span><span>Podobnie jak chyba nie rozumieją słowa „ujawnić”, jak nie wiedzą, jakie są obowiązki prasy i że wolność słowa znaczy nie tylko prawo, ale też jest zobowiązaniem do przestrzegania reguł uczciwej dyskusji. I zgodą na bycie sprawdzanym i pytanym tak samo, jak samemu się sprawdza i pyta innych. I jest jeszcze jednym – pamięcią, że można innych swoim słowem skrzywdzić. Gdy się innych ludzi wyzywa i opluwa, chowając za gardą anonimowości, to właśnie się robi. Niezależnie, jak wielkie słowa o wolności by przy okazji padały.</span></span></p>
<div><span><strong>I przepraszam, ale czym skrzywdziliśmy Katarynę? Czy jej wizerunek jest powszechnie znany? Nazwisko? Czy straciła pracę, kontrakt, czy jej bliscy ucierpieli?</strong> Wybaczcie, ale to wciąż taniec w masce. I jeśli już ktoś nazwisko Kataryny ujawnił, to jeden czy drugi internauta. Nie my. My wobec anonimowej przemocy części (podkreślam – części) internautów jesteśmy bezbronni. Możemy się albo uodpornić, albo jak niektórzy nasi koledzy odpowiadać: zgadzam się z wami, ale oni mnie anonimowo zaplują.</span></div>
<div><span>Rzeczywiście polski internet wyszarpuje coraz więcej wpływu na życie publiczne. Pytanie, czy na pewno pełni swoją misję tak doskonale i lepiej niż dziennikarze, pozostawiam do rozważenia, jak już głowy ochłoną.</span></div>
<p><span>Wtedy warto będzie zrobić coś jeszcze – porównać słowa, jakich nasi dziennikarze użyli, opisując historię blogerki, z tymi, jakich użyto, opisując nas. Porównać jakość pracy dziennikarskiej, porównać język argumentacji używany przez niektórych blogerów. Zestawić język naszych komentarzy i obelgi, jakie poleciały na naszych dziennikarzy.</p>
<p><strong>Zastanawiamy się w redakcji, jak to możliwe, by agresja – wobec konkretnych przecież ludzi – mogła być tak brutalna i autoryzowana przez niektórych zawodowych dziennikarzy.</strong> Agresja większa niż ta, której doświadczamy, dociekając prawdy o świecie polityki i władzy.</p>
<p>Zestawmy strony: z jednej strony grupa pewnych siebie, anonimowych i czasami chamskich internautów, a z drugiej – dziennikarze mający nazwiska, twarze, jawnie odpowiadający za swoje czyny. Operujący narzędziami dziennikarskimi. Mający obowiązek potwierdzania faktów, liczenia się ze słowami, koniecznością – jak trzeba – opublikowania sprostowania. Tak, bo potrafimy przyznać się do błędu. <strong>Bo wszystko, co robimy, jest transparentne i łatwe do rozliczenia. Jak ludzie popełniamy błędy. Kiedy zaś mamy przekonanie, że racja jest po naszej stronie, potrafimy się bić do końca.</strong></p>
<p>Te zasady nie obowiązują internetu. Ba, właśnie dowiedzieliśmy się, że część tego świata domaga się dla siebie specyficznego rodzaju immunitetu. Chce wolności od pytań, kto za nim stoi, chce ochrony przed dziennikarskimi śledztwami, żąda przywilejów, jakich nie mają politycy, biznesmeni, wojskowi (i dziennikarze też). I nie chce pamiętać, że ich słowo – choć anonimowe – również potrafi niszczyć i zabijać.</p>
<p> </p>
<p> </p>
<p></span></p>
<p><strong><a href="http://blog.rp.pl/blog/2009/05/26/dominik-zdort-hipokryzja-i-kataryna/">4. Hipokryzja i Kataryna; Dominik Zdort; Rzeczpospolita; 26.05.2009</a></strong></p>
<p>Szanowni Państwo! Nie zamierzam Państwu ujawnić personaliów tego redaktora z gazety wydawanej przez niemiecki koncern Axel Springer. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że w swojej gazecie sprawuje wysokie stanowisko wicenaczelnego, wcześniej pracował w tygodniku “Newsweek Polska”, ma brata bliźniaka &#8211; także dziennikarza i pochodzi z niewielkiej miejscowości Patryki po Olsztynem. A jego inicjały to M.K.</p>
<p>Nawet ktoś, kto nie orientuje się w sprawie, może wrzucić w Google’a powyższe informacje, aby zorientować się, kim jest wspomniany przeze mnie redaktor. Bo padająca w pierwszych słowach tego tekstu deklaracja, że nie zamierzam ujawnić personaliów opisywanego osobnika to zwykła hipokryzja. Prawda?</p>
<p>Podobnie jak dzisiejszy komentarz zastępcy redaktora naczelnego “Dziennika” Michała Karnowskiego. “Nie ujawniliśmy polskiej blogerki”, “jeśli już ktoś nazwisko Kataryny ujawnił, to jeden czy drugi internauta. Nie my” &#8211; pisze Karnowski. Najwybitniejszy kiedyś w Polsce reportażysta polityczny, autor kilkunastu świetnych tekstów, które zostaną na zawsze w historii nadwiślańskiego dziennikarstwa politycznego okazał się nieprzekonywującym komentatorem. A może zbyt łatwo uznał swoich czytelników za ludzi mało inteligentnych? Podatnych na manipulacje? Doskonale przecież wie, że “ujawnić” to nie musi oznaczać: podać nazwisko. Wszak wystarczyło kiedyś napisać: “Jarosław W., syn polskiego prezydenta” &#8211; i wiadomo było o kogo chodzi.</p>
<p>Nie chcę już się rozwodzić dlaczego “Dziennik” nie miał prawa ujawniać tożsamości Kataryny &#8211; zrobiły to już setki internautów i dziesiątki dziennikarzy z wielu gazet &#8211; z Piotrem Zarembą, redakcyjnym kolegą Michała Karnowskiego, włącznie. Czy to urażona cześć jakiego nadwrażliwego redaktora z “Dziennika”? Czy może zamówienie polityków Platformy, których Kataryna od dawna skutecznie demaskuje? Każdy ma prawo do własnego osądu. Pozwólcie więc mi państwo jeszcze zacytować początek tekstu Karnowskiego: “Niektórzy blogerzy manipulują faktami nie gorzej niż najbardziej haniebne osobniki w historii prasy totalitarnej…”</p>
<p>Po pierwsze: czy Michał Karnowski pisze o Katarynie? Chyba nie, ale w takim razie po co to napisał? Po drugie: to prawdziwe zdanie, ale o każdym środowisku można tak napisać, robiąc z nielicznej grupki ludzi niegodnych, postaci symboliczne dla całego środowiska (trochę mi to przypomina znacznie poważniejszą dyskusję o odpowiedzialności Polaków za Holokaust).</p>
<p>I po trzecie: zabawnie czyta się ten akapit, a potem w jego kontekście całą resztę komentarza…</p>
<p>+++</p>
<p>Na koniec słówko o “Gazecie Wyborczej”. Na stronie czwartej tytuł “Prezydent stawia na Farfał TV”. Autorka: Agnieszka Kublik &#8211; ale mimo tej “rekomendacji” przez chwilę postaram się udawać, że nie dostrzegam manipulacji zawartych w tym tekście i potraktuję jego przesłanie poważnie. Może to zabrzmi jak herezja, ale szczerze mówiąc bardziej mi się podoba, że w tak gorącym politycznie czasie, przed wyborami, mamy “Farfał TV”, a nie np. “Schetyna TV” czy “Kutz TV”. Jeśli uznać za prawdziwe informacje o związkach prezesa Piotra Farfała z Libertas, to dziś jego prezesura w TVP może tylko cieszyć. Partia Ganleya ma poparcie bliskie zeru i wolę, żeby telewizją kierował jej człowiek, niż ktoś związany z jakimś silniejszym ugrupowaniem &#8211; jak bywało w przeszłości i co się pewnie redaktor Kublikowej bardziej podobało.</p>
<p><strong><a href="http://www.dziennik.pl/opinie/article387429/Fakty_i_mity_w_sprawie_Kataryny.html">5. Fakty i mity w sprawie Kataryny; Marta Stremecka; Dziennik; 26.05.2009</a></strong></p>
<p>Po publikacji DZIENNIKA Kataryna podniosła wielki krzyk: byłam i jestem szantażowana. Gdy kobieta woła o pomoc, wszyscy współczują. Chwilę potem odezwała się cała sieć. Ciekawa w tej wojnie jest taktyka robienia z siebie ofiary. Warto więc na zimno się spytać. Co takiego stało się Katarynie? Jaka krzywda została jej zadana?</p>
<div><span>Od kilku dni agresywni blogerzy, ale także Gazeta.pl i &#8220;Rzeczpospolita&#8221;, przekręcają fakty, wmawiając DZIENNIKOWI, że ten &#8220;szantażował&#8221; Katarynę. Uporządkujmy zatem fakty.<br />
Jest Kataryna, twarda blogerka, bezkompromisowa i ostra, która lubi ostro zrecenzować postaci publiczne. Kataryna skrytykowała ministra Czumę. Jego syn się oburzył, zapowiedział proces. Aby móc skierować pismo procesowe do Kataryny, zażądał ujawnienia danych osobowych. Mając numer komórki Kataryny, DZIENNIK zwrócił się do niej z prośbą o opinię. Udzieliła wywiadu. Powiedziała, że się nie boi, że jak pismo procesowe publicznie się pojawi, to ujawni swoje osobowe dane i stanie przed sądem. <strong>Powtórzmy raz jeszcze: KATARYNA POWIEDZIAŁA, ŻE JEST GOTOWA UJAWNIĆ SWOJE DANE.</strong></span></div>
<div><span></span></div>
<p> </p>
<p><span></p>
<div><span>Wcześniej Kataryna nie była dla DZIENNIKA ciekawa, ale<strong> odkąd stała się zagadką publiczną, było to dla DZIENNIKA wyzwanie. Nietrudne zresztą. </strong>To, co dla internautów jest perfekcyjnym kostiumem, dla dziennikarzy jest prostą przebieranką. Kilkanaście godzin poszukiwań i okazało się, że kilka osób w Warszawie wie, kim jest Kataryna. Znając jej nazwisko, DZIENNIK dzwoni do niej i mówi: nazywa się pani&#8230; i co pani na to? Kataryna natychmiast przerwała połączenie. DZIENNIK dzwoni dalej, Kataryna nie odbiera.</span></div>
<div><span>Zostaje wysłany słynny SMS zwany przez internautów szantażem. DZIENNIK pisze w nim do Kataryny, że wie, kim jest, że chcielibyśmy, by się ujawniła na naszych łamach. Piszemy jej też, że wiemy, że inna redakcja zna jej dane. Piszemy też wyraźnie, że jeśli się nie zgodzi, my jej danych nie udostępnimy.</span></div>
<p><span>Kataryna nie odpowiada. <strong>Kilka godzin później zastępca redaktora naczelnego dostaje na Twitterze informację od Kataryny, dostępną dla wszystkich odbiorców, że jest szantażowana przez DZIENNIK, a dziennikarze to &#8220;świnie&#8221;. </strong>Po stronie DZIENNIKA rośnie irytacja &#8211; nie taki przekaz został jej wysłany. Dzwonimy do Kataryny. Nie odpowiada. Publikujemy więc tekst &#8220;Czego się boi Kataryna?&#8221;. Piszemy w nim, że znamy jej dane, dajemy kilka dowodów na to, opisujemy też próbę połączenia się z nią i trochę szydzimy z jej lęku. Zaznaczamy jednak wyraźnie, że ze względu na ewentualne zainteresowanie organów ścigania jej nie wydamy. Opatrujemy to wszystko komentarzem Cezarego Michalskiego. Złośliwym &#8211; z tezą, że internauci są odważni tylko jako anonimowi autorzy. Wystarczy do nich zadzwonić i wpadają w panikę. Ale też dodajemy ważną informację, że Kataryna, która w czasie afery Rywina nie zostawiała na Robercie Kwiatkowskim suchej nitki, w realnym świecie nie miała oporów przez zawodowym kontaktem z nim.</p>
<div><span><strong>Zreasumujmy. Kataryna nadal nie jest ujawniona. &#8220;Szantaż&#8221; polega na ofercie: niech się pani ujawni u nas, ale jeśli pani nie chce, uszanujemy to.</strong><br />
Następnego dnia internauci na wyścigi ujawniają Katarynę. Zabawa polega na tym, żeby w oparciu o informację DZIENNIKA napisać jako pierwszy, jak się nazywa Kataryna. I oskarżyć o to DZIENNIK, dowieść, że to gazeta wystawiła Katarynę na tacy Czumie. Ale po pierwsze Kataryna była gotowa sama się ujawnić, po drugie to internauci ją ujawnili. Po trzecie to Kataryna wyzwała DZIENNIK na pojedynek. To była próba sił. Dziennikarstwo papierowe kontra internetowe. DZIENNIK wygrał i tyle.</span></div>
<div><span><strong>Tego samego dnia Kataryna podniosła wielki krzyk: byłam i jestem szantażowana. Gdy kobieta woła o pomoc, wszyscy współczują. Chwilę potem odezwała się cała sieć</strong><br />
Ciekawa w tej wojnie jest taktyka robienia z siebie ofiary. Warto więc zimno się spytać. <strong>Co takiego stało się Katarynie? Jaka krzywda została jej zadana? Czy nie jest tak, że Kataryna mówiła, że jest gotowa się ujawnić? Czy nie jest tak, że Czuma odmówił skorzystania z tej oferty? Czy nie jest tak, że Katarynę ujawnili internauci? I wreszcie czy nie jest tak, że kara, którą na Katarynę sprowadził DZIENNIK, polega na tym, że po raz pierwszy jej otoczenie dowie się, co ta pani myśli naprawdę?</strong> Nic więcej.</span></div>
<p><span><strong><a href="http://galopujacymajor.salon24.pl/107168,marek-tabor-atakuje-niewolnikow-internetu">6. marek Tabor atakuje niewolników internetu; galopujący major; Salon24; 26.05.2009</a></strong></p>
<p>Wiem, wiem nie powinienem już o tym pisać, mamy tego dość, nastąpił przesyt, powoli wszystkim zbiera się już na mdłości lecz cóż robić, gdy na tacy znów się  pojawia wypieczona kaczuszka, a my nic, tylko musimy dodać buraczki.</p>
<p>Oto znów Cezary M. ten od utraconej czci kataryny, <a href="http://www.dziennik.pl/opinie/article386565/Internetem_rzadza_anonimowi_donosiciele.html">wysmażył</a>  ripostę, tym razem błyskawicznie doszkalając się w Internecie, gdyż jak się okazuje był nawet na blogu <em>anonimowej Maryli .</em>Na ile Maryla jest anonimowa, skoro pokazywała swoją twarz w filmikach internetowych, nie wiem, ale zapewne wie o tym red. M. i pewnie tylko przypadkiem zapomniał o tym napisać.</p>
<p>Pisze nam nasz kochany red., że <em>Internetem rządzą anonimowi donosiciele</em>, zaś <em>Dziesiątki anonimowych frustratów, występujących pod barwnymi pseudonimami &#8220;Lou Cypher&#8221;, &#8220;thor&#8221;, &#8220;zdziffko&#8221;, &#8220;absztyfikant&#8221;&#8230; obrzucają nas wyzwiskami, tyleż wściekli, ile przerażeni.</em>Wiemy więc chyba już skąd ten Cypher u Krasowskiego, i skąd ten Matrix, no i że to internauci donoszą, a nie donosi Dziennik. Ale wiedzieć także możemy jeszcze parę innych rzeczy, gdyż jak pisze Pan redaktor:<em>Otóż, jeśli ktoś postanowił zabawić się w osobę publiczną na internetowych blogach i listach dyskusyjnych, będzie przez nas sprawdzany jak osoba publiczna. Tak samo jak sprawdzani są przez nas Palikot, Oleksy, Kurski czy Migalski. I inni.</em></p>
<p>Otóż chciałoby się powiedzieć, że jak ktoś będzie sprawdzany, to potem ten ktoś może wytoczyć powództwo o ochronę dóbr osobistych i nie pomoże wtedy ani Edyta Herbuś, ani nawet uwielbiany w środowisku hip-hopu raper <a href="http://www.dziennik.pl/zycienaluzie/gwiazdy-mowia/article386422/Mezo_Nie_pluje_w_internautow_a_we_frustratow.html">Mezo wraz z Kasią Skrzynecką</a>. Choć z drugiej strony trudno powiedzieć, czy to groźba na serio, wszak Pan Cezary pisze, iż<em>Od ubiegłego piątku, od dnia opublikowania naszego materiału o Katarynie, mamy niezły ubaw.</em>Fakt, ubaw muszą mieć niezły, w końcu skasowali wszystkie komentarze i nie dają możliwości wpisania się pod tekstem. Typowe zachowanie kogoś kto ma ubaw – film jest śmieszny, no to go wyłączę w połowie i pójdę o tym powiedzieć sąsiadom.</p>
<p>Z tym ubawem może być jednak lipa, gdyż Pan Cezary uderza w martyrologiczne tony, grzmiąc o tym, że Internet stał się <em>szkołą niewolników</em> i powołując się na <em>czterech chłopców z wileńskiego gimnazjum &#8211; Michała Platera, Jana Czechowicza, Benedykta Kościałkowskiego i Jana Kułakowskiego</em>, którzy stanęli odważnie przed całą klasą i napisali kredą na tablicy &#8220;Vivat Konstytucja 3 maja, o jak słodkie wspomnienie dla rodaków lecz nie masz, kto by się o nią dopomniał&#8221;. I groził im za to Sybir.</p>
<p>Cóż, można powiedzieć? Ano chyba tylko to, że ktoś na tych chłopców zapewne doniósł, Dziennika jeszcze wtedy w Polsce nie było, ale zapewne był niejeden co twierdził, że jak ktoś się bawi w osobę publiczną, no to go spotkają konsekwencje. Kto wie, może nawet przy okazji wybuchła uczona dyskusja o granicach krytyki władzy. Czaadajewa pewnie jakiś ówczesny Michalski nie cytował, tym bardziej Bakunina. W końcu Bakunin, zupełnie jak później Konopnicka, Tuwim, Gałczyński, Boy, Leśmian  używali pseudonimu. A pseudonimy to brak odwagi, gdyż tylko <em>ludzie wolni</em> występują pod własnym nazwiskiem.</p>
<p>Tymczasem gdy jakiś anonimowy internauta, tzn. frustrat, mały człowiek, antysemita, antyklerykał nienawistny, czy last but not least damski bokser wpisze w wyszukiwarce „Ezoteryczne źródła nazizmu” – wyskoczy mu artykuł niejakiego Marka Tabora. A gdy jakimś cudem  frustrat wpadnie na to by w wyszukiwarce dopisać jeszcze nazwisko Cezary Michalski, to się ku swemu zaskoczeniu <a href="http://www.instytutksiazki.pl/pl,ik,site,8,5,1632.php">dowie</a>, że niejaki Marek Tabor, to o zgrozo, niewolniczy pseudonim… Cezarego Michalskiego. I to bynajmniej nie z czasów gdy wysyłali na Sybir.<em> </em></p>
<p><em><a href="http://galopujacymajor.salon24.pl/107168,marek-tabor-atakuje-niewolnikow-internetu#comment_1439787">7. Komentarz Foxxa</a></em></p>
<div>I cóż tu napisać?Maryla, jak sama napisała, od dobrych kilku miesięcy występuje pod nazwiskiem w ramach stowarzyszenia BM24, o czym wisi info na portalu. Kisiel pisze pod własnym nazwiskiem (sic!). Przytoczył na blogu nawet wywiad, jakiego udzielił, uzasadniając swoje odejście z PiS, którego lokalne struktury tworzył w 2001 (oba linki &#8211; tekst Kisiela w S24 i wywiad &#8211; nie działają, wrzucam więc podlinkowanie do fragmentów, które wtedy zacytowałem u siebie: http://foxx-news.blogspot.com/2008/12/ukad-istnieje-o-pis-sw-kilka.html ).</div>
<p>Wiecie co? Na mnie to sprawia wrażenie, jakby &#8211; poza kilkima znanymi NAZWISKAMI pracowali już tylko stażyści, dostający &#8220;zlecenia&#8221;, by coś znaleźć na wybranych blogerów. No i uczą się tego google&#8217;owania w ramach &#8220;dziennikarskiego&#8221; stażu. A jakie są efekty &#8211; każdy widzi <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Pozdrowienia.</p>
<div><strong><a href="http://prenonim.salon24.pl/107206,operacja-kataryna">8. Operacja Kataryna; Prenonim; Salon24; 26.05.2009</a></strong></div>
<div><strong> </strong></div>
<p> </p>
<p> </p>
<p></span></span></span></p>
<div>
<p style="text-align:justify;">Jak widać w tytule bloga, troche się obruszyłem tymi zachętami do całowania jakichś rednaczów w tyłek. Zwyzywał mnie  i innych blogerów. Ze nieby nic tylko klniemy, trolujemy i jesteśmy anonimowi. No to podsumujmy może merytorycznie to co wprowadziło Dziennik na szczyty. No może z niewielkimi ozdobnikami.</p>
<p style="text-align:justify;">1 Kataryna pisze tekst w którym &#8220;<strong>jest dziwnie przekonana</strong>&#8220;. Wyraża więc opinię, przekonanie,  za co w tym kraju chyba się nie skazuje&#8230;.jeszcze</p>
<p style="text-align:justify;">2. Krzysztof Czuma, najprawdopodobniej za zgodą i wiedzą taty,  <strong>pisze list do Adminów</strong>, żądając zdjęcia tekstu i ujawnienia danych osobowych Kataryny. Czyni tak pomimo tego, <strong>że mógł napisać bezpośrednio do Kataryny,</strong> bo ta swój adres ma na swoim blogu.</p>
<p style="text-align:justify;">3. Administracja odmawia zdjęcia tekstu i ujawnienia posiadanych danych, na które jak wiadomo średnio rozgarniętemu użytkownikowi netu i blogowisk, składa się nick i adres mail, bo tylko to każdy z nas podaje przy rejestracji.            IP pomijam, bo w czasach dynamicznych IP, TOR&#8217;ów i innych proxy można sobie je w buty wsadzić,  razem z nickiem i mailem.</p>
<p style="text-align:justify;">4. Admini dają cyng Katarynie, słusznie zresztą,  żeby kiecke w garści trzymała, bo będzie wiało i może ją na tulipana podwiać ( spódnicę podwiewa zgodnie z wektorem noszenia ale o przeciwnym zwrocie, co przypomina kwiat tulipana)</p>
<p style="text-align:justify;">5 Kataryna pisze tekst, który zawiera kopię listu Krzysztofa Czumy do adminów S24. Sprawy nabierają tempa.</p>
<p style="text-align:justify;">6. Czuma senior i junior przepiłowują osobę o niższej niż przeciętna inteligencji, opowiadając to tu, to tam,  że &#8220;&#8230;.jaka Kataryna?&#8221; (osobiście mi najbardziej podobał się tekst Czumy o dziwnym głosie Kataryny&#8230;.)</p>
<p style="text-align:justify;">7. Igor Janke wrzuca na blog listy od Krzystofa Czumy, listy, bo jak się okazało to nie pierwszy raz Kataryna wywołała jego złość i chęć napisania o tym &#8220;wrednym babsztylu&#8221; do Janke.</p>
<p style="text-align:justify;">8. Pojawia się niewiasta, <strong>Sylwia Czubkowska</strong>. Robi wywiad z Kataryną. Tak, o Czumie, ale głownie o  anonimowości. Wywiad Pani Czubkowskiej, jak się później okaże, posłużył  za&#8230;. wywiad. Tutaj mała retrospekcja, wtrącenie.</p>
<p style="text-align:justify;">Zanim Pani Czubkowska zajęła się wywiadami zachęcającymi do ujawnienia się, anonimowej jeszcze, Kataryny reklamowała na stronach Dziennika taki oto produkt:</p>
<p style="text-align:justify;"><em>J</em><span style="color:#3366ff;"><em>esteś zadowolony z relacji ze swoim przełożonym? Masz serdecznie dość swojej firmy, niskich zarobków lub niesprawiedliwej protekcji? A może chcesz zmienić pracę i chciałbyś wiedzieć, na co możesz liczyć w nowym miejscu? &#8211; tak twórcy portalu xxxxxxxx zachęcają pracowników do wystawienia swoim firmom cenzurki.</em></span></p>
<p style="text-align:justify;">&#8230;&#8230;.</p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#3366ff;"><em><span class="bbtext">Pracownicy <strong>anonimowo</strong>mogą oceniać szefostwo, pewność zatrudnienia, godziny pracy, pensje, benefity, szacunek możliwości rozwoju, lokalizację, kompetencje współpracowników i atmosferę w pracy.</span></em></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span class="bbtext">Dalej w tym &#8220;artykule&#8221;</span><strong><span class="bbtext">Pani Czubkowska  serwuje smakowite kąski w postaci  mało anonimowych nazw firm, okraszonych anonimowymi ocenami.</span></strong> Nie przeszkadzało Dziennikowi w kwietniu promowanie anonimowości???</p>
<p style="text-align:justify;">Szukając informacji o Pani Czubkowskiej natrafiłem jeszcze na jej profil w jednym z portali społecznościowych. Okazuje się, że  prawdopodobnie (bo bo taka informację można znaleźć <a href="http://www.goldenline.pl/sylwia-czubkowska/kontakty" target="_blank"><strong>tutaj,</strong>)</a>zna Adama Bodnara, sekretarza zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, tej samej, która nie tak dawno temu organizowała  <strong><span style="font-size:10pt;color:black;font-family:Arial;">wykład: Blogi internetowe jako współczesna Agora. Równość autorytetów i osób anonimowych?</span></strong><span style="font-size:10pt;color:black;font-family:Arial;">Tutaj cisną się na usta dwa pytania:</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-size:10pt;color:black;font-family:Arial;"> - co Pan Bodnar ma ewentualnie do powiedzenia o opisanym niżej zachowaniu Pani Czubkowskiej i całej sprawie</span>?</p>
<p style="text-align:justify;">- czy Rednacz Dziennika,  Pan Tabor i Pani Sylwia był na wykładzie, temat przeciez dla nich topowy? No i ewentualnie, jak byli, to pytanie dodatkowe: czy razem poszli, czy też Rednacz brzydził się iść z Anonimem.</p>
<p style="text-align:justify;">9. Sylwia Czubkowska <strong>szantażuje Katarynę mistrzowsko.</strong></p>
<p style="text-align:justify;"><strong>W</strong><strong>ysyła do Kataryny SMS, .</strong> Można powiedzieć, że chyba najważniejszy w jej karierze.  W jednej wiadomości tekstowej, krótkiej jak sama nazwa wskazuje, Pani Sylwia zdołała upchnąć treści na książkę prawie. Postawiła Dziennik w pozycji tego, który Czumów się nie boi i na  rękę im iść nie chce. Złożyła ofertę pracy. Zdiagnozowała swój stan psychiczny &#8211; sfrustrowana. Ostrzegła przed złoczyńcami z Faktu, którzy też pewnie  Katarynę chcieli  zatrudnić, ale na gorszych warunkach. Zapweniła o szczerości, a na koniec podkreśliła wolność wyboru oraz  zalety oferty. Ostatnie zdanie może być też sugestią otrzymania pakietu medycznego, ale tu nie jestem pewien.</p>
<p style="text-align:justify;">10. Kataryna, jak to &#8220;wredny babsztyl&#8221;, odrzuca nieroztropnie wypasioną ofertę Dziennika.</p>
<p style="text-align:justify;">11.Parawdopodobnie na tym etapie do Pani Czubkowskiej dołączył Pan <strong>Zieliński, Robert alias Dziennikario</strong> (forum policyjne), spec od służb, policji itd. <strong>Kolega forumowy Adama Rapackiego alias &#8220;Małego Rycerza&#8221;</strong>. (podsekretarz MSWiA) i wielu, wielu anonimów z tegoż forum. Słowem właściwe wsparcie. Ma wiedzę,  znajomości i jest oblatany w anonimowych postach.</p>
<p style="text-align:justify;">Poniżej wątek  rozmowy na forum policyjnym.</p>
<p class="rteindent1" style="text-align:justify;"><span style="color:#3366ff;"><em>11 kwietnia 2005 r., w odpowiedzi n<strong>a pytania red. Zielińskiego</strong>, na stronie internetowej Komendy Stołecznej Policji zamieszczono oświadczenie w sprawie przebiegu służby komendanta stołecznego Policji. 12 kwietnia pisma w tej sprawie <strong>przesłano do Redaktora Naczelnego „Super Expressu” oraz red. Roberta Zielińskiego</strong>. Poinformowano w nich zainteresowanych, że komendant stołeczny Policji nadinsp. Ryszard Siewierski, w swojej karierze zawodowej <span><strong>nigdy</strong></span> nie był funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa. Służbę w Milicji Obywatelskiej rozpoczął w 1971 r. w Komisariacie Policji w Lwówku Śląskim, najpierw jako milicjant (1971-1974), a następnie jako referent operacyjno-dochodzeniowy. W 1977 r. został mianowany komendantem posterunku MO w&#8230;&#8230;&#8230;..</em></span></p>
<p style="text-align:justify;">Ten tekst  wkleił moderator forum. Poniżej próbka talentu Dziennikario:</p>
<p style="text-align:justify;">&#8230;&#8230;&#8230;.</p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#3366ff;"><em>Czyli po sześciu latach awansował na Komendanta. Piękna kariera &#8211; <strong>w tym miejscu chciałbym się dowiedzieć jeszcze co robił tata dzisiejszego generała? Czy przypadkiem nie pracował w IV departamencie, czy nie pracował w Moskwie i czemu go nie ma na liście Wildstaina? Ale może to tylko plotki złośliwe.</strong></em></span></p>
<p class="rteindent1" style="text-align:justify;">Zwracam uwagę, że Dziennikario, <strong>anonimowo</strong> odnosi się do tekstu, który jest odpowiedzią na jego własne, oficjalne i pod nazwiskiem pytania zadane KSP.  Ładnie  prawda. Nie trafił oficjalnie pałką chciał poprawić anonimowo kijem. Ale tu muszę przyznać,  że zbesztany przez innego forumowicza wycofał się ze swoich słów, nie wiem tylko czy dlatego, że błąd zrozumiał, czy może w obawie o zachowanie anonimmowości</p>
<p class="rteindent1" style="text-align:justify;">
<div class="rteindent1" style="text-align:justify;"><span style="color:#3366ff;"><em>Chcialem przeprosić generała Ryszarda Siewierskiego za rozpowszechnienie nieprawdziwej plotki, ktora na pewno wyrządziła mu krzywdę. Tym bardziej, że ojciec Ryszarda Siewierskiego zmarł tragicznie, gdy dzisiejszy generał miał lat 12. Nie pomyślałem &#8211; pisałem pod wpływem emocji i świeżo pozyskanej plotki.</em></span></div>
<div><span style="color:#3366ff;"><em>cały wątek można znaleźć <a href="http://www.ifp.pl/index.php?name=PNphpBB2&#38;file=viewtopic&#38;t=15191&#38;start=90&#38;postdays=0&#38;postorder=asc" target="_blank"><strong>tutaj</strong></a>.</em></span></div>
<p><span style="color:#3366ff;"><em> </p>
<p></em></span></p>
<p class="rteindent1" style="text-align:justify;">NIe wiem w jakich okolicznościach i czy dobrowolnie Dziennikario przedstawił się z imienia i nazwiska na forum. Faktem jest, że teraz podpisuje posty.</p>
<p style="text-align:justify;">10. Kataryna odpowiada notką, która chyba jest rekordem salonu: prawie 600 komentarzy.</p>
<p style="text-align:justify;">11. W kinach Wojna Polsko-Ruska, a w internecie  wojna Blogersko Dziennikarska i masowe samobójstwa internetowe, głownie kolejnych dziennikarzy. Szkoda pisać.</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>Deser</strong></p>
<p style="text-align:justify;">12.Dziennik zarzuca Salonowi24 wyrzucanie blogerów, którzy piszą żle o Katarynie. Tekst  Dziennika jest wielokrotnie edytowany, następnie zostają usunięte komentarze pod nim (sic!). KOMENTARZE WRACAJĄ, ludzie pytają gdzie tamte&#8230;kabaret, choć zasługuje na wnikliwą analizę &#8211; bo wydaje mi się, że ŻADEN amator bloger nie pozwoliłby sobie tyle razy zmieniać swój tekst na Salon24 co Dziennik zmieniał swój, profesjonalnego dziennikarza. Coś tam musieli chowac szybciutko&#8230;</p>
<p style="text-align:justify;">W jednej z wersji cytują fragment tekstu wyrzuconego z Salon24 blogera:</p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#3366ff;"><em>Portal funduje nagrodę pieniężną w wysokości 5 tysięcy złotych dla pierwszego anonimowego, czy też imiennego świadka, który dostarczy dowodów na to, że Kataryna czerpała korzyści finansowe z kontraktów podpisanych z mediami lub politykami</em></span></p>
<p style="text-align:justify;">A tutaj to co opuścili</p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#3366ff;"> <em>Celem akcji jest łączenie przyjemnego z pożytecznym, r<strong>eklamy portalu</strong> z transparentnością fundacji, które mienią się obywatelskimi. </em></span></p>
<p style="text-align:justify;">Jakiś drób wymyślił sobie, że wzleci na Katarynie i Salonie  jak na prawdziwych skrzydłach w obłoki marzeń każdej nioski. Dlatego miał być promowany??A pogrzebać w ziemi pazurkiem samemu nie łaska?</p>
<p style="text-align:justify;">Żeby bardziej dopiec Salonowi24 Dziennik robi taką wstawkę:</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>www&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230; &#8211; alternatywa dla Salonu 24?</strong></p>
<p style="text-align:justify;"><strong>Pomińmy fakt, że nie podali jako alternatywy dla Salonu24 swojego portalu konkurencyjnego (choć może zrobili to celowo, by zamieszanie nie stało się zbyt oczywiste) i</strong><strong>  sprawdźmy, co takiego tam jest, co bardziej podoba się Dziennikowi:</strong></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#3366ff;"><em>&#8230;&#8230;.to ja raczyłem wykorzystać Dziennik, Salon24 i panią prezes, w tych samych celach, w których oni wykorzystują się wzajemnie. Jeśli ktoś ma chociaż dwa tańczące neurony pod czaszką, ten wie, że to zabawa gigantów, a MY możemy korzystać z tego jak się łupią, bo alternatywą dla Dziennika nie jest Salon24, ale takie miejsca jak</em></span><a href="http://kontrowersje.net/" target="_blank"><span style="color:#3366ff;"><em>&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;.</em></span></a><span style="color:#3366ff;"><em>gdzie promuje się jakość słowa, a nie biuletyny medialne i ideologiczne.</em></span></p>
<p style="text-align:justify;">Tak swą przebiegłością chwali się wyrzucony z salonu. No i jakość słowa  na swoim portalu chwali w ostatnim zdaniu. To kuknijmy:</p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#3366ff;"><em>Dopierom co wszedł, a tu kurwa nic prawie oglądać, ani czytac nawet nie można. To jaja jakies, czy nalot CBA czy innej esbecji? Czytam, że awaria jakaś a ten menda&#8230; jak mu tam&#8230; no nie wazne polazł chyba na piwsko i kontakt z nim czy też jemu urwał sie.</em></span></p>
<p><span style="color:#3366ff;"><em>To ja sie tez zrywam i ide donieść komu trzeba. Spadajcie na razie i mozecie mnie pocałowac w dupę, ale nie tak szybko. Dopiero jak pozwole. Wkurwiłem sie.</em></span></p>
<p><span style="color:#3366ff;"><em>spadajcie na razie</em></span></p>
<p>To w sumie zamyka ten post&#8230;.bo co tu komentować dalej. I zmęczony jestem. Albo nie, na drugi deser fragment  starego wpisu pani Czubkowskiej  z portalu społecznościowego:</p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#3366ff;"><em>Witam<br />
Właśnie piszę artykuł o homorodzinach. W związku z tym szukam rodzin, ale także dorosłych dzieci wychowanych przez dwie matki lub dwóch ojców. Oczywiście zapewniam całkowitą anonimowość, interesują mnie historie życia, problemy i radości z jakimi spotykali się codziennym życiu, a nie dane osobowe. Gwarantuję też możliwość autoryzacji tekstu, czyli posiadania kontroli nad tym co i w jakiej formie się ukarze.</em></span></p>
<p>Zastanawiam się, czy Ci którzy się zgłosili do Pani Sylwii również dostali kilka dni po wywiadzie SMS z ofertą pracy.</p></div>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[24.05.09 Sprawa Kataryny]]></title>
<link>http://omnesdies.wordpress.com/2009/05/23/24-05-09-sprawa-kataryny/</link>
<pubDate>Sat, 23 May 2009 22:25:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>omnesdies</dc:creator>
<guid>http://omnesdies.wordpress.com/2009/05/23/24-05-09-sprawa-kataryny/</guid>
<description><![CDATA[1. Usunięty ze strony Dziennika tekst &#8220;Czego boi się Kataryna&#8221; Znaleziony na wiadomosci.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><strong>1. Usunięty ze strony Dziennika tekst &#8220;Czego boi się Kataryna&#8221;</strong><br />
Znaleziony na <a href="http://wiadomosci.24polska.pl/koktajl/czego_boi_sie_kataryna_36813.html" target="_blank">wiadomosci.24polska.pl</a></p>
<p>Czego boi się Kataryna<br />
2009-05-22 09:56:26<br />
Wiemy, kim jest najsłynniejsza anonimowa blogerka Kataryna, która pod tym pseudonimem od wielu lat bezkompromisowo ocenia prace dziennikarzy i zachowania władzy.<br />
W momencie, kiedy zadzwoniliśmy do Kataryny, informując ją o tym, że znamy jej tożsamość, ale bez jej zgody jej nie ujawnimy, Kataryna panicznie zaczęła unikać telefonów, przestała odpowiadać na e-maile i SMS-y. Surowa recenzentka tego co w dziennikarstwie jest etyczne, a co nie, wczoraj na Twiterze umieściła wyrwany z kontekstu fragment naszego SMS-a: katarynaa &#8220;&#8230;Proszę tego nie traktować jako szantażu. Naprawdę nie chcemy pani skrzywdzić&#8221;. Plus propozycja nie do odrzucenia. To jednak świnie. Ostatnie dwa zdania to komentarz Kataryny. Przez kilka dni próbowaliśmy Katarynę wielokrotnie namówić na rozmowę o granicach uczciwości anonimowej krytyki, o jej poglądach, o podwójnym życiu, które prowadzi. Wielokrotnie zapewnialiśmy ją w e-mailach i SMS-ach, że jeśli będzie chciała potwierdzić naszą wiedzę o jej tożsamości, to może się u nas ujawnić. Jeśli nie, to nadal będzie anonimową blogerką. Jasno daliśmy do zrozumienia, że przed ujawnieniem jej nazwiska powstrzymuje nas chociażby fakt, iż jest ona w konflikcie z ministrem sprawiedliwości Andrzejem Czumą. Kataryna od tego momentu nie odpowiedziała i stworzyła wokół swojej osoby mur. Czemu boi się jawności Katarzyna, 38-latka pochodząca z Rzeszowa, która skrywa swoją bezkompromisowość pod pseudonimem &#8220;Kataryna&#8221;? Jest w końcu znaną i szanowaną w środowisku organizacji pozarządowych prezes warszawskiej fundacji. Organizacja ta zajmuje się, jak czytamy w aktach sądowych: &#8220;wspieraniem różnorodnych form aktywności społecznej, wzmacnianiem u obywateli umiejętności współdziałania w kształtowaniu demokratycznego społeczeństwa&#8221;. Fundacja Kataryny powstała w 1996 roku, a blogerka najpierw była jedną z jej fundatorek, w 2003 roku została prezesem. &#8211; To inteligenta, fajna babka. Świetnie się z nią współpracuje &#8211; mówi nam działacz dużej organizacji. Jej fundacja w 2003 i 2004 roku &#8211; czyli wtedy, kiedy Kataryna była już jednym z najbardziej aktywnych i wyrazistych komentatorów politycznych na forum &#8220;Gazety Wyborczej&#8221; &#8211; szkoliła dziennikarzy kierowanej przez Roberta Kwiatkowskiego TVP. Był on wtedy przez Katarynę dosyć ostro krytykowany. Jeszcze w poniedziałek Kataryna bardzo chętnie rozmawiała z nami przez telefon, by wyżalić się na ministra Czumę, i jego syna, który dotknięty krytyką działań ojca postraszył blogerkę pozwem do sądu. Opowiadała nam, że gdyby działała bez osłony anonimowości, miałaby problem ze zdobywaniem kontraktów. I podała przykład właśnie spotkania z Kwiatkowskim. Następnego dnia, kiedy zadzwoniliśmy do Kataryny, mówiąc, że wiemy, kim jest, wystraszona przerwała połączenie. Chcieliśmy spotkać się z nią w jej fundacji i porozmawiać o granicach krytyki pod pseudonimem. Pracownicy nie wpuścili nas do biura, twierdząc, że szefowej nie ma. Tylko że w tej samej chwili zadzwoniliśmy na telefon stacjonarny na biurku pani prezes. Zostaliśmy połączeni i znów panika, i odłożenie słuchawki bez słowa wyjaśnienia. Nad tożsamością Kataryny zastanawiały się od kilku lat tysiące internautów, dziennikarzy i polityków. Na anonimowości buduje swoją legendę. Zrobiło się o niej głośno, bo kilka razy miała mocne polityczne wpisy. Ale zazwyczaj zajmuje się moralizatorskim analizowaniem tekstów prasowych. Z wielką łatwością recenzuje prace dziennikarzy, zarzucając im a to stronniczość, a to nierzetelność informacji, a to pisanie na zamówienie, a to niewystarczającą wnikliwość. Zawsze skryta pod pseudonimem, który nie pozwala na żadną poważną polemikę zaatakowanym autorom. Internauci wyrabiają sobie więc zdanie na temat dziennikarstwa i konkretnych dziennikarzy na podstawie jej wpisów &#8211; ona żadnej odpowiedzialności za to nie ponosi.</p>
<p><strong>2. Tekst Dziennika <a href="http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article384547/.html">&#8220;Wiemy, kim jest Kataryna&#8221;</a> Sylwia Czubkowska, Robert Zieliński</strong></p>
<p> Wiemy, kim jest najsłynniejsza anonimowa blogerka Kataryna, która od lat ostro ocenia dziennikarzy i władzę. Kiedy zadzwoniliśmy do niej, by poinformować, że wiemy kim jest, ale bez jej zgody tego nie ujawnimy, blogerka panicznie zaczęła unikać telefonów. Nie odpowiada też na e-maile i SMS-y.</p>
<p>Surowa recenzentka tego co w dziennikarstwie jest etyczne, a co nie, w czwartek na Twiterze umieściła wyrwany z kontekstu fragment naszego SMS-a: katarynaa &#8220;&#8230;Proszę tego nie traktować jako szantażu. Naprawdę nie chcemy pani skrzywdzić&#8221;. Plus propozycja nie do odrzucenia. To jednak świnie. Ostatnie dwa zdania to komentarz Kataryny.<br />
Przez kilka dni próbowaliśmy Katarynę wielokrotnie namówić na rozmowę o granicach uczciwości anonimowej krytyki, o jej poglądach, o podwójnym życiu, które prowadzi. Wielokrotnie zapewnialiśmy ją w e-mailach i SMS-ach, że jeśli będzie chciała potwierdzić naszą wiedzę o jej tożsamości, to może się u nas ujawnić. Jeśli nie, to nadal będzie anonimową blogerką. Jasno daliśmy do zrozumienia, że przed ujawnieniem jej nazwiska powstrzymuje nas chociażby fakt, iż jest ona w konflikcie z ministrem sprawiedliwości Andrzejem Czumą. Kataryna od tego momentu nie odpowiedziała i stworzyła wokół swojej osoby mur.<br />
Czemu boi się jawności Katarzyna, 38-latka pochodząca z Rzeszowa, która skrywa swoją bezkompromisowość pod pseudonimem &#8220;Kataryna&#8221;? Jest w końcu znaną i szanowaną w środowisku organizacji pozarządowych prezes warszawskiej fundacji. Organizacja ta zajmuje się, jak czytamy w aktach sądowych: &#8220;wspieraniem różnorodnych form aktywności społecznej, wzmacnianiem u obywateli umiejętności współdziałania w kształtowaniu demokratycznego społeczeństwa&#8221;. Fundacja Kataryny powstała w 1996 roku, a blogerka najpierw była jedną z jej fundatorek, w 2003 roku została prezesem. &#8220;To inteligenta, fajna babka. Świetnie się z nią współpracuje&#8221; &#8211; mówi nam działacz dużej organizacji.<br />
Jej fundacja w 2003 i 2004 roku &#8211; czyli wtedy, kiedy Kataryna była już jednym z najbardziej aktywnych i wyrazistych komentatorów politycznych na forum &#8220;Gazety Wyborczej&#8221; &#8211; szkoliła dziennikarzy kierowanej przez Roberta Kwiatkowskiego TVP. Był on wtedy przez Katarynę dosyć ostro krytykowany.<br />
 Jeszcze w poniedziałek Kataryna bardzo chętnie rozmawiała z nami przez telefon, by wyżalić się na ministra Czumę, i jego syna, który dotknięty krytyką działań ojca postraszył blogerkę pozwem do sądu. Opowiadała nam, że gdyby działała bez osłony anonimowości, miałaby problem ze zdobywaniem kontraktów. I podała przykład właśnie spotkania z Kwiatkowskim.</p>
<p>Następnego dnia, kiedy zadzwoniliśmy do Kataryny, mówiąc, że wiemy, kim jest, wystraszona przerwała połączenie. Chcieliśmy spotkać się z nią w jej fundacji i porozmawiać o granicach krytyki pod pseudonimem. Pracownicy nie wpuścili nas do biura, twierdząc, że szefowej nie ma. Tylko że w tej samej chwili zadzwoniliśmy na telefon stacjonarny na biurku pani prezes. Zostaliśmy połączeni i znów panika, i odłożenie słuchawki bez słowa wyjaśnienia.</p>
<p>Nad tożsamością Kataryny zastanawiały się od kilku lat tysiące internautów, dziennikarzy i polityków. Na anonimowości buduje swoją legendę. Zrobiło się o niej głośno, bo kilka razy miała mocne polityczne wpisy. Ale zazwyczaj zajmuje się moralizatorskim analizowaniem tekstów prasowych. Z wielką łatwością recenzuje prace dziennikarzy, zarzucając im a to stronniczość, a to nierzetelność informacji, a to pisanie na zamówienie, a to niewystarczającą wnikliwość. Zawsze skryta pod pseudonimem, który nie pozwala na żadną poważną polemikę zaatakowanym autorom. Internauci wyrabiają sobie więc zdanie na temat dziennikarstwa i konkretnych dziennikarzy na podstawie jej wpisów &#8211; ona żadnej odpowiedzialności za to nie ponosi.<br />
 O Katarynie było głośno kilka razy. I niemal zawsze kontrowersje budziła jej anonimowość. Po raz pierwszy ujawnienia Kataryny zażądał w 2007 roku prawnik Wojciech Sadurski, notabene też bloger. Kataryna wypomniała stalinowski epizod w biografii Wisławy Szymborskiej. Sadurski pisał: &#8220;Jeśli przyjęłaś postawę Moralnego Sędziego i zabierasz się za roztrząsanie win Żywych i Umarłych, to jednak wypada, byś odsłoniła swą tożsamość i nie ukrywała się tchórzliwie pod pseudonimem&#8221;.</p>
<p>Gdy dołączyła do elity blogerów (tzw. czerwonych) na portalu Salon24 wielu internautów uznało, że jej się to nie należy, bo nie firmuje swoich wpisów nazwiskiem.</p>
<p>Zasłanianie się pseudonimem i ukrywanie tożsamości nie podoba się również medioznawcy Wiesławowi Godzicowi. &#8220;Co w takiej sytuacji mają powiedzieć dziennikarze, którzy za każde swoje słowo odpowiadają nie tylko potencjalnymi konsekwencjami finansowymi, ale też swoim nazwiskiem? Ktoś, kto ocenia innych, a robi to anonimowo, idzie na łatwiznę&#8221; &#8211; mówi nam Godzic.<br />
 W poniedziałek, kiedy rozmawialiśmy z Kataryną telefonicznie o mitach związanych z jej osobą (spekulowano, że Kataryną jest Rafał Ziemkiewicz, Katarzyna Kolenda-Zaleska czy posłanka Beata Kempa), Kataryna tak tłumaczyła swoje ukrywanie się: &#8220;Gdyby znano moje nazwisko, to każdy polityk czy dziennikarz, którego krytykowałam, mógłby mnie pozwać &#8211; choćby o 10 tysięcy złotych odszkodowania. A ja nie miałabym szans w zderzeniu z ich prawnikami.&#8221;</p>
<p>Blogerka od poniedziałku milczy. Od 17 maja całkiem zamilkł też jej blog.</p>
<p><strong>3. </strong><a href="http://www.dziennik.pl/opinie/article384432/Utracona_czesc_Kataryny.html"><strong>Utracona cześć Kataryny</strong></a><strong>- Dziennik- Cezary Michalski</strong></p>
<p> Kiedy blogerka Kataryna anonimowo krytykowała ówczesnego prezesa TVP Roberta Kwiatkowskiego, pod własnym nazwiskiem zarabiała u niego. Była wtedy zapewne grzeczna i pokorna. Ilu jej podobnych anonimów, radykałów, antykomunistów&#8230; zapełnia polski internet &#8211; pyta Cezary Michalski.</p>
<p>Okazuje się, że zmusiliśmy do milczenia Katarynę, najsłynniejszą polską blogerkę polityczną, ostatnio związaną bojem na śmierć i życie z rodziną Czumów, ojcem i synem. Kiedy skontaktowaliśmy się z nią i powiedzieliśmy, że znamy jej tożsamość, choć wcale nie chcemy jej ujawniać, chcemy raczej normalnie z nią porozmawiać, bo jesteśmy ciekawi jej poglądów, jej psychiki, jej życia &#8211; podzielonego na część establishmentową: szefowej ważnej warszawskiej fundacji i część „podziemną”: niebywale odważnej i krytycznej blogerki – rzuciła słuchawką, potem zaatakowała nas w Internecie, a następnie zamilkła, niewykluczone, że na wieki.</p>
<p>Niech się Kataryna nie boi, i tak nie ujawnimy jej tożsamości, nie w momencie, kiedy procesem grozi jej Czuma-syn, za krytyczne wypowiedzi na blogu pod adresem Czumy-ojca. W tej sprawie jesteśmy po tej samej stronie. Uważamy, że ludzie władzy (oraz synowie tych ludzi), ośmieszają się, kiedy zamiast odpierać zarzuty, grożą procesami.<br />
Ale irytacja Kataryny prowokuje też do innych refleksji, krytycznych pod jej adresem i pod adresem jej podobnych anonimowych rycerzy polskiego Internetu. Ci bezlitośni sędziowie widzialnego świata surowo krytykują zachowania, teksty, wypowiedzi osób publicznych z bezpiecznej pozycji anonimowości. Wielokrotnie czytałem bluzgi (bo nie sposób tego nazwać polemikami) anonimowych internautów umieszczone pod tekstami własnymi i moich kolegów. Niezwykle surowo osądzające nasz warsztat, zarzucające nam sprzedajność, stronniczość, a wszystko to pod pseudonimem, bez brania jakiejkolwiek odpowiedzialności za słowo. To jest jakaś forma demokracji bezpośredniej, ale poprzez swoją anonimowość przyjmująca nieuchronnie postać donosów i obelg.<br />
Jest też inny problem z Kataryną i podobnymi jej anonimowymi rycerzami polskiego Internetu. Jako naród, zdecydowanie za długo żyliśmy pod batem, żeby nie pozostawiło to śladów na naszej psychice. Występując pod własnym nazwiskiem, mając coś do stracenia, jesteśmy często oportunistyczni, tchórzliwi, „przebiegli”. Odważni, bezlitośnie krytyczni, radykalni, stajemy się dopiero, kiedy założymy maskę. To jedna z tajemnic wściekłości i wrzasku, jakie panują w polskim Internecie. Ustaliliśmy, że kiedy Kataryna pod pseudonimem bezlitośnie krytykowała ówczesnego prezesa telewizji publicznej Roberta Kwiatkowskiego, występując pod własnym nazwiskiem podpisywała z nim kontrakty, zarabiała u niego pieniądze. Była wtedy zapewne uprzedzająco grzeczna i pokorna. Ilu jej podobnych anonimów, radykałów, antykomunistów, niepodległościowców&#8230; zapełnia polski Internet. Tłukąc w klawisze na poddaszu czy w biurze i przeżywając swoją wolę mocy, dopóki nie usłyszą krzyku szefa albo wołania żony czy mamy przypominających o obowiązku wyniesienia śmieci albo wyprowadzenia pieska.</p>
<p>Blogujący Richard Henry Czarnecki, Janusz Palikot, Leszek Miller, Waldemar Kuczyński&#8230; mogą pisać głupoty, ale inwestują w te głupoty własne nazwiska. Przy całym szacunku dla analitycznej przenikliwości Kataryny, której dowody wielokrotnie dawała na swoim blogu, uważam to za ich przewagę nad nią.</p>
<p><strong>4. Posty Kataryny</strong></p>
<p><strong><a href="http://kataryna.salon24.pl/106346,jak-to-sie-robi-w-dzienniku">&#8220;Jak to sięrobi w dzienniku&#8221;</a></strong></p>
<div class="post-content">
<p style="text-align:justify;"><em>Pani Katarzyno bardzo proszę o poważne rozważenie naszej propozycji. Nie chcemy bezpardonowo ujawniać Pani tożsamości i iść na rękę Czumom. <strong>Wolimy by zgodziła się Pani na ten coming out na Pani warunkach włącznie z zatrudnieniem Pani jako naszej publicystki. Ale proszę nas zrozumieć to &#8220;frustrujące wiedzieć i nie móc napisać&#8221;. Wiem, że Pani tożsamość zna Fakt a przez nich nie zostanie Pani tak dobrze potraktowana &#8211; proszę tego nie traktować jako szantażu.</strong>Naprawdę nie chcemy Pani skrzywdzić.</em></p>
<p style="text-align:justify;">SMSa tej treści dostałam od dziennikarki Dziennika Sylwii Czubkowskiej we wtorek o 19.05 po tym jak zadzwoniła do mnie oznajmiając, że wiedzą jak się nazywam a ja się rozłączyłam.</p>
<p style="text-align:justify;">Przyznacie, że to uroczy sposób rekrutacji publicystów &#8211; ujawnij się u nas to cię zatrudnimy a jak nie to inna gazeta należąca do naszego wydawnictwa potraktuje cię znacznie gorzej. Nie jest tajemnicą mój krytyczny stosunek do mediów ale bezpośrednie doświadczenie dziennikarskiego warsztatu z którego wychodzą głośne materiały śledcze nawet na mnie zrobiło wrażenie. A autorzy są zdziwieni, że po tym smsie przestałam odpowiadać na smsy i odbierać telefonu. Naprawdę było z kim i o czym rozmawiać?</p>
<p style="text-align:center;"> ***</p>
<p style="text-align:justify;">Powoli zbieram się do przeczytania artykułu, przepraszam zatem, że na razie nie odnoszę się do meritum, jeśli jakieś jest . Na razie ze strzępków cytatów na różnych blogach próbuję się zorientować czym i jak bardzo oberwałam. Bo co do tego dlaczego raczej nie mam wątpliwości. Ktoś przytacza taki fragment:</p>
<p style="text-align:justify;">Dziennik: <em><span class="bbtext">Zawsze skryta pod pseudonimem, który nie pozwala na żadną poważną polemikę zaatakowanym autorom. Internauci wyrabiają sobie więc zdanie na temat dziennikarstwa i konkretnych dziennikarzy na podstawie jej wpisów &#8211; ona żadnej odpowiedzialności za to nie ponosi.</span></em></p>
<p style="text-align:justify;">Myślę, że to jest  akurat szczere. Wściekłość, że ludzie sobie wyrabiają opinię o Wielkim Panu Dziennikarzu na podstawie jakiejś anonimowej Pani Nikt musi być ogromna. Zgadzam się też, że moje występowanie pod pseudonimem nie pozwala panu Robertowi Zielińskiemu na żadną poważną polemikę skoro musi się uciekać do polemik takich jak ta pod tekstem o Olewniku:</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://kataryna.salon24.pl/2497,pouczajaca-rozmowa-o-dziennikarskiej-kuchni">Pouczająca rozmowa o dziennikarskiej kuchni</a></p>
<p style="text-align:center;">***</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>Dziennik:</strong><em>Jej fundacja w 2003 i 2004 roku &#8211; czyli wtedy, kiedy Kataryna była już jednym z najbardziej aktywnych i wyrazistych komentatorów politycznych na forum &#8220;Gazety Wyborczej&#8221; &#8211; szkoliła dziennikarzy kierowanej przez Roberta Kwiatkowskiego TVP. Był on wtedy przez Katarynę dosyć ostro krytykowany</em>.</p>
<p style="text-align:justify;">Ale numer! Przecież to jest kłamstwo! Nigdy nie szkoliliśmy dziennikarzy TVP, w ogóle nie szkolimy dziennikarzy, z wyjątkiem jakiegoś szkolenia  dla dziennikarzy obywatelskich w czasach na długo przed Kataryną. Jak można tak łgać??? I co ja mam z tym łgarstwem zrobić, przecież Dziennik nie po to zrobił taką akcję, żeby teraz prostować cokolwiek tylko dlatego, że fakty się nie zgadzają. Nigdy nie szkoliliśmy dziennikarzy TVP (ani dziennikarzy w ogóle, ze wspomnianym wcześniej wyjątkiem sprzed wielu lat), nigdy też nie prowadziliśmy żadnych interesów z TVP. Jeśli kogoś interesuje o co chodzi z tym TVP, bez trudu znajdzie informacje o całej inicjatywie bo Dziennik postarał się aby moja tożsamość nie była już dla nikogo tajemnicą  więc można sobie wyguglać wszystkie szczegóły moich &#8220;interesów&#8221; w TVP.  Od czego się zaczęło, o co chodziło, na czym stanęło. Jeśli to nie rozwieje wątpliwości, czekam na pytania.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie wstydzę się tego co robię w realu i nie wstydzę się tego co piszę w wirtualu. Nie chciałam tego łączyć i podpisywać się imieniem i nazwiskiem właśnie dlatego, że spodziewałam się, że zdolny dziennikarski cyngiel kreatywnie połączy te dwa światy tak, że mu wyjdzie coś takiego a ja się nie będę miała jak obronić bo przecież &#8220;w gazetach pisali&#8221; i wreszcie wiemy czego się bała.</p>
<p style="text-align:center;">***</p>
<div style="text-align:justify;"><span style="font-size:small;font-family:Arial;"><strong>Cezary Michalski:</strong> <em><span class="sectionArticleIntro">Kiedy blogerka Kataryna anonimowo krytykowała ówczesnego prezesa TVP Roberta Kwiatkowskiego, pod własnym nazwiskiem zarabiała u niego pieniądze. Była wtedy zapewne grzeczna i pokorna.</span></em></span></div>
<div style="text-align:justify;"> </div>
<div style="text-align:justify;"><span style="font-size:small;font-family:Arial;">Na pochyłe drzewo&#8230;Cezary Michalski kłamie, nigdy nie zarabiałam u Roberta Kwiatkowskiego, nie zarabiałam osobiście, nie zarabiała moja instytucja, nie chce mi się wierzyć, że można puścić w świat tak bezczelne a przecież łatwe do zweryfikowania kłamstwo. Dziennik postanowił potwierdzić starą prawdę, że człowieka najłatwiej zabić gazetą. Może trzeba było się zgodzić na tę ofertę nie do odrzucenia &#8220;praca za coming out&#8221;? </span></div>
<div style="text-align:justify;"></div>
<div style="text-align:justify;"></div>
<div style="text-align:justify;"><span style="font-size:small;font-family:Arial;">post <a href="http://kataryna.salon24.pl/106700,dluga-historia-duzych-pieniedzy">&#8220;Długa historia dużych pieniedzy&#8221;</a></span></div>
<div style="text-align:justify;"></div>
<div style="text-align:justify;"><span style="font-size:small;font-family:Arial;"><span style="font-weight:bold;">Rzeczpospolita:</span> <span style="font-style:italic;">&#8220;Dziennik&#8221; w swej publikacji napisał, że fundacja, w której pracuje Kataryna, w latach 2003 i 2004 r. szkoliła dziennikarzy kierowanej przez Roberta Kwiatkowskiego TVP. W tym czasie, wytyka „Dz”, ta krytycznie pisała o prezesie TVP. „Kiedy blogerka Kataryna anonimowo krytykowała ówczesnego prezesa TVP Roberta Kwiatkowskiego, pod własnym nazwiskiem zarabiała u niego” – pisze w komentarzu Cezary Michalski, publicysta „Dziennika”.– <span style="font-weight:bold;">Taką informację mieliśmy od dziennikarzy TVP.</span> <span style="font-weight:bold;">Pisał też o nich portal Ngo.pl</span> – tłumaczy „Rz” Sylwia Czubkowska, współautorka artykułu w „Dzienniku”. Czy dziennikarze gazety weryfikowali te „informacje”? – <span style="font-weight:bold;">Nie widzieliśmy żadnych dokumentów w tej sprawie</span> – przyznaje Czubkowska.</span></p>
<p>Jedynym oficjalnym powodem &#8220;wydania&#8221; mnie przez Dziennik było moje rzekome podwójne życie &#8211; krytykowanie w wirtualu tych, którym służę w realu, oceniając zatem publikację Dziennika pod kątem dziennikarskich standardów i zwykłej ludzkiej przyzwoitości trzeba się merytorycznie odnieść do &#8220;ustaleń&#8221; poczynionych przez panią Sylwię za pomocą wyszukiwarki na portalu ngo.pl. (do tego co ustaliła za pomocą &#8220;pragnących zachować anonimowość informatorów&#8221; z TVP odnieść się trudniej więc o tym później). Oto więc krótka historia pokornego dojenia Kwiatkowskiego, opisana za pomocą archiwalnych wiadomości z portalu na który powołuje się dziennikarka.</p>
<p><span style="font-weight:bold;">Styczeń 2003.</span> Współpraca z Kwiatkowskim zaczęła się od wielkiej zadymy i listu otwartego wystosowanego przez organizacje pozarządowe po tym jak TVP, która na mocy sądowej ugody musiała zapłacić PKN Orlen za kłamliwe informacje o sponsorowaniu kampanii Krzaklewskiego, zdecydowała się przeznaczyć na ten cel środki zebrane w ramach charytatywnej akcji &#8220;Reklama dzieciom&#8221;.</p>
<p><a href="http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/40369.html">Więcej: &#8220;Orlen i TVP godzą się za pieniądze dla dzieci. Podoba się Wam to?&#8221;</a></p>
<p><span style="font-weight:bold;">Marzec 2003.</span> Aby ratować swój nadszarpnięty wizerunek TVP zaproponowała współpracę. Wycofała się z finansowania ugody z Orlenem z pieniędzy ze zbiórki i obiecała, że organizacje pozarządowe będą mogły przyjrzeć się &#8211; w charakterze obserwatorów &#8211; jak telewizyjna komisja będzie rozdzielać środki &#8220;uratowane&#8221; przed Orlenem. Ale jak przyszło co do czego, komisja nie wyraziła zgodny na udział obserwatorów i sama rozdzieliła środki.</p>
<p><a href="http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/40088.html">Więcej: &#8220;Falstart Telewizji&#8221;</a></p>
<p><span style="font-weight:bold;">Marzec 2003.</span> Ponieważ TVP nieustająco deklarowała wolę współpracy, organizacje zaczęły się spotykać i zastanawiać nad wspólnym stanowiskiem. Spotkania były otwarte i publicznie zapowiadane. Na tych spotkaniach pojawia się wątek szkoleń. Wzajemnych. Organizacje pomagałyby dziennikarzom zorientować się w tematyce społecznej, dziennikarze uczyliby organizacje jak skuteczniej współpracować z mediami. O możliwej współpracy była mowa na spotkaniu z dyrektorem Maciejem Kosińskim, ustalenia zostały podsumowane w liście do niego. Docelowo, zasady współpracy miały być zebrane w deklaracji, którą miał przyjąć zarząd TVP.<br />
<a href="http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/40092.html"><br />
</a><a href="http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/40808.html">Więcej: &#8220;List organizacji do dyrektora TVP ds Programowych Macieja Kosińskiego&#8221;</a></p>
<p><a href="http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/42799.html">Więcej: &#8220;Propozycje organizacji dla TVP&#8221;</a></p>
<p><span style="font-weight:bold;">Listopad 2003.</span> W związku z osobistymi kłopotami prezesa Kwiatkowskiego (komisja śledcza, którą jak wiecie pilnie śledziłam) TVP straciła zapał, grupa inicjatywna wystosowała list otwarty do prezesa Kwiatkowskiego. &#8220;Uprzedzająco grzeczny i pokorny&#8221;, prawda redaktorze Michalski?</p>
<p><span style="font-style:italic;">Przesuwanie spraw związanych z organizacjami obywatelskimi na koniec Państwa listy priorytetów uważamy za niedopuszczalne. (&#8230;) Zapisy Deklaracji – jak nas zapewniano – nie budziły Państwa wątpliwości. Na usprawiedliwienie przekładania terminu jej przyjęcia podawany był jedynie argument związany z wewnętrznymi trudnościami Telewizji. (&#8230;) Chcielibyśmy podkreślić z całą mocą, że bieżące problemy TVP nie mogą stanowić wytłumaczenia opieszałości w podejmowaniu decyzji. Zdajemy sobie sprawę, że najpierw prowadzone przed Sejmową Komisją Śledczą postępowanie a w ostatnim czasie ogłoszony konkurs na prezesa TVP nie sprzyjają zajęciu się dodatkowymi sprawami. Oświadczamy jednak, że te kwestie nie stanowią dla nas wystarczającego argumentu na rzecz odkładania przyjęcia Deklaracji. Zdajemy sobie bowiem sprawę, iż wskazane wyżej okoliczności nie stoją na przeszkodzie podejmowania przez Pana codziennie ważnych decyzji, za którymi stoją często poważne zobowiązania finansowe. Z tego punktu widzenia, decyzja dotycząca Deklaracji, mająca w dużej mierze charakter symboliczny, jest znacznie prostsza, tym bardziej, że jej zapisy bez kłopotu można wyinterpretować z artykułu 21 ustawy o radiofonii i telewizji. Nie znajdując zatem żadnego wytłumaczenia odwlekania podpisania Deklaracji, oczekujemy od Pana &#8211; jako osoby pełniącej funkcję publiczną &#8211; bliższego zainteresowania się tą sprawą i podjęcia kroków w celu zakończenia prac nad Deklaracją współpracy z organizacjami pozarządowymi.</span></p>
<p><a href="http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/44191.html">Więcej: &#8220;List otwarty do prezesa TVP&#8221;</a></p>
<p><span style="font-weight:bold;">Grudzień 2003.</span> Pierwsze i jedyne spotkanie z Robertem Kwiatkowski. Kilka osób z strony TVP, kilka osób z organizacji. I tu biję się w piersi. Byłam grzeczna i uprzejma, nawet nie zadałam żadnego złośliwego pytania o aferę Rywina. No i odniosłam osobistą korzyść w postaci kawy opłaconej przez Kwiatkowskiego. Niewykluczone nawet, że z ciastkiem.</p>
<p><span style="font-weight:bold;">Luty 2004.</span> Robert Kwiatkowski przestaje być prezesem TVP. Prace grupy inicjatywnej trwały dalej ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Podsumowanie tego co się działo i na czym (nie) stanęło znajdziecie w relacji ze spotkania  pod tytułem &#8220;Publiczna telewizja &#8211; wyzwanie nie tylko dla polityków&#8221;.</p>
<p><a href="http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/86410.html">Więcej: Publiczna telewizja &#8211; wyzwanie nie tylko dla polityków&#8221;</a></p>
<p>I to jest cała historia. To co zostało przedstawione jako dowód na moje zakłamanie i dorabianie się na kontraktach negocjowanych &#8220;uprzedzająco grzecznie i pokornie&#8221; z kimś kogo krytykowałam w internecie naprawdę było udziałem w dwuletniej całkowicie społecznej inicjatywie grupy przedstawicieli organizacji pozarządowych próbujących wymusić na telewizji publicznej większe zainteresowanie sprawami społecznymi, oddanie jakiegoś kawałka opanowanej przez polityków i komercję telewizji obywatelom i ich sprawom. Żadna z osób ani organizacji uczestniczących w tych pracach nie wzięła za to ani złotówki i nie robiła tego w nadziei, że kiedyś weźmie. Jeśli zaś o mnie chodzi to mój stosunek do Kwiatkowskiego był od początku jasny dla każdego bo zawodowo mam o nim takie same zdanie jak blogowo, tyle tylko, że omawianie pod pseudonimem afery Rywina dawało mi ten komfort, że jak się spotkałam z Kwiatkowskim w sprawie całkowicie apolitycznej, nie widział we mnie Kataryny, gdybym pisała pod nazwiskiem nie mogłabym uczestniczyć w tej inicjatywie bo bałabym się, że sama moja tam obecność jej zaszkodzi a nikt  poza mną nie powinien ponosić konsekwencji moich poglądów. Jeśli już łączyć te światy to właśnie komentowanie afery Rywina w internecie było dla mnie dodatkową motywacją, żeby w realu spróbować zrobić coś, żeby z tą telewizją nie było tak tragicznie. Naiwne prawie tak jak wiara, że jak się da dziennikarzowi numer zarejestrowanego na siebie telefonu komórkowego to nie będzie próbował ustalić tożsamości. Najgorsze, że te informacje można było bardzo łatwo zweryfikować bo w tekstach na portalu pojawia się tyle nazwisk osób, które można bez trudu wyguglać, że w godzinę bez wychodzenia z domu można było dowiedzieć się wszystkiego o pracach grupy. Ustalenie listy zleceniobiorców TVP też nie jest trudne, takie dane może prawdopodobnie uzyskać nawet osoba fizyczna bez legitymacji dziennikarskiej w trybie dostępu do informacji publicznej (właśnie to testujemy). Nie jest więc tak, że czegoś nie dało się ustalić, ktoś się pomylił, pogubił, zadanie go przerosło. Nikt nawet nie próbował.</p>
<p>Jeśli informacje o zarabianych przeze mnie u Kwiatkowskiego pieniądzach się nie potwierdzą, co zostanie z wczorajszej akcji Dziennika? Zostanie niczym nieusprawiedliwiony gwałt na prawie do prywatności osoby, której jedyną winą było to, że odważyła się odzywać &#8211; może za głupio, może za głośno ale przecież zgodnie z prawem. Tłumaczenie, że sama się prosiłam tymi wszystkimi wywiadami do mediów i zwracaniem na siebie uwagi są jak usprawiedliwianie gwałtu tym, że się ofiara wyzywająco ubierała więc ma za swoje.</p>
<p>PS. Ze zdumieniem przeczytałam wyrzuty kolejnego dziennikarza rzuconego na odcinek walki ze mną, że Dziennik zadał w artykule o mnie jakieś fundamentalne pytania, oczekuje odpowiedzi i najwyraźniej jest zawiedziony, że zajęta prostowaniem kłamstw jeszcze jej nie udzieliłam.</p>
<p><span style="font-weight:bold;">Dziennik:</span> <span class="bbtext" style="font-style:italic;">Choć po naszym artykule Kataryna w emocjonalnym wpisie na swym blogu zarzuciła nam nieuczciwość, nie odpowiedziała nam na pytania jakie postawiliśmy w naszym artykule. Przede wszystkim: jakie są granice anonimowości blogerów? Czy ukrywającym się pod pseudonimem autorom wolno wyrażać najostrzejsze nawet sądy, nie ponosząc żadnej odpowiedzialności?</span></p>
<p>Nie wiem dlaczego do mnie to pytanie i dlaczego przy tej okazji skoro tekst był nie o tym ale odpowiem. Granice odpowiedzialności każdego z nas wyznacza obowiązujące prawo, jeśli jest złe &#8211; trzeba je zmieniać. Pomysł aby kiepskie prawo zastąpić medialnym linczem na kimś kto nawet niespecjalnie zawinił jest pomysłem chorym choć jego realizacja może być widowiskowa jeśli kozioł ofiarny jest wystarczająco sławny. A o odpowiedzialności za słowo porozmawiamy zapewne szerzej przy nieuchronnych przepychankach ze sprostowaniami jakie wysłałam dzisiaj do Dziennika. Bardzo się postarałam i liczę, że wasi prawicy to docenią.</span></div>
</div>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wakacje z neokonserwatyzmem]]></title>
<link>http://woyke.wordpress.com/2007/12/09/wakacje-z-neokonserwatyzmem/</link>
<pubDate>Sun, 09 Dec 2007 20:15:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>Piotr Woyke</dc:creator>
<guid>http://woyke.wordpress.com/2007/12/09/wakacje-z-neokonserwatyzmem/</guid>
<description><![CDATA[W 2001 roku, tuż po 11 września, wszystko wydawało się prostsze. Mniejsza czy zamach był dziełem Al ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>W 2001 roku, tuż po 11 września, wszystko wydawało się prostsze. Mniejsza czy zamach był dziełem Al Kaidy, czy makiawelicznej kamaryli z CIA- wszyscy patrzyliśmy zatrwożeni w ekrany telewizorów (lub komputerów) i widzieliśmy wiwatujące tłumy Arabów na ulicach miast. Niewiele wtedy myślano o tym, że jest to tylko radykalna mniejszość itd., świat Zachodu znalazł wreszcie okazję- aby wyładować cichą niechęć do arabskich imigrantów (Francja, Hiszpania itp.), pokazać, że nadal jest potęgą, i wreszcie, kilkanaście lat po upadku ZSRR spersonalizować nowego globalnego wroga.</p>
<p>Twin Towers to również apogeum sukcesów amerykańskich neokonserwatystów, uwieńczenie ich zwycięskiego pochodu, rozpoczętego od &#8220;Republikańskiej Rewolucji&#8221; w połowie lat dziewięćdziesiątych. Od tego czasu zdążyli wprowadzić popieranego przez siebie George&#8217;a Busha jr na urząd prezydencki i stać się znaczącą siłą w debacie publicznej. Wspinając się po plecach religijnej prawicy, stali się prawdziwymi elitami &#8220;bushystowskiego&#8221; państwa. Po wspomnianym już Twin Towers, to oni pierwsi rzucili hasło ataku na Afganistan, oraz w dalszej perspektywie Irak i Iran. Dzisiaj, cztery lata po rozpoczęciu operacji w Iraku, &#8220;neoconi&#8221; zdają się spadać z piedestału, podobnie jak notowania aktualnego prezydenta.</p>
<p>Sam pamiętam, że swego czasu byłem neokonserwatyzmem zafascynowany- robił na mnie wrażenie ich otwarty imperializm i poczucie misji, a także szacunek dla wolnego rynku, tykanie fundamentalistów religijnych tylko w celach politycznych oraz stanowczość wobec terrorystów. Wydawało mi się, że osiągnięcia Aznara, Blaira, a także zapowiadane jakiś czas później sukcesy niemieckiej chadecji i Sarkozy&#8217;ego wynikają w jakiś sposób ze skuteczności takich ludzi jak Podhoretz czy Gingrich. Miałem spóźnione poczucie &#8220;końca historii&#8221;- armie Zachodu maszerowały aby nieść demokrację ciemnym ludom Wschodu, zgnieść zgniłe socjaldemokracje swoją ideową mocą itp. Cóż, każdy bywał naiwny. Moje &#8220;wakacje z neokonserwatyzmem&#8221; (skojarzenia z tytułem ostatniej &#8220;Krytyki Politycznej&#8221; tylko połowicznie dobre&#8230;) skończyły się nawet szybciej, niż entuzjazm tzw.&#8221;światowej opinii publicznej&#8221; dla wojny z terroryzmem. O ile nadal uważam walkę z islamistami za potrzebną, o tyle strasznie mi wstyd, że dałem się uwieść trockistom i &#8220;campusowym&#8221; lewakom, którzy w pewnym momencie nabrali ochoty na zabawę w globalną politykę. Oczywiście specjalnie przesadzam, ale określenia w stylu &#8220;islamofaszyzm&#8221; (oczywiście, pomijając ich smaczny, populistyczny kontekst) wskazują na pewien prymitywizm, tak charakterystyczny dla pokolenia &#8216;68.</p>
<p>Pomimo, że sytuacja w Iraku powoli się stabilizuje, zaś Rudolph Giuliani jest prawdopodobnym republikańskim kandydatem na prezydenta, atmosfera do atakowania neoconsów jest nadal świetna. Szczególnie w Polsce, gdzie z naciąganych powodów, zwykło się porównywać bushyzm do kaczyzmu, zaś tarcza antyrakietowa staje się traumą &#8220;spokojnych i zmęczonych brutalnością politycznego szamba&#8221; wyborców zwycięskiej partii. Wyraz tym nastrojom daje w opublikowanym około dwóch tygodni temu <a HREF="http://www.dziennik.pl/opinie/article85071/Globalne_polowanie_na_zubra.html">komentarzu</a>, &#8220;pierwszy emo IV RP&#8221; (made by Orliński) Cezary Michalski. Widzę w jego słowach wiele prawdy, a zarazem coś dzięki czemu zarówno PiS, jak i neokonserwatyści mają szansę jeszcze powrócić do władzy. Otóż wiceredaktor naczelny &#8220;Dziennika&#8221; całą swoją uwagę skupia na opisywaniu niewątpliwych błędów Busha, przy okazji omijając potencjalną receptę na problemy, które wyniosły go do władzy. Myślę, że ten tekst o wiele lepiej wyglądałby na jakimś opiniotwórczym blogu, ale w gazecie jest tylko kolejnym ciosem wymierzonym w pseudoprawicowe (bo co z neoconów za prawica&#8230;) gęby. A tak, Michalski postawił sprawdzonego Schmitta w jednym szeregu z nigdy nie zrealizowanym Jungerem, i wcisnął na siłę rymkiewiczowskiego żubra w amerykański kontekst. Z tym ostatnim to naprawdę głupota, bo w gruncie rzeczy Wolfowitz, Rumsfeld i banda odnowili spór, który o amerykańską politykę zagraniczną toczy się już od dawna.</p>
<p>Mimo wszystko, nadal podziwiam neokonserwatystów. Dzisiaj, gdy ideologie ustępują miejsca ekonomii, bohaterom mojego tekstu, udało się przebić marazm. Oparli się na establishmencie i wielkim biznesie, aby pewnym kosztem przemycić swoje, a niech użyję tego słowa, monumentalne idee. I choć nie po drodze mi z nimi, myślę, że już na stałe wpisali się do historii i nie do końca wiadomo czy negatywnie- aby to ocenić, potrzeba jednak jeszcze trochę czasu.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
