<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>esej &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://en.wordpress.com/tag/esej/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "esej"</description>
	<pubDate>Fri, 04 Dec 2009 13:32:51 +0000</pubDate>

	<generator>http://en.wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Płeć kobiety]]></title>
<link>http://nothingbutrunning.wordpress.com/2009/11/28/plec-kobiety/</link>
<pubDate>Sat, 28 Nov 2009 22:02:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>nothingbutrunning</dc:creator>
<guid>http://nothingbutrunning.wordpress.com/2009/11/28/plec-kobiety/</guid>
<description><![CDATA[Z kobietą jest tak, że zawsze jest naznaczona swoją kobiecością. Dzieje się  to również w sytuacjach]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Z kobietą jest tak, że zawsze jest naznaczona swoją kobiecością. Dzieje się  to również w sytuacjach, w których pozornie płeć nie powinna grać roli. Są to sytuacje, gdzie z kobiecości czyni się kartę przetargową podczas gdy aspekt męskości jest zupełnie ignorowany. Ma to miejsce na uczelniach, w zakładach pracy czy w przeróżnych większych lub mniejszych instytucjach.</p>
<p><img class="alignleft" src="http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:u2MLk2Z6w-oUYM:http://bi.gazeta.pl/im/4/5589/z5589644M.jpg" alt="" width="94" height="123" />Kobieta przede wszystkim jest kobietą a dopiero później aktywistką, animatorką, prawniczką czy lekarką. Z mężczyzną jest odwrotnie. Liczy się fach i umiejętności bez względu na stopień posiadanej przez mężczyznę męskości. Podczas rozmowy o pracę, egzaminu na uniwersytecie czy przyjęcia na staż w firmie, bardzo często jakość i ilość kobiecości w kobiecie jest wytyczną przysłaniającą jej doświadczenie i zdolności. Im lepsza kobiecość tym wyższa ocena z egzaminu czy tym bardziej intratna propozycja pracy. W przypadku mężczyzny w podobnych sytuacjach zazwyczaj nikt nie zadaje sobie trudu oceniać jakości jego męskości, tylko zwraca uwagę na wiedzę, dorobek czy wykształcenie.</p>
<p>Są zawody, stanowiska i funkcję, w których wręcz niechętnie widziałoby się kobietę, dlatego  regularnie publikuje się ogłoszenia, w których wyraźnie postawiony jest taki komunikat. Jest to jawna dyskryminacja pozbawiająca kobiety możliwości wyboru i decydowania o swoim życiu. Jeśli na przykład praca na wózku widłowym z jakiś niejasnych względów przewidziana jest raczej dla mężczyzn, to mimo wszystko propozycja szkolenia i pracy powinna być również skierowana do kobiet dając im możliwość wyboru. Być może żadna kobieta na ogłoszenie nie odpowie, ale nie powinno to zwalniać pracodawcy od obowiązku uwzględniania kobiet jako potencjalnych pracownic. Są kraje na świecie, gdzie kobieta nie może być tą, którą chce ponieważ wykonywanie określonych zawodów czy funkcji społecznych jest opisane, nie rzadko restrykcyjnie, przez państwo, religię lub obyczajowość. Często nakazy i zakazy dotyczące kobiety płyną z tych trzech dogmatów jednocześnie. Jeśli chodzi o mężczyznę to zazwyczaj jedynym wskazaniem jest nieletność gdy mężczyznę nazywamy jeszcze chłopcem lub letność gdy chłopca nazywamy już mężczyzną. Reszta bez ograniczeń jakby męskość była synonimem jakości i gwarantem trwałości.</p>
<p>Model, w którym mężczyzna ma wiodącą rolę w społeczeństwie i uznawany jest za zaczyn wszechrzeczy, nazywany jest modelem patriarchalnym, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy „władza ojca” czyli głowy rodziny rozumianej jako ogół społeczeństwa. Niejednokrotnie model ten jest tak dalece krzywdzący dla kobiet, że są zmuszone do inicjowania organizacji czy całych ruchów społecznych walczących o ich prawa. Wielokrotnie stowarzyszenia i fundacje zajmujące się prawami człowieka czyli w tym i kobiet, powołują specjalne działy i kampanie zajmujące się tylko i wyłącznie zapobieganiu łamania prawa w stosunku do kobiet. Daje to wyobrażenie o skali niesprawiedliwości jaka dotyka samych kobiet nie wspominając o mężczyznach i dzieciach. Dla wielu kobiet walka o poszanowanie ich praw i samostanowienie jest warunkiem istnienia, czasownikiem,  który pozwala godnie żyć.</p>
<p>Model taki, ukonstytuowany tysiące lat temu, pokutuje do dziś i zbiera swoje żniwo. Przypuszcza się, że u zarania dziejów mężczyźni wykorzystując swoją przewagę siłową nad kobietami narzucili taki mechanizm społeczny, który stawiał mężczyznę nie tylko w pozycji postaci dominującej nad światem, ale i wszechświatem. Mówiąc schematycznie, świat podzielony jest na systemy społeczno-polityczne, w których ogranicza się męską dominację na rzecz równego uczestnictwa w życiu publicznym kobiet i mężczyzn i na takie, w których się hołubi i wzmacnia patriarchat kosztem ograniczenia swobód kobiet. Zwyczajową jest praktyką, że przedstawiciele obu płci systemów zorientowanych na równouprawnienie, domagają się respektowania praw kobiet w systemach opartych na modelu monopolistycznej męskiej władzy. Monopol takiej władzy powoduje, że kobieta wtłaczana jest w określone role społeczne stając się ich więźniem rodzaju żeńskiego.</p>
<p>Problemem takiej rozbieżności w interpretacji roli kobiety w społeczeństwie stają się niekiedy same kobiety tłumacząc swoją opresję względami tradycji. Tak, jakby tradycja legitymizowała zamach na ich wolność i godność. Wprzęgnięte od zarania dziejów w usłużną i posłuszną rolę mężczyźnie, identyfikują się z nią do tego stopnia, że stają się strażniczkami własnej opresji. Najczęściej, owa identyfikacja jest dodatkowo wymuszana terrorem państwowo-religijnym.</p>
<p>Nawet w społeczeństwach, w których emancypacja kobiet jest daleko posunięta, ludzie wciąż nie mogą się uwolnić od stereotypów dotyczących roli kobiety w społeczeństwie, jakie narzuciła im kultura przez wieki. Cały czas chętnie widziałoby się kobietę jako tę, która sprząta, gotuje, chodzi na zakupy i wychowuje dzieci. Dla wielu ludzi taki porządek ustanowiony od czasów przedhistorycznych jest gwarantem spokoju i bezpieczeństwa. Najczęściej, zmiana myślenia o społecznej roli kobiety, reinterpretacja jej pozycji w społeczeństwie czy redefinicja stosunków społecznych w ogóle powoduje zaburzenie pojmowania tradycji, porzucenie przyzwyczajeń czy przebudowę obowiązującego <em>status quo</em>. Taka zmiana porządku powoduje poczucie zagrożenia utraty pozycji i statusu społecznego, przywilejów czy władzy. Mężczyźni często kojarzą to również z utratą wiarygodności i godności, jakby zwiększający się udział kobiet w życiu społeczno-politycznym proporcjonalnie umniejszał ich męskości.</p>
<p>To strukturalne przywiązanie i przyzwyczajenie mężczyzn do dominacji nad światem i zwierzchnictwa nad kobietami w znaczący sposób utrudnia reformę społeczną mającą na celu zmianę traktowania kobiet jako tych, które usługują mężczyzną. Dość często wizja pozbycia się przez mężczyzn części praw i przywilejów na rzecz kobiet jest tak przeraźliwa i paraliżująca, że ci pierwsi zrobią wszystko by tylko nie doprowadzić do zmiany. Inni mężczyźni stanowiący aktualnie miażdżącą mniejszość światową nie dość, że chętnie odstępują od swoich przywilejów popierając kobiety w ich dążeniu do równouprawnienia, to jeszcze walczą o ich prawa niekiedy kosztem swoich. Przeorganizowanie społeczno-ekonomicznego <em>status quo</em> mężczyzn pod kątem równego traktowania kobiet może wiązać się z redukcją roli mężczyzny w hierarchii społecznej i z ubytkiem jego ekonomicznych przywilejów. Efektem tego może  być mniejszy udział mężczyzn przede wszystkim we władzy oraz w konsumpcji dóbr będących jej nieodzownymi atrybutami.</p>
<p>Mężczyźni, mniej lub bardziej radykalnie, kulturowo wpychani w patriarchalny model, zazwyczaj poddają mu się z wygody, zniechęceni wysiłkiem jakiego wymaga przemiana świadomości ukierunkowana na równouprawnienie płci. I nie chodzi o to, że rozwiązaniem jest społeczeństwo matriarchalne, które z łatwością równą patriarchatowi mogłoby ześlizgnąć się w obszar opresji nie tylko mężczyzn, ale i kobiet. Chodzi o świadomość, że historia i żywot „babki prababki” są tak samo ważne jak „dziada pradziada”.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Raport z Antyświata (I) -  Rafał Skonieczny]]></title>
<link>http://instynkt.wordpress.com/2009/11/27/raport-z-antyswiata-i-rafal-skonieczny/</link>
<pubDate>Fri, 27 Nov 2009 15:58:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>instynkt</dc:creator>
<guid>http://instynkt.wordpress.com/2009/11/27/raport-z-antyswiata-i-rafal-skonieczny/</guid>
<description><![CDATA[Księżyc na pięciolinii Przyjacielu, jawisz mi się. Shadow …wkrótce potem odkryłem (bowiem był to wie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Księżyc na pięciolinii Przyjacielu, jawisz mi się. Shadow …wkrótce potem odkryłem (bowiem był to wie]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Współczesny „buddyzm” europejski czyli Dharma konsumpcyjna]]></title>
<link>http://nothingbutrunning.wordpress.com/2009/11/26/wspolczesny-%e2%80%9ebuddyzm%e2%80%9d-europejski-czyli-dharma-konsumpcyjna/</link>
<pubDate>Thu, 26 Nov 2009 18:15:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>nothingbutrunning</dc:creator>
<guid>http://nothingbutrunning.wordpress.com/2009/11/26/wspolczesny-%e2%80%9ebuddyzm%e2%80%9d-europejski-czyli-dharma-konsumpcyjna/</guid>
<description><![CDATA[Spoglądając na społeczeństwo polskie (czy europejskie w ogóle) dobrotliwym i wyrozumiałym okiem, bez]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Spoglądając na społeczeństwo polskie (czy europejskie w ogóle) dobrotliwym i wyrozumiałym okiem, bez łzy na policzku i piany na ustach, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nasz polski współczesny romantyzm to jedynie przykurzone slogany na zapomnianych murach. Gdzie się podziali Polacy, których wrażliwość przekracza objętość butelki po piwie jasnym i konserwy ze szprotkami? Pytam od razu bo nie wiem gdzie szukać podpowiedzi na polską rzeczywistość, w której obywatel zabija obywatela w oczekiwaniu na przeceniony odkurzacz i odtwarzacz DVD… Kategoria myślenia, konstytucja umysłu jaka od pewnego czasu rządzi rodakami to dogłębna penetracja przedmiotowa, to kult martwoty i pomnik posiadania jaki wystawiamy sobie w swej doczesnej próżności. W niejasny, tajemniczy sposób, albo przeciwnie, ewolucyjnie kategoryczny i konsekwentny, zatracamy zdolność najprostszej (by nie napisać pierwotnej) duchowości. Można by się spierać, że owa nienazwana pierwotność ducha odnosi się do głębokiego archaizmu naszych czasów a tym samym staje się dziś anachronizmem i intelektualnym nieporozumieniem… Semantyka niegdyś ważnych znaczeń zostaje wykluczona, zneutralizowana przez cywilizacyjny chaos (porządek pozorny) i generacyjną transgeniczność ścierającą na pył zróżnicowanie, to pozytywne i negatywne. Niby temat na inną historię, ale nie do końca bo całość tych skomplikowanych, wielokrotnie złożonych mechanizmów i procesów współczesności determinuje naszą dzisiejszą zdolność myślenia, naszą percepcje rzeczywistości. Przeganiamy się coraz droższymi samochodami a na basenie coraz trudniej się pokazać w kąpielówkach bez złotych haftów, czy w towarzystwie bez kart rabatowych do największych hipermarketów…  Być może nic w tym złego a jedynie to <em>signum temporum</em> współczesnego świata. Era nowej pustki, a dążenia do tej pustki to najwyższy wyraz ideału człowieka na jaki nas stać, taki współczesny miejski i podmiejski buddyzm europejski. I ktoś może powiedzieć, że oto sposób, w jaki dalekowschodnie idee filozoficzne zostały zaadaptowane na potrzeby polskiego (europejskiego) konsumpcjonizmu… Częściowo nieświadomie a częściowo dzięki rozproszeniu się mody na orientalne techniki sięgania absolutu. Niestety, ów absolut nie zawisł pod sufitem polskiej (czy innej europejskiej) strzechy i nie tak łatwo go dosięgnąć stając jedynie na kuchenny taboret.</p>
<p>Potrzeba trochę wysiłku i to nie byle jakiego! U nas, łatwo osiągalnym absolutem, bez czasochłonnych medytacji i umartwień, jest ten pół litrowy na półce w monopolowym… W taki naturalny i bezkolizyjny sposób następuje transformacja ideowa, ale nie koniecznie po odpowiedniej spirali… Owocem konsumpcji staje się w efekcie wspomniana pustka. Gromadzenie dóbr materialnych bywa miłym zajęciem, ale ma krótkie nogi gdyż wszystkich tych wymyślnych luksusów nie zapakujemy sobie do trumny mimo szczerych chęci, nawet za cenę pękniętego wieka. Cóż pozostaje? Ano cieszyć się chwilą i aktualnym dobrobytem, w którym, przy odrobinie szczęścia i zmysłu przedsiębiorczości, będziemy mogli się pławić dopóki nie użyźnimy gleby… Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie owa nielogiczna tajemnicza siła (albo może właśnie owo bezwzględne następstwo) jaka modyfikuje nasz umysł na skutek żądzy posiadania i samego posiadania w sobie. Rodzi się duchowa pustka, utrata moralności, obniżenie etyki i wynicowanie z wszelkiej wrażliwości gdyż wypełnieni namacalnym spiżem po same zęby nie zostawiamy już wiele przestrzeni na ten spiż niewidzialny, metafizyczny. Tam po prostu nie ma dla niego miejsca,  a potencjał jaki można wykorzystać do duchowej nadbudowy, wlewamy z premedytacją do baku  potężnego mechanizmu zysku i władzy. Opary owego potencjału i wytrącone niechybnie pierwiastki „czynnego ducha”, służą wyłącznie  nieudolnej obronie zdegenerowanej współczesności i fałszywemu usprawiedliwianiu negatywnych skutków globalizacji. Nad tym już ubolewał w XIXw. Nietzsche pisząc o utracie jedności życia na rzecz szczelnej iluzji wnętrza i wypranego z duchowości zewnętrza; to samo martwiło Adorna i Horkheimera w następnym stuleciu, gdy krytykowali „przemysł kulturalny”, który swoim totalnym racjonalizmem degradował bunt i emancypację czyli to, czego iluzję tak usilnie starano się tworzyć.</p>
<p>Niestety, ortodoksyjni konsumenci zdają się nie być do końca świadomi tego, po co tyle konsumują… Życie w wiecznej ułudzie jest wygodne i nikt nie chce znać prawdy twierdząc, że to jest właśnie prawda jego życia… Niech będzie, tylko dlaczego tak często, i z taką łatwością, pozbywamy się człowieczeństwa w imię bezpieczeństwa swoich dóbr, przywiązania się do nich i bólu ich utraty? Złożona natura człowieka, co to nie pozwala na ekstremalną konsumpcję bez wyrzeczenia siebie i w efekcie przyjęcie postawy, która staje się mną samym czy samą. Jestem przeobrażony, przeobrażona tak samo jakbym dojrzewał, dojrzewała, zmieniał, zmieniała wyznanie czy poglądy polityczne. Takie rzeczy się zdarzają, człowiek ulega ciągłemu procesowi, przemieniając się w dążeniu do prawdy, jest prawdą. Krystian Lupa powiedział: korzystam z prawdy dnia dzisiejszego po to, aby ją jutro zanegować. I to ma wielki sens, ale tylko pod warunkiem, jeżeli nie działamy przeciwko człowieczeństwu swojemu i drugiego człowieka o czym, coraz częściej zdaje się zapominać konsument-fundamentalista.</p>
<p>W buddyzmie „pustka” (śunyata) to pojęcie, które ma odciąć nas od religijnego pocieszenia stając się drogą skoncentrowanej jednostki, drogą do serca naszej rzeczywistości a nie poza nią. Jest więc „pustka”, mówiąc słowami Tsongkhapy, <em>zarówno centrum jak i środkową ścieżką</em>. Nasze modernistyczne społeczeństwo natomiast, traktuje „pustkę” jako metaforę religijnego pocieszenia uosabiając ją chętnie  z „Absolutem”, „Prawdą” czy wręcz „Bogiem”, o czym pisał już Stephen Batchelor. Następuje pomieszanie pojęć na skutek być może częściowego niezrozumienia modnych, dalekowschodnich systemów filozoficznych a być może częściowo na skutek uwarunkowania lokalnego, społeczno-kulturowego Polaka – Europejczyka. I w sumie przyczepić się nie ma do czego, bo każde społeczeństwo wytwarza swój system niezbędnych, indywidualnych (dla danego społeczeństwa) wartości i może należałoby nawet pochwalić za te próby inspirowania się jednego narodu drugim. A czy budulec dla owych wartości świadomie jest czerpany z myśli innych narodów czy może samoistnie i równolegle odkrywany w różnych miejscach świata, tego nigdy nikt nie umie szczerze dowieść, za to z łatwością przekłuje nożem heretyka… I tak, gdy na dalekim wschodzie człowiek wychodzi poza krańcowość bycia i niebycia, tak u nas, człowiek zamyka się w krańcowości wyłącznie bycia, gdyż niebyt i tak mają mu zapewnić dobra materialne, jedyne prawdziwe bożki… Ów duchowy, filozoficzny paradoks współczesnego  Polaka-Europejczyka to głębokie przekonanie, iż Bóg to to, w co się wieży a nie to, co się czyni. Czyli Dharma nie ma tu nic do roboty, albo roboty jest tyle, że nie sposób jej podołać, sama jedna bidula nie da rady. Innymi słowy, człowiek wschodu zabiega o niebyt zdobywaniem wolności tworzenia samego siebie, gdy tym czasem człowiek zachodu, ten sam niebyt, próbuje wykupić za kilka euro-dolarów i butelkę dobrego szampana. I trudno by mieć pretensję do sposobu wkraczania w wieczność człowieka zachodu, gdyby nie owa pewność, iż to właśnie on, zachodni współcześniak, obywatel świata, jest tak cudowną istotą, że swobodnie może gardzić drugim człowiekiem a Królestwo Boże i tak przyjmie go z otwartymi ramionami. Niestety, nie myli się, stąd, paradoksalnie, tak niskie poczucie własnej wartości jak i wartości kolegi czy koleżanki z podwórka. Trudno ocenić czyja filozofia jest lepsza, mnicha ze wschodu czy księdza z zachodu, za to łatwo dojrzeć, że współczynnik frustracji po „zachodniej” stronie jest niewspółmiernie większy od tego po stronie „wschodniej”…</p>
<p>U nas w Polsce (ale również gdzie indziej w Europie, szczególnie wschodniej) człowiek, stosując się świadomie bądź nieświadomie do pozytywnej zasady T.H. Huxleya, by kierować się rozumem tak dalece, jak dalece może on nas zaprowadzić, stawia o jeden krok za daleko dochodząc do krawędzi, na której podważa wartość własną i całego narodu. A na naszą irracjonalną postawę ma wpływ nie tylko opasła konsumpcja, ale cała polska i zachodnia w ogóle zgnilizna polityczno-społeczna, z której <em>nota bene</em>, owa konsumpcja kiełkuje by w efekcie zakwitnąć monstrualnym kwiatem bezgranicznego posiadania. Owocem tej zgnilizny jest zatracenie pojęć o tym co jest normą, a co nie… I czy normy w takim samym stopniu obowiązują wszystkich, i czy wobec wszystkich tak samo są egzekwowane. Tym samym, zgadzając się z myślą prof. Wiktora Osiatyńskiego, stopniowo zanika w nas szacunek do wszelkich norm i „sami ulegamy demoralizacji”. Wszystko to składa się na nasz wspomniany, wysoki czynnik frustracji i auto-pogardy. Dlatego trzeba się zastanowić jak ten współczynnik obniżyć i co zrobić by konsumpcja w swoim dramatycznym zwieńczeniu nie połknęła nas. I jest to pytanie o naturę rzeczy, o doświadczenie siebie, szczęścia i radości, o doświadczenie, idąc za słowami Stephena Batchelora, „szokującego braku tego, czym się jest zazwyczaj, i tej realności, do której się przywykło”.</p>
<p>Ktoś może zapytać po co te porównania z filozofią wschodu, z buddyzmem, bo przecież my to my, mamy swoje idee, filozofie i religie, do których możemy sięgać w obronie naszego sumienia, etyki, tożsamości. Wszystko się zgadza, ale coraz trudniej znaleźć na rodzimym gruncie odpowiedź na naszą umysłową nędzę, na mentalne kalectwo, które pożera nas bez opamiętania. I bliżej mi do myśli, że jesteśmy jak ten zbłąkany, ranny ptak co wpadł do budynku przez otwarte okno i wymaga pomocy, niż do dekonstruktywistycznej idei Derridy nawiązującej do metatekstualnej świadomości Europejczyków. Owa świadomość ma rzekomo wskazywać nowe dla kultury europejskiej wektory myślenia, ale póki nie pozbędziemy się starych (póki się nie uleczymy), nowe nie mają szans zaistnieć, jakkolwiek ich nie nazwiemy i cokolwiek o nich nie napiszemy. Niektórzy już się przebudzili, a niektórzy już w przebudzeniu zostali poczęci i o tych trzeba dbać a pozostałych edukować i wspierać w rozumieniu i szanowaniu drugiego człowieka, w kultywowaniu skarbu duchowego, nie materialnego.</p>
<p>Coraz więcej u nas przecierających oczy po letargu, mentalnie zdrowiejących,  ale wciąż ich mało, tych, co mają więcej do powiedzenia niż tekst etykiety piwa jasnego i szprotek konserwowych.</p>
<p>&#160;</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Globalne zależności, czyli przypowieść o rolniku, przedsiębiorcy i sportowcu.]]></title>
<link>http://nothingbutrunning.wordpress.com/2009/11/26/globalne-zaleznosci-czyli-przypowiesc-o-rolniku-przedsiebiorcy-i-sportowcu/</link>
<pubDate>Thu, 26 Nov 2009 18:10:40 +0000</pubDate>
<dc:creator>nothingbutrunning</dc:creator>
<guid>http://nothingbutrunning.wordpress.com/2009/11/26/globalne-zaleznosci-czyli-przypowiesc-o-rolniku-przedsiebiorcy-i-sportowcu/</guid>
<description><![CDATA[Można się pokusić o uproszczenie, że każdy spotkany człowiek jest albo rolnikiem-robotnikiem albo pr]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Można się pokusić o uproszczenie, że każdy spotkany człowiek jest albo rolnikiem-robotnikiem albo przedsiębiorcą-fabrykantem, albo sportowcem. Na nasze potrzeby, konsumpcję potraktujemy jako sport a tym samym konsumenta nazwiemy swego rodzaju – „sportowcem” konsumpcjonizmu. Rolnik powie, że pracować z ziemią to jak sięgać do źródła życia. Ale każdy to źródło w czym innym może widzieć. Jeden w ziemi, drugi w fabryce a jeszcze inny w sporcie. I mogło by się zdawać, że za nic się nie dogadają, bo mimo że o tym samym mówią, to z innego miejsca wychodzą.  Rolnik wszystko wiąże i łączy z ziemią, dzień i noc, deszcz i suszę. I od cyklu natury zależne jest jego życie. Czuje, że jest częścią natury. Dla fabrykanta nie ma znaczenia, jaka jest pora roku, ani czy fabryka stoi w dolinie, czy na wyżynie. Cykl roczny znaczy dla niego tyle, co błoto lub pył przed fabryką. Sportowiec z kolei już zupełnie niczym się nie przejmuje, gdyż nie reprezentuje zespołu swojej ojczyzny lecz kraju, w którym żyje mu się dostatnie. Nie interesuje go czy rolnik zdoła wyżywić swoją rodzinę, ani czy fabrykant powiększy swoje zyski. Interesuje go medal jaki może zdobyć na igrzyskach. Zazwyczaj też sportowiec nie myśli o tym, co się kryje za reklamami produktów firm, dzięki którym bierze udział w tych czy innych zawodach.</p>
<p>Oczywiści nie jest tak, że każdy sportowiec bezmyślnie akceptuje to, co dzieje się dookoła niego. Są sportowcy wrażliwi na ludzką krzywdę i niedolę. Dokładają wszelkich starań by cierpienia ludzi minimalizować. Trudno powiedzieć na ile to szczera potrzeba serca a na ile szczery zabieg marketingowy promujący nazwisko. Jedni mówią, że to nie ważne, inni, że owszem, i że brak współczucia lepszy od współczucia nieszczerego. Podobnie może być z przedsiębiorcami. Przedsiębiorca robi wiele, jak nie wszystko, by najefektywniej wypromować  markę, którą promuje/produkuje a tym samym maksymalnie pomnożyć swój zysk. Swój, swój, niczyj inny. Lukratywna wizja pękających w szwach kont bankowych często przysłania przedsiębiorcy inne ważne czynniki bezpośrednio wpływające na sukces przedsiębiorstwa. Mianowicie chodzi tu o pracowników, których warunki socjalne urągają wszelkim normom etycznym, kulturowym czy religijnym (w sensie zbioru norm społecznych wypływających z danej religii). Nie przeszkadza to jednak przedsiębiorcy dokładać starań finansowych do sportowca, by mógł uczestniczyć w igrzyskach. A sportowcowi, bynajmniej nie wadzi to wystartować w tych czy innych zawodach.</p>
<p>Ma się rozumieć, nie wszyscy przedsiębiorcy są tacy sami. Część z nich wyróżnia się tym, że wspierają pieniężnie programy pomocowe, zakładają fundacje i przyczyniają się do zrównoważonego rozwoju na wsi rodzimej i zagranicznej. Rolnik jest zadowolony, bo pomimo nieurodzaju ma warunki by przeżyć. A wtedy, to i nawet chętnie obejrzy w telewizorze sportowca na tych czy innych zawodach. Wśród rolników znajdą się tacy, którzy śledząc ruch sportowca wypatrzą logo firmy, dzięki której mogą spać spokojnie. Ci, będą mieć dobre mniemanie o przedsiębiorstwie, co to wspiera miasto i wieś, w kraju i za granicą. Przedsiębiorstwo takie Jest korporacją ponadnarodową niosącą ponadnarodową pomoc. Znajdą się też inni rolnicy, którzy powiedzą, że takiej pomocy to oni nie potrzebują. Że w dłuższej perspektywie pomoc taka będzie świetną reklamą dla przedsiębiorcy a marną korzyścią dla rolników. Potem, w sklepie za rogiem, rolnik kupi analogiczny produkt do tego jaki sam wyhodował, tyle że syntetyczny, dwa razy tańszy i z logiem tej samej firmy, która przysłała na wieś paczki z żywnością i pomogła sportowcowi pobiec w tych czy innych zawodach.</p>
<p>Ktoś powie, że przedsiębiorca tylko zasłania się fundacją, którą powołał w celu zmniejszania ubóstwa na świecie. Że fundacja służy jako swego rodzaju alibi dla przedsiębiorcy, by nikt nie mógł powiedzieć, że nie pomaga. Bo przecież pomaga. Jednemu czy jednej nie będzie przeszkadzało, że pod przykrywką dobrego wujka z zachodu, co pomaga potrzebującym, przedsiębiorca będzie wyzyskiwał swoich pracowników płacąc im głodowe pensje. Ważne, że pomaga, a to, jaką politykę prowadzi w swoim przedsiębiorstwie, to nie nasza sprawa. Inny czy inna powie, że to właśnie nasza sprawa i takiej pomocy nie przyjmie dopóki, dopóty przedsiębiorstwo nie zacznie szanować praw pracowników. Podobnie bywa ze sportowcami, którzy z tego samego względu bojkotują występ na tych czy innych zawodach.</p>
<p>Ale przedsiębiorcy swój rozum mają i tak potrafią przekonać rządy różnych krajów by te uznały, że racja leży po ich stronie. Co więcej, umieją tak skutecznie wpływać na decyzje rządów by te, spełniały ich żądania. I tak, jeśli przedsiębiorcy zamażą sobie wszelkie ułatwienia w kwestii handlu międzynarodowego, narzędziem skutecznego lobbyingu potrafią te ułatwienia uzyskać. Tym samym, biedni rolnicy w dalekich rozwijających się krajach stają się jeszcze biedniejsi. Przedsiębiorcy zasypują lokalny rynek rolników produktami niemal takimi samymi jakie oni produkują, ale znacznie tańszymi i gorszymi jakościowo. Sportowcy będący na „wyjeździe” w tymże rozwijającym się kraju, nie bardzo rozumieją dlaczego tak się dzieje. Bilet na samolot kupił im przedsiębiorca, którego produkty właśnie konsumują na rzeczonym „wyjeździe”.  Nasuwa się prosty wniosek, że przedsiębiorca to jakiś cudowny człowiek, który nie dość, że wspiera sportowców to jeszcze najbiedniejsze kraje świata. Sportowcy nie rozumieją rolników, którzy obwiniają zagranicznych przedsiębiorców za pogłębiającą się nędze na świecie. Otwierają oczy dopiero po rozmowie z rolnikami. Dowiadują się, że przedsiębiorcy są „dmuchanymi” darczyńcami. Lansują swoje marki kosztem rolników, dla których sprzedaż rodzimego produktu stanowi o ich być albo nie być. Przedsiębiorcy nie szczególnie się przejmują rolnikami i lokalną sytuacją rynkową, gdyż rządy ich państw dokładają pieniędzy, tak, by przedsiębiorcy nie stracili handlując na obcych, ubogich rynkach. W ten sposób fabrykanci mając gwarancję zwrotu części kosztów za eksportowane produkty, swobodnie mogą je sprzedawać za cenę czterokrotnie niższą od  ceny produktów rolników. Niektórzy sportowcy po bezpośredniej rozmowie z rolnikami postanawiają bojkotować produkty przedsiębiorcy, który kupił im bilety na „wyjazd”, i który zamierza sponsorować te czy inne zawody.</p>
<p>Część sportowców jednak uznała, że mają masę swoich problemów i nie wiele ich interesuje, czy sponsor ich biletów lotniczych stosuje się do sprawiedliwych zasad handlu, czy nie. Jasnym jest, że tu i tam istnieją przedsiębiorstwa wspierające lokalne rynki i działające na ich rzecz. Problem w tym, że ponadnarodowe przedsiębiorstwa chętnie je wchłaniają czy wręcz doprowadzają do bankructwa. Pod pretekstem inwestycji i rozwoju regionalnego, ogromne przedsiębiorstwa zwane multikorporacjami, dewastują bezkarnie lokalne rynki w krajach rozwijających się często wykorzystując chwiejną sytuację prawno-polityczną tych krajów. Część rolników z ubogich krajów jest zadowolona łudząc się, że inwestycje zachodnie poprawią ich sytuację materialną a część z nich złudzeń jest pozbawiona mając świadomość, że bieda ich kraju jest warunkiem sukcesu owych multikorporacji. W interesie przedsiębiorców jest blokowanie regulacji gospodarczo-ekonomicznych korzystnych dla rolników. Regulacje takie pozbawiłyby przedsiębiorców dostępu do taniej siły roboczej i odebrały by im przywileje ustanowione na mocy różnych traktatów i układów handlowych projektowanych z myślą o maksymalizacji zysków ponadnarodowych koncernów kosztem zdrowia i życia ludzi. Rolnicy z krajów rozwijających się i sportowcy z krajów rozwiniętych nabierają świadomości, że również wiele zależy od tego, czy wezmą udział w tych czy w innych zawodach.</p>
<p>Porozumienie jednak jest możliwe. Sportowcy na całym świecie coraz częściej zdają sobie sprawę z nierówności i niesprawiedliwości społecznej będącej następstwem pogłębiającej się liberalizacji rynku. Coraz chętniej krytykują system, w którym kumulacja kapitału i partykularny interes rządowo-korporacyjny, znaczą więcej niż ludzkie życie. Coraz wyraźniej krytykują układy biznesowo-polityczne potęgujące ludzką nędzę i krzywdę. Jednoczą się by stawać w obronie uciśnionych i wykorzystywanych a głos ich coraz trudniej lekceważyć i jeśli nie w tych, to zwyciężą w innych zawodach.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O spółdzielniach mieszkaniowych]]></title>
<link>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/11/17/o-spoldzielniach-mieszkaniowych/</link>
<pubDate>Tue, 17 Nov 2009 14:00:06 +0000</pubDate>
<dc:creator>Jacek</dc:creator>
<guid>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/11/17/o-spoldzielniach-mieszkaniowych/</guid>
<description><![CDATA[Pomysł spółdzielni, w tym także mieszkaniowych, powstał, jak mi się zdaje, w XIX wieku. O ile dobrze]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Pomysł spółdzielni, w tym także mieszkaniowych, powstał, jak mi się zdaje, w XIX wieku. O ile dobrze pamiętam, idea ta była wynikiem zastosowania zasad socjalizmu w praktyce. Wiek XIX słusznie jest pamiętany jako okres dominacji drapieżnego kapitalizmu. Nie wszyscy jednak zgadzali się na świat ogarnięty prawami dżungli, własności czy wolnego rynku.</p>
<p>Możnaby w tym miejscu opisać całą historię spółdzielczości. Przypomnieć takie ciekawostki, łatwe do znalezienia w sieci, o tym, że na terenie Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej tylko mogły działać zakłady spółdzielcze. Niemniej z punktu tego artykułu ważniejsze są wartości, którym hołdowały spółdzielnie.</p>
<p>Najpierw trzeba powiedzieć o równości. Niezależnie od wykształcenia, od pochodzenia społecznego, spółdzielcy byli wobec siebie równi, zarówno w ponoszeniu nakładów, jak i korzyściach.  Kolejną ważną wartością jest przejrzystość struktur i przepływu informacji w spółdzielni. Ponadto każdy członek mógł być wybrany do Rady. Zatem każdy członek miał realny wpływ na działania spółdzielni.</p>
<p>System władzy i kontroli był trójdzielny. Nie wiem, czy spółki prawa handlowego zaadaptowały ten system, czy raczej spółdzielnie przyjęły zasady kierowania spółek. W skrócie, Zarząd reprezentował Spółdzielnię w sprawach bieżących. Wybieralna Rada Nadzorcza podejmowała uchwały w codziennych sprawach wynikających z działalności spółdzielni, w ściśle określonym zakresi. Natomiast większość      ważnych decyzji, ściśle określona w statucia, była podejmowana w trakcie Walnego Zgromadzenia przez wszystkich członków spółdzielni.</p>
<p>Niestety, okres PRL zmienił obraz spółdzielni. Stały się jeszcze jednym narzędziem budowania komunizmu. Szczególnie dobrze widać to na przykładzie spółdzielni mieszkaniowych. W Warszawie były to molochy, zwykle po jednym na każdą dzielnicę. Tysiące osób-członków, spory z PZPR, wprowadzanie swoich na stanowiska przez partię, oddawanie części mieszkań za darmo w imię otrzymania przydziału to tylko niektóre błędy i wypaczenia. Spółdzielnie mieszkaniowe budowały domy w technologii wielkiej płyty. W latach 60-tych i 70-tych rozwiązywały palące problemy mieszkaniowe, co należy zaliczyć do obrony.</p>
<p>Współcześnie, powoli można zauważyć powolne wracanie do idei spółdzielczości, które znane są z okresu międzywojennego. Dzieje się to bardzo powoli. Przyczyną tego, jak się mi wydaje, jest to, że przez ostatnie 20 lat nie zmieniał się układ sił w spółdzielniach mieszkaniowych. W niektórych z nich, do dzisiaj traktuje się spółdzielcę jako zło konieczne. W innych nie informuje się, pomija, przy podejmowaniu ważnych decyzji. Zarząd, Rada Nadzorcza manipulują członkami w taki sposób, by władać spółdzielniami. Decyzje są podejmowane często bez poparcia merytoryczną argumentacją, lecz z usadnieniem emocjonalnym.</p>
<p>Czy spółdzielnia jest zatem lepszym rozwiązaniem w stosunku do zasobów mieszkaniowych niż wspólnota mieszkaniowa? Wspólnoty mają jedną przewagę nad spółdzielniami. W małych i średniej wielkości blokach są bardzo elastyczne. Reagują na problemy pewnie i szybko. Jako rodzaj związku właścicieli, są zainteresowane korzyściami i sprawnie je wyszukują.</p>
<p>Natomiast spółdzielnie są tak prawnie zbudowane, że znacznie trudniej jest doprowadzić do szkód w działaniu bieżącym. Lustracje, nadzór zewnętrznych audytorów, Rada Nadzorcza, Walne Zgromadzenie &#8211; to tylko z niektórych narzędzi.  Jednym z pobocznych celów, uznawanych jako spółdzielcze, są działania wychowawcze, oświatowe, wykonywane na rzecz członków.</p>
<p>Zagadnienie tego eseju można zrekapitulować w następujący sposób. Jaka jest korzystna dla wszystkich forma współdziałania? Czy jest to zgromadzenie właścicieli, gdzie każdy egoistycznie, niczym kapitalista, żąda efektów, niskich kosztów i efektywności? Wówczas świat współczesny podąży w kierunku drapieżnego kapitalizmu, wersji nieprzyjemnej dla osób niezdolnych do handlowania. Czy lepiej wprowadzać formy społeczne w rodzaju spółdzielni? Czy lepsze są te działania egoistyczne, czy socjalizujące na siłę?</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O czym śnią filozofowie]]></title>
<link>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/11/13/o-czym-snia-filozofowie/</link>
<pubDate>Fri, 13 Nov 2009 04:46:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>Jacek</dc:creator>
<guid>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/11/13/o-czym-snia-filozofowie/</guid>
<description><![CDATA[Co miesiąc, w roku akademickim, w Warszawie zbiera się Oddział Polskiego Towarzystwa Filozoficznego.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Co miesiąc, w roku akademickim, w Warszawie zbiera się Oddział Polskiego Towarzystwa Filozoficznego. W każdy pierwszy poniedziałek, o godzinie 17, w sali nomen omen imienia Kazimierza Ajdukiewicza spotykają się warszawscy filozofowie, by posłuchać prelekcji zaproszonego gościa i podyskutować na omawiany temat.</p>
<p>W listopadzie również odbyło się spotkanie. Zaproszona została Pani Profesor Barbara Markiewicz. Tematem spotkania, intrygującym, było Co się śni filozofom. Prelekcja była oparta na pozycji autorstwa Pani Profesor. Książka została wydana w 2008 roku.</p>
<p>Pani Profesor przedstawiła najpierw przyczyny zainteresowania się tematem snu, szczególnie snu filozofów. Zagadnienie to pozornie błache, kryje w sobie wiele problemów, wręcz pułapek. Przede wszystkim starożytny Heraklit twierdził, że świat wspólny ludziom jest racjonalny, natomiast w śnie każdy wraca do własnego świata. Wydaje się zatem, że sny są irracjonalne.</p>
<p>Nadto, same sny, a raczej marzenia senne, bo to raczej one dla Pani Profesor są interesujące, mają dziwny nietypowy status ontologiczny. Z jednej strony, dla śniącego są bardzo realne, wręcz koszmarnie. Z drugiej strony po przebudzeniu każdy czuje kompletną inność doświadczenia świata wobec doświadczenia snu.</p>
<p>Dla autorki kluczową inspiracją było zapoznanie się ze snem Kartezjusza. Kartezjusz podobno wyśnił swoją koncepcją filozofii. Badacze wiedzą o tym śnie, bowiem ten filozof informował o tym w swojej korespondencji. Niestety Pani Profesor nie przedstawiła w zarysie tego marzenia sennego.</p>
<p>Opieranie się na snach w pracy naukowej było domeną takich filozofów jak Dilthey, Jaspers czy Sokrates. Sny, jako sprawdzian rzeczywistości, były także uznawane przez sceptyków. Filozofowie analityczni traktowali marzenia senne jako nieistniejące, bowiem nie można ich wyrazić w postaci sądów. Są one tylko opowiadane jako odbyte w czasie przeszłym i w mowie zależnej. Zatem nie mogą być twierdzeniami, nie mogą być weryfikowane czy nie mogą być falsyfikowane.</p>
<p>Ciekawym zagadnieniem jest status ontologiczny snu. Pani Profesor nie przedstawiła co prawda wyników swoich badań, jednak uchyliła rąbka tajemnicy. Sen jest czymś paradoksalnie pomiędzy bytem a nie-bytem, pomiędzy tym, co istnieje, a tym, co nie istnieje. Sen zajmuje czas, trwa. Dzięki marzeniom sennym jawa, przytomność dnia codziennego nabiera nowego sensu, sensu bycia nie-snem. Jest to prawdziwa terra incognita filozofii.</p>
<p>Sny można badać na kilka sposobów. Pierwsza metoda, psychoanalityczna związana jest raczej z terapią psychologiczną niż naukowym badaniem. Inny sposób zgłębiania zagadnienia snu to traktowanie go jako źródła wiedzy, bowiem stanowi często o przeszłości, o człowieku lub nawet o przyszłości. Z punktu widzenia ontologii jest częścią definicji realności, ponieważ to, co realne nie jest snem. W końcu estetycznie rzecz biorąc, jest on obrazem tworzonym przez każdego człowieka. Podobno istnieje także logika snu, przykładowo dramaty Junga.</p>
<p>Prelegentka zaznaczała kolejne wątki, opierając się na swojej książce. Jest to największa wada tego wystąpienia. Zdaję sobie sprawę, że w tak krótkim czasie nie dałoby się przedstawić przemyśleń zapisanych na kilkuset stronach. Dlatego dobrze byłoby szczegółowo opisać najciekawszą część badań prelegentki. W ten sposób słuchacze mieliby szansę poznać wyniki, dowody i wyjaśnienia natomiast poznawaliby na własną rękę.</p>
<p>Trzeba to podkreślić, że w okresie, gdy język polski jest traktowany niechlujnie, a wielu filozofów mówi mętnie, Pani Profesor prowadziła prelekcję jasno i przejrzyście, a jej sposób przemawiania winien być wzorem dla przyszłych prelegentów.</p>
<p>Po zakończeniu Pani Profesor Rosińska zaprosiła zebranych do zadawania pytań Pani Profesor Markiewicz. Zebrani poruszali w swoich pytania różne zagadnienia, m.in. problem definicji snu, zagadnienie wartości ontologicznej snu, relację pomiędzy snem a jawą czy problem schizofrenii lub snu jako iluminacji.</p>
<p>W trakcie słuchania prelekcji nasuwały mi się pytania: czym jest sen? Jak może być i nie być zarazem? Może powinniśmy mówić o wyobrażeniach, gdzie sny to te wyobrażenia nocne? Jaki jest stosunek pomiędzy snem a rzeczywistością? Czy nie lepiej analizować śnienia jako przyczyny snu, czy raczej sen, a śnienie jako okres snu? Dlaczego badać sen a nie śnienie? Niestety żadnego nie udało mi się poddać pod dyskusję. Koledzy filozofowie zadawali ciekawsze i bardziej inspirujące pytania.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Junak definisan]]></title>
<link>http://r2cu.wordpress.com/2009/11/10/junak-definisan/</link>
<pubDate>Tue, 10 Nov 2009 20:24:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>Emir</dc:creator>
<guid>http://r2cu.wordpress.com/2009/11/10/junak-definisan/</guid>
<description><![CDATA[Na forumu stranice Stripovi.com kolega forumaš King Warrior je postavio temu, i posebno ovo pitanje ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Na forumu stranice Stripovi.com kolega forumaš King Warrior je postavio temu, i posebno ovo pitanje ]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O kościele i związkach wyznaniowych]]></title>
<link>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/11/09/o-kosciele-i-zwiazkach-wyznaniowych/</link>
<pubDate>Mon, 09 Nov 2009 13:25:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>Jacek</dc:creator>
<guid>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/11/09/o-kosciele-i-zwiazkach-wyznaniowych/</guid>
<description><![CDATA[Niedawno odbyła się demonstracja ateistów. Z samej akcji pamiętam jedynie agresywny ton wypowiedzi d]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Niedawno odbyła się demonstracja ateistów. Z samej akcji pamiętam jedynie agresywny ton wypowiedzi demonstrujących. Niewiele później przedstawiciele tych osób występowały w różnych programach. Zdziwiłem się, gdy twierdzili oni, że Kościół Katolicki dominuje w Polsce, nie tylko jako największy związek wyznaniowy, ale także jako realna siła wpływająca na życie każdego mieszkańca tego kraju.</p>
<p>Na pierwszy rzut oka jest to teza bezpodstawna. Rzeczypospolita podpisała już wiele lat temu konkordat z Kościołem. Na mocy tego traktatu, ale także konstytucji, Polska jest krajem świeckim, gdzie każdy może wyznawać dowolną wiarę, zgodnie ze swoim sumieniem i rozeznaniem. Czy tak jest jednak naprawdę?</p>
<p>Załóżmy, że młoda polska para ateistów stara się ułożyć sobie życie razem. Jeśli żyją w wielkim mieście będą mogli może razem zamieszkać. Opór społeczny przed tzw. &#8220;życiem na kocią łapę&#8221;, czy, jak to kroniki policyjne podają, konkubinatem, zmniejszył się w ostatnim półwieczu drastycznie. Po wojnie było to niesłychane, wspólne mieszkanie.</p>
<p>Pierwszy problem powstaje w momencie pragnienia zawarcia małżeństwa. Cała rodzina będzie naciskać, by był to ślub kościelny, a nie cywilny. Inne tradycje pominę. Wydaje się, że Kościół jest tutaj niewinny. Przecież nie stara się wpływać na życie osób niezainteresowanych religią chrześcijańską. I tu jest poważne zagadnienie manipulacji. Pewna organizacja nie wpływa na życie obywateli oficjalnie, dekretami, zarządzeniami czy inaczej. Jednak każdy obywatel działa zgodnie z tej organizacji wskazaniami. Czy to jest przykład manipulacji i propagandy?</p>
<p>Załóżmy, że nasza hipotetyczna para wybrała ślub cywilny. Jeśli urodzi im się pierwsze dziecko, staną przed następnym problemem chrzcin lub ich braku. I znów przykład nieistniejącego wpływu. Małżeństwo oparte na prawie cywilnym będzie miało co najmniej nieprzyjemności, jak się zdaje, przy próbie chrzczenia swoich dzieci. Wynika to, jak sądzę, z tego, że nie są małżeństwem wedle prawa kanonicznego.</p>
<p>Dalej, jeśli dziecko nie zostanie ochrzczone, w przyszłości jest narażone na ostracyzm ze strony innych dzieci, bo nie będzie chodzić na przymusową &#8220;religię&#8221;. Nie będzie uczestniczyć w największym wydarzeniu szkoły podstawowej &#8211; sakramentu komunii.</p>
<p>Rodzice-ateiści nieochrzczonego dziecka prawdopodobnie będą traktowani z najwyższą rezerwą przez starszą część rodziny. Młodsi wykażą, mam nadzieję, zrozumienie dla wolności wyboru hipotetycznego małżeństwa ateistycznego, niemniej znajdą się jednostki, które zadadzą pytanie &#8220;czy chrzest potomka coś robi złego?&#8221;.</p>
<p>Z jednej strony całą historię można traktować jako przykład przeniknięcia współczesnej kultury chrześcijańskimi wpływami. Wynikają one z ciągłego działania kościoła i katolików w Polsce.<br />
Zarzut, że Kościół manipuluje wiernymi, aby wpływali na innych i wymuszali określone praktyki jest chybiony. Jest wyrazem poglądów antyklerykalnych.</p>
<p>Przymus małżeństwa kościelnego czy chrztu każdego dziecka nie wynika bezpośrednio z działań Kościoła. Jeśli niektórzy nie będą chcieli, to nie zrobią tego. Kiedyś, w średniowieczu czy w  renesansie, nieobecność na mszy była podstawą do wszczęcia śledztwa o herezję, ale także do kary chłosty, czy kary pieniężnej. Kto teraz słyszy o herezji w obrębie Kościoła? To niepodważalny dowód zmiany czasów.</p>
<p>Czy nie jest tak, że to inni, koledzy, rodzina, przyjaciele wpływają na parę? Czy to nie inni tworzą pewne oczekiwania wobec tego, co powinno być, jak powinny wydarzenia biec? Czy taki nacisk jest słuszny? Jaka powinna być poprawna relacja pomiędzy jednostką a resztą społeczeństwa?</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O używanych przedmiotach]]></title>
<link>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/11/08/o-uzywanych-przedmiotach/</link>
<pubDate>Sun, 08 Nov 2009 05:59:22 +0000</pubDate>
<dc:creator>Jacek</dc:creator>
<guid>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/11/08/o-uzywanych-przedmiotach/</guid>
<description><![CDATA[Ktoś kiedyś powiedział, że współczesny świat jest światem postindustrialnym. Było to częścią większe]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Ktoś kiedyś powiedział, że współczesny świat jest światem postindustrialnym. Było to częścią większej wypowiedzi, w której autor wyróżniał co najmniej trzy światy związane z przemysłem. Wydaje się, o ile pamiętam, że chodziło raczej o ten rodzaj przemysłu, który zdominował świat, wręcz podbił go, masową i tanią produkcją.</p>
<p>Pierwszy świat był pozbawiony przemysłu w wielkim formacie. Nie można bowiem nazwać przemysłem rzemieślnictwa, czy rękodzieła. Manufaktury, czyli małe wytwórnie z kilkunastoma pracownikami, też nie są raczej przemysłem. Kluczowymi kryteriami są liczba zatrudnianych pracowników, identyfikacja tych pracowników czy sposób produkcji lub wydajność pracy. Ten okres to czas przedindustrialny.</p>
<p>Potem doszło do uprzemysłowienia w cywilizacji europejskiej. Pojawiła się klasa robotnicza, wielkie maszyny, kapitalizm z wszystkimi jego dobrymi i złymi cechami. Przedmioty stały się tanie. Wykonanie było co prawda niższe, ale w miarę rozwoju się techniki jakość produktów podnosiła się do poziomu wręcz doskonałego. Okres ten trwał od początku osiemnastego wieku aż do końca Zimnej Wojny czyli do rozpadu Związku Radzieckiego.</p>
<p>Świat postindustrialny charakteryzuje się obfitością towarów. Można to obecnie zaobserwować w sklepach, w centrach handlowych i w miastach. Konsumpcja króluje. Jednak podobno, jeśli spojrzeć od strony relacji produkcja-usługi, coraz więcej pracy jest wkładane w usługi, a coraz mniej się produkuje. Cechą ery postindustrialnej jest także wykorzystanie na szeroką skalę technologii informatycznych. W pewnym momencie historii okazało się, że można zarobić na przetwarzaniu idei w programy komputerowe. Wydaje się, że całe wprowadzanie komputerów do biur i fabryk, zamienianie informacji w formie papierowej w bazy danych, uzależnienie się przy pisaniu najprostszych tekstów od komputera to także cechy świata postindustrialnego.</p>
<p>Gwoli przypomnienia, że nie zawsze było dużo towarów, starsi mogą przypomnieć sobie czasy PRL z jego wiecznymi niedoborami, a młodzi niech wyobrażą sobie siedemnastowieczną Hiszpanię, gdzie przez kilkanaście lat brakowało żelaza, co spowodowało wielkie problemy, nawet w codziennym życiu (noże, nożyczki itp).</p>
<p>Piszę o tym, ponieważ wyjątkowo trudne w dzisiejszych czasach staje się znalezieniu nienowych przedmiotów. Wydaje się, że przy obecnej produkcji, gdzieś powinny istnieć miejsca, gdzie używane rzeczy można by nabyć bądź sprzedać. Oprócz ubrań typu &#8220;second hand&#8221;, cała produkcja idzie do użytkownika, kupującego, a potem znika. Gdzie są maszyny do pisania, których kiedyś były na wyposażeniu każdego biura? Gdzież są pirackie płyty z starymi grami (1 CD zawierał od 30 do 100 gier PC)? Gdzież meblościanki w stylu późnego Jaruzelskiego? Co stało się z tymi wszystkimi sprzętami, które każdy pamięta ze swojej młodości?</p>
<p>Jeśli przyjąć, że życie przedmiotu, po wykorzystaniu, kończy się na wysypisku śmieci, należy postawić pytanie: czy tak powinno być? Czy każda rzecz winna być porzucana przez człowieka, jak lalka przez znudzone dziecko? Gdzie nas wszystkich doprowadzi tak nieludzkie traktowanie przedmiotów?</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Panorama Lojalności - Prusy Królewskie i Prusy Książęce w XVI wieku]]></title>
<link>http://czaykowska.wordpress.com/2009/11/01/panorama-lojalnosci-prusy-krolewskie-i-prusy-ksiazece-w-xvi-wieku/</link>
<pubDate>Sun, 01 Nov 2009 20:15:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>Czaykowska</dc:creator>
<guid>http://czaykowska.wordpress.com/2009/11/01/panorama-lojalnosci-prusy-krolewskie-i-prusy-ksiazece-w-xvi-wieku/</guid>
<description><![CDATA[Panorama Lojalności -Prusy Królewskie i Prusy Książęce w XVI wieku. Tom 4 pod red. Jerzego Axera wyd]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><strong>Panorama Lojalności -Prusy Królewskie i Prusy Książęce w XVI wieku. </strong></p>
<p>Tom 4 pod red. Jerzego Axera wydany przez Ośrodek Badań nad Tradycją antyczną w Polsce i Europie Środkowowschodniej – Uniwersytet Warszawski &#8211; Warszawa 2001</p>
<p style="text-align:center;">-          *          -</p>
<p>Czas jakiś książkę już mam i korzystam z niej, bo zacna.</p>
<p>A korzystam zwłaszcza, gdy mam wycieczki oczekujące od części historycznej wyłącznie czarno-białej kolorystyki. Eseje zawarte w zbiorze, dotyczą różnych aspektów historii tych jedynych w swoim rodzaju tworów politycznych, jakimi były obie części Prus.</p>
<p>Podwójny Kraj – tak usiłowano nazywać i tak często nazywano tę część Korony Polskiej o własnej i silnej identyfikacji, gdzie nazwa społeczności wywiodła się od nazwy ziemi, kraju, w którym żyła.</p>
<p>Świetnie zostało to ujęte w eseju pt. „Prusy Królewskie w II połowie XV i w XVI stuleciu”, autorstwa prof. Mariana Biskupa, na stronie 10:</p>
<p>„&#8230;Prusy Królewskie bezspornie są włączone do Korony, ale mają własne prawa. Dlatego Prusacy są członkami Korony, ale nie jej poddanymi”.</p>
<p>W 11 esejach zawarto najciekawsze i niezbędne informacje do zrozumienia tego skrawka Polski – wciąż do dziś niezrozumianej.</p>
<p>Warto przeczytać o tzw. piramidzie wierności stanów pruskich, w eseju Igora Kąkolewskiego „Lojalność stanów pruskich wobec zwierzchności lennej na tle walk o przestrzeganie zasady indygenatu w Prusach Książęcych w XVII wieku”,</p>
<p>Zaś Hans-Jügern Bömelburg w swoim referacie przybliża rodzinę Dohnów – szerzej nieznaną polskiej historiografii. Pojawia się na chwilę w kontekście Gdańska i na tym raczej koniec&#8230; A ród niezmiernie ciekawy, wielki, szeroko rozrodzony i niezwykle skoligacony – polecam wizytę w Muzeum im. Johanna Gottfrieda Herdera w Morągu. Tam dużo o nich – zresztą zameczek w Morągu wspomniany w tekście.</p>
<p>Polecenia godny jest też artykuł Jerzego Axera o Janie Dantyszku – postaci aż nadto wybielanej w literaturze polskiej. A był przecież typowym wytworem swojej epoki, z cechami charakteru wcale niepięknymi. Ale widać nie chce się o tym pamiętać – nadmiernie go gloryfikując. Artykuł podaje nam Dantyszka obiektywnie.</p>
<p>Niech za konkluzję posłuży cytat:</p>
<p>„Skłonny jestem raczej patrzeć na tę biografię jak na historię wykorzenienia, wykorzenienia wielokrotnego, za każdym razem dobrowolnego&#8230; Jednego jestem pewien &#8211; Dantyszek był osobowością niezwykle plastyczną. Odnosił sukces, wielokrotnie zmieniając rolę społeczną i za każdym razem odmieniając kodeks moralnym obyczaje, strój i rekwizyty.”</p>
<p>Polecam książkę każdemu, kto chce lepiej zrozumieć ten Podwójny Kraj, który po II wojnie stał się Podzielonym Krajem, a dla wielu wciąż jest Obcym Krajem.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O filozoficznych klubach dyskusyjnych]]></title>
<link>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/10/29/o-filozoficznych-klubach-dyskusyjnych/</link>
<pubDate>Thu, 29 Oct 2009 14:00:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>Jacek</dc:creator>
<guid>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/10/29/o-filozoficznych-klubach-dyskusyjnych/</guid>
<description><![CDATA[Już pewien czas temu zauważyłem, że życie filozoficzne Stolicy dawno temu wymarło. Dowodzi tego licz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p style="text-align:left;">Już pewien czas temu zauważyłem, że życie filozoficzne Stolicy dawno temu wymarło. Dowodzi tego liczba wydarzeń filozoficznych, które są dostępne dla warszawiaków. Jeszcze kiedyś, przed Wielką Wojną, zainteresowani spotykali się, aby wysłuchać odczytu albo dyskutować. Swoją drogą, obecnie, jedyne twórcze działanie ogranicza się do biernego oglądania wydarzeń kulturalnych uczestniczenia z pozycji widza. Biernego, ponieważ nie idzie w parze z jakąkolwiek oceną lub rozmową. Rzadko też dochodzi w ogóle do namysłu nad dopiero co obejrzanym spektaklem.</p>
<p>Oczywiście, można uczestniczyć w comiesięcznych spotkaniach Polskiego Towarzystwa Filozoficznego – Oddział Warszawa. W Warszawie również działa <strong><a href="http://sokratescafe.pl/" target="_blank">Sokrates Cafe</a></strong>, kolejne miejsce dla filozofujących. Poza tym, studenci mogą uczestniczyć w różnego rodzaju klubach, czy towarzystwach zakładanych przez nich samych.</p>
<p>Jednak to jest stanowczo za mało. Sokrates Cafe jest interesującym projektem, ale można mu zarzucić dyletantyzm. Dyskutanci rozmawiają bowiem często na tematy banalne, nie dbając w ogóle o jakość wypowiedzi. Argumenty bywają subiektywne. Zresztą cele Sokrates Cafe są związane raczej z praktykowanie filozofii, co może być przydatne w pracy doradcy filozoficznego. Warto także wspomnieć o sztywnej strukturze dyskusji.</p>
<p>Działania PTF są natomiast na najwyższym poziomie naukowym. Bywający tam filozofowie starają się poprawnie przygotować do odczytu i następującej po nim dyskusji. Jednak tak profesjonalna dyskusja jest często hermetyczna, niezrozumiała dla osób, które pierwszy raz . Poza tym bardzo często rozmowa ta ogranicza się do uściślania niektórych punktów wypowiedzi prelegenta.</p>
<p>Aktywność studencka nie wchodzi w rachubę, ponieważ odbywa się nieregularnie i zwykle tak, by osoby zainteresowane, studenci dzienni, mogli uczestniczyć. Również prowadzący nie są zainteresowani szerszym gronem słuchaczy. Jak się zdaje, osoby postronne miałyby problem z wejściem do takiego klubu.</p>
<p>To czego mi brakuje, to filozoficzny klub dyskusyjny. Demokratyczny, elastyczny, otwarty dla wszystkich, dążący do wysokiego poziomu dyskusji. Marzę, aby powstało miejsce spotkań dla osób pragnących przedyskutować różne zagadnienia filozoficzne, naukowe, kulturalne. Marzy mi się rzeczowa dyskusja, prowadzona przez mądrego przewodniczącego. Marzę o demokratycznym sposobie wybierania tematów, w taki sposób, by każdy zainteresowany mógł się do nich przygotować. Myślę czasem o wynikach takiej pracy, zarówno dla rozmówców jak i wobec innych grup.</p>
<p style="text-align:center;">Wiadomość opublikowana również na forach internetowych <em>USENET</em>.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O sumieniu]]></title>
<link>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/10/28/o-sumieniu/</link>
<pubDate>Wed, 28 Oct 2009 14:00:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>Jacek</dc:creator>
<guid>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/10/28/o-sumieniu/</guid>
<description><![CDATA[Wydaje się, że w obecnych laickich czasach nie można już mówić o takich pojęciach jak sumienie czy g]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Wydaje się, że w obecnych laickich czasach nie można już mówić o takich pojęciach jak sumienie czy grzech. Obce są także doświadczenia metafizycznego zła, zła, o których tylu pisało i tylu widziało w sobie czy innych. Dlatego tym bardziej jest szokiem dla podmiotu działania, gdy dokonuje haniebnego czynu.</p>
<p>Gdyby próbować badać to zagadnienie fenomenologicznie, to należałoby prowadzić analizę zarówno sytuacji czynu haniebnego, nieetycznego, uwikłanie osoby czyniącej, czynownika i w końcu konsekwencje i przyczyny danego czynu. Od mocy, a raczej oceny etycznej czynu zależy badanie przyczyn. Są takie działania, których nie można w żaden sposób wytłumaczyć przyczynami. Najważniejszy jest wówczas sam czyn i konsekwencje tegoż.</p>
<p>Sama osoba, która czyni, może nie być przygotowana na rozmiar zła, który, za jej sprawą, zostaje wprowadzony w byt. Jest to egzystencjalne doświadczenie, bardzo silne. Wynika ze zderzenia własnego poczucia wartości, jako osoby, z dokonanym dziełem, o wartości negatywnej.</p>
<p>Sam czyn, w swej naturze, nabiera cech istnienia. Czas dzieli się na okres przed czynem i po czynie. Przed czynem, jeśli osoba starała się zachowywać się etycznie, świat jest wspominany w kategoriach arkadyjskich. Po zaistnieniu zła, świat osoby, wewnętrzny sposób widzenia, zostaje wręcz strzaskany. Pomijam już występowanie negatywnych emocji związanych z czynem, przypominanie sobie czynu czy dziecięce pragnienie cofnięcia czasu. Osoba, podmiotnieetycznego czynu, musi przemyśleć swój obraz, pieczołowicie budowany w jaźni. Musi postanowić o sposobie radzenia sobie z konsekwencjami, które mogą zmienić dotychczasowy układ nieodwracalnie.</p>
<p>Warto w tym miejscu zarysować także zagadnienie relacji pomiędzy czynem, osobą czyniącą i innymi osobami. Dotychczas opis dotyczył tylko stosunku osoba-działanie. Działanie jednak wpływa, często silnie, na innych, inne jednostki. Czyn nieodwracalnie może zniszczyć istniejące relacje z innymi. Jest to jedna z bardziej gorzkich konsekwencji.</p>
<p>W świetle powyższych rozważań, można rozpoznać zupełnie nowy wymiar takich pojęć jak skrucha, sumienie lub przebaczenie. Słowa te, dotychczas znane z praktyk katolickich, nagle stają się bardzo ważne w życiu osoby-czynownika. Przede wszystkim w kulturze europejskiej bardzo silnie umocowane jest chrześcijaństwo. Dlatego też niektóre idee przenikają do kultury. Usunięcie ich, przez odrzucenie, jest bardzo niemądre, chyba, że zostaną zaproponowany inny sposób radzenia sobie z winą z powodu popełnionego czynu.</p>
<p>Wydaje się, w obliczu zrealizowanego zła, że nie ma drogi naprawy zdruzgotanego świata.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Gospodin Merso - stranac sebi i drugima]]></title>
<link>http://mojeje.wordpress.com/2009/10/19/gospodin-merso-stranac-sebi-i-drugima/</link>
<pubDate>Mon, 19 Oct 2009 07:28:59 +0000</pubDate>
<dc:creator>ilay</dc:creator>
<guid>http://mojeje.wordpress.com/2009/10/19/gospodin-merso-stranac-sebi-i-drugima/</guid>
<description><![CDATA[&nbsp;&nbsp;&nbsp; U knjizi Abera Kamija &#8220;Stranac&#8221;, glavni lik, gospodin Merso je strana]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><div align="justify">&#160;&#160;&#160; U knjizi Abera Kamija &#8220;Stranac&#8221;, glavni lik, gospodin Merso je stranac sebi i životu. Merso je osoba emocionalno odsečena od ostatka živog sveta. <br />&#160;&#160;&#160; On brine samo o sebi, mada bi mogao malo više brinuti o onome šta mu se dešava. Prolazi kroz život bez ikakve zvezde vodilje. Ništa ga ne uzbuđuje, čak ni smrt. Jedinu zanimaciju pronalazi u čulnim uživanjima, odnosno fizičkom aspektu života. Dok emocionalna, duhovna i društvena strana kod njega ne postoji ili mu je potpuno strana. Prepušta se slučaju i trenutku bez razmatranja o mogućim posledicama.<br />&#160;&#160;&#160; Pre svega, želeo bih da sagledam razmišljanje gospodina Mersoa. Njegovi stavovi su čvrsto na zemlji i protkani čistim razumom. Nakon što iznese neko mišljenje o ponašanju čoveka, u nekolicini slučajeva dodaje činjenicu da je to sasvim prirodno. Ali u jednom momentu ja vidim gde je Merso možda pogrešio. U sudnici je najednom osetio, kako on to naziva: &#8220;glupu želju da zaplače&#8221;. Gospodie Merso, zar plakanje nije prirodna pojava i šta vam je tu toliko glupo? Po vama, gospodine Merso, čovek ne bi trebao da tuguje.<br />&#160;&#160;&#160; Teško je pronaći razlog zbog čega je Merso toliko drugačiji. U jednom tekstu sam naišao na prosto objašnjenje: &#8220;Merso je čovek koji je odbio da laže&#8221;.&#160; I sa time se slažem, to sam na neki način i osetio pre nego što sam pročitao taj tekst. Ali mene muči pitanje: zašto odbija da laže? Odgovor nalazim u samom naslovu dela. Merso je stranac jer nije pronašao svoje mesto u društvu punom besmisla. <br />&#160;&#160;&#160; Zamislite čoveka koji se preselio u neku daleku državu sa potpuno drugačijom kulturom. Taj čovek ne zna šta je tabu u tom društvu, a šta su poželjne osobine čoveka. On bi otvoreno izlagao svoje mišljenje dok bi drugi zaprepašteno gledali u njega i pitali se odakle se ovaj stvorio. Isto tako, Merso je kao čovek sa druge planete. Ne uklapa se u sistem i to je sva njegova krivica.<br />&#160;&#160;&#160; Da li Merso nije pronašao svoju zvezdu vodilju ili uopšte nema oči da je vidi? Za mene to ostaje otvoreno pitanje.</div>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O prawach autorskich]]></title>
<link>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/10/14/o-prawach-autorskich/</link>
<pubDate>Wed, 14 Oct 2009 13:30:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>Jacek</dc:creator>
<guid>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/10/14/o-prawach-autorskich/</guid>
<description><![CDATA[Jako głos w dyskusji na temat praw autorskich, warto zapoznać się z pozycją. Książka ta wydana jest ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Jako głos w dyskusji na temat praw autorskich, warto zapoznać się z <a href="http://www.wolnakultura.org/ksiazka,01.html" target="_blank"><strong>pozycją</strong></a>. Książka ta wydana jest na licencji Wolnej Dokumentacji. Podobnie jak Wolne Oprogramowanie, zainteresowani mogą zmieniać treść, jeśli autorzy poprawek także je opublikują dla innych.</p>
<p>Książka jest wybitnie napisana dla Amerykanów. Autor precyzyjnie analizuje orzecznictwo sądowe dotyczące praw autorskich. Przytacza wstrząsające historie pozwów wielkiej korporacji, amerykańskiego<em> ZAIKSU</em>, przeciwko osobom fizycznym, które korzystały z systemu wymiany plików, bez intencji szkodzenia.</p>
<p>Autor analizuje cztery sposoby korzystania z plików muzycznych opublikowanych w sieci. Podważa w ten sposób medialne traktowanie każdego, kto korzysta z takich plików jako bandytę i przestępcę. Otóż:</p>
<ul>
<li>niektórzy korzystają z sieci wymiany plików tak, jakby były one substytutem kupowanych CD</li>
<li>są także tacy, którzy używają sieci wymiany plików do przesłuchiwania muzyki, mając zamiar kupić CD</li>
<li>wielu wykorzystuje sieci wymiany plików, żeby uzyskać dostęp do treści, które nie są już dłużej sprzedawane, lecz nadal pozostają zastrzeżone prawem autorskim, albo których zakup<br />
poza siecią jest zbyt niewygodny.</li>
<li>równie wielu wykorzystuje te sieci, żeby uzyskać dostęp do treści nie objętych ochroną prawa autorskiego lub takich, na dostęp do których przez sieci wymiany plików właściciel praw autorskich wyraźnie zezwala.</li>
</ul>
<p>Jak widać, tylko pierwsza forma naruszenia prawa autorów do ich własnej twórczości i czerpania korzyści jest sprzeczna z interesami twórców. Pozostałe w ten czy inny sposób przynoszą zyski. Są także wynikiem rozwoju technologii informatycznych.</p>
<p>Autor słusznie zauważa, że w wielu przypadkach autorzy nie dysponują już prawami do swoich utworów, ponieważ prawa zostały dawno temu przekazane na rzecz fundacji, czy innych stowarzyszeń. Niektórzy autorzy nie mają nic przeciwko używaniu ich twórczości jako podstawy do innych utworów. Opór stawiają wielkie korporacje medialne, które są po prostu chciwe. Dlatego też właśnie od kilkunastu lat okres ochrony praw autorskich w Stanach Zjednoczonych jest ciągle wydłużany ponad wszelką miarę.</p>
<p>Autor wskazuje słusznie, że częścią kultury jest wykorzystywanie utworów poprzedników, aby je twórczo przetwarzać w coś nowego, odmiennego, pobudzającego. Szczególnie interesujący jest przytoczenie historii XVIII-wiecznych księgarzy, którzy czerpali krociowe zyski z drukowania utworów Szekspira. Przekonująco przedstawia strony i spór pomiędzy zwykłymi księgarniami a wielkimi trustami drukarskimi, które monopolizowały rynek. Podobnie zaczynają działać wielkie organizacje chroniące prawa autorskie w Polsce.</p>
<p>Moje zdanie na temat praw autorskich jest proste. Własność intelektualna, prawo twórcy do czerpania korzyści z tytułu swojej pracy umysłowej winny być chronione. Należy uchronić przed plagiatem dzieła, jak i zapewnić zysk z sprzedaży. Jednak okres ochrony winien być ograniczony do co najwyżej 20 lat. Potem każdy mógłby publikować, przetwarzać, zmieniać utwór. Wybieram twórczość ponad zyskiem. Bardziej boję się, że ktoś mógłby opublikować wyniki badań przed autorem niż tego, że autor straciłby z tytułu ujawnienia treści bez żadnych korzyści w sieci. Ostatecznie, książki nie pisze się dla pieniędzy, ale aby tworzyć, nieprawdaż? To kultura odróżnia człowieka od zwierzęcia, a nie chciwość.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Muzyczne smuty na jesienno-zimowe wieczory]]></title>
<link>http://keenesh.wordpress.com/2009/10/12/jesienne-smuty/</link>
<pubDate>Mon, 12 Oct 2009 14:36:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>keenesh</dc:creator>
<guid>http://keenesh.wordpress.com/2009/10/12/jesienne-smuty/</guid>
<description><![CDATA[Za oknem szaro, buro i ponuro. Coraz rzadziej świeci słońce, coraz częściej dokucza zimno, a to znak]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Za oknem szaro, buro i ponuro. Coraz rzadziej świeci słońce, coraz częściej dokucza zimno, a to znak]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O książce L. Marinoffa "W poszukiwaniu szczęścia"]]></title>
<link>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/10/07/o-ksiazce-l-marinoffa-w-poszukiwaniu-szczescia/</link>
<pubDate>Wed, 07 Oct 2009 04:00:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>Jacek</dc:creator>
<guid>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/10/07/o-ksiazce-l-marinoffa-w-poszukiwaniu-szczescia/</guid>
<description><![CDATA[Recenzja Angielski tytuł książki L. Marinoffa najlepiej odpowiada na pytanie o treść książki. „Plato]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --></p>
<p style="margin-bottom:0;"><em>Recenzja</em></p>
<p style="margin-bottom:0;">Angielski tytuł książki L. Marinoffa najlepiej odpowiada na pytanie o treść książki. „<em>Plato, not Prozac!</em>” to zawołanie tego amerykańskiego doradcy filozoficznego, który prowadzi praktykę i pomaga już od wielu lat. Sugestywny tytuł doskonale streszcza książkę. Marinoff twierdzi bowiem, że nie wszyscy jesteśmy chorzy psychicznie. Niektórzy z pewnością potrzebują pomocy farmakologicznej, ale wielu przeciętnych ludzi ma problemy, które nie wymagają terapii psychologicznej. Dla takich problemów i takich osób autor proponuje konsultację z doradcą filozoficznym.</p>
<p style="margin-bottom:0;">L. Marinoff w tej pozycji nie przedstawia, w czym filozofia jest lepsza od psychologii. Nie dyskutuje na temat historycznej zależności pomiędzy tymi dwiema naukami. Wydaje się, że jego zdanie jest bardziej radykalne. W omawianej pozycji psychologia, psychoanaliza i psychiatra są postawione pod pręgierzem filozofii. L. Marinoff krytykuje te metody terapeutyczne. Twierdzi bowiem, że przedstawiciele tych zawodów starają się sklasyfikować każde przeżycie osoby w kategoriach choroby. Wielu jednak pacjentów, czy lepiej ludzi, nie jest chorych psychicznie, a ich zaburzenia są zwykłymi przeżyciami zdrowej osoby postawionej tylko wobec nieprzeciętnych kłopotów.</p>
<p style="margin-bottom:0;">Autor w omawianej pozycji jest często niekonsekwentny. Przykładowo jego zdaniem, każdy człowiek jest inny. Jednak to stwierdzenie wcale nie przeszkadza, gdy w kolejnych akapitach przedstawia metodę <strong><a href="http://praktykafilozofa.wordpress.com/artykuly/peace-piec-etapow-filozoficznego-rozwiazywania-problemow-lou-marinoff/" target="_blank">PEACE</a></strong>, która jest, wedle jego oceny, skuteczna w większości przypadków.</p>
<p style="margin-bottom:0;">Jednocześnie, pomimo wręcz zapełnienia kart tej książki różnymi cytatami wielu filozofów, dla L. Marinoffa najważniejszą książką jest <em>Księga Przemian</em> (<em>I Cing</em>). Autor ciągle namawia i zachęca do jej czytania. Nawet przeprowadza rozmowy odwołując się do wylosowanych sentencji. O ile zrozumiałe jest czerpanie z innych tradycji filozoficznych, o tyle nie jest jasne to przywiązanie do <em>Księgi Przemian</em>. Szczególnie, że L. Marinoff nawet nie analizuje entymematycznych założeń tego wielkiego pomnika chińskiej kultury. Zastanawiające jest dlaczego nie próbuje powoływać się na <em>Biblię </em>w sprawach problemów swoich pacjentów.</p>
<p style="margin-bottom:0;">Wady i zalety książki L. Marinoffa  „<em>W poszukiwaniu szczęścia. Jak skutecznie rozwiązywać problem</em>” (Warszawa, 2002) można jeszcze długo omawiać. Moje zdanie na temat tej książki nie jest jednoznaczne. Jest to jedna z niewielu pozycji na rynku polskim traktująca o doradztwie filozoficznym. Jednocześnie przedstawia ona tylko i tylko jedną metodę, nie wspominają w ogóle o innych, oprócz niej rozwijanych przez innych filozofów-doradców.</p>
<p style="margin-bottom:0;">Jednym słowem, książka jest przeznaczona dla ostrożnego czytelnika, pomimo  popularnego charakteru.</p>
<p style="margin-bottom:0;">
<p style="margin-bottom:0;">
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA["Kamienie na szaniec", Aleksander Kamiński]]></title>
<link>http://wykredowana.wordpress.com/2009/10/02/kamienie-na-szaniec-aleksander-kaminski/</link>
<pubDate>Fri, 02 Oct 2009 16:10:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>rockfree</dc:creator>
<guid>http://wykredowana.wordpress.com/2009/10/02/kamienie-na-szaniec-aleksander-kaminski/</guid>
<description><![CDATA[Autor: Kamiński Aleksander (pseud. Górecki Juliusz) Tytuł: Kamienie na szaniec Język oryginalny: pol]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><img class="alignleft" title="Kamienie na szaniec" src="http://merlin.pl/Kamienie-na-Szaniec_Aleksander-Kaminski,images_big,31,83-10-10889-3.jpg" alt="" width="294" height="410" />Autor: Kamiński Aleksander (pseud. Górecki Juliusz)<br />
Tytuł: Kamienie na szaniec<br />
Język oryginalny: polski<br />
Kategoria: Literatura piękna<br />
Gatunek: historyczna<br />
Forma: esej (szkic literacki)/zbiór esejów (szkiców)</p>
<p><strong>Moja ocena:</strong></p>
<p>To tak naprawdę pierwsza lektura, którą bez bicia przyznaję się, że spodobała mi się i to bardzo! Książka krótka, na jeden czy dwa wieczory, ale mądrość jaką z niej wynosimy jest zbyt wielka, aby została w pamięci na krótki czas.<br />
Czytamy o trzech przyjaciołach, Alku, Rudym i Zośce, którzy przed wojną mieli pasje, marzenia, zainteresowania, które z uporem i gorliwością rozwijali. Umieli współdziałać, potrafili odnaleźć się w grupie, nigdy nie odmawiali pomocy, lubi kino, wycieczki. Normalna młodzież. Więc o czym tu pisać ? Może o trzech mężczyznach, dla których przede wszystkim ważny był patriotyzm, którzy zginęli dla Polski.<br />
Rzecz dzieję się od roku 1939 do 1943, kiedy wszyscy trzej bohaterowie giną w jednym roku. Fenomenem książki, wydaję mi się, jest fakt, z jakim uporem i odwagą, Ci młodzieńcy walczyli o Polskę. Z jakim uporem pokazywali Niemcom, że Polska jest nadal i pełna w gotowości, aby walczyć o swoje.  Aby walczyć o niepodległość.</p>
<blockquote><p>Nie ma co gadać, powiodło się nam! Mieliśmy dobrą szkołę, potrafiliśmy stworzyć zespół koleżeński. Staliśmy się grupą przyjaciół. Noblesse oblige.  Nie wolno spatałaszyć szans, które dostaliśmy do rąk.</p></blockquote>
<p>Wynieść z tej książki można nie jedno, z pewnością nie jeden temat nam poruszy, a jeszcze przybliży nas okres II wojny światowej, o której mimo wszystko tak mało wiemy.</p>
<p><strong>Od wydawcy:</strong><br />
Nie każda książka staje się legendą. To przywilej tekstów wyjątkowych, które tak mocno wrastają w świadomość narodową, że zaczynają nią rządzić. Takie są właśnie &#8220;Kamienie na szaniec&#8221;, książka, która w sposób decydujący wpłynęła na historyczną i moralną wizję lat 1939-1945, stała się epitafium i testamentem. Sięgają po nią kolejne pokolenia Polaków kierowane nie nakazem lekturowym, lecz moralnym.<br />
(ze wstępu) [Wydawnictwo "Książnica", 1992]</p>
<h1 style="text-align:center;"><strong>5/6</strong></h1>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[]]></title>
<link>http://poczytalnia.wordpress.com/2009/09/30/231/</link>
<pubDate>Wed, 30 Sep 2009 17:51:51 +0000</pubDate>
<dc:creator>Adam</dc:creator>
<guid>http://poczytalnia.wordpress.com/2009/09/30/231/</guid>
<description><![CDATA[Mili poczytalni! Jesień: z obezwładniającej tęsknoty za znikającymi z ulic dekoltami pisze się mało ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Mili poczytalni!</p>
<p style="text-align:justify;">Jesień: z obezwładniającej tęsknoty za znikającymi z ulic dekoltami pisze się mało reprezentatywnie, a jak już, to do miejsc tu niepublikowalnych. Nostalgia i marudność zdecydowanie są w cenie.</p>
<p><a href="http://www.mojeopinie.pl/absurdy_kultury_i_wstepem_kilka_slow_na__n,3,1254187355" target="_blank">Absurdy kultury  I</a></p>
<p>Tak: były, są i &#8212; przede wszystkim &#8212; będą kolejne.</p>
<p style="text-align:right;">Miłego poczytania,<br />
Wujek Suchomski</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O praktyce filozoficznej już w 2006 roku]]></title>
<link>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/09/27/o-praktyce-filozoficznej-juz-w-2006-roku/</link>
<pubDate>Sun, 27 Sep 2009 15:57:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>Jacek</dc:creator>
<guid>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/09/27/o-praktyce-filozoficznej-juz-w-2006-roku/</guid>
<description><![CDATA[Oryginał artykułu został umieszczony w 6 lutego 2006 roku na forum pl.sci.filozogia. Był rozszerzeni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p style="text-align:center;">Oryginał <a href="http://groups.google.com/group/pl.sci.filozofia/browse_thread/thread/782655d3d30e2f68/1a18d707c100fed0?hl=pl&#38;q=#1a18d707c100fed0" target="_blank">artykułu</a> został umieszczony w 6 lutego 2006 roku na forum pl.sci.filozogia. Był rozszerzeniem pierwszej <a href="http://groups.google.com/group/pl.sci.psychologia/browse_thread/thread/972254c2de3bb4aa/1fe1131d09f4c6a3?hl=pl&#38;q=#1fe1131d09f4c6a3" target="_blank">wersji</a>, która została opublikowana 17 października 2005 roku.</p>
<p>Szanowni Panstwo, chcialbym przedstawić Państwu pewną koncepcję filozofowania. Mam nadzieję, że postarają się Panstwo upublicznić ją lub będzie to dla Państwa powodem do namysłu.  Każdy przyszły filozof często natyka sie na pytanie co można robić po zakończeniu studiów. Cześć z nich, łącznie ze mną, marzy o tym, aby nadal robić coś związanego z filozofią. Jednak, jak powszechnie wiadomo, te studia jako jedne z niewielu nie pozwalają na prace w zawodzie. Czy aby na pewno?</p>
<p>W trakcie przygotowań do zajeć natrafiłem na pewne interesujące informacje dotyczace praktyki czy tez poradnictwa filozoficznego. Wstępne rozeznanie w temacie pozwala mi wysłać tę wiadomość.</p>
<p>Poniżej zamieszczam keyword do Google i linki:</p>
<p>keywords:</p>
<p>philosophische praxis</p>
<p>philosophische beratung</p>
<p>lub philosophical practice</p>
<p>philosophical counselling</p>
<p>LINKI: <a rel="nofollow" href="http://www.igpp.org/" target="_blank"></a></p>
<p><a rel="nofollow" href="http://www.igpp.org/" target="_blank">www.igpp.org</a> <a rel="nofollow" href="http://www.g-pp.de/" target="_blank"></a></p>
<p><a rel="nofollow" href="http://www.g-pp.de/" target="_blank">www.g-pp.de</a></p>
<p>Teraz co do moich wiadomości:</p>
<p>Filozoficzna praktyka lub poradnictwo, jak to jest nazywane, pojawiła się za sprawą Gerda Achenbacha, ktory w 1982 r. otworzył w Niemczech pierwszy gabinet i zaczął przyjmować &#8220;gości&#8221;. W następnych latach powstało międzynarodowe stowarzyszenie. Działalnosc filozofów lub, często, psychologów rozwijała się. Obecnie działają towarzystwa oraz &#8220;doradcy&#8221; w Niemczech, Szwajcarii, Austrii, Wielkiej Brytanii, Izraelu, USA i Australii.</p>
<p>Ważne jest, że osoby korzystające z pomocy praktyka/doradcy nie są nazywane klientami badź pacjentami, ale wlaśnie gościami.</p>
<p>Na czym to polega ? Pierwsze, wiekszość z doradców przyjmuje pewne zasady. Najczęściej dotyczą one :</p>
<p>- różnic pomiędzy ludźmi tj. każdy jest inny;</p>
<p>- nastawienia na naukę tj. doradca powinien wczuć się w położenie gościa i jego problemy;</p>
<p>- obowiązku &#8220;nie zmieniania goscia&#8221; tj. takiego prowadzenia pomocy, aby nie przekonywać gościa do swoich pogladów;</p>
<p>Te zasady nie są jedyne. Istnieje wiele innych nakazów, które, oparte na doświadczeniu, mają pomoc. Przekształcają one spotkanie dwóch osób z sytuacji, gdy &#8220;pacjent&#8221; przychodzi po poradę do &#8220;lekarza&#8221; w rozmowę dwóch jednostek ludzkich, ktore chcą wspólnie rozwiazać problem gościa.</p>
<p>Zadanie to mozna przedstawić jako współpracę pilota z nawigatorem statku (jak sądzę, chodzi o to, ze pilot pomaga uniknąć mielizn, ale to nawigator caly czas steruje okrętem).</p>
<p>Drugie, zakres problemów, który jest poruszany nie należy do psychologii lub psychoterapii. Porady dotyczą :</p>
<p>- sensu życia</p>
<p>- etyki</p>
<p>- organizowania i kierowania życiem</p>
<p>- orientacji zawodowej i życiowej</p>
<p>- śmierci, żałoby i separacji itp.(za <a rel="nofollow" href="http://www.philosophischepraxis.de/" target="_blank">www.philosophischepraxis.de</a>)</p>
<p>Trzecie, cel jest, jak sądzę, oczywisty, pomoc drugiemu człowiekowi.</p>
<p>Czwarte, miejsce i sposób. Porady są najczęściej udzielane w gabinecie, niektórzy doradcy pomagają przez telefon lub e-mail. Sposób jest wynikiem przyjętych zasad i doświadczenia.</p>
<p>Piate, honorarium. Wszyscy oni z tego żyją. W zależnosci od miejsca jest to kwota 30-100 Euro za godzine. U niektórych, pierwsza konsultacja jest bezpłatna, u innych stawka jest wynikiem umowy.</p>
<p>Szóste, w Polsce też istnieje &#8220;Poradnia filozoficzna&#8221; (<a rel="nofollow" href="http://www.poradniafilozoficzna.prv.pl/" target="_blank">www.poradniafilozoficzna.prv.pl</a>), ale jak zdążyłem zauważyć, nie jest to nic wspólnego z tym o czym piszę powyżej. Porady są udzielane via e-mail. Najcięższym zarzutem jest jednak to, ze są to najczęściej odpowiedzi na pytanie z punktu widzenia wykształconego filozofa, czyli ogladające problem z wielu stron, analizujące wszelkie aspekty i nie odpowiadające na pytanie w końcu. O ile dobrze zrozumiałem, doradca filozoficzny chce pomóc gościowi w ten sposób, ze opierając się na swojej wiedzy i doświadczeniu prowadzi rozmowę tak, aby oni razem doszli do satysfakcjonujących odpowiedzi tj. takich, które pomagają gościowi. Zmusza i uczy gościa do myślenia.</p>
<p>Problemy:</p>
<p>1. Czy etyczne jest pobieranie honorarium za taką pracę, która, jak sądzę nieudolnie, starałem się przedstawić ? Czy to jeszcze filozofia, czy juz sofisteria ? Lub coś na pograniczu ?</p>
<p>2. Nie wiem jak zachowa się doradca w obliczu osoby, ktora w trakcie porady dochodzi do wniosku, ze powinna popełnić przestępstwo. Czy doradca przekonuje do własnego poglądu na tę sprawę, czy manipuluje gościem, aby nie dopuścić do tego ?</p>
<p>Literatura: Nie istnieje w języku polskim, oprocz tłumaczeń książek P. Hadota, ktore sa polecane przez <a rel="nofollow" href="http://www.igpp.de/" target="_blank">www.igpp.de</a>. Ale istnieje w języku angielskim i niemieckim. To jest dość dużo tytułów.</p>
<p>Dziękuję Państwu za uwagę i życzę miłego dnia.</p>
<p>Jacek Wolski,</p>
<p>student 2 roku,</p>
<p>IF UW.</p>
<p style="text-align:center;">To był pierwszy raz jak wypowiadałem się na forum grupy<em> pl.sci.filozofia</em>.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[O odpowiedzialności Państwa za obywatela]]></title>
<link>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/09/25/o-odpowiedzialnosci-panstwa-za-obywatela/</link>
<pubDate>Fri, 25 Sep 2009 11:59:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>Jacek</dc:creator>
<guid>http://praktykafilozofa.wordpress.com/2009/09/25/o-odpowiedzialnosci-panstwa-za-obywatela/</guid>
<description><![CDATA[Jeden z planowanych sposobów wypowiedzi na tym blogu został określony jako refleksje. Przyznaję, że ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p style="text-align:left;">Jeden z planowanych sposobów wypowiedzi na tym blogu został określony jako <em>refleksje</em>. Przyznaję, że będą to raczej <em>próby</em> w wyrażaniu poczucia problemów filozoficznych. Niektóre sprawy, doświadczenia, są zaczynem, drzazgą, zapałem, która wyzwala filozoficzny namysł. Jeśli wyniki refleksji będą lepiej opracowane czy przemyślane, to wypowiedź będzie sklasyfikowana jako <em>esej</em>.</p>
<p style="text-align:left;">Tematem, który porusza obecnie wiele osób, jest zagadnienie lokali komunalnych. W Warszawie w tym roku podniesiono, po kilkunastu latach, czynsz w lokalach komunalnych. <a href="http://krakow.naszemiasto.pl/wydarzenia/844913.html" target="_self">Podobną decyzję podjęto w Krakowie w 2008 roku.</a> W obu przypadkach doszło do blisko 100% podwyżki.</p>
<p style="text-align:left;">W odpowiedzi powstały inicjatywy społeczne przeciwko takiej polityce samorządu terytorialnego. Niektóre organizacje lewicowe rozpoczęły działania, które mają na m.in. celu obniżenie stawek czynszów. Widziałem ulotki i plakaty. Gdyby spróbować zreferować argumentacje przeciwników, należałoby wskazać, że używają oni raczej emocjonalnych argumentów. Odwołują się do sytuacji finansowej najemców. Przytaczane są informacje o nędzy w Polsce. Przypomina się problemy w płaceniu czynszu przez najemców. Proponuje także wywieranie nacisku na władze, aby prowadziły politykę mieszkaniową zorientowaną raczej na pomoc biednym niż na zysk. Niektóre takie inicjatywy posługują się hasłem <em>Mieszkanie prawem nie towarem</em>.</p>
<p style="text-align:left;">Splatają się w tej sprawie interesy  co najmniej 4 grup. Pierwsza z nich to organizacje lewicowe, które prawdopodobnie w ten sposób walczą o poparcie polityczne, lub zwyczajnie o możliwość zaistnienia. Radni czy politycy nie zajmują się tematem lokali komunalnych.</p>
<p style="text-align:left;">Druga grupa to najemcy lokali miejskich. Jestem pewien, że wielu z nich to osoby, które nie mogą sobie pozwolić na płacenie wysokiego czynszu. Inni znów nie mają możliwości wynajęcia lokalu na wolnym rynku, ani tym bardziej kupno mieszkania. Jeszcze inni  żyją na koszt miasta w lokalach socjalnych.</p>
<p style="text-align:left;">Trzecia grupa to właściciele lokali i kamienic. Te osoby są zainteresowane wysokimi czynszami i dużymi zyskami z posiadanych lokali. Mieszkanie jest przez nich traktowane zdecydowanie jako towar.  Ma być sprzedane, czyli wynajęte, z maksymalnym zyskiem.</p>
<p style="text-align:left;">Gmina, jest ostatnim czynnikiem w tym splocie różnych interesów, różnych celów czy możliwości. Gmina jest chyba w najgorszej sytuacji. Państwo polskie wymaga, aby każdy z obywateli miał miejsce do mieszkania. Obywatele żądają najniższych stawek czynszu. Lokale, budynki trzeba okresowo naprawiać czy konserwować. Różnica pomiędzy wpłatami najemców a kosztami nieruchomości są pokrywane z budżetu gminy, na który składają się pieniądze od wszystkich osób mieszkających w gminie.</p>
<p style="text-align:left;">Pytanie, jakie powinien zadać tutaj filozof, brzmi: czy gmina winna zapewniać mieszkańcom mieszkania? W jakim stopniu winna pomagać mieszkańcom? Jest to problem zależności pomiędzy państwem a obywatelem, zakresu wpływu jednej strony na drugą. Pytania te są częścią nowożytnej i współczesnej debaty na temat:  czy obywatel powinien zawsze opierać się na własnej przemyślności? Czy państwo powinno opiekować się obywatelami? Jeśli tak, to gdzie leży granica?</p>
<p style="text-align:left;">Fakty są znane. Utrzymanie lokali, budynków komunalnych kosztuje, tak jak każdej nieruchomości. Czynsze były niskie i pewnie nie pokrywały tych kosztów. Niektórzy ludzie są w takiej sytuacji finansowej, że nie mogą wynajmować mieszkań na wolnym rynku. Wszystko wydaje się takie jasne.</p>
<p style="text-align:left;">Ale…</p>
<p style="text-align:left;">Debata na temat roli gminy czy państwa i relacji do obywatela została już dawno rozstrzygnięta, przynajmniej w Polsce na korzyść opieki nad obywatelem. Struktury państwowe mają określone cele. Dlaczego teraz w sposób niejawny rady miast obciążają najemcę kosztami utrzymania lokali? Dlaczego tylko niektórzy, <em>vide</em> inicjatywy społeczne, zauważyli zmianę sposobu traktowania mieszkania tj. mieszkania nie są już przedmiotami, który każdy potrzebujący powinien dostać, ale stają się towarem, czymś co trzeba kupić? Jednocześnie te osoby nie zauważają, że któraś ze stron musi płacić za remontowanie budynku.</p>
<p style="text-align:left;">Jestem za tym, aby każdy miał zapewnione mieszkanie. Jestem gotów płacić za osoby, które nie mogą same płacić. Jestem w stanie pogodzić się z tym, że muszę płacić dodatkowy podatek na osoby, które zajmują lokale komunalne i są w trudnej sytuacji majątkowej. Mam jednak nadzieję, że wszystkie lokale mieszkalne są przydzielane rzeczywiście potrzebującym.  Gminy winny ponosić koszty utrzymania osób biednych, ponieważ jest to jeden z ich celów, po to istnieją.</p>
<p style="text-align:left;">Działania z ramienia inicjatyw  społecznych wyrażają interes jednej z grup. Są interesujące, chociażby dlatego, że podejmują działania poza systemem prawno-państwowym. Są świadectwem przemiany, której celem jest społeczeństwo obywatelskie.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Trzeba w końcu raz na zawsze zlikwidować ten Internet!]]></title>
<link>http://piotrweresniak.com/2009/08/12/trzeba-w-koncu-raz-na-zawsze-zlikwidowac-ten-internet/</link>
<pubDate>Wed, 12 Aug 2009 15:01:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>Piotr Wereśniak</dc:creator>
<guid>http://piotrweresniak.com/2009/08/12/trzeba-w-koncu-raz-na-zawsze-zlikwidowac-ten-internet/</guid>
<description><![CDATA[Kiedy Jan Gutenberg wynalazł druk nie miał zielonego pojęcia, że jego skromny wynalazek wkrótce prze]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><img class="alignright size-full wp-image-366" title="cenzura" src="http://piotrweresniak.wordpress.com/files/2009/08/cenzura.jpg" alt="cenzura" width="150" height="113" />Kiedy Jan Gutenberg wynalazł druk nie miał zielonego pojęcia, że jego skromny wynalazek wkrótce przewróci do góry nogami cały średniowieczny, feudalny świat. Wkrótce potem przyszła reformacja (nieodrodna córka druku), wzrost znaczenia roli mieszczaństwa, wczesny kapitalizm, chwilę potem rewolucja francuska i&#8230; feudalna, arystokratyczna Europa zawaliła się z hukiem. Wszystko przez słowo, które wyzwoliło się nagle z rąk benedyktyńskich skrybów i zaczęło się mnożyć bez żadnej kontroli na wynalezionych przez Gutenberga prasach drukarskich.</p>
<p>Internet jest kolejnym etapem w wyzwalaniu się słowa. To wynalazek dużo ważniejszy od druku i przyniesie ze sobą równie, jeśli nie bardziej, znaczące zmiany. Te zmiany już się zaczęły, już je widać, są tuż, tuż. Wystarczy tylko popatrzeć jak wielki lęk wywołuje Internet w niektórych kręgach.</p>
<p>Kto zatem boi się Internetu?</p>
<p><!--more--></p>
<p>Oto kilka wydarzeń z ostatnich miesięcy w telegraficznym skrócie:</p>
<ul>
<li> Chiny wprowadzają cenzurę internetu.</li>
<li> Wiele innych krajów (Malezja, Białoruś, Iran) rozważa jej wprowadzenie.</li>
<li> Po przegranym procesie upada The Pirate Bay, ikona nielegalnej wymiany plików z treściami objętymi prawem autorskim.</li>
<li> Rupert Murdoch magnat medialny, właściciel koncernu News Corporation ogłasza, że wszystkie jego media obecne w Internecie, tytuły prasowe, serwisy stacji telewizyjnych przechodzą wkrótce na płatne udostępnianie swoich treści.</li>
<li> Ogólnopolska gazeta Dziennik idzie na wojnę z anonimową blogerką polityczną Kataryną.</li>
<li> Siatkarka Dorota Świeniewicz (37 lat) zwołuje konferencję prasową i ze łzami w oczach oznajmia, że wycofuje się z gry w reprezentacji z powodu agresywnych komentarzy w Internecie. Jacek Żakowski pisze na łamach Gazety Wyborczej płomienne potępienie wolnego Internetu i postuluje wprowadzenie cenzury na forach internetowych dla &#8220;chamów&#8221;, &#8220;prostaków&#8221; i &#8220;troglodytów&#8221; piszących agresywne i ostre komentarze. Oczywiście występuje w obronie wyżej wymienionej siatkarki.</li>
<li> Nieznani hakerzy atakują (skutecznie) serwisy Twitter, Facebook i Livejournal. Jak się okazało niedługo potem, chodziło najprawdopodobniej o gruzińskiego blogera piszącego o wojnie rosyjsko gruzińskiej. Atak wyszedł z terytorium Abchazji i atakowano konta tegoż właśnie blogera.</li>
<li> Znani antyreżimowi blogerzy z Egiptu, Iranu, Rosji czy Chin mają spore kłopoty w związku ze swoimi internetowymi wypowiedziami.</li>
</ul>
<p>Co mają wspólnego ze sobą te wydawałoby się niepowiązane wydarzenia? Co ma wspólnego nadwrażliwa siatkarka z Rupertem Murdochem? Co ma wspólnego gruziński bloger z serwisem The Pirate Bay? Co ma wspólnego blogerka Kataryna z ostatnimi wydarzeniami w Iranie i próbą blokowania przez tamtejszy reżim serwisu Twitter?</p>
<p>Już tłumaczę. Jako, że doraźna publicystyka mnie nie interesuje, jako że zupełnie nie zamierzam wdawać się w polemikę z redaktorem Żakowskim, postaram się pokazać szerszy mechanizm, który w przedziwny sposób połączy podane powyżej wydarzenia.</p>
<p>Chodzi oczywiście o słowo. A właściwie trzeba by powiedzieć INFORMACJĘ.</p>
<p>O ile Gutenberg wyrwał słowo spod niepodzielnej władzy Kościoła Katolickiego i oddał je tym, których było stać na posiadanie prasy drukarskiej, to Internet poszedł o krok dalej &#8212; wyrwał słowo tym, którzy mieli prasy drukarskie i dał je każdemu. KAŻDEMU!!!</p>
<p>Dziś każdy może napisać co chce i po sekundzie jego słowa docierają do każdego, kto ma to szczęście posiadać dostęp do globalnej sieci. Każdy może zrobić zdjęcie i po chwili to zdjęcie może oglądać cały świat. Każdy Irańczyk może nakręcić komórką film, umieścić go w sieci i film ten po chwili oglądać można w najdalszym zakątku Gujany, Madagaskaru czy Chin.</p>
<p>Jest to sytuacja najzupełniej bez precedensu. Nigdy w dziejach świata nie było tak łatwo publikować treści i docierać z nimi całkowicie za darmo do całego (CAŁEGO!) świata.</p>
<p>Każdy może być dziennikarzem, każdy może być pisarzem, muzykiem, reżyserem, właścicielem internetowego radia czy telewizji. Każdy. I nie trzeba do tego ani grosza (albo bardzo mało groszy). Nie trzeba również niczyjego pozwolenia.</p>
<p>Co to znaczy?</p>
<p>To znaczy, że wszyscy do tej pory uprzywilejowani zaczęli się bać Internetu. Bo anarchistyczny, wolny, niekontrolowany Internet znosi wszelkie przywileje. Co z tego, że uprzywilejowana władza ma karabiny, czołgi i propagandę, jak ciemiężeni ludzie mają Internet. Co z tego, że Rupert Murdoch ma prasy drukarskie i anteny nadawcze, jak ani żadne drukarnie, ani anteny nie są już potrzebne, żeby być nadawcą treści. Co z tego, że Hollywood ma tysiące kin i tłoczni DVD, jak już wiadomo, że filmy (i muzykę) można dystrybuować prawie za darmo na cały świat bez żadnych materialnych nośników.</p>
<p>Dlatego właśnie uprzywilejowani dziennikarze Dziennika atakują niezłą blogerkę. Martwi ich to, że jest czytana, że może stać się popularniejsza od nich. Dlatego uprzywilejowany redaktor Żakowski grzmi o upadku obyczajów i zepsutej debacie publicznej, bo internetowe bydło wyszło za płot na wolność i ośmiela się pisać, a nie tylko biernie słuchać. Dlatego reżimy chcą Internet cenzurować. Dlatego Hollywood i przemysł muzyczny wściekle atakuje kogo popadnie za korzystanie z sieci peer-to-peer.</p>
<p>Jak ktoś ma już jakiś przywilej (kapitał, władzę) to łatwo go nie odda.</p>
<p>Ale czy taki wolny, anarchistyczny Internet jest dobry? Czy w ogóle wolność jest dobra?</p>
<p>A to już jest zupełnie inna dyskusja. Ja akurat lubię wolność. Jestem jej wyznawcą i wielkim fanem. Czasami trzeba zapłacić za nią pewną cenę (bluzgi na forach, kopiowanie treści objętych prawem autorskim) ale społeczna cena za niewolę i cenzurę jest dużo, dużo wyższa.</p>
<p>Oczywiście Internet nie jest idealny, oczywiście wymaga pewnych cywilizujących go działań i pomysłów, ale to już jest temat na zupełnie inny tekst, który mam nadzieję niedługo napiszę.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rynek Kościuszki]]></title>
<link>http://grunniens.wordpress.com/2009/08/07/rynek-kosciuszki/</link>
<pubDate>Fri, 07 Aug 2009 16:37:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>grunniens</dc:creator>
<guid>http://grunniens.wordpress.com/2009/08/07/rynek-kosciuszki/</guid>
<description><![CDATA[Nie wiem dlaczego, ale okolice centrum Białegostoku zawsze przyprawiały mnie o pewien niepokój. Nie ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Nie wiem dlaczego, ale okolice centrum Białegostoku zawsze przyprawiały mnie o pewien niepokój. Nie ]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kilka utworów dla których warto lubić U2]]></title>
<link>http://keenesh.wordpress.com/2009/08/04/warto-lubic-u2/</link>
<pubDate>Tue, 04 Aug 2009 21:54:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>keenesh</dc:creator>
<guid>http://keenesh.wordpress.com/2009/08/04/warto-lubic-u2/</guid>
<description><![CDATA[Młodzi gniewni, buntownicy z wyboru - U2 w latach &#39;80 U2 to chyba najpopularniejszy obecnie zesp]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Młodzi gniewni, buntownicy z wyboru - U2 w latach &#39;80 U2 to chyba najpopularniejszy obecnie zesp]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Żywioł ziemi w poezji Leśmiana - ciekawe opracowanie na temat prekodysty]]></title>
<link>http://bialczynski.wordpress.com/2009/07/30/zywiol-ziemi-w-poezji-lesmiana-ciekawe-opracowanie-na-temat-prekodysty/</link>
<pubDate>Thu, 30 Jul 2009 12:18:33 +0000</pubDate>
<dc:creator>bialczynski</dc:creator>
<guid>http://bialczynski.wordpress.com/2009/07/30/zywiol-ziemi-w-poezji-lesmiana-ciekawe-opracowanie-na-temat-prekodysty/</guid>
<description><![CDATA[Przytaczam tekst Marzeny Karwowskiej, bo jest to po prostu ciekawe opracowanie na temat oddziaływani]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Przytaczam tekst Marzeny Karwowskiej, bo jest to po prostu ciekawe opracowanie na temat oddziaływania Żywiołu Ziemi na wrażliwą psychikę poety, który tę emanację następnie odzwierciedla w zapisach &#8211; przefiltrowaną przez swój umysł.</p>
<p>Leśmian jest dla kodystów w ogóle, a szczególnie dla kodystów polskich, prawzorem tego kierunku formułowania myśli i spojrzenia na poezję, w szczególnym aspekcie funkcji wiersza i oddziaływania zapisów skojarzonych obrazów na odbiorcę.</p>
<p>Kodyzm polski wytworzył kierunek, nazwany przez nas koloryzmem asocjacyjnym, albo abstrakcją emocjonalną, gdzie zestawienia słów nie służyły przekazaniu treści lecz wyłącznie czystego odczucia &#8211; intuicji sensu skierowanej do emocji a nie logiki sensu skierowanego do rozumu.</p>
<p>Przytaczam też ten bardzo poważny esej, po to by paru szczególnie zapiekłych w lekceważeniu mojej 30 letniej pracy nad mitologią słowiańską niedowiarków (głównie z RKP &#8211; nie wiedzieć czemu, bo nic im nie zrobiłem [może chcieliby monopolu na wiarę przyrodzoną i rodzimą?], ale także ludzi młodych skorych do rędkich sądów niesprawiedliwych, na których opinii szczególnie mi zależy &#8211; bo łatwo młodych właśnie zbałamucić dogmatami &#8211; jak to RKP czyni) zrozumiało, że Rzeczy Istność (czyli Rzeczywistość) przesącza się w sposób naturalny w otwarty umysł Twórcy i wystarczy ją odpowiednio zapisać &#8211; by była prawdziwa NAJPRAWDZIWSZA w ŚWIECIE. Nie trzeba też koniecznie być profesorem etnografii, ani etymologiem, ani antropologiem kultury, aby studiować te dziedziny nauki. Czynię to jak wspomniałem 30 już lat. Zapewniam, że miałem większy komfort studiów niż niejeden profesor, bo nie musiałem się zajmować niczym innym jak tylko zestawem dyscyplin wiedzy w kontekście jednego jedynego tematu, na którym byłem skupiony &#8211; mitologii słowiańskiej.</p>
<p>Są w niej [mitologii słowiańskiej przeze mnie odtworzonej i rozwiniętej twórczo] puste miejsca zapełnione postaciami, które w te luki włożyłem &#8211; to prawda &#8211; nie przeczę, ale to nie znaczy, że jest ona mniej prawdziwa niż ta po stokroć udokumentowana &#8211; <strong>mitologia naukowa</strong>. Zawiera intuicje, ale te intuicje są moim zdaniem trafne, bo umysł poety &#8211; a jestem nim &#8211; zbiera emanacje z przestrzeni życia i zapisuje je po uporzadkowaniu w snach, i wyraża je w logicznej formie przez najodpowiedniej dobrane słowa &#8211; To jest właśnie NATCHNIENIE.</p>
<p>Ludzie nauki nie mogą sobie pozwolić na pójście śladem natchnienia, bo muszą wiele rzeczy po drodze udowodnić. Poeta nie musi, a każdy kto umie poezję czytać zaraz odróżni tę dobrą od złej.</p>
<p>Nie trzeba mieć dowodów naukowych aby w coś wierzyć &#8211; jesli ktoś tak uważa to jest to jakieś nieporozumienie w sprawie W I A R Y.</p>
<p>To, że autorka tego eseju powołuje się także na moją książkę wcale nie powinno dziwić, bo <em>Stworze i Zdusze, czyli starosłowiańskie boginki i demony</em> (Kraków, 1993), to nie przypadkowe fantazje jak w powieściach fantasy, nie, to po prostu natchnienie = wiedza + intuicja + precyzja zapisu.</p>
<p>Że Leśmian inspiruje szczególnie do archaicznego, magicznego spojrzenia na rzaczywistoś można się przekonać z paru ilustracji jakie tutaj zamieszczam</p>
<p>Zapraszam do przestudiowania eseju. Zachęcam też do przeczytania książki</p>
<h2><span style="font-size:90%;font-weight:normal;">&#8220;Archaiczny świat Bolesława Leśmiana&#8221;, Edwarda Bonieckiego </span></h2>
<p><span style="font-size:90%;font-weight:normal;"><br />
</span></p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://bialczynski.wordpress.com/files/2009/07/danuta_boguszewska_chlebowska.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-765" title="danuta_boguszewska_chlebowska" src="http://bialczynski.wordpress.com/files/2009/07/danuta_boguszewska_chlebowska.jpg" alt="danuta_boguszewska_chlebowska" width="496" height="450" /></a><em>Danuta Boguszewska-Chlebowska nazywana Łąkową Królową &#8211; inspirowane Leśmianem</em></p>
<h2></h2>
<h2>Marzena Karwowska</h2>
<h2><strong>Estetyka żywiołu ziemi w wyobraźni poetyckiej Bolesława  Leśmiana </strong></h2>
<p><em>Chcę ci wyznać  tajemnicę:</em></p>
<p><em>Czas jest tobą, czas jest  kobietą</em></p>
<p>L. Aragon, Z „Elzy”.</p>
<h3><strong>Bolesław Leśmian – „takie pół porcji  mężczyzny”</strong></h3>
<p>[<a title="[1] A. Kulik, Chłodnym okiem. Leśmian w Zamościu, „Kresy. Kwartalnik (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb1&#8243;>1</a>] Jan Brzechwa,  kuzyn „skrzydlatego rejenta”, napisał o nim: „Życie osobiste poety, którego  znaczna część przesycona jest erotyzmem, stanowić może klucz do zrozumienia  wielu jego wierszy” [<a title="[2] J. Brzechwa, Niebieski wycieruch, [w:] Wspomnienia o Bolesławie (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb2&#8243;>2</a>].</p>
<p>Wiemy, iż pomimo „niefortunnej aparycji” [<a title="[3] Ibidem, s. 96.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb3&#8243;>3</a>] kobiety  uwielbiały towarzystwo autora Łąki. Według wspomnień Juliana Tuwima Leśmian:  „drobny, ptasi, niepiękny, niebieskooki, zawsze pochrząkiwał, zakrywając usta  maleńką dłonią” [<a title="[4] J. Tuwim, Leśmian. W dziesięciolecie śmierci, [w:] Wspomnienia o (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb4&#8243;>4</a>]. Dla Michała  Daszkiewicza-Czajkowskiego, przyjaciela artysty z czasów studiów prawniczych na  Uniwersytecie Kijowskim, poeta to „malutki, dziwaczny Leśmian, z dużą, rudą  czupryną” [<a title="[5] M. Daszkiewicz-Czajkowski, Leśmian w młodości, [w:] Wspomnienia&#8230;, op. (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb5&#8243;>5</a>]. Wkrótce, z  „dużej, rudej czupryny”, zostanie już tylko „głowa upiększona jakimś puchem czy  pierzem” [<a title="[6] M. Wiszniewski, Strzępy wspomnień o Bolesławie Leśmianie, ibidem, s. (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb6&#8243;>6</a>], „wyjałowiona  gleba naskórka czaszki” [<a title="[7] Ibidem, s. 195.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb7&#8243;>7</a>]. Walcząc z  upływem czasu myśli nawet poeta o przeszczepie włosów [<a title="[8] Zabieg taki był już wówczas wykonywany i polegał na umocowaniu każdego (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb8&#8243;>8</a>], do końca życia  stosuje zabiegi mające zrewitalizować skórę głowy. Zapytany o skutki  któregokolwiek z zabiegów odpowiadał zawsze z właściwą mu przekorą: „Dobry, nie  zaszkodził” [<a title="[9] M. Wiszniewski, Strzępy wspomnień o Bolesławie Leśmianie, ibidem, s. (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb9&#8243;>9</a>]. Zygmunt  Klukowski, znajomy poety z czasów, kiedy ten piastował znienawidzoną posadę  notariusza w Zamościu, napisze o nim: „Bardzo małego wzrostu, szczuplutki,  rudawy, szpakowaty, łysiejący, z nieproporcjonalnie wielkimi stopami” [<a title="[10] Z. Klukowski, Ze wspomnień o Leśmianie, [w:] Wspomnienia&#8230;, op. cit., (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb10&#8243;>10</a>]. Wspomnienia  kobiet okazują się dla „skrzydlatego rejenta” jeszcze mniej łaskawe. Maria  Strzeszewska, córka prawnika z Zamościa, w którego domu bywał Leśmian częstym  gościem, powie dosadnie: „Śmieszny i zewnętrznie niepociągający” [<a title="[11] M. Strzeszewska, Spotkanie młodości z prawdziwą poezją, ibidem, s. (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb11&#8243;>11</a>]. Helena  Wiewiórska, pierwsza w Polsce kobieta – adwokat mawiała o nim: „zabawny mały  faun” [<a title="[12] H. Wiewiórska, Bolesław Leśmian, ibidem, s. 228.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb12&#8243;>12</a>] . Sabina  Sebyłowa, widująca często poetę w Ziemiańskiej, zapamiętała jego zbyt dużą  głowę [<a title="[13] S. Sebyłowa, ***, ibidem, s. 315.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb13&#8243;>13</a>] . Sam Leśmian  uważał się za liliputa i nie lubił, gdy mu o tym przypominano: „oddałby wszystko  w zamian za lekarstwo na łysinę i starość, utrzymywał, że chętnie zamieniłby  swój talent na kilka dodatkowych centymetrów” [<a title="[14] A. Bednarczyk, Taka cisza w ogrodzie&#8230; Iłżeckie miłości Leśmiana, (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb14&#8243;>14</a>]. Jedynie  Izabela Czajka-Stachowicz zauważyła w poecie to, co  najistotniejsze:</p>
<p><em>Nie był efebem, nie był Don Juanem,  nie był nawet tym , co w myślach nazywamy krótko – mężczyzna. Był mały, wątły,  należał raczej do muzykującej rodziny świerszczy. Ale w gruncie rzeczy był  tkliwym, zmysłowym kochankiem. Najważniejszą sprawą jego życia była miłość, była  kobieta! Tylko, że nie wszystkie dostrzegały w Leśmianie a b s o l u t n e g o k  o c h a n k a .</em> [<a title="[15] I. Czajka-Stachowicz, Wspomnienie o Bolesławie Leśmianie, [w:] (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb15&#8243;>15</a>]</p>
<p>Mimo „niefortunnej aparycji”, „zabawny mały faun”  przeżył dwa poważne związki miłosne [<a title="[16] Pierwszą wielka namiętnością poety była żona, malarka, Zofia Chylińska. (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb16&#8243;>16</a>]. Jednakże ani  Zofia, ani Dora nie były jedynymi kobietami, z którymi Leśmian dostąpił  miłosnego wtajemniczenia. Anatol Stern wspomina: „Słyszało się o jego wielkiej  miłości, ale miał i pomniejsze” [<a title="[17] A. Stern, Powroty Bolesława Leśmiana, [w:] Wspomnienia&#8230; , op. cit., (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb17&#8243;>17</a>]. W tym samym  czasie ten, jak go nazywała Helena Wiewiórska, „babiarz skłonny do przelotnych  flirtów” [<a title="[18] H. Wiewiórska, op. cit., s. 233.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb18&#8243;>18</a>]pozostawał w  związku ze swoją kuzynką, malarką Celiną z Sunderlandów oraz tajemniczą panią W.  z Częstochowy, mężatką, matką trzydziestoletnich córek [<a title="[19] Por. I. Czajka-Stachowicz, op cit., ss. 259-301.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb19&#8243;>19</a>]. Gospodyni w  domu Sunderlandów, u których poeta spędzał często wakacje, zapewnia, że Leśmian  uwielbiał towarzystwo pań do tego stopnia, że „przychodził do kuchni asystując  kobietom przyrządzającym posiłki lub zmywającym, i zabawiał je zawsze dowcipną  rozmową” [<a title="[20] A. Bednarczyk, Taka cisza w ogrodzie, op. cit., s. 19.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb20&#8243;>20</a>], a w każdy  dzień targowy maszerował z nią, ze swoją ciotką i odpowiednim koszykiem – po  zakupy [<a title="[21] Ibidem, s. 21.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb21&#8243;>21</a>]  .</p>
<p>Przytoczony powyżej tak obszerny, jednak niezbędny dla  dalszych rozważań, plan biograficzny postaci „absolutnego kochanka”,  potwierdzający głęboką fascynację kobiecością we wszystkich jej przejawach,  pozwala zaryzykować tezę, iż kreacje kochanek w Leśmianowskim świecie poetyckim,  to f i g u r y a r c h e t y p o w e. W twórczości „skrzydlatego rejenta”  obiektem miłości rzadko bywa kobieta [<a title="[22] Zupełnie inne zagadnienie, które nie będzie tu przedmiotem omówienia, (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb22&#8243;>22</a>]. Częściej jest  to boginka, nimfa, demon, drzewo (wiśnia), łąka. Spotkanie miłosne kochanków,  obdarzonych zazwyczaj odmiennym statusem ontologicznym, ma zawsze wymiar  magiczny, towarzyszy mu kategoria cudowności. Używając nomenklatury  Durandowskiej można by zaryzykować twierdzenie, że magia miłosna jest tu jednym  ze sposobów opanowania lęku za pomocą obrazu. Na gruncie wyobraźni poety, zabieg  eufemizacji śmierci przyjmuje postać pięknej dziewczyny. Zdaniem Gilberta  Duranda powrót do myślenia symbolicznego i wyobrażeń mitycznych we współczesnym,  zracjonalizowanym społeczeństwie odgrywa w sferze psychiki doniosła rolę  terapeutyczną [<a title="[23] Por. G. Durand, L&#8217;imagination symbolique, Paris, PUF, 1964.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb23&#8243;>23</a>]. Według Paula  Ricoeura, obrazy i symbole archetypowe pozwalają odzyskać stan wewnętrznej  równowagi: „Wkraczamy do symboliki wtedy, gdy mamy za sobą śmierć, a przed sobą  dzieciństwo. Symbolika spełnia się właśnie w tym odwróceniu narodzin i  śmierci” [<a title="[24] P. Ricoeur, Egzystencja i hermeneutyka, przeł. J. Skoczylas, Warszawa (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb24&#8243;>24</a>] . W  Bachelardowskiej teorii obrazu poetyckiego wyobraźnia rodząca symbole ułatwia  reintegrację człowieka ze światem [<a title="[25] Por. F. Dagognet, Gaston Bachelard, PUF, 1965, s. 43.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb25&#8243;>25</a>]. Leśmian,  przerażony skończonością ontyczną człowieka, ucieka w świat obrzędowo-mityczny,  który zapewnia neoficie symboliczny paraliż czasu. Śmierć zaś wielokrotnie  przechodziła przez „dom” autora <em>Łąki</em>. Swojej rodzonej matki, Emmy z  Sunderlandów, nie pamiętał. Umarła na gruźlicę, kiedy Bolesław był dzieckiem [<a title="[26] Ojciec, Józef Lesman, ożenił się niebawem ponownie z Heleną z (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb26&#8243;>26</a>] . W wieku  czterech lat, na zapalenie opon mózgowych, umiera brat Leśmiana. Córka poety  wspomina:</p>
<p><em>Nad biurkiem ojca wisiała fotografia  młodszego braciszka mojego ojca, zmarłego w Kijowie. [...] Miał cztery lata.  Mówił wierszem. Nie używał prozy. Był nad wiek rozwinięty. Kiedy umierał, ojciec  też był od niego niewiele starszy. Ojciec bardzo rozpaczał. [...] W owe czasy  bał się duchów. Sporo czasu trwało nim się uwolnił od tych mistycznych strachów.  Obkładał się na noc różańcami. Obrysowywał kredą krąg wokół łóżka, żeby nie  miały do niego dostępu .</em> [<a title="[27] M.L. Mazurowa, Podróże i praca twórcza Bolesława Leśmiana, [w:] (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb27&#8243;>27</a>]</p>
<p>W wieku dwudziestu sześciu lat zmarł na gruźlicę drugi  młodszy brat Leśmiana, Kazimierz, absolwent prawa. W 1923 roku ofiarą tej samej  choroby padła siostra poety, Aleksandra, „szczupła, wątła, subtelna, o dużych  orzechowych oczach, [...] anielskiej dobroci” [<a title="[28] Ibidem, s. 47.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb28&#8243;>28</a>]  .</p>
<h3><strong>Miłosny potencjał  Ziemi</strong></h3>
<p><em>Choćbyś mię nawet z rąk na  wolność</em></p>
<p><em>moją rusałczaną wypuścił, nie ujdę  ci</em></p>
<p><em>i nie umknę, bo kocham. </em></p>
<p>B. Leśmian, <em>Klechdy  polskie</em>.</p>
<p>Analiza ilościowa i jakościowa stałych motywów  poetyckiego świata Bolesława Leśmiana wskazująca na dominację w jego świecie  wyobrażeń figur [Tellus Mater] (warianty wegetacyjnego i teriomorficznego  archetypu, symbolika chtoniczna i omfaliczna) zdaje się prowadzić do wniosku, iż  jest to artysta obdarzony, używając terminologii Gastona Bachelarda, [wyobraźnią  telluryczną] [<a title="[29] Por. G. Bachelard, La terre et les rêveries du repos, Paris, Corti, (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb29&#8243;>29</a>]. Wśród  Leśmianowskich figur Ziemi kreacje kobiece stanowią szczególnie interesujący  materiał badawczy. Z bogatej symboliki żywiołu ziemi poeta wydobywa bowiem jego  potencjał miłosny, silnie akcentując analogie między sakralnością kobiety i  sakralnością [Tellus Mater]. W sferze swojej poetyckiej wyobraźni przyjmuje  Leśmian postawę neofity, kobietę kreując na boginię, mającą moc wtajemniczania w  misterium życia i śmierci. Hierogamia wieńczy inicjację, umożliwia symboliczny  powrót do łona matki – [regressus ad uterum]. Leśmianowskie kochanki, epifanie  [Tellus Mater], to „mityczne sieroty” lub osoby kalekie, byty mediacyjne, mające  zdolność ujawniania zaświatowej wiedzy. Jako bezdomne istoty telluryczne staja  się dziećmi [Pammetor Ge]. Swoją magię miłosną buduje poeta sięgając do  wyobrażeń z kręgu demonologii słowiańskiej, będącej niezwykle istotnym źródłem  inspiracji pisarza od najmłodszych lat związanego z folklorem Ukrainy. Anatol  Stern napisał: „Nikt lepiej od niego nie znał wszystkich dziwów i guseł starej  słowiańskiej Polski” [<a title="[30] A. Stern, Powroty Bolesława Leśmiana, [w:] Wspomnienia&#8230;, op. cit., s. (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb30&#8243;>30</a>].</p>
<p>Najpiękniejsza z Leśmianowskich mitycznych figur Ziemi,  Majka, jedna z postaci [Klechd polskich] [<a title="[31] Klechdy polskie napisał Leśmian w 1914 roku na zamówienie wydawcy Jakuba (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb31&#8243;>31</a>], wywodzi się  ze wschodniosłowiańskiego kręgu demonologii leśnej [<a title="[32] Majki nie są jedynymi znanymi słowiańszczyźnie żeńskimi demonami leśnymi. W (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb32&#8243;>32</a>]. Zwana też  rusałką, płaczką leśną, miawką lub nawką, oznacza widmo dziewicze, demona  powstałego z duszy samobójczyni. Majki są urodziwe, kuszące i śmiertelnie  niebezpieczne [<a title="[33] W Polsce najbardziej niebezpiecznymi demonami kobiecymi były wiły – (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb33&#8243;>33</a>]  :</p>
<p><em>Można je często przyłapać w lesie,  gdy splatanym warkoczem zawadziwszy o gałęzie wiszą bezradnie, wyczekując pomocy  ludzkiej. Częstokroć też i w zbożu nurkują [...], czyhając na samotnych  przechodniów. Majki umieją kochać i lubią miłość wyznawać</em> [<a title="[34] B. Leśmian, Klechdy polskie, Kraków 1999, ss. 110-111. W Klechdach (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb34&#8243;>34</a>]  .</p>
<p>Na Ukrainie czas od Zielonych Świątek do następnej  niedzieli, tzw. „rusalnyj tydzień” stanowił okres panowania rusałek [<a title="[35] Nie wolno było wtedy wchodzić w zboże, kąpać się w jeziorach ani prowadzić (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb35&#8243;>35</a>]. I właśnie  wtedy zabiegom miłosnej magii demona („czekałam na ciebie w pszenicy jak się  czeka w alkowie”, „myślałam o tobie i myślałam” [<a title="[36] B. Leśmian, Klechdy polskie, op. cit., s. 103-104.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb36&#8243;>36</a>]poddany zostaje  w utworze Leśmiana Marcin Dziura, wiejski pragmatyk – racjonalista [<a title="[37] Nazwisko znaczące „Dziura” stanowi aluzję do metafizycznej pustki, jaką (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb37&#8243;>37</a>]  :</p>
<p><em>Czarowała go widać Majka , a on –  człek śmiertelny – poddawał się tym czarom nieodpartym. [...] I tak milcząc,  przetrwali i przestali w pszenicy noc całą aż do przedświtu, wpatrzeni w siebie  nawzajem i do miejsc swoich przykuci</em> [<a title="[38] B. Leśmian, Klechdy polskie, op. cit., ss. 105-106.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb38&#8243;>38</a>].</p>
<p>Pierwsze miłosne spotkanie Marcina z rusałką daje mu na  moment poczucie zadomowienia w bycie:</p>
<p><em>Dawna tęsknota i poczucie braku  nieokreślonego, jeśli nie znikły bez śladu, pochowały swoje łby uparte w jakiejś  norze ciemnej. [...] a natomiast uczuł Dziura, że dusza jego, dotąd połowiczna,  uzupełniła się </em> [<a title="[39] Ibidem, s. 105&#8243; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb39&#8243;>39</a>].</p>
<p>W konstrukcji postaci Majki akcentuje poeta silnie jej  noktomorfizm i związki z płodnymi siłami natury: „Smukła, ze światłem księżyca  na obnażonych ramionach” [<a title="[40] Ibidem, s. 106.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb40&#8243;>40</a>]. Jednocześnie  jednak wprowadza zabiegi mające udaremnić hierogamię – kochankowie maja odmienne  postawy epistemologiczne (Dziura jest racjonalistą, rusałka porusza się w  przestrzeni magicznej), różne statusy ontologiczne (człowiek – demon) i  oczekiwania estetyczne (rybi ogon rusałki budzi w Marcinie odrazę). Estetyczna  kategoria brzydoty, wprowadzona do konstrukcji postaci Majki, pozwala herosowi  Leśmianowskiemu oprzeć się urokom złotowłosej pokuśnicy, pomimo potęgi erotyzmu  jej nagiego ciała:</p>
<p><em>Zanurzył dłoń głębiej w pszenicy i  niezwłocznie pochwycił coś, niby sznur jedwabny. Pociągnął za sznur i widzi, że  to nie sznur, lecz warkocz złocisty. Pociągnął tedy za warkocz, a tuż za  warkoczem głowa się czyjaś z pszenicy wychyla. Głowa dziewczęca, a w ślad za  głową – szyja biała, a w ślad za szyją – ramiona młode, obcisłe [<a title="[41] Obcisłe (gwar.) – jędrne, młode, szczupłe.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb41&#8243;>41</a>]. [...] Majka z  wolna po pas się wynurzyła z pszenicy. Dziura w te pędy poprzez źdźbła  pszeniczne zerknął ukosem do głębi i ujrzał resztę jej ukrytego ciała. Była ta  reszta łuską szczelnie pokryta i ogonem rybim zręcznie zakończona. – Trzebaż ci  było tak trafnie się zacząć, a tak szpetnie zakończyć? – spytał nie bez  żalu</em> [<a title="[42] B. Leśmian, Klechdy polskie, op. cit., s. 102-103.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb42&#8243;>42</a>]  .</p>
<p>Jednakże względy epistemologiczne, ontologiczne ani  estetyczne nie są jedynymi, które rozłączają kochanków. Pozostaje jeszcze aspekt  egzystencjalny, będący konsekwencją racjonalizmu męskiego bohatera. Dziura,  wprowadzony w krąg kultury magicznej, nie pozwala się w niej osadzić. Lęk przed  Tanatosem okazuje się silniejszy niż obietnica nieśmiertelności. Podróżując z  kochanką na tratwie – Łące Pływającej (wyraźne odwołanie do łąk asfodelowych [<a title="[43] asphódelos (gr.) – ‘złotogłów&#8217;, ‘lilie o białym kwiatostanie&#8217;&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb43&#8243;>43</a>]porastających  Pola Elizejskie), czyni zabiegi apotropaiczne, wykorzystując piołun – ziele  mające moc uśmiercania rusałek. Wreszcie artykułuje swoje obawy: „wolę piołunem  się od ciebie przegrodzić niż [...] ze śmiercią się spotkać w twoich  objęciach” [<a title="[44] Ibidem, s. 120.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb44&#8243;>44</a>]. Ponieważ w  bohaterze zwycięża drzemiący w nim Anteusz [<a title="[45] Gigant Anteusz, mityczny syn Posejdona i Gai był tak długo (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb45&#8243;>45</a>] , boginka nie  może spełnić swojej roli przewodniczki w zaświaty:</p>
<p><em>Mówię do ciebie po rusałczanemu, bo  nie umiem i inaczej i nie mogę, a ty te słowa moje z lękiem odpychasz, że nie  ludzkie, nie twoje, ziemią nie spylone. [...] A w duszy Dziury t ę s k n o t a d  o s t a ł e g o g r u n t u, a dokładniej do onej popielatki [<a title="[46] Popielatka (gwar.) – urodzajna, czarna gleba.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb46&#8243;>46</a>] , która przez  całe życie uprawiał, tak się rozrosła i rozproszyła, że chętnie by się do snu  wiekuistego ułożył</em> [<a title="[47] B. Leśmian, Klechdy polskie, op. cit., s. 120-121 [podkr. (...)" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb47">47</a>]  .</p>
<p>Dziura nie przekroczy kręgu sacrum, pozostanie w sferze  profanicznej, bezpiecznej, bo znanej. Anteuszowe przywiązanie do doczesności  spowoduje również, że Leśmianowski bohater zdecyduje się na ślub z młynarzową  Małgorzatą, „babą gospodarną”, wdową o „tęgich policzkach”, która zaprowadzi  „wzorcowy porządek w chacie Dziury” [<a title="[48] Ibidem, s. 136.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb48&#8243;>48</a>]. I ilekroć  Marcin spróbuje swoją chatę (dom oniryczny), nawiedzaną dotąd przez złoty  warkocz Majki, opuścić i zagłębić się w las, w którym czeka na niego rusałka,  „baba jak nie porwie drąga, jak nie zacznie go okładać! Zdawało się Dziurze, że  mu duszę z ciała, jak ziarno dojrzałe [...] na wiatr wymłóci” [<a title="[49] Ibidem, s. 146.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb49&#8243;>49</a>] . Okładanie  drągiem to jedyna hierogamia, która jest udziałem oblubieńca, a mimo to nie  zawaha się wyznać: „Wolę ja warkocz mojej baby, bo choć od ogona świńskiego nie  większy, aleć za to po nocach nie straszy” [<a title="[50] Ibidem, s. 139.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb50&#8243;>50</a>].</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://bialczynski.wordpress.com/files/2009/07/lesmian-4-7.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-766" title="lesmian-4-7" src="http://bialczynski.wordpress.com/files/2009/07/lesmian-4-7.jpg" alt="lesmian-4-7" width="550" height="366" /></a><em>Z wystawy w Zamościu</em></p>
<p>Próba inicjacji nie kończy się wtajemniczeniem (Dziura  nie jest jeszcze gotów, aby „ukochać wieczór z tamtej strony rzeki”), prowadzi  zaledwie do rozpoznania sytuacji egzystencjalnej bohatera, odsłaniając sferę  jego lęków. Marcin Dziura przeraźliwie boi się otchłani chtonicznej, do której  wiedzie go Majka, toteż w planie symbolicznym pozostanie w powierzchniowej  warstwie urodzajnej ziemi, uosobionej w utworze przez Małgorzatę [<a title="[51] W konstrukcji postaci Małgorzaty zastosował Leśmian zabieg hiperbolizacji (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb51&#8243;>51</a>]. To samo  obsesyjne przywiązanie do doczesności wyrazi Leśmian jeszcze raz w jednym z  erotyków, mówiąc kochance: ”modlę się o twojego nieśmiertelność ciała” [<a title="[52] B. Leśmian, W malinowym chruśniaku, [w:] Poezje wybrane, oprac. J. (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb52&#8243;>52</a>].</p>
<p>Dziwożony wywodzą się z tradycji południowosłowiańskiej,  czeskiej. W strukturze wyobrażeń na temat tych demonów leśnych dominuje  symbolika erotyczna (obdarzone piersiami nadzwyczajnej wielkości, noszą na  głowach czerwone czapeczki) i chtoniczna (mieszkają w pieczarach, na urwistych  stokach gór) [<a title="[53] Na temat demonologii słowiańskiej, por. L. Pełka, Polska demonologia (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb53&#8243;>53</a>]. Ich  ustosunkowanie się do człowieka jest ambiwalentne – od życzliwości poprzez  psotliwość, aż do wrogości. W demonologii  negatywnej:</p>
<p><em>są to kobiety nadprzyrodzone,  złośliwe, mają włos bardzo długi, rozpuszczony i prosty ; piersi mają tak  wielkie, że je zamiast pralników używają, piorąc swoją bieliznę. [...] Najwięcej  cierpią od nich położnice. Dziwożony szpiegują takie kobiety, a upatrzywszy  porę, kradną nowonarodzone dziecię, a swoje na miejscu skradzionego zostawiają,  które jest zwykle szpetne, garbate, koszlawe</em> [<a title="[54] L. Pełka, op. cit., ss. 146-147.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb54&#8243;>54</a>]  .</p>
<p>Według innej tradycji to słowackie demony leśne,  porywające mężczyzn w taniec, dopóki tancerz ze zmęczenia nie skona [<a title="[55] K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, op. cit., t. 2, s. (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb55&#8243;>55</a>]. W demonologii  pozytywnej czeskie dziwożony, podobnie jak wielkoruskie gumienniki (opiekunowie  zbóż) czy polskie kłobuki, skrzaty, ubożęta, utożsamiane bywają z duchami  opiekuńczymi:</p>
<p><em>Przebywają po chałupach, mieszkają w  mysich dziurach, malutkie, że ledwo od ziemi widać, szare i niepozorne. Serca  mają jednak bardzo ludzkie i za miseczkę mleka pozostawioną im pod ławą lub pod  piecem [...] czarują, by gazdom się wiodło, by im się  szczęściło</em> [<a title="[56] Ibidem, s. 25.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb56&#8243;>56</a>]  .</p>
<p>Bolesław Leśmian odwołuje się do wyobrażeń demonologii  negatywnej. Swoją Dziwożonę, główną postać kobiecą [Podlasiaka], sytuuje w kręgu  symboliki erotyczno-chtonicznej. Ten kolejny już kobiecy demon [Klechd polskich]  to mieszkająca w dziupli dębu nereida, obdarzona ciepłym, nagim, lepkim od miodu  ciałem, ustami nabrzmiałymi krwią i językiem czerwonym jak mak [<a title="[57] B. Leśmian, Klechdy polskie, op. cit., ss. 226-227.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb57&#8243;>57</a>].</p>
<p>Drzewo, jako miejsce zetknięcia nieba i ziemi, staje się  w utworze jedynym znakiem hierogamii. Uczestnikami miłosnego transu czyni poeta  dwóch wiejskich włóczęgów – Kulawca i Jednorękiego – „rdzennie bezdomne  dziwadła” [<a title="[58] Ibidem, s. 215.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb58&#8243;>58</a>] . W kulturze  tradycyjnej istotom kalekim przypisywano znaczenie magiczne – należały do sfery  granicznej, mogły uczestniczyć w porządku obu światów. Leśmianowska  interpretacja kalectwa nabiera dodatkowo wymiaru egzystencjalnego – utrudniony  kontakt z rzeczywistością ewokuje mityczną symbolikę bezdomności Edypa. Takim  bytem wydziedziczonym jest też trzeci kandydat na kochanka, tytułowy Podlasiak,  dziad leśny, upiór dębowy, „bywalec leśny, z tamtego świata wychodźca” [<a title="[59] Ibidem, s. 223.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb59&#8243;>59</a>]. Czując  nadciągającą śmierć, pragnie miłosnego zjednoczenia z kobietą, choćby miał to  być tylko pocałunek. Dla niej zmienia swój status ontologiczny, przybierając  postać człowieka. Spośród trzech zalotników Dziwożony tylko on jeden dostąpi  wtajemniczenia w misterium odrodzenia, bowiem jako jedyny otrzymał stygmaty  śmierci. W czasie inicjacji zostaje naznaczony krwią z pokąsanych przez komary  ust rusałki. Nieodzowne w każdym rytuale przejścia doświadczenie śmierci staje  się również dla Leśmiana fundamentem miłosnego transu. Zaś Kulawiec i Jednoręki,  odtrąceni przez nereidę, pomaszerują dalej przez ciemny las, donikąd, szukając  własnej, człowieczej drogi do nieśmiertelności.</p>
<p>Drogę taką znajdą dwaj inni wiejscy parobkowie, tytułowi  bohaterowie wiersza [Świdryga i Midryga] z tomu [Łąka]. Tutaj inicjacja  przybiera formę opętańczego tańca, symbolizującego nie tylko miłosną ekstazę,  ale i [danse macabre]. Leksyka funeralna, dominująca w utworze („groby”,  „trumny”, „cmentarz”, „śmierć w skocznych lamentach”), będąca metaforą  [regressus ad uterum], uwypukla jego wymiar eschatologiczny. Misterium miłosnego  spotkania człowieka z wiecznością odbywa się tu dzięki mediacji Południcy,  chtonicznego demona polnego. Wyobrażenie Południcy, zwanej też „Żytnią Babą” ,  „Rżaną Babą” (reż – ‘żyto’) lub „Diabłem Południowym”, zaczerpnął Leśmian z  mitologii starosłowiańskiej, gdzie związana była z obrzędami wegetacyjnymi.  Południce były strażniczkami sakralnego wymiaru czasu, który przypadał w  południe, opiekunkami Płodów Ziemi. Strzegły czci [Bogini Siemi] [<a title="[60] Słowiański odpowiednik Tellus Mater.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb60&#8243;>60</a>]. Przebywały na  polach jedynie w okresie wegetacji zbóż, później s c h o d z i ł y p o d z i e m  i ę, gdzie zapadały w głęboki sen. Starosłowiańskie mity teogoniczne podkreślają  ich telluryczny charakter – miały się zrodzić z kwiatów na „Łące Stokrotnej” [<a title="[61] Cz. Białczyński, Stworze i zdusze, czyli starosłowiańskie boginki i (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb61&#8243;>61</a>]. Zachowało się  wiele przekazów etnograficznych, z których można odtworzyć elementy wierzeń  związanych z południcami:</p>
<p><em>Zjawiają się zawsze w lecie, w samo  południe bezwietrzne. [...] Przychodzą z podmuchem gorącym, jakby wiało z  chlebowego pieca. [...] Pilnują czci Matki Ziemi i zapamiętują każdą jej obrazę.  Jeśli rolnik przed czynnościami związanymi z naruszeniem całości ziemi i jej  płodów (orka, koszenie, siejba) nie uklęknie, imienia Matki Ziemi nie wymieni i  jej trzykrotnie nie ucałuje, karzą go pożarem plonów bądź utratą potomka [<a title="[62] Ibidem, ss. 113-114, por. też B. A. Podgórscy, Encyklopedia demonów, (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb62&#8243;>62</a>]. [...] Biada  pasterzowi, któryby został sam przez południe w polu. Ich widok miał wzbudzać  strach tak wielki, iż człowiek mógł od tego dostać nawet śmiertelnej  gorączki</em> [<a title="[63] W. Łysiak, op. cit., s. 102.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb63&#8243;>63</a>].</p>
<p>Oskar Kolberg pisze, że na Łemkowszczyźnie wierzono w  „dziewice polne” (przypołudnice) o modrych oczach i płowych włosach uwieńczonych  kłosami i bławatkami [<a title="[64] Por. O. Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 1-59, Wrocław – Poznań 1961-1980 (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb64&#8243;>64</a>]. W Małopolsce  demon ten występował pod postacią wysokiej, starej, brzydkiej i pokracznej  kobiety, odzianej w białe szaty, której towarzyszył orszak siedmiu czarnych  psów. Przebywały w zbożu i grochu, głównie w okresie przednówka, wyganiały z  pola ludzi, szczując ich psami [<a title="[65] Por. L. Pełka, Polska demonologia ludowa, op. cit., ss. (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb65&#8243;>65</a>].W  dwudziestowiecznych materiałach etnograficznych [<a title="[66] Podstawę omówienia stanowią wyniki badań terenowych, przeprowadzonych w (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb66&#8243;>66</a>].  czytamy:</p>
<p><em>Opowiadali starzy ludzie o duchach,  które w lecie w południe chodziły wśród zbóż. Duchy te nazywano południcami.  Były one niewidzialne. [...] O południcach mówią jeszcze teraz we wsi. Chodzą  one w południe po polach. Są to kobiety ubrane na biało. Jak ktoś w południe nie  chce zejść z pola, to wówczas ludzie mówią: Idź ty do domu, zobaczysz, że cię  południca przegna. [...] Mówiono, że o godzinie dwunastej ani w dzień, ani w  nocy nie trzeba wychodzić w pole, bo straszy. Mówiono, że to żytniczka siedzi w  zbożu. [...] Słyszałam jak starzy ludzie opowiadali o strachach chodzących w  zbożu. Gdy panna umarła w rusalnyj tydzień to nazywano ją rusałką żytnią i ona  chodziła w zbożu. Duchy te były wyłącznie kobietami i ukazywały się tak ubrane  jak je pochowano</em> [<a title="[67] L. Pełka, Polska demonologia ludowa, op. cit., ss. 101-102.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb67&#8243;>67</a>]</p>
<p>Wszystkie zaprezentowane powyżej przekazy etnograficzne,  akcentując cykliczność pojawiania się tych demonów wegetacji, ich związki z  płodnymi siłami natury i sakralnością kobiety, odnajdują w wyobrażeniach  południc echo dawnego, słowiańskiego kultu narodzin i obumierania życia w  przyrodzie. Dlatego też [Świdryga i Midryga], dzięki miłosnemu spotkaniu z  Południcą, „ujrzą otchłań śmierci czarną od ogromu” i paradoksalnie, te byty  dotąd wydziedziczone, poczują się wreszcie „jak u siebie w domu” [<a title="[68] B. Leśmian, Poezje zebrane, red. A. Madyda, Toruń 1995, s. (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb68&#8243;>68</a>]  .</p>
<p>Ostatnią przywołaną Leśmianowską epifanią [Tellus  Mater], będzie Rusałka Leśna, bohaterka dwóch dramatów mimicznych [Pierrot i  Kolombina] oraz [Skrzypek opętany].</p>
<p>Rusałki, (łac. rosalia – ‘święto róż’) są  najpopularniejszymi wschodniosłowiańskimi demonami kobiecymi. W kulturze  tradycyjnej zakorzenione jest wyobrażenie rusałek jako pięknych, najczęściej  nagich dziewcząt o długich rozpuszczonych włosach, przybranych w wianki z ziół.  Są to dusze pokrzywdzonych przez los, bo przedwcześnie zmarłych, młodych kobiet,  dlatego też zazdrosne o utracone życie, próbują przypadkowych przechodniów  przeciągnąć na stronę śmierci. Lubią śmiać się, klaskać w dłonie, tańczyć w  księżycowe noce na leśnych polanach. Na Rusi, a więc na obszarze, na którym  Leśmian spędził dzieciństwo i młodość, rusałki są istotami tellurycznymi i  chtonicznymi: „przebywają w ziemi i z ziemi wychodzą [...], a ich ciało jest  koloru ziemi” [<a title="[69] K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, op. cit., t. 2, s. (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb69&#8243;>69</a>] . Na terenie  Polski (głównie południowo-wschodniej), rusałki należą do kręgu wyobrażeń  związanych z demonologią leśna. Demony leśne, znane też jako „leśni ludzie”,  „mamuny” lub błędy przybierały różne postaci: antropomorficzne [<a title="[70] Najczęściej spotykane słowiańskie antropomorficzne wyobrażenia demonów (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb70&#8243;>70</a>],  zoomorficzne [<a title="[71] Czarny ptak, wilk, dzik, zając.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb71&#8243;>71</a>] lub  teratologiczne [<a title="[72] Kobieta – potwór o ciele porośniętym gęstym włosem lub silnie owłosiony (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb72&#8243;>72</a>], niekiedy  posiadały formę ruchomych światełek, płomyków. W rejonie Puszczy Sandomierskiej  zachowało się wyobrażenie ducha leśnego, którego poznaje się po gwizdaniu,  rozlegającym się z najwyższych drzew. W Polsce centralnej ten duch, zwany  borowym, przedstawiany jako niski mężczyzna z brodą do samej ziemi, jest  odpowiedzialny za błądzenie ludzi w lesie. Według zapisu Oskara Kolberga, w  południowo-wschodniej części Polski demon ten znany był jako rusałka  leśna:</p>
<p><em>Dziewica to leśna, śliczna, ale i  złośliwa wielce czarownica. Włos u niej zielony, po czym rozpoznać ją  najsnadniej. Władza jej z zachodem rozpoczyna się słońca i kończy o świcie, gdy  kur zapieje. Uśmiechem, przymilaniem się, a śpiewem słodziutkim wabi, mami  niebacznych ku sobie mołojców, pociąga za sobą w głąb lasu [...] i tam łaskocze  tak długo, dopóki wśród konwulsyjnego nie zakończą śmiechu</em> [<a title="[73] O. Kolberg, Tarnowskie- Rzeszowskie, [w:] Dzieła wszystkie, s. (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb73&#8243;>73</a>].</p>
<p>W wyobrażeniach mieszkańców Podhala istota ta, zwana  „leśna”, mieszka w lasach, wabiąc swa urodą mężczyzn. Wciąga ich w mateczniki  leśne lub w bagna. Wówczas znika, pozostawiając swoje ofiary zawiedzione i  przerażone miejscem, w którym się znalazły. Niejednokrotnie pogoń za „leśną”  kończy się śmiercią uwiedzionego [<a title="[74] L. Pełka, Polska demonologia ludowa, op. cit., s. 111.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb74&#8243;>74</a>]  .</p>
<p>Leśmianowska Rusałka Leśna pozbawiona zostaje negatywnej  waloryzacji typowej dla folkloru. Jest tworem synkretycznym. W konstrukcji jej  postaci można dostrzec zabieg kontaminacji słowiańskich wierzeń ludowych,  mitycznych wyobrażeń zachodnioeuropejskich reprezentowanych przez ondyny i  nereidy, jak i rysy głównych bóstw chtonicznych greckich tesmoforiów. Światło  Indygowe, towarzyszące każdemu jej zjawieniu, wprowadza silne asocjacje ze  światem transcendentnym, sakralizując przestrzeń.</p>
<p>Sferę profaniczną reprezentują dwie inne [dramatis  personae] – Kolombina i Chryza [<a title="[75] Dramaty Pierrot i Kolombina oraz Skrzypek opętany traktuję jako (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb75&#8243;>75</a>]. Jako jedyne  postaci dramatu posiadają cień, nie mogą więc przekroczyć swoich ograniczeń  ontycznych, własnej śmiertelności, są też na stałe związane z doczesnością  poprzez symbolikę cyfry cztery. Kolombina (Chryza), walcząc z Rusałką Leśną o  miłość Pierrota (Alariela), ułożywszy na polanie, w „borze odwiecznym”, róże w  kształt krzyża:</p>
<p><em>Wyjmuje z kosza Laskę Czarodziejską.  Czterykroć dokoła krzyż różany obchodzi i czterykroć Laską Czarodziejską  czterech ramion krzyża dotyka. Pod wpływem tych zaklęć wynurzają się z gęstwy  drzewnej – jedne po drugich – w grupach poczwórnych – cztery Karły, cztery Duchy  Białe, cztery Duchy Błękitne [<a title="[76] Leśmian respektuje sakralną symbolikę błękitu, dlatego też duchy te, jako (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb76&#8243;>76</a>] , cztery Duchy  Czarne, cztery Duchy Purpurowe i cztery Duchy Pstrokate</em> [<a title="[77] B. Leśmian, Skrzypek opętany, oprac. R. Stone, Warszawa 1985, s. (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb77&#8243;>77</a>].</p>
<p>Między tymi dwiema rzeczywistościami sytuuje autor  swojego męskiego bohatera Pierrota (Alaryela), artystę ogarniętego twórczą  niemocą. W [Szkicach literackich] utożsamiał Leśmian artystę – „umysł  metafizyczny”, „mieszkańca nieba i ziemi” – z człowiekiem pierwotnym. Uniesienie  miłosne Pierrota (Alaryela) jest właśnie takim aktem regresu do pierwotności.  Rusałka Leśna staje się duszą natury [<a title="[78] R. H. Stone w swoim opracowaniu dramatów mimicznych Leśmiana, używa (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb78&#8243;>78</a>]. Komunia z nią  umożliwia „człowiekowi metafizycznemu” zaznanie chwili ekstazy prowadzącej do  inkarnacji. Wyposażona przez Leśmiana w artybuty bogini płodności (dwie kwitnące  gałązki) prowadzi kochanka przez dwa stopnie wtajemniczenia. Pierwszy krok w  kierunku transcendencji robi Pierrot (Alaryel) jako artysta – pozbawiony przez  Kolombinę (Chryzę) Złotej Skrzypki, potrafi wydobyć dźwięk, grając na dwóch  gałązkach upuszczonych przez Rusałkę Leśną. Wtajemniczenie ostateczne skrzypka  opętanego poprzedzone zostaje zejściem bogini do świata podziemnego. W  zakończeniu dramatu Pierrot (Alaryel) wyzwala się ostatecznie ze swoich  człowieczych ograniczeń. Ukąszony przez węża, wysłannika bóstw chtonicznych,  doświadcza rytualnej śmierci, a jego zmartwychwstanie przybiera postać  blasku [<a title="[79] Światło i blask towarzyszyły kulminacyjnemu momentowi inicjacji w (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb79&#8243;>79</a>]:</p>
<p><em>Z głębi mogiły wydobywają się  podziemne, bardzo głuche i stłumione dźwięki. [...] Mogiła Rusałki rozsuwa się,  ukazując otwór pusty. W miarę jej rozsuwania się Dźwięki Podziemne nabierają  coraz głębszego brzmienia, zatracając dawne stłumienie, a jednocześnie z otworu  mogilnego wydobywa się jakby Świt Indygowy, rozpłomienia się w tegoż koloru  zorzę i ogarnia cały cmentarz. [...] Z mogiły, w ślad za Światłem Indygowym  wynika postać zmarłej Rusałki</em> [<a title="[80] B. Leśmian, Skrzypek opętany, op. cit., 166-167.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb80&#8243;>80</a>].</p>
<p>Poetycko przetworzone przez Leśmiana misterium  chtoniczne kończy scena, w której zwabione pieśnią Pierrota (Alaryela) powstają  z mogił Cienie Zmarłych.</p>
<h3><strong>W  kręgu symboliki noktomorficznej</strong></h3>
<p>Starożytni Grecy wyróżniali trzy rodzaje miłości  ([philia]): [Agape] (miłość boska, bezinteresowna), [Eros] (namiętność, uczucie  zakochania), [Aphros] lub [Aphrodite] (pożądanie, miłość fizyczna). Literatura  początku dwudziestego wieku, do której chronologicznie Bolesław Leśmian  przynależy, inspirowana filozofią Artura Schopenhauera, rozszczepiła tradycyjne  pojęcie miłości na [Geschlechtsliebe] (chuć, popęd płciowy) i caritas  (współczucie, metafizyczna identyczność). W wyobraźni poetyckiej „skrzydlatego  rejenta” wszystkie te odmiany miłości stanowią znowu prajednię, stając się  „religią miłości”, „miłością totalną”, „miłością zwierzęco – ludzko –  pankosmiczną” [<a title="[81] Por. Studia o Leśmianie, pod red. M. Głowińskiego i J. Sławińskiego, (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb81&#8243;>81</a>].</p>
<p>Poeta zafascynowany wyobraźnią człowieka pierwotnego  odwołuje się w konstrukcji swoich literackich kochanek do symboliki obrzędowej.  Jego demony kobiece, jako byty mediacyjne, wyznaczają drogę możliwego przejścia  między zaświatami a krainą śmiertelników, łącza dwa brzegi przepaści  rozdzielającej ekumenę od obszaru sacrum [<a title="[82] Por. J. Kowalska, Taniec drzewa życia. Uniwersalia kulturowe w tańcu, (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb82&#8243;>82</a>]. Człowiek  udający się do dolnego świata, przekracza granicę, aby uzyskać moc i  wiedzę.</p>
<p>Należałoby jednak postawić pytanie, dlaczego spośród  bogactwa symboliki mediacyjnej wybiera Leśmian demony kobiece będące figurami  żywiołu ziemi. W wierzeniach słowiańskich, najbliższych autorowi [Skrzypka  opętanego], istniało wiele bytów mediacyjnych – ksiądz, kaleka, kobieta  ciężarna, dziecko, pies, kot, jeleń, sroka, jaszczurka. Jeszcze bardziej  imponująco prezentują się wyobrażenia demonów [<a title="[83] Propozycję systematyzacji demonologii słowiańskiej znajdujemy w pracy (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb83&#8243;>83</a>]. Na podstawie  zaprezentowanych powyżej analiz można by wysnuć konkluzję, że Leśmianowskie  kreacje kochanek to poetycko przetworzone rudymentarne doświadczenia  egzystencjalne, pojawiające się w obrzędach inicjacyjnych (obrzędach przejścia),  w których orgia i hierogamia należą do podstawowych rytów [<a title="[84] Por. M. Buchowski, Magia i rytuał, Warszawa 1993.&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb84&#8243;>84</a>].</p>
<p>W twórczości Leśmiana Bóg-Ojciec opuścił człowieka:  „spadły z nieba bezwolnie wraz z poranną rosą, drzemie w macierzankach poległy  na wznak” [<a title="[85] B. Leśmian, Dżananda, [w:] Poezje wybrane, oprac. J. Trznadel, Wrocław (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb85&#8243;>85</a>]. Telluryczna  magia miłosna zastępuje sakralność uraniczną. Eleuzyjska symbolika pojawia się w  konstrukcji postaci wszystkich zaprezentowanych kreacji kobiecych. Demeter jest  „matką ziarna” – obraz zboża pojawia się w polu semantycznym figury Majki  („czekałam na ciebie w pszenicy, jak się czeka w alkowie” i Południcy („Żytnia  Baba” przebywała na polach tylko w czasie wegetacji zbóż). Mak, drugi atrybut  greckiej bogini płodności, jest ważnym elementem obrazowania Dziwożony (usta  nabrzmiałe krwią, język czerwony jak mak). Rusałka Leśna nosi wyraźne ślady  stylizacji na bóstwo chtoniczne (zejście pod ziemię, odrodzenie, epifania pod  postacią blasku).</p>
<p>W konstrukcji wszystkich tych postaci kobiecych  akcentuje Leśmian bardzo wyraźnie ich noktomorfizm, co pozwala przyporządkować  demony kobiece, używając nomenklatury Durandowskiej, do nocnego porządku  obrazowania (władza Majki rozpoczyna się wraz z zachodem słońca i kończy o  świcie, Dziwożona nosi światło księżyca na nagich ramionach). Podstawą „porządku  nocnego obrazu” jest, bardzo wyraźny w wyobraźni Leśmiana izomorfizm kobiety i  księżyca, wyrażający poprzez swoje związki nie tylko z płodnością, ale i ze  śmiercią, jeden z podstawowych archetypów regeneracji [<a title="[86] Gilbert Durand analizując symbolikę archetypu menstruacyjnego oraz (&#8230;)&#8221; href=&#8221;http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nb86&#8243;>86</a>]. Księżyc jest  jedną z najbardziej dramatycznych epifanii czasu: nieustannie rośnie, maleje,  znika, jakby nieubłaganie podlegał czasowości i śmierci, a zaćmiony księżyc w  nowiu uważa się za pierwszego zmarłego. Dlatego też bóstwa chtoniczne, jak  Persefona, Demeter czy Dionozos były bóstwami lunarnymi. Demeter była nie tylko  akuszerką (gr. eleusia – przyjście na świat); zmarłych, od jej imienia, nazywano  [demetreioi].</p>
<p>W kreacjach Leśmianowskich kochanek daje się zauważyć  silną obecność symboliki chtonicznej. Majka podróżuje na asfodelowej „Łące  Pływającej”, Dziwożona zamieszkuje otchłań dziupli dębu, Rusałka Leśna objawia  swą moc pod postacią blasku rozświetlającego mogiłę. Eleuzynia przeprowadzały  adepta przez symboliczną hierogamię (miłosne spotkanie hierofanta z kapłanką  świątyni Demeter), śmierć aż do odrodzenia, wyrażonego w rytuale demonstracji  świeżo ściętego kłosu zboża. Wszystkie te ryty, co potwierdzają dokonane wyżej  analizy tekstów, stanowią trzon Leśmianowskiej magii miłosnej. Kobiecy demon,  wykorzystując swą erotyczno-chtoniczną potęgę, ofiaruje „topielcowi zieleni”  surogat wieczności, a poprzez objawienie tajemniczej ciągłości życia i śmierci  godzi [epoptę] z nieuchronnością przemijania.</p>
<p>Nocny porządek obrazu to, według Gilberta Duranda,  postawa wyobrażeniowa polegająca na zaklinaniu śmiercionośnych idoli Chronosa,  na ich przekształcaniu w dobroczynne talizmany, to włączanie w nieuchronny bieg  czasu uspokajających figur noszących w sobie symbolikę intymności,  powtarzalności, cykliczności. Na gruncie wyobraźni Bolesława Leśmiana będą to  figury Ziemi, reprezentujące jej miłosny potencjał. Kobiece demony  przekształcając śmiertelne strachy w obrazy erotyczne i cielesne, zabarwiają  pożądaniem ludzki los, odwracają wartości symboliczne Erosa i Tanatosa.  Otwierają przed wyobraźnią inną drogę eufemizacji śmierci niż obrazy heroiczne  konkretyzowane najczęściej w kulturze eropejskiej poprzez symbolikę toposu  Drachenkampf.</p>
<p>Religia Matki walczy z groźnym obliczem czasu bez użycia  miecza – boginiom świata podziemnego towarzyszy wdzięk [[Por. G. Durand, Le  régime nocturne de l’image, [w:] Les structures anthropologiques de  l’imaginaire, op. cit., ss. 217-224. ].</p>
<h3><strong>Resumé:</strong></h3>
<p>En analysant la qualité et la quantité des motifs  constants dans l’oeuvre littéraire de Bolesław Leśmian, nous pouvons observer  que c’est un artiste doté, si l’on utilise la terminologie de Gaston Bachelard,  d’une imagination tellurique. Parmi de nombreuses manifestations symboliques de  l’élément de la terre (les images teriomorphes, végétales ainsi que  chthoniennes) les créations féminines sont particulièrement intéressantes pour  les recherches. Le poète dégage potentiel érotique de la terre en accentuant  l’analogie entre le sacré de la terre et celui de la femme. La fertilité du sol,  identifiée avec la fécondité de la femme, devient le symbole des changements  périodiques du monde. Tellus Mater se révèle comme la déesse du monde et de  l’au-delà. Bolesław Leśmian éprouvé profondément dans sa biographie par la mort,  terrifié par les limites ontiques de l’homme, se replie dans un monde de rituel  et de magie qui, au niveau spirituel, en paralysant le temps de façon  symbolique, assure au néophyte la possibilité de toucher l’éternité. Le poéte  adopte, dans sa création poétique, l’attitude d’un néophyte : il fait de la  femme une déesse qui possède le pouvoir d’initier dans le mystère de la vie et  de la mort. La hiérogamie est le couronnement de cette initiation et rend  possible le retour potentiel au ventre de la mère (regressus ad uterum). Les  maîtresses présentées par le poète (Majka, Dziwożona, Południca), les épiphanies  de Tellus Mater sont des médiatrices qui ont le pouvoir de révéler le savoir  d’au-delà.. Le poète construit sa magie amoureuse en puisant dans l’imaginaire  de la démonologie slave .</p>
<p>[<a title="Notatki 1" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh1">1</a>] A. Kulik,  Chłodnym okiem. Leśmian w Zamościu, „Kresy. Kwartalnik Literacki”,  8/1991.</p>
<p>[<a title="Notatki 2" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh2">2</a>] J. Brzechwa,  Niebieski wycieruch, [w:] Wspomnienia o Bolesławie Leśmianie, oprac. Z.  Jastrzębski, Lublin 1966, s. 97.</p>
<p>[<a title="Notatki 3" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh3">3</a>] Ibidem, s.  96.</p>
<p>[<a title="Notatki 4" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh4">4</a>] J. Tuwim,  Leśmian. W dziesięciolecie śmierci, [w:] Wspomnienia o Bolesławie Leśmianie, op.  cit., s. 120. Córka Leśmiana, Maria Ludwika Mazurowa wspomina, że ojciec miał  subtelne dłonie i całe życie nosił na palcu damski pierścionek (chodzi o  pierścionek zaręczynowy, który dostał od żony, Zofii Chylińskiej, obrączki  bowiem sprzedał w chwili jednego z wielu kryzysów finansowych), por. M. L.  Mazurowa, Podróże i praca twórcza Bolesława Leśmiana, [w:] Wspomnienia&#8230;, op.  cit., ss. 19-78.</p>
<p>[<a title="Notatki 5" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh5">5</a>] M.  Daszkiewicz-Czajkowski, Leśmian w młodości, [w:] Wspomnienia&#8230;, op. cit., s.  114.</p>
<p>[<a title="Notatki 6" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh6">6</a>] M. Wiszniewski,  Strzępy wspomnień o Bolesławie Leśmianie, ibidem, s.  193.</p>
<p>[<a title="Notatki 7" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh7">7</a>] Ibidem, s.  195.</p>
<p>[<a title="Notatki 8" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh8">8</a>] Zabieg taki był  już wówczas wykonywany i polegał na umocowaniu każdego włosa na złotym  drucie.</p>
<p>[<a title="Notatki 9" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh9">9</a>] M. Wiszniewski,  Strzępy wspomnień o Bolesławie Leśmianie, ibidem, s.  195.</p>
<p>[<a title="Notatki 10" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh10">10</a>] Z. Klukowski,  Ze wspomnień o Leśmianie, [w:] Wspomnienia&#8230;, op. cit., s.  206.</p>
<p>[<a title="Notatki 11" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh11">11</a>] M.  Strzeszewska, Spotkanie młodości z prawdziwą poezją, ibidem, s.  213.</p>
<p>[<a title="Notatki 12" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh12">12</a>] H. Wiewiórska,  Bolesław Leśmian, ibidem, s. 228.</p>
<p>[<a title="Notatki 13" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh13">13</a>] S. Sebyłowa,  ***, ibidem, s. 315.</p>
<p>[<a title="Notatki 14" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh14">14</a>] A. Bednarczyk,  Taka cisza w ogrodzie&#8230; Iłżeckie miłości Leśmiana, Warszawa 1992, s.  20.</p>
<p>[<a title="Notatki 15" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh15">15</a>] I.  Czajka-Stachowicz, Wspomnienie o Bolesławie Leśmianie, [w:] Wspomnienia&#8230;, op.  cit., ss. 267-268 [podkr. M.K.].</p>
<p>[<a title="Notatki 16" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh16">16</a>] Pierwszą  wielka namiętnością poety była żona, malarka, Zofia Chylińska. Poznał ja w  Paryżu, dokąd przyjechał zgłębiać literaturę francuską. Zofia studiowała  malarstwo w Akademii Juliena. Oczarowany jej urodą Leśmian pisze do Miriama z  wakacji w Bretanii: „Przyjechałem tu z jedną bardzo ładna malarką, ale zachowuję  się tak, że uważa mnie za idiotę” (P. Łopuszański, op. cit., s. 59). Po upływie  sześciu miesięcy Zenon Przesmycki otrzymuje kolejny list z wyznaniem: „Ożeniłem  się”. Bolesław ma wtedy dwadzieścia osiem lat, Zofia lat dwadzieścia. Miesiąc  miodowy spędzili w Paryżu, przy Bulwar Montparnasse 135. Przez następne lata  spędzone we Francji pożyczają pieniądze, chorują z głodu. Byli małżeństwem przez  trzydzieści dwa lata, owocem ich związku będą dwie córki – Maria Ludwika i  Wanda. Leśmian nigdy nie opuścił żony, mimo że przez ostatnie dwadzieścia lat  życia prowadził dwa domy, z dwiema kobietami. Latem 1917 roku, w domu swojej  ciotki, Emmy Gustawy Sunderland, spotkał poeta lekarkę, absolwentkę Sorbony,  Teodorę Lebenthal. Dora. była już rozwiedziona z doktorem Szperem, znanym  warszawskim chirurgiem i pracowała w stolicy w szpitalu św. Łazarza. Dla  „osobnika o wyglądzie świerszcza” Dora Lebenthal przeszła na katolicyzm, a kiedy  popadł w tarapaty finansowe, oskarżony o defraudację pieniędzy z kasy  notarialnej, sprzedała swój gabinet lekarski i elegancki apartament przy ulicy  Marszałkowskiej 148, gdzie prowadziła Leśmianowi salon literacki, sama zaś  przeniosła się do maleńkiego mieszkanka przy ulicy Podwale 14. Jan Brzechwa tak  ją wspomina: „Dora była nadzwyczaj pogodna, miała ujmujący uśmiech, z lekka  zadarty, kształtny nos i śliczne dołki w twarzy. Należała do typu kobiet, które  umieją się podobać, miała ponętne usta, ładne zęby, posiadała naturalny wdzięk.  Uważaliśmy ją wszyscy za kobietę o niezwykłym charakterze. [...] Ja i moi  koledzy, wszyscy podkochiwaliśmy się w niej po trochu i zazdrościliśmy  Bolesławowi; (por. J. Brzechwa, Niebieski wycieruch, [w:] Wspomnienia&#8230;, op.  cit., s. 101-102).</p>
<p>[<a title="Notatki 17" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh17">17</a>] A. Stern,  Powroty Bolesława Leśmiana, [w:] Wspomnienia&#8230; , op. cit.,  342.</p>
<p>[<a title="Notatki 18" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh18">18</a>] H. Wiewiórska,  op. cit., s. 233.</p>
<p>[<a title="Notatki 19" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh19">19</a>] Por. I.  Czajka-Stachowicz, op cit., ss. 259-301.</p>
<p>[<a title="Notatki 20" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh20">20</a>] A. Bednarczyk,  Taka cisza w ogrodzie, op. cit., s. 19.</p>
<p>[<a title="Notatki 21" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh21">21</a>] Ibidem, s.  21.</p>
<p>[<a title="Notatki 22" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh22">22</a>] Zupełnie inne  zagadnienie, które nie będzie tu przedmiotem omówienia, stanowi kobieta jako  adresatka poezji (zwłaszcza erotyków) Leśmiana.</p>
<p>[<a title="Notatki 23" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh23">23</a>] Por. G.  Durand, L’imagination symbolique, Paris, PUF, 1964.</p>
<p>[<a title="Notatki 24" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh24">24</a>] P. Ricoeur,  Egzystencja i hermeneutyka, przeł. J. Skoczylas, Warszawa 1975, s.  93.</p>
<p>[<a title="Notatki 25" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh25">25</a>] Por. F.  Dagognet, Gaston Bachelard, PUF, 1965, s. 43.</p>
<p>[<a title="Notatki 26" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh26">26</a>] Ojciec, Józef  Lesman, ożenił się niebawem ponownie z Heleną z Dobrowolskich. Bolesław nigdy  tego związku nie zaakceptował. Trzymał nawet, według relacji Jana Brzechwy, pod  poduszką kartkę, na której napisał, że gdyby nagle umarł, to znaczy, że otruła  go macocha (por. Wspomnienia o Bolesławie Leśmianie, op. cit., s.  82)</p>
<p>[<a title="Notatki 27" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh27">27</a>] M.L. Mazurowa,  Podróże i praca twórcza Bolesława Leśmiana, [w:] Wspomnienia&#8230;, op. cit., s.  46.</p>
<p>[<a title="Notatki 28" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh28">28</a>] Ibidem, s.  47.</p>
<p>[<a title="Notatki 29" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh29">29</a>] Por. G.  Bachelard, La terre et les rêveries du repos, Paris, Corti, 1948; eadem, La  terre et les rêveries de la volonté, Paris, Corti,  1947.</p>
<p>[<a title="Notatki 30" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh30">30</a>] A. Stern,  Powroty Bolesława Leśmiana, [w:] Wspomnienia&#8230;, op. cit., s.  337.</p>
<p>[<a title="Notatki 31" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh31">31</a>] Klechdy  polskie napisał Leśmian w 1914 roku na zamówienie wydawcy Jakuba Mortkowicza.  Zgodnie z kontraktem poety z wydawnictwem, Klechdy polskie czerpały z zasobów  baśniowych folkloru polskiego. Miał to być literacki odpowiednik książki  warszawskiego historyka-folklorysty Kazimierza Wójcickiego Klechdy. Starożytne  podania i powieści ludu polskiego i Rusi z 1837 roku, uważanej wówczas za dzieło  naukowe.</p>
<p>[<a title="Notatki 32" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh32">32</a>] Majki nie są  jedynymi znanymi słowiańszczyźnie żeńskimi demonami leśnymi. W kulturze  tradycyjnej pojawiają się też drzewice – duchy drzew i dziewonie – opiekunki  runa leśnego; por. L. Pełka, Polska demonologia ludowa, Warszawa  1987.</p>
<p>[<a title="Notatki 33" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh33">33</a>] W Polsce  najbardziej niebezpiecznymi demonami kobiecymi były wiły – nosicielki  szaleństwa, chorób psychicznych, „wielkiej histerii”; por. K. Moszyński, Kultura  ludowa Słowian, t. 2, Warszawa 1967, s. 193.</p>
<p>[<a title="Notatki 34" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh34">34</a>] B. Leśmian,  Klechdy polskie, Kraków 1999, ss. 110-111. W Klechdach polskich Leśmian  prezentuje całą systematykę demonów kobiecych – oprócz Majek wymienia też  Rusałki, Memozyny i Syroidy, które wiąże z żywiołem wody. Rusałki „ tak cudownie  śpiewem nęcą przechodnia, że – zasłuchany – zapada się w sen i nie postrzega  nawet, jak sen jego, na pozór chwilowy, przeobraża się z wolna w sen wiekuisty.  Snem wiekuistym zaskoczony, nie potrafi nawet śmierci od śpiewu odróżnić, a  nicości od swego zasłuchania. Rusałki mówią o nim zasłuchany, a ludzie mówią  umarły. Prócz rusałek są jeszcze Memozyny, które zwabionego samotnika, na śmierć  mogą białymi palcami załechtać, a śmiech konającego długo jeszcze po skonaniu  trwa i błąka się w powietrzu. Prócz Memozyn są jeszcze Syroidy, co mają jedną  rękę, jedną nogę i jedno tylko oko. [...] A wolno tym Syroidom przez całe życie  jedno tylko słowo powiedzieć. Po wygłoszeniu tego słowa w pianę się rozpływają.  [...] Syroidy, człowieka nad brzegiem stojącego, lewicą chwytną do wody ściągają  i dopóty na dnie go trzymają, dopóki dusza jego wodą się nie zachłyśnie, a ciało  do reszty nie zesztywnieje. Wówczas każda swojemu topielcowi szepcze do ucha  słowo jedyne, które wyszeptać jej dano i natychmiast w pianę się rozpierzcha.”  (Ibidem).</p>
<p>[<a title="Notatki 35" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh35">35</a>] Nie wolno było  wtedy wchodzić w zboże, kąpać się w jeziorach ani prowadzić prac leśnych, gdyż  groziło to popadnięciem pod wpływy Majki.</p>
<p>[<a title="Notatki 36" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh36">36</a>] B. Leśmian,  Klechdy polskie, op. cit., s. 103-104.</p>
<p>[<a title="Notatki 37" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh37">37</a>] Nazwisko  znaczące „Dziura” stanowi aluzję do metafizycznej pustki, jaką odczuwa bohater  „dotknięty tęsknotą jakąś bezimienną”.</p>
<p>[<a title="Notatki 38" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh38">38</a>] B. Leśmian,  Klechdy polskie, op. cit., ss. 105-106.</p>
<p>[<a title="Notatki 39" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh39">39</a>] Ibidem, s.  105</p>
<p>[<a title="Notatki 40" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh40">40</a>] Ibidem, s.  106.</p>
<p>[<a title="Notatki 41" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh41">41</a>] Obcisłe  (gwar.) – jędrne, młode, szczupłe.</p>
<p>[<a title="Notatki 42" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh42">42</a>] B. Leśmian,  Klechdy polskie, op. cit., s. 102-103.</p>
<p>[<a title="Notatki 43" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh43">43</a>] asphódelos  (gr.) – ‘złotogłów’, ‘lilie o białym kwiatostanie’</p>
<p>[<a title="Notatki 44" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh44">44</a>] Ibidem, s.  120.</p>
<p>[<a title="Notatki 45" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh45">45</a>] Gigant  Anteusz, mityczny syn Posejdona i Gai był tak długo nieśmiertelny, jak długo  dotykał stopami Matki-Ziemi. Zmuszał podróżnych do walki wręcz i każdego  zabijał. Pokonał go dopiero Herkules, uniósłszy uprzednio w górę. Na gruncie  estetyki żywiołów i fenomenologii wyobraźni wypracowanej przez Gastona  Bachelarda kompleks Anteusza wyobraża lęk przed utratą stałego punktu oparcia,  obsesyjną tęsknotę za kontaktem z ziemią, por. G. Bachelard, La terre et les  rêveries de la volonté, op. cit.</p>
<p>[<a title="Notatki 46" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh46">46</a>] Popielatka  (gwar.) – urodzajna, czarna gleba.</p>
<p>[<a title="Notatki 47" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh47">47</a>] B. Leśmian,  Klechdy polskie, op. cit., s. 120-121 [podkr.  M.K.].</p>
<p>[<a title="Notatki 48" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh48">48</a>] Ibidem, s.  136.</p>
<p>[<a title="Notatki 49" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh49">49</a>] Ibidem, s.  146.</p>
<p>[<a title="Notatki 50" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh50">50</a>] Ibidem, s.  139.</p>
<p>[<a title="Notatki 51" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh51">51</a>] W konstrukcji  postaci Małgorzaty zastosował Leśmian zabieg hiperbolizacji kształtów, nadając  jej rysy archaicznej bogini płodności.</p>
<p>[<a title="Notatki 52" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh52">52</a>] B. Leśmian, W  malinowym chruśniaku, [w:] Poezje wybrane, oprac. J. Trznadel, Wrocław 1983, s.  94.</p>
<p>[<a title="Notatki 53" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh53">53</a>] Na temat  demonologii słowiańskiej, por. L. Pełka, Polska demonologia ludowa, op. cit.;  Cz. Białczyński, Stworze i zdusze, czyli starosłowiańskie boginki i demony,  Kraków 1993; K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, op. cit.; L. Siemieński,  Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie, Warszawa  1975.</p>
<p>[<a title="Notatki 54" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh54">54</a>] L. Pełka, op.  cit., ss. 146-147.</p>
<p>[<a title="Notatki 55" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh55">55</a>] K. Moszyński,  Kultura ludowa Słowian, op. cit., t. 2, s. 641.</p>
<p>[<a title="Notatki 56" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh56">56</a>] Ibidem, s.  25.</p>
<p>[<a title="Notatki 57" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh57">57</a>] B. Leśmian,  Klechdy polskie, op. cit., ss. 226-227.</p>
<p>[<a title="Notatki 58" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh58">58</a>] Ibidem, s.  215.</p>
<p>[<a title="Notatki 59" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh59">59</a>] Ibidem, s.  223.</p>
<p>[<a title="Notatki 60" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh60">60</a>] Słowiański  odpowiednik Tellus Mater.</p>
<p>[<a title="Notatki 61" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh61">61</a>] Cz.  Białczyński, Stworze i zdusze, czyli starosłowiańskie boginki i demony, op.  cit., s. 33.</p>
<p>[<a title="Notatki 62" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh62">62</a>] Ibidem, ss.  113-114, por. też B. A. Podgórscy, Encyklopedia demonów, Wrocław 2000; W.  Łysiak, W kręgu wielkopolskich demonów i przekonań niedemonicznych, Poznań  1993.</p>
<p>[<a title="Notatki 63" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh63">63</a>] W. Łysiak, op.  cit., s. 102.</p>
<p>[<a title="Notatki 64" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh64">64</a>] Por. O.  Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 1-59, Wrocław – Poznań 1961-1980 (Sanockie –  Krośnieńskie, s. 30).</p>
<p>[<a title="Notatki 65" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh65">65</a>] Por. L. Pełka,  Polska demonologia ludowa, op. cit., ss. 99-100.</p>
<p>[<a title="Notatki 66" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh66">66</a>] Podstawę  omówienia stanowią wyniki badań terenowych, przeprowadzonych w latach 1962-1965  przez pracowników Katedry Etnografii Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu im.  M. Curie-Skłodowskiej w Lublinie.</p>
<p>[<a title="Notatki 67" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh67">67</a>] L. Pełka,  Polska demonologia ludowa, op. cit., ss. 101-102.</p>
<p>[<a title="Notatki 68" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh68">68</a>] B. Leśmian,  Poezje zebrane, red. A. Madyda, Toruń 1995, s. 205.</p>
<p>[<a title="Notatki 69" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh69">69</a>] K. Moszyński,  Kultura ludowa Słowian, op. cit., t. 2, s. 605.</p>
<p>[<a title="Notatki 70" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh70">70</a>] Najczęściej  spotykane słowiańskie antropomorficzne wyobrażenia demonów leśnych to: chudy,  obrośnięty człowiek bez odzieży, mężczyzna w stroju leśniczego, Żyd w jarmułce  na głowie, młoda dziewczyna z rozpuszczonymi włosami, niemowlę nagie lub odziane  w pieluszkę.</p>
<p>[<a title="Notatki 71" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh71">71</a>] Czarny ptak,  wilk, dzik, zając.</p>
<p>[<a title="Notatki 72" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh72">72</a>] Kobieta –  potwór o ciele porośniętym gęstym włosem lub silnie owłosiony mężczyzna o nogach  konia (gr. teratos – ‘potwór’).</p>
<p>[<a title="Notatki 73" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh73">73</a>] O. Kolberg,  Tarnowskie- Rzeszowskie, [w:] Dzieła wszystkie, s.  270.</p>
<p>[<a title="Notatki 74" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh74">74</a>] L. Pełka,  Polska demonologia ludowa, op. cit., s. 111.</p>
<p>[<a title="Notatki 75" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh75">75</a>] Dramaty  Pierrot i Kolombina oraz Skrzypek opętany traktuję jako kompozycyjną całość, ze  względu na typową dla myślenia mitycznego, a obecną w obydwu utworach ,  powtarzalność scen i sekwencji symbolicznych. Stąd pojawiające się w tekście  stałe zestawienia Kolombina (Chryza) oraz Pierrot  (Alaryel).</p>
<p>[<a title="Notatki 76" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh76">76</a>] Leśmian  respektuje sakralną symbolikę błękitu, dlatego też duchy te, jako jedyne, nie  wezmą udziału w późniejszych praktykach magicznych Kolombiny  (Chryzy).</p>
<p>[<a title="Notatki 77" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh77">77</a>] B. Leśmian,  Skrzypek opętany, oprac. R. Stone, Warszawa 1985, s.  143.</p>
<p>[<a title="Notatki 78" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh78">78</a>] R. H. Stone w  swoim opracowaniu dramatów mimicznych Leśmiana, używa indyjskiego terminu Atma,  utożsamiając ją z miłosnym stosunkiem do natury (por. B. Leśmian, Skrzypek  opętany, op. cit.). Leśmian pozostawał pod bardzo silnym wpływem filozofii  indyjskiej, w 1909 roku opublikował w „Kurierze Warszawskim” esej pt. Ramajana.  Kuzyn Bolesława Leśmiana, Antoni Lange był tłumaczem eposów indyjskich na język  polski.</p>
<p>[<a title="Notatki 79" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh79">79</a>] Światło i  blask towarzyszyły kulminacyjnemu momentowi inicjacji w misteriach eleuzyjskich  – epopteia, por. M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, przeł. S.  Tokarski, t. 1, Warszawa 1988.</p>
<p>[<a title="Notatki 80" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh80">80</a>] B. Leśmian,  Skrzypek opętany, op. cit., 166-167.</p>
<p>[<a title="Notatki 81" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh81">81</a>] Por. Studia o  Leśmianie, pod red. M. Głowińskiego i J. Sławińskiego, Warszawa 1971; W.  Gutowski, Nagie dusze i maski. O młodopolskich mitach miłości, Kraków  1997.</p>
<p>[<a title="Notatki 82" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh82">82</a>] Por. J.  Kowalska, Taniec drzewa życia. Uniwersalia kulturowe w tańcu, Warszawa  1991.</p>
<p>[<a title="Notatki 83" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh83">83</a>] Propozycję  systematyzacji demonologii słowiańskiej znajdujemy w pracy Leonarda Pełki,  Polska demonologia ludowa, op. cit. Autor wyróżnia: 1. demony chorób i śmierci –  morowe dziewice, 2. demony duszące ludzi i wysysające z nich krew – zmory,  upiory, strzygi, 3. demony szkodzące położnicom i porywające niemowlęta –  mamuny, sybiele, bohynki, 4. demony dręczące zwierzęta hodowlane – zmory  bydlęce, błędy, nocule, 5. diabły, 6. czarownice, 7.  wilkołaki.</p>
<p>[<a title="Notatki 84" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh84">84</a>] Por. M.  Buchowski, Magia i rytuał, Warszawa 1993.</p>
<p>[<a title="Notatki 85" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh85">85</a>] B. Leśmian,  Dżananda, [w:] Poezje wybrane, oprac. J. Trznadel, Wrocław 1983, s.  155.</p>
<p>[<a title="Notatki 86" href="http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article351#nh86">86</a>] Gilbert Durand  analizując symbolikę archetypu menstruacyjnego oraz izomorfizm księżyca i  kobiety powołuje się na legendy, w których księżyc lub księżycowe zwierzę (np.  żaba) jest pierwotnym małżonkiem wszystkich kobiet, por. G. Durand, Les  structures anthropologiques de l’imaginaire, Paris, Dunod, 1992, ss.  96-122.</p>
<p><a href="http://bialczynski.wordpress.com/files/2009/07/lesmian_300x300.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-767" title="lesmian_300x300" src="http://bialczynski.wordpress.com/files/2009/07/lesmian_300x300.jpg" alt="lesmian_300x300" width="210" height="300" /></a></p>
<div id="_mcePaste" style="overflow:hidden;position:absolute;left:-10000px;top:695px;width:1px;height:1px;">
<h2><span style="font-size:90%;font-weight:normal;">Edwarda</span></h2>
<h2></h2>
</div>
</div>]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
