<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>jurowlany &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://en.wordpress.com/tag/jurowlany/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "jurowlany"</description>
	<pubDate>Sat, 26 Dec 2009 08:24:41 +0000</pubDate>

	<generator>http://en.wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Jurowlany]]></title>
<link>http://radeko.wordpress.com/2008/05/10/jurowlany/</link>
<pubDate>Sat, 10 May 2008 16:15:12 +0000</pubDate>
<dc:creator>Radek Oryszczyszyn</dc:creator>
<guid>http://radeko.wordpress.com/2008/05/10/jurowlany/</guid>
<description><![CDATA[Najpierw &#8211; zbyt szybka jazda nocą, ucieczka przed bardzo nieudanym dniem. Dniem zakończonym dw]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p style="text-align:justify;"><a href="http://radeko.files.wordpress.com/2008/05/dscf3478.jpg"><img class="alignleft alignnone size-medium wp-image-129" style="float:left;" src="http://radeko.wordpress.com/files/2008/05/dscf3478.jpg?w=300" alt="" width="204" height="153" /></a>Najpierw &#8211; zbyt szybka jazda nocą, ucieczka przed bardzo nieudanym dniem. Dniem zakończonym dwoma niezwykle miłymi zaproszeniami. Więc pogodna rozmowa, a właściwie wsłuchiwanie się w rozmowę mądrzejszych. Czuję się zaszczycony i onieśmielony, a znieczulenie powoli mija. Więc zbyt szybka jazda nocą przez Supraśl i Krynki. Zwierzęta przebiegające przez jezdnię, slalom między jeżami. Mgła, a w mgle świecące się oczy dzikich zwierząt. Za Jurowlanami piękny stary dom, gospodarstwo. Całkowite odludzie, zupełna cisza. Pijemy herbatę, rozmawiamy o nieudanych dniach. Opieramy plecy o rozgrzany kaflowy piec. Kiedy k<a href="http://radeko.files.wordpress.com/2008/05/dscf3507.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-130" src="http://radeko.wordpress.com/files/2008/05/dscf3507.jpg?w=300" alt="" width="234" height="173" /></a>ładziemy się spać i gasimy światło, dociera do mnie ta niesamowita cisza, której nie spotkałem chyba nigdzie indziej. Nawet zamieszkująca dom kuna nie tupie, umożliwiając absolutną, wszechogarniającą ciszę. Ciszę, która zazwyczaj niepokoi, tym razem jednak przynosi spokój. W nocy budzę się kilka razy: jest mi zimno i jednocześnie jestem cały zlany potem. Trudno mi się zasypia, bo znieczulenie nogi przestało działać i każdy ruch oznacza spory ból. Widocznie coś ważnego się śni, prawie nic nie pamiętam. Budzi mnie zapach konwalii i szałwiowego kadzidła. Jest gorąco, wychodzimy na trawę: koc, słońce, gazeta, rozmowa. Odurzający zapach kaczeńców. Spokój, ulga, gdzieś daleko pojawia się szansa na poukładanie.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
