<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>kuchnia &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://en.wordpress.com/tag/kuchnia/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "kuchnia"</description>
	<pubDate>Sat, 05 Dec 2009 00:07:16 +0000</pubDate>

	<generator>http://en.wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[PlayStop od kuchni (ekspresowo) ... Razowe fusilli, z sosem pomidorowym i  rucolą.]]></title>
<link>http://playstopcze.wordpress.com/2009/11/30/playstop-od-kuchni-ekspresowo-razowe-fusilli-z-sosem-pomidorowym-i-rucola/</link>
<pubDate>Mon, 30 Nov 2009 17:43:44 +0000</pubDate>
<dc:creator>playstopcze</dc:creator>
<guid>http://playstopcze.wordpress.com/2009/11/30/playstop-od-kuchni-ekspresowo-razowe-fusilli-z-sosem-pomidorowym-i-rucola/</guid>
<description><![CDATA[Ekspresowa i niedroga pasta, na nieoczekiwana wizytę: potrzebujemy: makaron fusilli razowy 2 puszki ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><a href="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_00531.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-774" title="DSC_0053" src="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_00531.jpg" alt="" width="720" height="553" /></a></p>
<p><a href="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_00531.jpg"></a><br />
<!--more--> <a href="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_0023.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-789" title="DSC_0023" src="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_0023.jpg" alt="" width="720" height="1082" /></a><a href="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_0010.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-779" title="DSC_0010" src="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_0010.jpg" alt="" width="720" height="478" /></a><a href="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_00251.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-775" title="DSC_0025" src="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_00251.jpg" alt="" width="720" height="345" /></a><a href="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_00391.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-794" title="DSC_0039" src="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_00391.jpg" alt="" width="720" height="478" /></a><a href="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_00411.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-777" title="DSC_0041" src="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_00411.jpg" alt="" width="720" height="478" /></a><a href="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_0061.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-786" title="DSC_0061" src="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_0061.jpg" alt="" width="720" height="478" /></a><a href="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_0050.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-781" title="DSC_0050" src="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_0050.jpg" alt="" width="720" height="260" /></a><a href="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_00521.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-776" title="DSC_0052" src="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_00521.jpg" alt="" width="720" height="478" /></a><a href="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_0058.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-778" title="DSC_0058" src="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/dsc_0058.jpg" alt="" width="720" height="1087" /></a></p>
<p>Ekspresowa i niedroga pasta, na nieoczekiwana wizytę:</p>
<h3><span style="color:#ff0000;"><strong><span style="text-decoration:underline;">potrzebujemy:</span></strong></span></h3>
<h3><span style="color:#339966;"><strong>makaron fusilli razowy<br />
2 puszki pomidorów bez skórki<br />
6 ząbków czosnku<br />
świeża bazylia<br />
rukola<br />
ser grana padano<br />
oliwa z oliwek truflowa<br />
sól, pieprz, cukier do smaku</strong></span></h3>
<p><strong><span style="color:#000000;">W</span> garnku na sos, podgrzewamy 5 łyżek oliwy. Czosnek kroimy w drobną kostkę i połowę wrzucamy na rozgrzaną oliwę. Pilnujemy, żeby czosnek się nam nie zjarał tylko delikatnie przyzłocił. Pakujemy do garnka nasze pomidory i gotujemy całość około 20 minut, aż pomidory się nam pięknie rozciapią. Pod koniec dorzucamy resztę pokrojonego czosnku i zdejmujemy sos z ognia. Doprawiamy go solą, pieprzem do smaku i ewentualnie cukrem, jeżeli pomidory były kwaśnawe. Makaron po ugotowaniu (al dente) w osolonej wodzie, przecedzamy i pakujemy z powrotem do garnka, w którym się gotował (niech trochę odparuje). Zalewamy go następnie 5/6 łyżkami oliwy truflowej a następnie wylewamy nań sos pomidorowy, przygotowany wcześniej. Dopiero teraz dodajemy pokrojona świeżą bazylie (ja osobiście daje dużo, świeżej bazylii nigdy za wiele) i rukolę też według uznania. Całość mieszamy i po położeniu na talerze, posypujemy startym serem grana padano.</strong></p>
<p>Przepis jest wynikową kilku kulinarnych eksperymentów z oryginalnymi włoskimi przepisami i własnymi pomysłami. Polecam, bo robi się je szybko a smak i wygląd, na pewno się spodobają.</p>
<p>Smacznego!</p>
<p><em>Tewinsky</em>.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Meble kuchenne, krzesła i poście - czyli urządzamy dwa najważniejsze pomieszczenia w mieszkaniu]]></title>
<link>http://artykulandia.wordpress.com/2009/11/30/meble-kuchenne-krzesla-i-poscie-czyli-urzadzamy-dwa-najwazniejsze-pomieszczenia-w-mieszkaniu/</link>
<pubDate>Mon, 30 Nov 2009 00:14:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>qiqqq</dc:creator>
<guid>http://artykulandia.wordpress.com/2009/11/30/meble-kuchenne-krzesla-i-poscie-czyli-urzadzamy-dwa-najwazniejsze-pomieszczenia-w-mieszkaniu/</guid>
<description><![CDATA[Kupiłeś nowe mieszkanie? A może po prostu planujesz remont obecnego? Jeżeli tak, to czas najwyższy z]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Kupiłeś nowe mieszkanie? A może po prostu planujesz remont obecnego? Jeżeli tak, to czas najwyższy zastanowić się nad wyborem odpowiednich mebli.</p>
<p>Zacznijmy od pomieszczenia, w którym spędzamy każdego dnia dosyć dużo czasu, a mianowicie kuchni. To tutaj przygotowujemy posiłki, a później je spożywamy, dlatego warto przemyśleć wybór odpowiednich elementów umeblowania. Meble kuchenne muszą być przede wszystkim funkcjonalne i wygodne w użytkowaniu. Kolorystyka to kwestia gustu, choć warto zastanowić się nad jasnymi odcieniami. Jeżeli w kuchni mamy zamiar również spożywać przyrządzone wcześniej posiłki, to same meble kuchenne nie wystarczą. Warto kupić odpowiednio duży i solidny stół oraz wygodne krzesła. Kuchenne meble stylowe nie tylko będą ładnie się prezentować, ale dodatkowo wprowadzą odpowiedni klimat do tego pomieszczenia. Przyrządzanie i spożywanie posiłków będzie o wiele przyjemniejsze.</p>
<p><a href="http://artykulandia.wordpress.com/files/2009/11/63_meble_kuchenne_nico_1.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-18" title="meble kuchenne" src="http://artykulandia.wordpress.com/files/2009/11/63_meble_kuchenne_nico_1.jpg?w=300" alt="" width="300" height="181" /></a></p>
<p>Drugim ważnym pomieszczeniem, w którym spędzamy 1/3 naszego dnia jest sypialnia. Meble oraz inne elementy wystroju (takie jak np pościel) znacząco wpływają na atmosferę panującą w tym pomieszczeniu. Jeżeli dobrze dobierzemy wystrój do sypialni, to będziemy się w niej czuć bezpiecznie i komfortowo. Z pewnością wpłynie to na jakość naszego snu, będziemy wysypiać się lepiej i budzić się bardziej wypoczęci. Pościel, oświetlanie i zasłony to elementy drugoplanowe, ale równie ważne. Dobrze dobrane, potrafią doskonale dopełnić całość i nadać odpowiedni klimat. Warto więc dobrze zastanowić i przemyśleć wybór odpowiedniego umeblowania.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Coś prostego i dobrego.../Sushi]]></title>
<link>http://drawka.wordpress.com/2009/11/28/cos-prostego-i-dobrego-sushi/</link>
<pubDate>Sat, 28 Nov 2009 11:10:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>kropeczek</dc:creator>
<guid>http://drawka.wordpress.com/2009/11/28/cos-prostego-i-dobrego-sushi/</guid>
<description><![CDATA[W internecie znalazłam wiele przepisów na Sushi ale uważam że ten który tu napisze jest chyba najlep]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>        W internecie znalazłam wiele przepisów na Sushi ale uważam że ten który tu napisze jest chyba najlepszy, bo jest wszystko łatwo i ładnie opisane. Nie które składniki trudno znaleźć w sklepie ale na allegro można znaleźć wszystko.<br />
        Sushi można przygotować z różnymi dodatkami dlatego nie będę pisała składników. Bo to w zależności od gustu, dlatego wszystko będzie napisane w sposobie przygotowania <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Sposób przygotowania:<br />
Ryż: Ryż dobrze płuczemy mieszając, aż woda będzie przejrzysta (trochę to trwa), zostawiamy w wodzie na jakieś 30 minut. sushi Składniki płuczemy ostatni raz, nalewamy wody w proporcji mniej więcej 1:1.2 (ryż:woda). gotujemy na małym ogniu kolo 12 minut, do odparowania całej wody, na początku często mieszając. W małym rondelku mieszamy 7 łyżek octu ryżowego, 3-4 łyżki cukru, trochę soli (ilości na 0,5 kg ryżu) i podgrzewamy na malutkim ogniu do rozpuszczenia. Dodajemy do ugotowanego ryżu i mieszamy. Przekładamy ryż do miski i zostawiamy pod przykryciem do ostygnięcia. </p>
<p>Składniki: Muszą być dobrze umyte i osuszone. Na początek jeszcze ważna uwaga co do ryb &#8211; nie powinno się jeść na surowo ryb słodkowodnych. Dla bezpieczeństwa dobrze jest zamrozić rybę na dobę przed jedzeniem lub kupować ryby świeżo mrożone po złapaniu. sushi Rolki: Dobrym zwyczajem jest też uprzedzanie sprzedawcy, że mamy zamiar jeść rybę na surowo &#8211; czasem skłania ich to do szczerości odnośnie świeżości towaru, a raczej jej braku <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' />  Generalnie składniki do rolek kroimy na nieduże paski, do sushi na ryżu &#8211; ryby kroimy na prostokąty 5 x 2 cm, max 0,5 cm grubości. Z dobrze umytego ogórka wykrajmy miąższ, nie obieramy ze skórki, kroimy na cieniutkie paski wzdłuż. </p>
<p>Rolki (Maki): Zaczniemy od rolek. Na rozwiniętą matę kładziemy arkusz wodorostów, na 2/3 powierzchni cienko układamy ryż, tak, żeby prześwitywały przez niego wodorosty. Dalej układamy w połowie ryżu składniki, przykładowe kombinacje: sushi Rolki 1 * surimi(paluszki krabowe), ogórek, avocado * łosoś (może ostatecznie być wędzony) -ryba maślana-tuńczyk-krewetki, ogórek, avocado * surimi, łosoś, ogórek, avocado * smażony węgorz * surimi,avocado i na wierzchu rolki po jej pokrojeniu cienki plasterek łososia * polecam też samo avocado &#8211; bardzo smaczne i lubiane przez niejadających surowych ryb <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' />  Następnie, bierzemy na palec NIEDUŻO wasabi i smarujemy nim linie wzdłuż krawędzi wodorostów (po stronie bez ryżu). Teraz zaginamy matę w kierunku środka i dociskamy krawędź maty do ryżu zaraz za nadzieniem (zaklejamy zawartość), rolujemy do końca przesuwając mate. OSTRYM nożem bez ząbków kroimy rolkę na niewielkie części (do zjedzenia na raz). Podajemy je najlepiej na drewnianych, lakierowanych deseczkach, co by się nie przyklejały. Każdemu zjadaczowi dajemy małą miseczkę na sos sojowy, pałeczki (można też jeść rękoma), imbir, wasabi i pałeczki.<br />
<img src="http://barfblog.foodsafety.ksu.edu/uploads/image/AmericanSushi2(2).jpg" alt="http://barfblog.foodsafety.ksu.edu/uploads/image/AmericanSushi2(2).jpg" /></p>
<p>Sushi na ryżu (Nigiri) Polecam do robienia na początek, prostsze od rolek. Bierzemy niedużo ryżu i formujemy nieduży wałek. Smarujemy niedużą ilością wasabi i kładziemy na wierzch na przykład: * smażonego węgorza * łososia * rybę maślaną * gotowaną krewetkę (są w sprzedaży takie gotowe do sushi &#8211; są super)<br />
Źródło:<a href="http://taotao.pl/przepisy_kulinarne/t,sushi/m,1/id,1305,sushi_taotao.html">Sushi</a></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Ciasto cukiniowe brązowe]]></title>
<link>http://futrzak.wordpress.com/2009/11/28/ciasto-cukiniowe-brazowe/</link>
<pubDate>Sat, 28 Nov 2009 10:20:02 +0000</pubDate>
<dc:creator>futrzak</dc:creator>
<guid>http://futrzak.wordpress.com/2009/11/28/ciasto-cukiniowe-brazowe/</guid>
<description><![CDATA[Pierwszy raz w zyciu zrobilam i wyszlo, mimo modyfikacji przepisu. Wyszlo ciekawie tj. kolor mocno b]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Pierwszy raz w zyciu zrobilam i wyszlo, mimo modyfikacji przepisu. Wyszlo ciekawie tj. kolor mocno brazowy, puszyste i slodkie.<br />
Nie, chleb cukiniowy to napewno nie jest, za to jak sie posmaruje maslem i podgrzeje nieco (10 sec. w mikrofalowce) to rewelacja po prostu.<br />
To tak w ramach pozytywów <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> ))<br />
<!--more--></p>
<p>Skladniki:<br />
- 2 filizanki starkowanej cukini. Ja uzylam mlodej, nie obranej (trzy malutkie), zetrzec na tartce do warzyw<br />
- 3 jajka<br />
- 1 3/4 filizanki naturalnego brazowego cukru (z czciny) &#8211; zwykle ma postac malutkich granulek przechodzacych w pyl.    Mozna go dostac w Whole Foods. Mozna tez uzyc zwyklego cukru, ale kolor i konsystencja ciasta bedzie inna.<br />
- 1 filizanka oliwy z oliwek (ewentualnie oleju warzywnego)<br />
- 2 filizanki zwyklej bialej maki pszennej<br />
- 1/4 lyzeczki proszku do pieczenia<br />
- 2 lyzeczki sody oczyszczonej<br />
- 2 lyzeczki zmielonego cynamonu<br />
- 1 lyzeczka soli<br />
- 2 lyzeczki ekstraktu waniliowego (w plynie)<br />
- 1 filizanka zgniecionych orzechow wloskich</p>
<p>Starkowana cukinie dobrze jest odcisnac z nadmiaru wody &#8211; najlatwiej zrobic to przekladajac do drucianego durszlaka albo gazy i wycisnac reka <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
Do wielkiej michy wbic jaja, wsypac cukier i wlac oliwe, wymieszac. Ja zwykle uzywam malutkiego recznego mikserka do jaj.<br />
Po ubiciu powinna byc taka gesta, brazowa melasa.<br />
Wrzucic make, proszek do pieczenia, sode, cynamon, wlac ekstrakt wanili i wsypac orzechy. Dobrze jest mieszac dokladnie po dodaniu kazdego skladnika, zeby sie nie zrobila zbita gora <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
Na koncu dodac cukinie. Nie przejmowac sie gestoscia masy &#8211; po wymieszaniu z cukinia bedzie nieco bardziej &#8220;plastyczna&#8221; i nie tak gesta.<br />
Mase wlac do dwoch rynienek, uprzednio wytluszczonych i wysypanych maka. Rozmiary powinny byc mniej/wiecej 8 1/2 x 4 1/2-inch czyli 22cm x 11,5 cm.<br />
Wielkosc wbrew pozorom ma znaczenie &#8211; jesli wlejemy za duzo masy do jednej rynienki, to ciasto po wyrosnieciu po prostu oklapnie (co juz niestety przecwiczylam na przykladzie ciasta dyniowego).<br />
Wlozyc do piekarnika na ok. godzine w temp. 350 F. Po 50 min mozna wyjac i sprawdzic, czy gotowe: wsadzamy noz w srodek i jesli wychodzi czysty, to znaczy ze juz <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
Jak noz jest upaprany w ciescie, to jeszcze nie.</p>
<p>No i tyle. Smacznego <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /><br />
BTW: smakuje tez znakomicie z konfiturami i mocna czarna herbata.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wieprzowina z cebulą i grzybami w stylu syczuan]]></title>
<link>http://wokowanie.wordpress.com/2009/11/25/wieprzowina-z-cebula-i-grzybami-w-stylu-syczuan/</link>
<pubDate>Wed, 25 Nov 2009 20:50:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>xevf</dc:creator>
<guid>http://wokowanie.wordpress.com/2009/11/25/wieprzowina-z-cebula-i-grzybami-w-stylu-syczuan/</guid>
<description><![CDATA[Zaczęło się od tego że dziś obiad gotować miała moja lepsza polówka Niestety a może stety natłok zaj]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Zaczęło się od tego że dziś obiad gotować miała moja lepsza polówka Niestety a może stety natłok zaj]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kurczak po Wietnamsku ]]></title>
<link>http://wokowanie.wordpress.com/2009/11/25/kurczak-po-vietnamsku/</link>
<pubDate>Wed, 25 Nov 2009 10:58:06 +0000</pubDate>
<dc:creator>xevf</dc:creator>
<guid>http://wokowanie.wordpress.com/2009/11/25/kurczak-po-vietnamsku/</guid>
<description><![CDATA[Znalazłem dziś ciekawy przepis w sieci na kurczaka, co prawda skończyła mi się akurat trawa cytrynow]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Znalazłem dziś ciekawy przepis w sieci na kurczaka, co prawda skończyła mi się akurat trawa cytrynow]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[chleb podejście drugie.]]></title>
<link>http://gastrofreak.wordpress.com/2009/11/24/chleb-podejscie-drugie/</link>
<pubDate>Tue, 24 Nov 2009 13:28:45 +0000</pubDate>
<dc:creator>chojnac</dc:creator>
<guid>http://gastrofreak.wordpress.com/2009/11/24/chleb-podejscie-drugie/</guid>
<description><![CDATA[Tym razem stwierdziłem, że nie będę improwizować tylko poszukam w sieci sprawdzonego przepisu na chl]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Tym razem stwierdziłem, że nie będę improwizować tylko poszukam w sieci sprawdzonego przepisu na chleb pszenny. Bardzo szybko zostałem przekierowany na stronę Mirabelki &#8211; <a href="http://www.chleb.info.pl" target="_self">www.chleb.info.pl</a>. To co tam znalazłem spowodowało u mnie opad szczęki &#8211; ilość wiedzy na temat wypieku chleba, którą autorka zebrała na stronach swojego serwisu , jest wprost imponująca. Sporo czasu zajęło przeczytanie samych podstawowych informacji + uwago do nich.</p>
<p>Moim celem było upieczenie <a href="http://www.chleb.info.pl/index.php?id=94" target="_blank">chleba pszennego na zakwasie, receptura bazowa</a>.</p>
<p>Według przepisu na początku trzeba przygotować zaczyn metodą 3 stopniową. Jego produkcja (rośnięcie) trwało całą noc jednak efekt finalny nie przypominał tego co widać na zdjęciach. Mikstura ładnie wyrosła ale była znacznie za rzadka.</p>
<p>W myśl hasła każdego kucharza amatora  &#8220;Jakoś to będzie, najwyżej doda się pomidorów&#8221; kontynuowałem produkcje wypieku. Dodałem resztę składników (mąka, woda, sól) i jechałem dalej według przepisu. Ciasto było nadal za rzadkie,  więc dodałem więcej mąki niż w przepisie.  Oczywiście znów coś zwaliłem, jak doczytałem dalej &#8220;<em>Powstrzymać się przed dodawaniem zbyt dużej ilości maki!</em>&#8220;. No fajnie, nauczka na przyszłość &#8211; czytać dokładnie CAŁY przepis.</p>
<p>Kolejnym &#8220;zonk&#8221; pojawił się gdy trzeba było odgazować masę na chleb. Wyrośnięte ciasto nie chciało wyjść z miski, wyglądało to jakby trzymało się jej swoimi wieloma mackami. W końcu przy pomocy mojej Drugiej Połowy, łyżki oraz w akompaniamencie przekleństw udało się opróżnić miskę i zrobić coś na kształt &#8220;odgazowania&#8221; z przepisu Mirabelki.</p>
<p>Drugie &#8220;odgazowanie&#8221; dostarczyło podobnych emocji, po których ciasto wylądowało w kolejnej &#8220;większej&#8221; misce celem ostatecznego wyrośnięcia przed pieczeniem.</p>
<p>Niestety pod koniec wyrastania znów pojawił się problem (co za niespodzianka !) .Ciasto rosło tak intensywnie, że przylepiło się do ściereczki przykrywającej pojemnik. Później zaś, po usunięciu tej przeszkody, zaczęło przygotowywać się do ekspansji poza miskę. Czyżby chleb chciał rozpocząć podbój kuchni?! Trzeba było temu powiedzieć &#8220;basta i do pieca&#8221; !</p>
<p>Kolejne wyzwanie &#8211; wyjąć ciasto z miski (kiedy ono bardzo nie chce wyjść) i przełożyć na gorącą blachę (250st. C). Umiejętność pracy na 4 ręce, i w otoczeniu gorących przedmiotów &#8211; bezcenna.</p>
<p>Również tym razem nam się udało (jesteśmy z moją Drugą Połową coraz lepsi w pacyfikacji ciasta), chleb znalazł się w piekarniku, a ja skończyłem tylko z jednym paskudnym oparzeniem na kciuku.</p>
<p>Po 40 minutach pachnący świeży chlebek wylądował na kratce do wystygnięcia.</p>
<p>Finalna degustacje przyniosła 2 informacje: 1. &#8211; 2 łyżeczki soli to stanowczo za mało, 2. -  mimo tego chlebek jest pyszny <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>

<p>ps. Czy wam też faktura skórki chleba widoczna na zdjęciach kojarzy się z <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/File:Freddy_Krueger.JPG" target="_blank">twarzą Frediego Krugera</a>? <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>ps2. Trzeba być twardym nie miękkim &#8211; zaczyn na następny chleb właśnie się produkuje. Tym razem biorę jakiś prostszy przepis.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[PlayStop od kuchni, przyGotujcie się, ruszamy pełną parą...]]></title>
<link>http://playstopcze.wordpress.com/2009/11/23/playstop-od-kuchni-przygotujcie-sie-ruszamy-pelna-para/</link>
<pubDate>Mon, 23 Nov 2009 16:04:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>playstopcze</dc:creator>
<guid>http://playstopcze.wordpress.com/2009/11/23/playstop-od-kuchni-przygotujcie-sie-ruszamy-pelna-para/</guid>
<description><![CDATA[Powoli, małymi kroczkami szykujemy dla Was nowy dział na naszym blogu. Pewne znaki na niebie, zwiast]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Powoli, małymi kroczkami szykujemy dla Was nowy dział na naszym blogu. Pewne znaki na niebie, zwiastujące to wydarzenie pojawiały się już wcześniej. Nasza czeska koleżanka, zdjęcia sushi&#8230; wszystko to zmierza do publikowania przez nas, co jakiś czas, sprawdzonych przez nas przepisów, opatrzonych zdjęciami przez nas zrobionymi. Celem naszym jest zarażanie pasją do Dobrego Smaku i chęć podzielenia się co lepszymi pomysłami i kulinarnymi odkryciami. Dzisiaj tylko foto aperitif ale jeszcze w tym tygodniu pojawi się pierwszy w serii przepis plus nasze foty.</p>
<h2><span style="font-size:x-small;">Bon appétit!<!--more--></span></h2>
<p><span style="font-size:x-small;"><a href="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/jedz1.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-755" title="jedz" src="http://playstopcze.wordpress.com/files/2009/11/jedz1.jpg" alt="" width="587" height="684" /></a><br />
</span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[mój pierwszy raz: ryż basmati]]></title>
<link>http://gastrofreak.wordpress.com/2009/11/23/moj-pierwszy-raz-ryz-basmati/</link>
<pubDate>Mon, 23 Nov 2009 10:34:05 +0000</pubDate>
<dc:creator>chojnac</dc:creator>
<guid>http://gastrofreak.wordpress.com/2009/11/23/moj-pierwszy-raz-ryz-basmati/</guid>
<description><![CDATA[Podczas wizyty w sklepie z żywnością orientalną (w hali mirowskiej) kupiliśmy na próbę paczkę ryżu b]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Podczas wizyty w sklepie z żywnością orientalną (w hali mirowskiej) kupiliśmy na próbę paczkę ryżu basmati. Podobno to najbardziej szlachetna odmiana tego popularnego zboża. No cóż, wypadało spróbować.</p>
<p>Akurat tego popołudnia moja Druga Polowa była padnięta i poszła się zdrzemnąć.  Od czasu do czasu lubie takie momenty, gdy w domu jest cicho, a ja mogę się skupić na gotowaniu. Takie warunki sprzyjają eksperymentom, i tak też było tym razem. Postanowiłem zrobić coś w stylu indyjskiego curry aby po obudzeniu Moja Księżniczka miała niespodziankę <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>W lodówce znalazłem trochę pieczarek (z 20dkg), czerwoną paprykę, cebulę, 4 średnie ziemniaki, 4 pomarańczowe pomidorki, cytrynę, ząbek czosnku. To był główny wkład potrawy. Ziemniaki obrałem, pokroiłem w kostkę i ugotowałem tak aby były lekko twarde. Warzywka, cebulę i czosnek drobno pokroiłem, starłem trochę skórki z cytryny (1/4 cytryny).  Przygotowałem mieszankę przypraw (słodka papryka, curry, pieprz ziołowy, odrobina chili, gram masala, sól).</p>
<p>W kolejnym kroku przepłukałem ryż, namoczyłem go na 15 minut a po tym czasie dodałem sól i rozpocząłem gotowanie. W wypadku ryżu należy pamiętać o ilości wody, na 1 miarkę ryżu dodajemy 2 miarki wody. Na początku ryż gotuje się bez przykrywki, jednak gdy tylko poziom wody zejdzie poniżej poziomu ryżu należy dodać masło (ja dodaje 3 małe kawałki z 1/8 kostki masła), przykręcić gaz i przykryć garnek aby ryż gotował się na parze. Po 10 minutach ryż powinien być miękki i gotowy.</p>
<p>Po lub w trakcie gotowania ryżu robimy sos z warzywami &#8211; smażymy na oleju/oliwie warzywa w następującej kolejności: cebula (aż się zeszkli), czosnek (krótko bo się przypali), papryka (też nie za długo, aby była chrupiąca). Następnie dodajemy mieszankę przypraw i skórkę cytryny, ugotowane ziemniaki. Po krótkiej chwili pieczarki powinny puszczać sok. O ile z pieczarek nie ma za dużo płynu to można dodać trochę wody (max 1/2 szklanki) aby zwiększyć ilość sosu. Dodajemy pomidory i jeszcze chwilę dusimy (2-3 minuty).</p>
<p>Warzywa w sosie powinny być miękkie ale nie rozgotowane, pieczarki nie powinno się długo dusić bo stracą smak. Przygotowanie sosu zajęło mi chyba z 10 minut. Na koniec całość podałem z ryżem. Należy pamiętać aby sosu było o połowę mniej niż ryżu, który sam w sobie ma bardzo fajny smak, a sos ma być jedynie jego dopełnieniem.</p>
<p>Tego dnia bogowie kuchni byli dla mnie łaskawi i w efekcie eksperymentu powstała niezapomniana potrawa, która w moim prywatnym rankingu postawiła ryż basmati na pierwszym miejscu wśród innych ryży. Teraz już wiem, że tytuł najbardziej szlachetnej odmiany należy się nie bez przyczyny.</p>
<p>Dodatkowo kiedy moja Druga Połowa obudziła się z drzemki była bardzo miła zaskoczona tak pyszną niespodzianką. Ha! 2 w jednym, tak lubię <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>ps.</p>
<p>W ostatnią sobotę ponownie przygotowałem powyższą potrawę, wyszło trochę inaczej (bardziej pikantnie) jednak nadal pysznie. Jak to wyglądało  ostatnio widać na poniższych fotkach.</p>

</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[projekt kuchni]]></title>
<link>http://projektowaniewnetrzpoznan.wordpress.com/2009/11/22/projekt-kuchni/</link>
<pubDate>Sun, 22 Nov 2009 22:56:53 +0000</pubDate>
<dc:creator>a_architektura</dc:creator>
<guid>http://projektowaniewnetrzpoznan.wordpress.com/2009/11/22/projekt-kuchni/</guid>
<description><![CDATA[• oddanie  projektu kuchni połączonej z pokojem do nauki •]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><a href="http://projektowaniewnetrzpoznan.wordpress.com/files/2009/11/projekt-kuchni_11.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-396" title="projekt kuchni_1" src="http://projektowaniewnetrzpoznan.wordpress.com/files/2009/11/projekt-kuchni_11.jpg?w=300" alt="" width="480" height="339" /></a></p>
<p><span style="color:#888888;">•</span> oddanie  projektu kuchni połączonej z pokojem do nauki <span style="color:#888888;">•</span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Zakwas - pierwsze starcie]]></title>
<link>http://gastrofreak.wordpress.com/2009/11/22/zakwas-pierwsze-starcie/</link>
<pubDate>Sun, 22 Nov 2009 19:26:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>chojnac</dc:creator>
<guid>http://gastrofreak.wordpress.com/2009/11/22/zakwas-pierwsze-starcie/</guid>
<description><![CDATA[Tak jak już pisałem wcześniej, parę dni temu zrobiłem pierwszy zakwas i eksperymentalny chlebek. Pon]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Tak jak <a href="/2009/11/19/zakwaszam/" target="_self">już pisałem wcześniej</a>, parę dni temu zrobiłem pierwszy zakwas i eksperymentalny chlebek. Poniżej dowody zbrodni.</p>

</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[A dziś na obiad - Kartoflanka!]]></title>
<link>http://gastrofreak.wordpress.com/2009/11/22/a-dzis-na-obiad-kartoflanka/</link>
<pubDate>Sun, 22 Nov 2009 18:53:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>chojnac</dc:creator>
<guid>http://gastrofreak.wordpress.com/2009/11/22/a-dzis-na-obiad-kartoflanka/</guid>
<description><![CDATA[Hmm, czym jest kartoflanka? W moim wykonaniu to łatwa, szybka i pożywna zupa, którą mógłbym się ciąg]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Hmm, czym jest kartoflanka?</p>
<p>W moim wykonaniu to łatwa, szybka i pożywna zupa, którą mógłbym się ciągle zajadać. Przepis jest prosty: robimy bulion warzywny (włoszczyzna,owoc ziela angielskiego, liść laurowy, średnia cebula) , po wyjęciu warzyw dodajemy przyprawy (sól, pieprz, pieprz ziołowy, sos sojowy). W tak powstałym płynie gotujemy do miękkości  ziemniaki pokrojone w małe kawałki. Na koniec można dodać troszkę mąki lub śmietany.</p>
<p>Zupa najlepiej smakuje z pajdą kwaśnego chleba.</p>
<p>Do tej zupy mam szczególny sentyment. Jako 13-to latek musiałem przez parę dni gotować dla ojca i siostry. Mama w tym czasie była w szpitalu a ja zaopatrzony w spisany na kartce przepis na kartoflankę musiałem ugotować pierwszą zupę w moim młodym życiu. Oczywiście efekt był lekko mówiąc nie najlepszy. Rodzinka zjadła obiad jedynie dla tego, że nic innego nie było <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Od tego czasu moje doświadczenie kulinarne trochę się zwiększyło jednak uraz do gotowania zup nadal pozostał. Wyjątkiem od tej reguły jest  kartoflanka i pomidorówka, które uwielbiam i po prostu w końcu nauczyłem się je gotować.</p>
<p>update: Jak podpowiada moja Druga Połowa, jest jeszcze 3 zupka, którą gotuje &#8211; zupa &#8220;nam bo&#8221;, ale to już zupełnie inna historia <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[]]></title>
<link>http://zaginionesmaki.wordpress.com/2009/11/22/50/</link>
<pubDate>Sun, 22 Nov 2009 01:30:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>Konrad Piwowarczyk</dc:creator>
<guid>http://zaginionesmaki.wordpress.com/2009/11/22/50/</guid>
<description><![CDATA[RÓŻANE MARCEPANY wigilijna opowieść o rajskim ptaku Jazz Kiedy miałem dziesięć lat, Paryż wyglądał z]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><strong>RÓŻANE MARCEPANY<br />
wigilijna </strong><strong>opowieść </strong><strong>o rajskim ptaku<a href="http://zaginionesmaki.wordpress.com/files/2009/11/106543654_7b7b37916a_o.jpg"><img class="alignright size-thumbnail wp-image-51" title="Paryż" src="http://zaginionesmaki.wordpress.com/files/2009/11/106543654_7b7b37916a_o.jpg?w=150" alt="" width="150" height="99" /></a></strong></p>
<p><strong>Jazz</strong></p>
<p>Kiedy miałem dziesięć lat, Paryż wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj. Mieliśmy wrażenie, że całe życie koncentruje się w jednym tylko miejscu, w dzielnicy Montparnasse, na lewym brzegu Sekwany. Powoli przenosiła się tu bohema artystyczna zamieszkująca wcześniej Montmartre, a wraz z nią cała rzesza pseudoartystów, hochstaplerów i ludzi z marginesu. Pamiętam ulice kolorowych kontrastów. Eleganckie kobiety spacerowały bulwarem w towarzystwie wymuskanych dżentelmenów, roznegliżowane tancerki wodewilowe ze śmiechem wybiegały na papierosa z pobliskiego teatru, czasem po ulicy przetoczył się pijany w sztok malarz, który szukał weny na dnie kieliszka. To tu mieściły się słynne w świecie paryskiej cyganerii kawiarnie i restauracje, “Closerie les Lilas” &#8211; ulubione miejsce Hemingwaya i Gertrudy Stein, “Café du Dôme” czy “Café de la Rotonde”. Tu mieszkali i pracowali artyści École de Paris. Kiedyś przechodziliśmy obok domu La Ruche, gdy nagle mama pochyliła się i szepnęła mi do ucha “Ten dżentelmen to Pan Chagall, wielki malarz, ukłoń się grzecznie!”. Chwilę potem minął mnie młody mężczyzna o jasnych oczach, dużym nosie i rysach niezwykle szlachetnych, choć ostrych. Z początku jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, była chłodna i niema, a oczy utkwione w martwym punkcie, jednak w chwili, gdy ujrzał matkę, rozpromienił się i uśmiechnął do nas obojga.</p>
<p>Stare mieszkanie przy Boulevard Bonne Nouvelle co wieczór gościło wyemancypowane, zadziorne koleżanki mej matki, wystrzyżone na chłopczyce, biegające po domu w kusych sukienkach. Z perspektywy “metra i trochę” &#8211; jak mawiała o mnie mama &#8211; dało się chwilami zaobserwować widoki naprawdę zapierające dech w piersiach. Pamiętam też, że wszystkie pachniały tak samo, piżmem i lawendą. Stroje matczynych koleżanek wpisywały się doskonale w trendy, jakie panowały wówczas na ulicach Paryża.</p>
<p>Na salonach prym wiodło argentyńskie tango, zmysłowe i eleganckie zarazem, całkiem już pozbawione prymitywnej seksualności swych korzeni. Nic jednak nie dorównywało jazgoczącej jazzowej muzyce, która wyzwoliła się z klatki, jaką były dla niej ściany dansingowych sal. Ten dziwny styl zdawał się odkrywać w mojej matce i jej koleżankach dzikość i patos, których me dziecięce oczy nie powinny były nigdy oglądać. Hałaśliwa muzyka pełna zupełnie nieszlachetnej żądzy, przypominała uliczny kocioł, do którego co rano praczki zlewały brudną wodę pachnącą mydlinami, a potem, przez cały dzień, każdy kolejny przechodzień dorzucał doń coś “od siebie”. Było w niej trochę bieliźniarstwa i coś frywolnego, coś świeżego i cuchnącego, coś ostrego i drastycznego. Był brud i stary werniks, były łzy. Były utopione marzenia i sentymentalne, ckliwe sny o pięknej, bogatej przyszłości. Były też zapomniane smaki, a wśród nich smak jeden, niezwykle intensywny, smak różanych marcepanów, którymi raz w roku pachniało na całej naszej ulicy.</p>
<p>Kiedy miałem dziesięć lat, święta oglądane z perspektywy “metra i trochę” też wyglądały inaczej. Miałem poczucie rodzinnych więzi, których nic nie było w stanie zniszczyć. W salonie rozchodził się zapach kremu maślanego i biszkoptu, składników bûche de Noël, a wszędzie w kuchni można było natrafić na kasztany, którymi nadziewano pieczone indyki. No i te gęsie wątróbki&#8230; Matka zawsze przygotowywała je własnoręcznie, według starych, tradycyjnych receptur. Koleżanki od zwiewnych sukienek tuż przed wigilią przypinały srebrne, secesyjne broszki na swym francuskim biuście, który nie wiedzieć czemu zawsze w święta był nieco większy niż zwykle i pijąc wino snuły opowieści, których nikt nie znał lub których dziecku znać nie wypadało. Święta na Boulevard Bonne Nouvelle to długie wieczory w towarzystwie mamy, babki i barwnej menażerii ciotek, okraszone białymi obrusami, zapachem mięty i cynamonu.</p>
<p><strong>Rajski ptak</strong></p>
<p>Mój ojciec był marynarzem. Pływał pod banderą Francuskiej Marynarki Wojennej, a tuż po I wojnie przeniesiono go na rybacki kuter patrolowy przebudowany na potrzeby wojskowe. Niezbyt dobrze go pamiętam, w domu bywał rzadko, nawet na święta wracał sporadycznie. Matka starała się nie okazywać po sobie wielkiej, kruszącej ją od środka tęsknoty, pokazywała mi jedynie drobne prezenty, jakie ojciec przysyłał z różnych egzotycznych miejsc. Kiedyś podarował jej porcelanową figurkę rajskiego ptaka z Wysp Korzennych. Nie była to jednak tylko ozdoba. Figurka służyła do przechowywania nasion muszkatołowca, popularnej przyprawy pochodzącej z tamtych rejonów. Matka nigdy nie pozwoliła mi jej wziąć do ręki, w obawie, że upuszczę, złamię, albo w inny jeszcze sposób zrobię figurce krzywdę i rzecz jasna miała rację. Któregoś dnia podsłuchałem opowiadaną przez ojca historię marynarzy odurzających się gałką muszkatołową podczas długich rejsów do Indii i bardzo chciałem sprawdzić jak wygląda ta wielce intrygująca “gałka”, wdrapałem się więc na blat kuchenny i już miałem dosięgnąć napełnionej tajemniczą przyprawą figurki, gdy nagle wylądowałem na podłodze, a w ręku pozostał mi tylko malowany, porcelanowy ogon rajskiego ptaka. Tamtego wieczora poznałem doskonale smak gałki muszkatołowej. Była gorzka, jak gorycz porażki i kary, ale miała w sobie też domieszkę pikanterii, jaka towarzyszyła odkrywaniu całej tajemnicy.</p>
<p>Podarunek od ojca został przywrócony do życia kilka miesięcy później, dzięki pewnemu artyście z Montparnasse, który z precyzją godną mistrza posklejał zebrane przeze mnie odłamki. Dziś jednak, kiedy myślę o rajskim ptaku, nie porcelanową figurkę mam w pamięci, a kobietę&#8230;</p>
<p>Wszystko zaczęło się w dniu, kiedy do Paryża zawitał prawdziwy, egzotyczny ptak. Z obnażoną piersią i liściem palmowym w ręku odtańczył przed oniemiałą paryską publicznością pierwszy godowy taniec w Théatre des Champs-Elysées. Czarnoskóra piękność o ruchach zmysłowych i szaleńczym poczuciu rytmu wkraczała na scenę przy akompaniamencie wibrujących werbli i głośnej jazzowej muzyki. Josephine Baker &#8211; “Czarna Perła”, moja pierwsza i jedyna, młodzieńcza miłość.</p>
<p>Oczywiście chłopiec w moim wieku nie zostałby wpuszczony na takie widowisko, jednak dzięki matce, którą w świecie aktorskim znano i ceniono, dziwnym trafem znalazłem się owego dnia we foyer i w chwili, gdy tłum eleganckich francuskich dam i bogatych Paryżan zaczął zalewać schody teatru, nie zauważony przez nikogo pobiegłem do garderoby, w której zwykle widywałem matkę. Ukrywszy się wśród starych kostiumów postanowiłem przeczekać ten dziki najazd gości, by potem niepostrzeżenie wdrapać się nad scenę i z góry obserwować występ rajskiego ptaka, o którym w całym Paryżu opowiadano niestworzone historie. To, co zobaczyłem owego dnia, zmieniło całe moje życie. Do wspomnień tych wracałem potem wielokrotnie, opisałem je nawet w kilku artykułach, z racji młodego wieku, byłem pod koniec lat 80-tych jedną z niewielu osób, które pamiętały francuski debiut słynnej tancerki. Owego dnia miało miejsce jeszcze jedno niezwykłe, mistyczne wręcz wydarzenie. Poznałem Ją.</p>
<p><strong>Marcepan</strong></p>
<p>Przepis pamiętam do dziś. Matka kupowała zawsze na bazarze funt słodkich i cztery łuty gorzkich migdałów. Przez chwilę parzyła je gorącą wodą, obierała ze skórki i starannie przebierała, odrzucając orzechy nadgryzione lub zepsute. Następnie wszystkie migdały rozkładała na dużej serwecie do wyschnięcia, by po chwili utrzeć je na cieniutkiej tarce. Na tej samej tarce tarła potem cukier, a powstałą masę mieszała z cukrem tak długo, dopóki ciasto nie nabierało jednolitej konsystencji. Wtedy właśnie dolewała do ciasta swój sekretny składnik, wodę różaną oraz kilka kropli wody kwiatu pomarańczowego. Tę cudowną, pachnącą różami mieszaninę stawiała na najwyższej półce w kuchni, przykrywając białą serwetą. Dopiero po kilku dniach wracała do dalszej pracy. Przez ten czas marcepan dojrzewał, a po całej ulicy rozchodził się zapach róż i migdałów. Marcepany przygotowywaliśmy zawsze przed świętami Bożego Narodzenia. Gwiazdki, serduszka i półksiężyce z ciasta marcepanowanego wieszaliśmy wspólnie z mamą i ciotkami na choince, mimo, że w tajemniczych okolicznościach znikała gdzieś wówczas połowa wypieków.</p>
<p>Dzień występu Josephine Baker przypadał na czas przedświąteczny. Paryż tonął w bożonarodzeniowych dekoracjach, na ulicach dawało się wyczuć ciepłą, świąteczną atmosferę. Ludzie patrzyli na siebie przyjaźniej, a żebracy wylegli na ulice licząc na grudniowy gest. W domu przy Boulevard Bonne Nouvelle trwały przygotowania do wspaniałej wigilii. Ciotki i babki uwijały się w kuchni, z radio dobiegały dźwięki kolęd. Mama jednak szykowała się do wyjścia. Poprawiała nową fryzurę wpinając we włosy platynowe spinki. Na ten szczególny wieczór przygotowała przylegającą do ciała suknię ze srebrnego atłasu, obszytą gęsto frędzelkami, na zakończeniach których projektant wszył niewielkie diamenciki. Ramiona okryła jedwabną chustą malowaną w japoński wzór, przedstawiający gałęzie kwitnącej wiśni. Ponieważ zima dawała się w tym roku szczególnie we znaki, babka odświeżała mamie czarny welurowy płaszcz, którego poły zakończone były białym futrem układającym się po zapięciu w literę S. Mama wyglądała przepięknie. Miałem wrażenie, że ludzie w teatrze pomylą się i uznają, że to ona jest gwiazdą tego wieczoru. Czułem, że muszę tam być, dlatego pod byle pretekstem wybiegłem z domu tuż po niej.</p>
<p><strong>Josephine</strong></p>
<p>Usłyszałem pierwsze oklaski i domyśliłem się, że właśnie zgasły światła. W tej sekundzie do garderoby, w której się schowałem weszło paru czarnoskórych mężczyzn. Na srebrnej smyczy prowadzili wielkiego geparda. Zwierzę zachowywało się jak duży udomowiony kot, położyło się leniwie na marmurowej posadzce i oblizało, jakby przed chwilą pożarło jakieś inne zwierzę. Zatrząsłem się z przejęcia. Tylko go tu nie zostawiajcie, pomyślałem. Zostawili.</p>
<p>Chwilę potem do garderoby weszła&#8230; Ona. Przejrzała się w wielkim, kryształowym lustrze, uśmiechnęła sama do siebie, poprawiła makijaż. Wyglądała jak postać z książeczki dla dzieci o mieszkańcach egzotycznych krain. W jej ruchach zamknięta była cała erotyka świata, jaki znałem. Nie pachniała piżmem ani lawendą, raczej mlekiem kokosowym wymieszanym z bardzo drogimi perfumami. Była prawie całkiem naga. Miałem wrażenie, że każdy fragment jej ciała żyje własnym życiem. Rozgrzewała stopy i nadgarstki. Kiedy się pochylała dostrzegałem naprężone ścięgna i zarysowujące się pod skórą mięśnie. Nie była szczupła, wydawała się masywniejsza od mojej matki, miała szersze od niej plecy i ramiona. Było w niej jednak tyle kokieterii i wdzięku, że nie mogłem opanować uderzeń gorąca. Tancerka zniknęła za drewnianym, indyjskim parawanem. Ze sceny dało się słyszeć dźwięki werbli i tam tamów. Przedstawienie musiało się już rozpocząć. Nagle czarni rośli mężczyźni wrócili. Obudzili dzikiego kota i śmiejąc się w głos wyszli z garderoby trzymając z obu stron Josephine za ręce. Zostałem sam.</p>
<p>Teatr, w którym pracowała mama znałem doskonale, spędzałem w nim całe dzieciństwo. Wdrapywałem się na rusztowania umieszczone nad sceną, krążyłem tunelami ukrytymi pod orkiestrą, znałem tajemne kryjówki w garderobach. Tego dnia bez trudu prześliznąłem się niezauważony i wdrapałem na półkę dla obsługi sceny. Mogłem stamtąd spokojnie obserwować cały spektakl, który był mieszanką tańca, skeczy i gagów o tematyce afrykańskiej. Pode mną wisiały gigantyczne liście bananowca, liany i sztuczne konary drzew. Nagle zobaczyłem ją. Siedziała na gałęzi, niczym dzikie zwierzę szykujące się do skoku. Tancerze w fantazyjnych strojach dzikusów wykonywali jakiś rytualny taniec. Chwilę potem Czarna Perła wiła się na scenie w Charlestonie, stepowała i udając buszmenkę podrygiwała topless w wymyślonych przez siebie zwariowanych pozach, z liściem palmowym w ręku. Taniec Madame Baker był dla mnie egzotycznym triumfem wyuzdania. Zwiewne sukienki ciotek odeszły w niepamięć.</p>
<p><strong>Podarunek</strong></p>
<p>Tuż przed końcem ostatniego aktu wróciłem do garderoby. Wszedłem do środka i gdy tylko zamknąłem za sobą drzwi, usłyszałem z korytarza przytłumione śmiechy tancerzy. Zbladłem i znieruchomiałem. Josephine Baker spojrzała spod przymrużonych powiek, minęła mnie jakby nigdy nic i uśmiechnęła się figlarnie. Stałem jak wryty, gdy tancerka rozpuszczała włosy, spoglądając na mnie w lustrze. Nagle odwróciła się i mówiąc po angielsku wskazała palcem indyjski parawan. &#8211; “Fourrure&#8230;” wydukała bardzo łamaną francuszczyzną. &#8211; Chodzi Pani o futro? Spytałem nieśmiało. Nie zrozumiała. Zgadując o czym myśli, podałem jej wiszącą na wieszaku futrzaną etolę. Baker odwróciła się w moją stronę i zarzuciła mi ją na szyję, po czym końcówką lisa połaskotała mnie w nos. Jej piękne białe zęby rozbłysły na ciemnej twarzy w szczerym, trochę zawadiackim uśmiechu. W tej samej chwili tancerka wyciągnęła w moją stronę otwartą dłoń. &#8211; Cadeau! &#8211; powiedziała tym razem wyraźnie i czysto, jakby słowo “podarunek” było jej lepiej znane. Krew uderzyła mi do głowy. Co robić, przecież Ona czeka&#8230; Nie miałem pojęcia jak mam zareagować, czułem, że robię się strasznie czerwony, a na czole zbierają mi się kropelki potu. Josephine Baker, czarnoskóra piękność, egzotyczny rajski ptak, kobieta, której ruchy wyzwalają we mnie emocje, jakich wcześniej nie znałem, jakich sobie nigdy nie wyobrażałem, siedzi naprzeciwko mnie, uśmiechnięta i prawie naga, jej skóra błyszczy się i pachnie słońcem&#8230; Josephine Baker, prosi mnie o podarunek. A ja? Ja przecież nie mam nic! Zamknąłem oczy marząc o tym, by stał się cud. Chciałbym jej dać wszystko, wszystko bym dla niej zdobył. Czułem jednak, że mam tylko tę właśnie chwilę, że okazja nigdy się nie powtórzy. Nie mogę wyjść i wrócić, muszę dać jej coś teraz. Z zamkniętymi oczami sięgnąłem do kieszeni powtarzając w myślach niczym mantrę, “niech stanie się cud”.</p>
<p>Kiedy ma się dziesięć lat cuda się zdarzają. W prawej kieszeni spodni znalazłem ukradzione o poranku z kuchni, świeżo upieczone marcepanowe ciastko w kształcie gwiazdy betlejemskiej, udekorowane białym lukrem, wciąż intensywnie pachnące olejkiem różanym. Gdy położyłem je na otwartej dłoni Madame Baker poczułem, że cały świat zawirował mi pod stopami. Czarna Perła uśmiechnęła się. Delikatnie nadgryzła marcepan. Wtem, zaskoczona słodkim aromatem migdałów, wydała z siebie dziki, teatralny jęk rozkoszy, po czym chwyciła mnie za rękę, przyciągnęła do siebie i dotknęła migdałowymi ustami mojego policzka. Tak. Pocałowała mnie.</p>
<p>To były moje najpiękniejsze święta. Święta z perspektywy “metra i trochę”.</p>
<p>Konrad Piwowarczyk</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[To nie naleśnik!..... To nie mąka!....]]></title>
<link>http://chawira.wordpress.com/2009/11/21/to-nie-nalesnik-to-nie-maka/</link>
<pubDate>Sat, 21 Nov 2009 17:05:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>yelon</dc:creator>
<guid>http://chawira.wordpress.com/2009/11/21/to-nie-nalesnik-to-nie-maka/</guid>
<description><![CDATA[Już chyba tradycją się stało że ludzie goszczący u nas nam gotują, dzisiaj odwiedził nas mój brat i ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Już chyba tradycją się stało że ludzie goszczący u nas nam gotują, dzisiaj odwiedził nas mój brat i oświadczył że zrobi nam naleśniki&#8230; Zaczęło się niewinnie przygotowaniem produktów a potem schody czyli ciasto co było za rzadkie okazało się że przyczyną była biała sypka substancja którą wszyscy jednoznacznie wzięliśmy za mąkę&#8230; do tej pory nie wiemy co to jest ale naleśniki nie wyglądały jak naleśniki i nawet nie smakowały podobnie, młody dodatkowo się oparzył i znowu praca kucharza spadła na moje spracowane w kuchni plecy&#8230;</p>
<p><a href="http://chawira.wordpress.com/files/2009/11/dsc02261.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-44" title="DSC02261" src="http://chawira.wordpress.com/files/2009/11/dsc02261.jpg" alt="" width="497" height="746" /></a></p>
<p><a href="http://chawira.wordpress.com/files/2009/11/dsc02262.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-45" title="DSC02262" src="http://chawira.wordpress.com/files/2009/11/dsc02262.jpg" alt="" width="497" height="746" /></a></p>
<p><a href="http://chawira.wordpress.com/files/2009/11/dsc02263.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-46" title="DSC02263" src="http://chawira.wordpress.com/files/2009/11/dsc02263.jpg" alt="" width="497" height="746" /></a></p>
<p><a href="http://chawira.wordpress.com/files/2009/11/dsc02264.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-47" title="DSC02264" src="http://chawira.wordpress.com/files/2009/11/dsc02264.jpg" alt="" width="497" height="746" /></a></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kuchenna polka (półka)]]></title>
<link>http://podgorna36.wordpress.com/2009/11/20/kuchenna-polka-polka/</link>
<pubDate>Fri, 20 Nov 2009 00:01:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>grzegorztm</dc:creator>
<guid>http://podgorna36.wordpress.com/2009/11/20/kuchenna-polka-polka/</guid>
<description><![CDATA[Spieszmy się rysować rzeczy, tak często zmieniają swoje miejsce.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Spieszmy się rysować rzeczy, tak często zmieniają swoje miejsce.</p>
<p><a href="http://podgorna36.wordpress.com/files/2009/11/kuchenn_polka640.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-23" title="kuchenn_polka640" src="http://podgorna36.wordpress.com/files/2009/11/kuchenn_polka640.jpg" alt="" width="400" height="561" /></a></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[adżika]]></title>
<link>http://gastrofreak.wordpress.com/2009/11/19/adzika/</link>
<pubDate>Thu, 19 Nov 2009 11:43:57 +0000</pubDate>
<dc:creator>chojnac</dc:creator>
<guid>http://gastrofreak.wordpress.com/2009/11/19/adzika/</guid>
<description><![CDATA[Moja Druga Połowa zrobiła parę dni temu kilka słoików wschodniej potrawy o nazwie Adżika. Jest to le]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Moja Druga Połowa zrobiła parę dni temu kilka słoików wschodniej potrawy o nazwie Adżika.</p>
<p>Jest to lekko pikantna, gęsta pasta o wyraźnym smaku czosnku i papryki. Doskonale nadaje się na chleb lub jako dodatek do makaronu.</p>
<p>Ja eksperymentując opracowałem recepturę pysznej kanapki z adżiką i <a href="http://www.evergreen.pl/salami-roslinne-wedzone-p-426.html" target="_blank">wegetariańską kiełbasą salami</a>. Doskonałe połączenie.</p>
<p><a title="Adżika" href="http://puszka.pl/przepis/3756-przepis.html" target="_blank">» przepis na Adżik</a></p>
<p>Acha, Adżika oczywiście świetnie smakuje z chlebem na zakwasie <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[zakwaszam]]></title>
<link>http://gastrofreak.wordpress.com/2009/11/19/zakwaszam/</link>
<pubDate>Thu, 19 Nov 2009 10:09:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>chojnac</dc:creator>
<guid>http://gastrofreak.wordpress.com/2009/11/19/zakwaszam/</guid>
<description><![CDATA[Wczoraj w końcu udało się zrealizować projekt na który miałem ochotę od dłuższego czasu &#8211; prod]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Wczoraj w końcu udało się zrealizować projekt na który miałem ochotę od dłuższego czasu &#8211; produkcja pieczywa na zakwasie.</p>
<p>W sobotę rozpocząłem hodowlę zakwasu żytniego, który jednak po 2 dniach nie zapowiadał się obiecująco. Miałem go już spisać na straty jednak całą sytuację uratowała moja Druga Połowa, stawiając słoik przy kaloryferze i przekonując aby dać bakterią jeszcze jedną szansę. Jak się okazało, Druga Połowa znów miała racje &#8211;  zakwas w cieple poczuł się lepiej i rozpoczął intensywny wzrost. Dzięki czemu wczoraj upiekłem po raz pierwszy chleb na zakwasie.</p>
<p>Mimo totalnego eksperymentu w dziedzinie doboru proporcji składników finalny produkt wyszedł jadalny i jak na pierwszy raz całkiem smaczny. Jednak aby się pochwalić szerszemu gronu, przepis trzeba dopracować (ilość soli i zakwasu). Dlatego na ten moment nie będę go tutaj podawał.</p>
<p>Najbliższe plany? Doskonalenie przepisu i wyprodukowanie bułek.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rozbrat 20 Knajpą Roku  2009 ]]></title>
<link>http://restaurantica.pl/2009/11/18/rozbrat-20-knajpa-roku-2009/</link>
<pubDate>Wed, 18 Nov 2009 06:57:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>restaurantica</dc:creator>
<guid>http://restaurantica.pl/2009/11/18/rozbrat-20-knajpa-roku-2009/</guid>
<description><![CDATA[Gazeta ogłosiła wczoraj wieczorem wyniki plebiscytu &#8220;Knajpa Roku 2009&#8220;. Jury konkursu za]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Gazeta ogłosiła wczoraj wieczorem wyniki plebiscytu &#8220;Knajpa Roku 2009&#8220;. Jury konkursu za]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kuchnia Polska ]]></title>
<link>http://gotowanie1.wordpress.com/2009/11/17/kuchnia-polska/</link>
<pubDate>Tue, 17 Nov 2009 12:20:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>gotowanie1</dc:creator>
<guid>http://gotowanie1.wordpress.com/2009/11/17/kuchnia-polska/</guid>
<description><![CDATA[Klasycznym daniem mięsnym jest kotlet schabowy w panierce, z ziemniakami i kapustą. Znakomity jest p]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Klasycznym daniem mięsnym jest kotlet schabowy w panierce, z ziemniakami i kapustą. Znakomity jest pieczony schab, nadziewany suszonymi śliwkami. Do popularnych potraw z wieprzowiny należy pieczona lub gotowana golonka, a także kaszanka. Należąca niegdyś do kanonu wiejskiego jadła, dziś podawana jest nawet w najlepszych restauracjach. Podobnie rzecz się ma ze smalcem &#8211; wieprzowym tłuszczem, stopionym ze skwarkami, kawałeczkami mięsa, wędlin, cebulką i czosnkiem, doprawionym solą, pieprzem, często również aromatycznymi ziołami.</p>
<p>Jedną z najsmaczniejszych potraw z wołowiny są zrazy zawijane, nadziewane m.in. kiszonym ogórkiem, podawane z kaszą. Bardzo smaczną potrawą jest duszona z grzybami kaczka po krakowsku, również jadana z kaszą. Przy specjalnych okazjach serwuje się pieczone w całości prosię z farszem z przyprawionej na ostro kaszy gryczanej.</p>
<p><a href="http://przepisy.net/kuchnia-polska/"><span style="color:#ff0000;"><span style="text-decoration:underline;"><strong>kuchnia polska</strong></span></span></a> słynie ze znakomitych <strong>pierogów</strong> nadziewanych farszem mięsnym, z kiszonej kapusty i grzybów, a także serem czy owocami. Szczególnym powodzeniem cieszą się pierogi ruskie (farsz z sera, ziemniaków i smażonej cebuli). Chętnie jada się naleśniki, nadziewane pyzy i knedle.</p>
<p>Narodową potrawą Polaków jest <strong>bigos</strong> z kiszonej i gotowanej kapusty z dodatkiem różnych gatunków mięs, wędlin i grzybów. Warto też wspomnieć o gołąbkach &#8211; farszu z mięsa i ryżu bądź kaszy, zawijanego w liście kapusty. Dodatkiem do gołąbków jest sos pomidorowy lub grzybowy.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mąż w kuchni |Ogniste polędwiczki ]]></title>
<link>http://obsessedwith.wordpress.com/2009/11/16/ogniste-poledwiczki/</link>
<pubDate>Mon, 16 Nov 2009 19:16:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>Bartek</dc:creator>
<guid>http://obsessedwith.wordpress.com/2009/11/16/ogniste-poledwiczki/</guid>
<description><![CDATA[Na ulicy było ciemno, siąpił deszcz, szedłem smutny&#8230; Od ponad tygodnia nic nie ugotowałem, nie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p style="text-align:justify;">Na ulicy było ciemno, siąpił deszcz, szedłem smutny&#8230; Od ponad tygodnia nic nie ugotowałem, nie licząc robienia kanapek do pracy, ale nawet w tej czynności zacząłem się obijać. Wiedziałem, że tym razem będzie równie smutno w kuchni. Głodny i wyczerpany ostatkiem sił wdrapałem się po schodach do domu. Wtem mój kulinarny instynkt zareagował, węch się wyostrzył, a w ustach poczułem jak mi ślinka cieknie. Z kuchni było czuć zapach borowików i słychać śpiewy Pocahontas. Byłem wybawiony - moja żona tworzyła majstersztyk zwany polędwiczkami&#8230;</p>
<p style="text-align:justify;">Krótki opis co zrobić, aby Twój mężczyzna przeżył to co ja: należy wybrać się do sklepu i poprosić miłą, uśmiechniętą Panią zza lady o świeże polędwiczki z tej lepszej części świni. I nauczyć się kilku piosenek Pocahontas - polecam tę o barwach wiatru, ale uwaga&#8230; może się skończyć na stole i na ostro. <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align:justify;">&#8230;gdy tak wędrowałem myślami, nagle zobaczyłem buchające płomienie z kuchenki elektrycznej. Co ciekawe, nie wiedziałem, że kuchenkę elektryczną można podpalić sosem borowikowym Knorra, więc nie próbujcie tego sami w domu! Najlepiej poczekać aż płomienie zgasną, ale gdyby się tak nie stało podobno należy użyć piasku. Jako bohater wieczoru rzuciłem się na żonę, odciągnąłem ją i przytrzymałem - polędwiczki nie były aż tak ważne.;) Płomienie opadły, ale polędwiczki przetrwały, tak jak gorące spojrzenie kobiety. Smakowicie. <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align:justify;"> <img class="aligncenter size-full wp-image-288" title="poledwiczki" src="http://obsessedwith.wordpress.com/files/2009/11/poledwiczki.jpg" alt="poledwiczki" width="497" height="372" /></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[a Ty, co żeś jadł w Malezji?]]></title>
<link>http://homoludenss.wordpress.com/2009/11/16/a-ty-co-zes-jadl-w-malezji-2/</link>
<pubDate>Mon, 16 Nov 2009 19:08:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>richie michigan</dc:creator>
<guid>http://homoludenss.wordpress.com/2009/11/16/a-ty-co-zes-jadl-w-malezji-2/</guid>
<description><![CDATA[Pierwszy z cyklu photo-food-blog. Kuala Lumpur 07.2009 Trochę ryżu, makaron, jakiś azjatycki kurczak]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p style="text-align:center;">Pierwszy z cyklu photo-food-blog.</p>
<p style="text-align:center;"><strong><em>Kuala Lumpur 07.2009</em></strong></p>
<p><a href="http://homoludenss.wordpress.com/files/2009/11/malezja01_resize2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-230" title="malezja01" src="http://homoludenss.wordpress.com/files/2009/11/malezja01_resize2.jpg" alt="" width="600" height="276" /></a></p>
<p>Trochę ryżu, makaron, jakiś azjatycki kurczak, wołowina (azjatycka), makaron ryżowy, fishballs (azjatycki shit!), trochę ostrego sosu, czerwone papryczki i jajko. Niczym McDonald&#8217;s.</p>
<p><!--more--></p>
<p><a href="http://homoludenss.wordpress.com/files/2009/11/malezja02_resize1.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-231" title="malezja02" src="http://homoludenss.wordpress.com/files/2009/11/malezja02_resize1.jpg" alt="" width="600" height="450" /></a></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Hey dude where is my bike??...]]></title>
<link>http://chawira.wordpress.com/2009/11/16/hey-dude-where-is-my-bike/</link>
<pubDate>Mon, 16 Nov 2009 18:43:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>yelon</dc:creator>
<guid>http://chawira.wordpress.com/2009/11/16/hey-dude-where-is-my-bike/</guid>
<description><![CDATA[Rower który był przyczyną niejednego siniaka i nie jednego hałasu (jak się wyjebał) znalazł wreszcie]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Rower który był przyczyną niejednego siniaka i nie jednego hałasu (jak się wyjebał) znalazł wreszcie swoje miejsce&#8230; ale dlaczego w kuchni??</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-37" title="DSC02228" src="http://chawira.wordpress.com/files/2009/11/dsc02228.jpg" alt="DSC02228" width="497" height="746" /></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Gęsina w restauracji Mirador]]></title>
<link>http://restaurantica.pl/2009/11/16/gesina-w-restauracji-mirador/</link>
<pubDate>Mon, 16 Nov 2009 12:34:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>restaurantica</dc:creator>
<guid>http://restaurantica.pl/2009/11/16/gesina-w-restauracji-mirador/</guid>
<description><![CDATA[Na Św. Marcina zagościła w Warszawie Gęsina, a to dzięki akcji organizacji Slow Food, która ma na ce]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Na Św. Marcina zagościła w Warszawie Gęsina, a to dzięki akcji organizacji Slow Food, która ma na ce]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[]]></title>
<link>http://zaginionesmaki.wordpress.com/2009/11/13/35/</link>
<pubDate>Fri, 13 Nov 2009 22:57:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>Konrad Piwowarczyk</dc:creator>
<guid>http://zaginionesmaki.wordpress.com/2009/11/13/35/</guid>
<description><![CDATA[BUDDA Z KADZIELNICY opowieść o łzach pewnego drzewa Monastiraki Każde z wielkich miast ma swój stary]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><strong>BUDDA Z KADZIELNICY<img class="alignright size-thumbnail wp-image-37" title="Plaka" src="http://zaginionesmaki.wordpress.com/files/2009/11/aeolisstreet.jpg?w=150" alt="Plaka" width="150" height="93" /></strong><br />
<strong>opowieść o łzach pewnego drzewa</strong></p>
<p><strong>Monastiraki</strong></p>
<p>Każde z wielkich miast ma swój stary targ, pełen korzennych przypraw, różnobarwnych owoców i warzyw, serów, nasion, ryb i orzechów. Targ owiany tajemnicami, grzebiący ludzkie losy i kryjący stare sekrety. Targ pełen magicznych przedmiotów i artefaktów, które zagubione pośród sterty imponującego kiczu, zapomniane i zakurzone czekają na właściwego kupca, kogoś kto je dojrzy i zapłaci za nie każdą cenę. Takie przedmioty i taki targ mają również Ateny, miasto wielkiej mądrej bogini, starych drzew i gorących kamieni. Miasto mityczne, które opowiada przyjezdnym historie zapomniane.</p>
<p>Alon Sharr spędzał na targu Monastiraki całe godziny. Podróż wśród straganów rozpoczynał zawsze od małego sklepu z winylami u Kritona, któremu zawdzięczał miłość do rembetiko, muzyki greckiej ulicy. Z duszą nakarmioną dźwiękami harmonii i gitary Alon szedł dalej. To był dopiero aperitif. Greckie kobiety zauroczone jego pięknymi, jasnobłękitnymi oczami, zachwalały świeże granaty i figi, zachęcały do kupna soczystych winogron i słodkich daktyli, częstowały owocami. Starsi mężczyźni piekli kasztany, a dzieci podkradały z koszy pistacje. W oddali intensywnymi kolorami indyjskich jedwabi mieniły się dwa sklepy bławatne, należące do hinduskiej rodziny. Za nimi zaczynał się pchli targ, główne danie po serii wykwintnych przystawek.</p>
<p>Alon uwielbiał szperać wśród sterty śmiecia, wygrzebywać gazety i zdjęcia, wilgotne, śmierdzące piwniczną stęchlizną, oglądać książki w językach, o których nigdy nie słyszał, podziwiać XIX wieczne ikony, wąchać przyprawy. Wierzył bowiem, że wśród tych wszystkich przedmiotów, odnajdzie coś, co pomoże mu zrozumieć, kim naprawdę jest. Zadawał sobie wówczas w myślach pytanie, które zapamiętał z Platona, “Dokąd to i skąd Fajdrosie?”, bo choć Alon nie wiedział, czego dokładnie szuka, czuł, że znajdzie odpowiedź właśnie tu, w Grecji.</p>
<p>Na deser Alon szedł na Plakę. Tętniące życiem kupieckie serce miasta, pełne tawern, restauracji i kafenijonów obdarowywało jego zmysły zapachem świeżo smażonych ryb, pieczonej na rożnie jagnięciny i placków z cukinii. Spacerując krętymi zaułkami Anafiotiki Alon co i rusz przystawał, siadał na kamieniu i coś notował. Podczas jednej z takich wędrówek dotarł do skweru położonego u stóp ruin świątyni Tezeusza. W pewnej chwili jego wzrok napotkał starszą kobietę, ubraną na czarno, trzymającą w dłoniach parciany woreczek wypełniony uschniętymi gałązkami oregano. Siedziała na kamieniu i patrzyła w niebo.</p>
<p><strong>Oregano</strong></p>
<p>Było lato 1952 roku. Ateny rozkwitły świeżą architekturą i soczystą zielenią, gaje oliwne u stóp Akropolu niosły zapach śródziemnomorskiego słońca. Alon poczuł się jak bohater Ritsosa – “Młody Mężczyzna” z „Sonaty księżycowej”. To skojarzenie przemówiło do niego tak silnie, że wręcz czekał, aż “Kobieta w Czerni” powie swoje zaklęte słowa: „Proszę pozwolić mi iść z sobą”. Tymczasem staruszka odkiwnęła głową pozdrawiając Alona, lecz najwyraźniej nie wzięła go za przeciętnego turystę, gdyż nieoczekiwanie spojrzała mu w oczy, uśmiechnęła się i powiedziała: &#8211; Pachnie. Alon wziął głęboki wdech. Bardzo chciał poczuć zapach, o którym myślała. Zakręciło mu się jednak w głowie od dużej ilości lepkiego, gorącego powietrza, skinął więc staruszce i już miał odejść, kiedy nagle Greczynka wyciągnęła rękę, dając do zrozumienia, by pomógł jej wstać. Przeszli razem kilka kroków. Starsza Pani podziękowała, ponownie usiadła na kamieniu, uśmiechnęła się i powiedziała:</p>
<p>- Jeśli znajdziesz właściwe schody, wejdź na górę. Wchodź jednak powoli, rozglądając się uważnie wokół. Wchodź długo, a kiedy już dotrzesz na sam szczyt, odwróć się w stronę słońca, usiądź na najwyższym stopniu i pomyśl o mnie, a poczujesz ten sam zapach, który ja teraz czuję. Przypomni ci się gaj, w którym jesteśmy, to drzewo, słońce i kamień, na którym siedzisz. W nim zamknięte są głosy sprzed tysięcy lat. On zna tajemnice, twoje też słyszy i już na zawsze będzie naszym powiernikiem. Wszystkiego dobrego młody człowieku, czerp ze źródła, które tak kochasz. Bo to jest twój kraj, twoje drzewa, to jest twoja sztuka i twoja historia. Kiedyś to zrozumiesz.</p>
<p>Pewnego razu, upojony anyżowym aromatem ouzo jaki wydobywał się z kafenijonu po przeciwległej stronie Platija Eleftherijas Alon dostrzegł w głębi wąskiej uliczki otwarte drzwi jednego z domów. Jego uwagę przykuła muzyka dochodząca z sieni. Przerywany co i rusz oklaskami rodziny i przyjaciół kobiecy śpiew wydał się Alonowi znajomy. Mężczyzna wyłapywał pojedyncze słowa piosenki. <em>Niczym wędrowne ptaki&#8230; przemierzamy kraje, gdziekolwiek byśmy nie dotarli, podąża za nami klątwa, przeklęci jesteśmy, takie jest nasze przeznaczenie&#8230;</em> Młoda dziewczyna, do której goście zwracali się imieniem Meri, siedziała na schodach i śpiewała. Obok dwóch starszych mężczyzn, zapewne ojciec i brat, akompaniowało jej na bouzuki. Goście bili brawo, to znów śmiali się i częstowali wzajemnie winem domowej roboty. Kilku chłopaków wstało od stołu i splótłszy się ramionami zaczęło tańczyć sirtos, w niewielkim półkolu. Nagle Alon poczuł, że chwyta go za rękę dziecko o czarnych oczach i ciągnie do środka, wołane przez gości siedzących przy stole. Dziewczyna nie przestawała śpiewać.</p>
<p><strong>Kadzielnica</strong></p>
<p>- Chodź &#8211; powiedziała Meri. Nauczę Cię parzyć kawę. W mojej rodzinie nie przygotowujemy kawy “po grecku”, mamy własny przepis, przywieziony przez babkę z Maroka i przekazywany z pokolenia na pokolenie. Jedynie ojciec wierny jest rodzimej tradycji i nie uznaje niczego, co barbarzyńskie. Podaj mi proszę moździerz, który stoi na półce i ten niewielki przedmiot, który wygląda jak japoński imbryk.</p>
<p>Alon zdjął z półki starą, indyjską kadzielnicę. Było to naczynie okrągłe i brzuchate, wielkości dużego grejpfruta, umieszczonego na trzech nóżkach. Uchwyty po obu stronach miały kształt słonich głów, a rączka była niewielkim popiersiem Buddy. W wieczku artysta wyciął ażurowe otwory, przez które wydobywał się ze środka dym kadzidła. Dookoła naczynia wygrawerowano w sanskrycie fragment staroindyjskiej bajki.</p>
<p>Podczas gdy Alon oglądał uważnie dziwny przedmiot, Meri wyjęła z kadzielnicy kilka zielonych mieszków. Gdy obrała je z łupin, ze środka wysypały się maleńkie czarne kuleczki. &#8211; To kardamon. Wystarczy kilka zmielonych ziaren, by zwalczyć mdły smak potrawy i dodać przyjemnej ostrości. &#8211; Czujesz jak świeży ma zapach? Pachniał orientalnie. &#8211; Znalazłam tę kadzielnicę na Monastiraki. Stary Grek nie znał jej wartości, a podobno jest bardzo cenna. W naszym domu nikt jednak nie przywiązuje do tego wagi. Weź ją sobie. Od kiedy pamiętam trzymamy w niej kardamon, ale przez otworki w wieczku nasiona wietrzeją. Jest Twoja. A teraz spójrz, najpierw należy zapiec na ogniu z cukrem ubitą w moździerzu przyprawę. Dopiero potem dodać kawę&#8230; &#8211; Meri zdradzała tajemną recepturę. Alon trzymał w rękach kadzielnicę i spoglądał uśmiechniętemu Buddzie w oczy. “Co próbujesz mi powiedzieć?” &#8211; pytał w głębi duszy. Przedmiot jednak, tak jak i oblicze boga, pozostawały nieme.</p>
<p><strong>Matka</strong></p>
<p>Był piękny sierpniowy poranek. Meri kończyła przygotowania do podróży, gdy do drzwi domu przy Platija Eleftherijas zapukał listonosz. Alon Sharr usiadł na łóżku i zaczął czytać.</p>
<p><em>Drogi Alonie,</em></p>
<p><em>Mija już rok od wyjazdu, a ja wciąż nie mogę pojąć, co Cię do niego skłoniło. Przestaję powoli wierzyć, że kiedykolwiek wrócisz. Wiele lat temu utkwił w Twoich oczach odłamek szkła, który sprawił, że karmić zacząłeś swą duszę ciągłym poszukiwaniem i wewnętrznym cierpieniem. To moja wina, byłam zbyt pochłonięta karierą. Wierzyłam w duchu, że sobie poradzisz. Nie potrafiłam Cię zrozumieć, myślałam, że dałam Ci wszystko. Dziś wiem, jak niewiele ode mnie otrzymałeś. Dlatego podjęłam decyzję, że przestaję śpiewać. Mam nadzieję, że odnalazłeś to, czego szukałeś. Jesteś mądrym, dorosłym człowiekiem i sam o sobie decydujesz. Pamiętaj jednak, TU jest Twój dom i Twoje miejsce. Będę czekać.</em></p>
<p><em>Mama</em></p>
<p><em>
<p>&#160;</p>
<p></em></p>
<p>- To od matki? &#8211; spytała Meri widząc, jak w trakcie czytania listu zmienia się wyraz twarzy Alona.<br />
- Tak Kochanie, mama pozdrawia. Alon schował list do skórzanej torby. &#8211; Gotowa? &#8211; zapytał z lekko wymuszonym uśmiechem.</p>
<p>Statek płynący na Chios wydał z siebie przerażający dźwięk, niczym wieloryb raniony przez kłusowników. Spóźnieni pasażerowie, w otoczeniu niekończącej się sterty tobołków, toreb i skrzynek ze zwierzętami, w pośpiechu wbiegali na pokład. Obrazek przypominał biblijną scenę wodowania Arki Noego. Ludzie przypominający zwierzęta ratujące się przed kataklizmem krzyczeli w niebogłosy, popychali się i panikowali. Ogarnięci podróżniczym szaleństwem, zupełnie nie byli świadomi zbliżającej się katastrofy. Tłumem zarządzało kilku “patriarchów” w mundurach, zaopatrzonych w gwizdki, przy pomocy których próbowali przywrócić spokój. Sprawdzali bilety i kierowali podekscytowanych pasażerów na właściwy pokład. Alon i Meri mieli wynajętą kajutę na górze. Przemiły młody Cypryjczyk wskazał im drogę i pomógł przenieść bagaże. Statek dał sygnał do odpłynięcia. Brudny port w Pireusie ginął powoli na horyzoncie. Alon stał oparty o burtę i patrzył jak światła portu drżą w wodach zatoki.</p>
<p>Myślał o matce. Tęsknił, ale nie czuł żalu; miała rację wierząc, że sobie poradzi. W pewnym sensie zawsze była obok. Gdy wyruszał w podróż nucił jedną z jej piosenek. Matczyne oczy podążały za nim, sfotografowane i umieszczone na plakatach, którymi wyklejano mury i słupy. Widział je wielokrotnie w Paryżu i w Rzymie, a nawet tu, w Atenach, w sklepiku u Kritona, mimo, że muzyka zachodnia nie była w Grecji zbyt popularna. Ciągle na niego patrzyła. Jako dziecko oddychał jej śpiewem, jednocześnie dusząc się w zadymionych garderobach sal koncertowych i zakurzonych teatrów. Choć spędzał dzieciństwo wśród bukietów kwiatów, tęsknił za prawdziwą łąką. Pierwszymi ze słów, jakich się nauczył, były słowa uznania, kaligrafowane na biletach, dołączanych do koszy pełnych prezentów. Matka nigdy nie kryła swojego piękna, pozwalała się wielbić także jemu, mimo, że był tylko dzieckiem, jej dzieckiem. Zawsze była synonimem prawdziwej sztuki. Jaki jednak sens mogła mieć sztuka dla człowieka, który znał tylko słowa zachwytu.</p>
<p><strong>Łzy </strong></p>
<p>Kiedy dotarli na wyspę było już całkiem ciemno. Chios przywitała parę kochanków lekkim wiatrem nasączonym dziwnym żywicznym zapachem. Ojciec Meri czekał w porcie. Po krótkim, symbolicznym powitaniu, ruszyli wgłąb wyspy. Kamienny dom na południowym zachodzie, w niewielkiej wsi Mesta, należał razem z kilkoma hektarami przylegającej do niego ziemi do bogatego, greckiego rodu Livanos. Dziadek Meri, Dimitris, był jednym z najsłynniejszych zbieraczy mastichy.</p>
<p>- Cóż to takiego? &#8211; spytał Alon, patrząc w słońce przez kryształek mastyksu, jak przez bursztyn.<br />
- Masticha. Łza tej wyspy i jej największa tajemnica &#8211; Meri podeszła do jednego z drzew rosnących w gaju. Zaczęła delikatnie gładzić pień, jakby chciała złagodzić ból paraliżujący roślinę. &#8211; Choć znano ją już w starożytności, dziś świat o niej nie pamięta. W Grecji jest popularnym składnikiem alkoholi i deserów. Mieszkańcy tej wyspy, co roku, w czerwcu, wyruszają na plantację drzew mastyksowych położonych tam w górze. Rytuał rozpoczyna się o poranku. Mężczyźni, kobiety, nawet dzieci, wszyscy uzbrojeni w specjalne nożyki, okulary przeciwsłoneczne i kosze czyszczą najpierw podłoże wokół drzewek, by pokryć je potem cienką warstwą białej gliny. Czynią tak po to, by żywiczne łzy mastichy, które na nią ściekają zastygały szybciej i nie brudziły się tak łatwo. To magiczne drzewo &#8211; dodała Meri głaszcząc liście &#8211; nazywamy je schinos. Rośnie jedynie na tej wyspie.</p>
<p>Alon oczarowany historią opowiedzianą przez dziewczynę otworzył usta. Ta położyła mu na języku niewielki kryształek. &#8211; Pogryź go &#8211; powiedziała. Za chwilę stanie się miękki i biały, można go żuć przez jakiś czas. Czujesz, jak jego żywiczny posmak rozchodzi się po całym ciele? Dziś wieczorem przyrządzimy wspólnie deser, którego nieodłącznym składnikiem jest aromat mastichy. Będzie ci smakował.</p>
<p>Na pniu, który gładziła dziewczyna, Alon dostrzegł nacięcia w kształcie łuku. Drzewo płakało żywicznymi, białymi łzami, jedyne świadome.</p>
<p><strong>Schody</strong></p>
<p>Alon szedł wąską ulicą. Tego dnia, jedynie słońce trwało niezmiennie w swym najwyższym punkcie, wskazując kierunek czarnemu orszakowi. Czterej rośli mężczyźni nieśli opartą na ramionach trumnę. Ściany domów po obu stronach ulicy przypominały pień mastichowego drzewa, pocięty, popękany, cierpiący. Z ich szczelin przezierała nicość podobna do tej, która zawładnęła sercem “Młodego Mężczyzny”. Ziemia w miasteczku zdradzała ślady wstrząsów, jakich Grecja w nowożytnych czasach nie zaznała. Trzęsienie ziemi z sierpnia 1953 roku, jakie nawiedziło greckie wyspy spowodowało straty w ludziach liczone w tysiącach ofiar.</p>
<p>Alon łkał w duchu. Ojciec Meri, z twarzą poważną, drżał wykonując każdy kolejny krok. Matka szła z tyłu, podtrzymywana przez braci. Orszakowi towarzyszyły opłakujące śmierć dziewczyny, wynajęte płaczki. Ich krzyki niesione przez echo powtarzały okoliczne góry.</p>
<p>Do kościoła prowadziły długie schody. Wchodzili powoli. Kiedy dotarli do kaplicy, Alon oślepiony blaskiem słońca przymknął oczy i usiadł. Trzymał w dłoniach starą indyjską kadzielnicę. Wewnątrz schował zebrane kryształki mastichy. Dla niej. Na pamiątkę tej podróży. Kiedy spojrzał w dół zobaczył “Kobietę w Czerni”, potem drugą i trzecią. Usłyszał głos, bliski i znajomy.<br />
<em> </em></p>
<p><em>Niczym wędrowne ptaki&#8230; przemierzamy kraje, gdziekolwiek byśmy nie dotarli, podąża za nami klątwa, przeklęci jesteśmy, takie jest nasze przeznaczenie&#8230;</em></p>
<p>Konrad Piwowarczyk</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
