<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>marai &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://en.wordpress.com/tag/marai/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "marai"</description>
	<pubDate>Sat, 28 Nov 2009 00:27:06 +0000</pubDate>

	<generator>http://en.wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[FILMOWISKO ("Tatarak", "Mała Moskwa", "Szukając Eryka", "Policyjny, przymiotnik", "O Elly")]]></title>
<link>http://wizjalokalna.wordpress.com/2009/11/03/hello-world/</link>
<pubDate>Wed, 04 Nov 2009 02:18:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>Logos Amicus</dc:creator>
<guid>http://wizjalokalna.wordpress.com/2009/11/03/hello-world/</guid>
<description><![CDATA[  ________________________________________________________________________________  * Jesienną trady]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p style="text-align:justify;"><span style="color:#800000;"><img class="aligncenter size-full wp-image-81" title="festival.banner.wl" src="http://wizjalokalna.wordpress.com/files/2009/10/festival-banner-wl.jpg" alt="festival.banner.wl" width="796" height="100" /></span><span style="color:#800000;"><em> </em></span></p>
<blockquote>
<h3 style="text-align:justify;"><span style="color:#800000;">________________________________________________________________________________</span></h3>
<h3 style="text-align:justify;"><span style="color:#ffffff;"> *</span></h3>
<h3 style="text-align:justify;"><span style="color:#800000;"><em>Jesienną tradycją stało się dla mnie branie udziału w Chicagowskim Festiwalu Filmowym. </em></span></h3>
<h3 style="text-align:justify;"><span style="color:#800000;"><em>Każdego roku prezentuje się na nim całe mnóstwo filmów z kilkudziesięciu krajów</em></span></h3>
<h3 style="text-align:justify;"><span style="color:#800000;"><em>całego świata. </em></span></h3>
<h3 style="text-align:justify;"><em><span style="color:#800000;">Spotyka się również akcenty polskie (to właśnie na tym Festiwalu wylansowano Krzysztofa Kieślowskiego).</span><span style="color:#800000;">         </span></em></h3>
<h3 style="text-align:justify;"><em> </em><span style="color:#800000;"><em>Z kilkunastu filmów, jakie udało mi się obejrzeć w tym roku, wybrałem pięć, o których tutaj chciałem napisać.</em></span></h3>
<h3 style="text-align:justify;"><span style="color:#800000;"><em>_________________________________________________________________________________</em></span></h3>
</blockquote>
<p><span style="color:#800000;"><span style="color:#333333;"> </span></span></p>
<h3 style="text-align:justify;"><span style="color:#800000;">&#8220;TATARAK&#8221;</span></h3>
<h3 style="text-align:justify;"> <span style="color:#ff0000;"> * * *</span> * * *</h3>
<div id="attachment_97" class="wp-caption alignright" style="width: 479px"><img class="size-full wp-image-97" title="tatarak" src="http://wizjalokalna.wordpress.com/files/2009/10/tatarak1.jpg" alt="tatarak" width="469" height="314" /><p class="wp-caption-text">Jeszcze jeden krótki film o umieraniu</p></div>
<p style="text-align:justify;">Po obejrzeniu <em>&#8220;Tataraku&#8221;</em> pomyślałem sobie, że niektórym z ostatnich filmów Andrzeja Wajdy może w jakiś sposób ciążyć jego mistrzostwo. Przy tym, on sam nie musi tego ciężaru odczuwać na sobie, jednakże ów ciężar może odczuwać widz&#8230; taki choćby jak ja. Może właśnie dlatego <em>&#8220;Tatarak&#8221;</em> wydał mi się filmem nieco anachronicznym.</p>
<p style="text-align:justify;">Zdaję sobie sprawę, że obraz ten<em> </em> może się podobać, niemniej jednak, w jego pozytywnym odbiorze, przeszkodziła mi właśnie świadomość tego, że jest to &#8220;dzieło mistrza&#8221;. Przez cały czas projekcji miałem na uwadze to, że oglądam &#8220;Wajdę&#8221; (na przemian z wrażeniem, że wisi nade mną jego cień). Być może wina leży więc po mojej stronie, bo zawiodły mnie tu moje zdolności percepcyjne, sfiksowała nieco psychologia odbioru?</p>
<p style="text-align:justify;">Niestety, przyszła mi również do głowy myśl, że jednak żaden z młodych a zdolnych polskich reżryserów takiego filmu by nie nakręcił, ale nie dlatego, że nie byłby w stanie, lecz dlatego, że takiego filmu nakręcić by nie chciał. Jeśli miałbym w jednym zdaniu ocenić najnowszy film Andrzeja Wajdy, to napisałbym: za mało spontaniczności, zbyt dużo elaboracji.</p>
<p style="text-align:justify;">Wg mnie, nawet tak zaskakujący wątek, jak wpleciona w scenariusz <em>&#8220;Tataraku&#8221;</em> spowiedź Jandy, która opisuje autentyczne przeżycia związane z osobistą tragedią, jaką była dla niej walka o życie umierającego na raka jej męża, operatora Edwarda Kłosińskiego, wydał mi się tylko czymś w rodzaju scenariuszowego konceptu, podpiętego dość przypadkowo do całości. (Piszę to z całym szacunkiem dla uczuć pani Krystyny Jandy.)</p>
<div id="attachment_96" class="wp-caption alignleft" style="width: 360px"><img class="size-full wp-image-96" title="Krystyna Janda jak u Hoppera" src="http://wizjalokalna.wordpress.com/files/2009/10/krystyna-janda-jak-u-hoppera1.jpg" alt="Krystyna Janda jak u Hoppera" width="350" height="420" /><p class="wp-caption-text">Cierpienie i estetyka (jak z obrazu Hoppera)</p></div>
<p style="text-align:justify;">Przy okazji: nie jestem pewien, czy wobec tej prawdziwej śmierci, usprawiedliwiona być może ta dość ostentacyjna estetyzacja, jakiej dokonał operator, umieszczając Jandę w kadrze przypominającym wystudiowane malarstwo Edwarda Hoppera. Może po prostu nie wypadało tego robić?</p>
<p style="text-align:justify;">Kontrowersyjny jest również sam ekshibicjonizm naszej wielkiej aktorki, która postanowiła opowiedzieć wszem i wobec o czymś tak bardzo intymnym, jak umieranie najbliższej osoby. Czym było to uprawnione? Czy aby nie wynikało bardziej z niedostatku treści, jaką oferował literacki oryginał? Czyżby reżyser ponownie wrócił do tematu pt. &#8220;wszystko na sprzedaż&#8221;?</p>
<p style="text-align:justify;">Również fakt, że Wajda przy pisaniu scenariusza musiał się także posiłkować prozą Sandora Marai&#8217;a (wplatając ją w opowiadanie Jarosława Iwaszkiewicza), może świadczyć o tym, że w jakiś sposób zbrakło reżyserowi materii, by stworzyć pełen &#8211; na swoją miarę oraz na miarę naszych oczekiwań &#8211; obraz. A i tak, po obejrzeniu całości, miałem wrażenie, że czegoś mu brakuje, że w jakiś sposób jest on - proszę mi wybaczyć ten kolokwializm &#8211; &#8220;niedorobiony&#8221;, niekompletny. Taki <em>patchwork </em>ze zbyt wyraźnymi szwami.</p>
<p style="text-align:justify;"> </p>
<p style="text-align:justify;">Cały <em>&#8220;Tatarak&#8221;</em> przesiąknięty jest śmiercią. Jednakże, czy jakikolwiek film zdolny jest nam powiedziedzieć o tej śmierci więcej, niż nasze własne jej doświadczenie: kiedy sami musimy się mierzyć z ostatecznym odejściem osób, które kochamy &#8211; ze śmiercią naszych bliskich, przyjaciół, kogoś z rodziny&#8230; ? Albo ze swoją własną?</p>
<h3 style="text-align:justify;"><span style="color:#800000;">&#8220;MAŁA MOSKWA&#8221;</span></h3>
<h3 style="text-align:justify;"> <span style="color:#ff0000;"> * * * *</span> * *</h3>
<div id="attachment_119" class="wp-caption alignright" style="width: 439px"><img class="size-full wp-image-119" title="Mala Moskwa" src="http://wizjalokalna.wordpress.com/files/2009/10/mala-moskwa1.jpg" alt="Mala Moskwa" width="429" height="254" /><p class="wp-caption-text">Miłość contra totalitaryzm</p></div>
<p style="text-align:justify;">Gdzież, jak nie w kinie, człowiek może poddać się emocjom!? I nie przejmować się tym, że mogą mu one zmącić nieco umysł, tudzież odebrać ochotę krytykowania, racjonalnej analizy? I nie wstydzić się tego? Czasem tak właśnie mam: jeśli jakiś film potrafi mnie w ten sposób uwieść, to zdolny jestem wiele mu wybaczyć, a nawet przymknąć oko na to i na owo, poddając się po prostu jego urokowi.</p>
<p style="text-align:justify;">Z <em>&#8220;Małą Moskwą&#8221;</em> Waldemara Krzystka było mi o tyle łatwiej, że jest to film zdecydowanie dobry, a pod pewnymi względami nawet bardzo dobry. No i jest jeszcze Swietłana Chodczenkowa, której zjawiskowość na ekranie (chodzi mi tu nie tylko o jej znakomitą grę, ale i o &#8211; kto wie, czy nie bardziej &#8211; urodę) wywarła na mnie ogromne wrażenie.</p>
<div id="attachment_120" class="wp-caption alignleft" style="width: 318px"><img class="size-full wp-image-120" title="chodczenkowa" src="http://wizjalokalna.wordpress.com/files/2009/10/chodczenkowa.jpg" alt="chodczenkowa" width="308" height="520" /><p class="wp-caption-text">Namiętność pięknej kobiety w siermiężnym ustroju</p></div>
<p style="text-align:justify;">Film opowiada historię miłości żony radzieckiego pilota i polskiego oficera zderzającej się nie tyle z przyjętą ogólnie moralnością, co z zawłaszczającym prywatnym życiem ludzi systemem totalitarnym. Przedstawiona jest ona przez Waldemara Kszystka w konwencji klasycznego melodramatu &#8211; i już choćby to winno złagodzić nieco dość agresywny ton tych wszystkich krytyków, którzy film zbesztali, zwłaszcza po tym, jak zdobył on główną nagrodę (Złote Lwy) na ubiegłorocznym Festiwalu Filmowym w Gdańsku.</p>
<p style="text-align:justify;">Panowie: od melodramatu nie można oczekiwać tego, że będzie on epatował egzystencjalną, psychologiczną, bergmanowską głębią; albo że kompleksowo odda całą polityczno-społeczną złożoność czasów, w jakich jest osadzony; ani że będzie się trzymał kurczowo wierności rzeczywistej historii, na której oparto jego scenariusz. Gdyby tak było, musiano by nakręcić film w zupełnie innej konwencji. Ale Krzystek tego nie chciał, wybrał melodramat &#8211; i takie jest jego prawo!</p>
<p style="text-align:justify;">Opierając się na swojej poetyckiej licencji, zamiast zwykłej, nie grzeszącej raczej urodą kobiety (jaką była ponoć naprawdę pani z prawdziwego romansu, który rozegrał się w okupowanej przez Rosjan Legnicy), jej męża (w rzeczywistości brutalnego gbura i pijaka) i kochanka (w realu &#8211; ladaco i kobieciarza), wybrał cudnej i delikatnej urody Swietłanę, dobrotliwego i nad wyraz wyrozumiałego Rosjanina oraz gładkiego i dżentelmeńskiego Polaka (Lesław Żurek). I mnie to odpowiadało, i ja nie miałem z tym problemu. Ale, ale&#8230; przychodzi mi to dość łatwo, bo nawet teraz, kiedy patrzę na <em>&#8220;Małą Moskwę&#8221;</em> z perspektywy czasu, chłodniejszym już nieco okiem, wydaje mi się ten film zgrabnym, przyzwoitym, sprawnie nakręconym, zajmującym, nie pozbawionym wiarygodmości i stylu widowiskiem.</p>
<p style="text-align:justify;">Należy także wziąć pod uwagę to, że kreśli on swój romans na tle epoki (sowieckiej dominacji nad Europą Środkową), do której u nas w kraju nadal podchodzi się tak, jak kot do jeża; i która do tej pory nie doczekała się w polskim kinie jakiegoś znaczącego ekranowego rozliczenia.</p>
<p style="text-align:justify;">Zresztą, w <em>&#8220;Małej Moskie&#8221;</em> tak naprawdę nie chodzi o żadne rozliczenia, a o miłość.</p>
<h3 style="text-align:justify;"><span style="color:#ffffff;">*</span></h3>
<h3 style="text-align:justify;"><span style="color:#800000;">&#8220;LOOKING FOR ERIC&#8221;<em> (&#8220;Szukając Eryka&#8221;)</em></span></h3>
<h3 style="text-align:justify;"><span style="color:#ff0000;">  * * * * *</span> *</h3>
<p style="text-align:justify;">Mariaż sztuki filmowej (zresztą nie tylko filmowej) z ideologią zwykle rodzi dzieci poronione, ale niekiedy tzw. zaangażowanie, pasja, obsesja i talent mogą pomóc uwikłanemu ideologicznie artyście stworzyć coś dobrego, prawdziwego, wartościowego i ciekawego.</p>
<p style="text-align:justify;">Tak właśnie mają się sprawy z Kenem Loachem, jednym z najbardziej prominetnych europejskich reżyserów &#8211; socjalistów.</p>
<div id="attachment_121" class="wp-caption alignright" style="width: 500px"><img class="size-full wp-image-121" title="Loooking for Eric" src="http://wizjalokalna.wordpress.com/files/2009/10/loooking-for-eric.jpg" alt="Loooking for Eric" width="490" height="339" /><p class="wp-caption-text">Zrywy pewnego listonosza</p></div>
<p style="text-align:justify;">Nie tak dawno temu można było w naszym kraju usłyszeć o Loachu przy okazji jego filmu <em>&#8220;Polak potrzebny od zaraz&#8221;</em> (tak się złożyło, że jedną z głónych ról zagrał tam również Lesław Żurek), gdzie zajmował się on problemem emigracji zarobkowej na Wyspach, jednakże reżyser ten znany jest polskim tzw. ambitniejszym kinomanom od dawna, jako ten, który przełamuje panujące w popularnym kinie schematy, idzie pod prąd eskapistycznej rozrywce spod znaku Hollywood, świadomie trzymając się mało spektakularnych społecznych nizin, a co najwyżej &#8211; klasy robotniczej i drobnej burżuazji.</p>
<p style="text-align:justify;">Dlatego też w jego filmach nie uświadczy się żadnego szpanu, &#8220;gwiazd&#8221;, stylu <em>glamour</em>, wystrzałowej akcji i widowiskowości&#8230; W zasadzie wszyscy występujący u niego aktorzy mają w sobie coś z naturszczyków, scenografia w jego filmach to najzwyklejsze mieszkania, szare ulice, liszajowate mury, jakieś zapadłe dziury, kąty, zagracone klity&#8230; Jednym słowem: zero upiększania, &#8220;poetyka&#8221; zlewu i niemytych naczyń, brudnych podłóg, znoszonych ubrań i niedomytych rąk &#8211; czyli sama proza i realizm codziennego życia. W tym wszystkim umieszcza Loach swoich &#8220;bohaterów&#8221; &#8211; zwykłych niezwykłych ludzi opowiadając ich niezwykłe zwykłe historie, (na które w zasadzie nie zwróciłby uwagi ktoś, kto szuka niezwykłości tylko poza szarym kręgiem <em>Everymana</em>).</p>
<p style="text-align:justify;">Ostatni film reżysera <em>&#8220;Szukając Eryka&#8221;</em> to cały Loach plus błyskotliwy a zarazem przaśny humor, ciepło, lekkość &#8211; a wszystko bez unikania tej bardziej słonecznej strony życia.</p>
<p style="text-align:justify;">Ach, rzeczywiście&#8230; jest tu jednak jedna prawdziwa gwiazda, a mianowicie grający samego siebie, legendarny napastnik Manchester United Eric Cantona, który staje się niajako <em>coachem</em> życia będącego w psychicznym dołku 50-letniego listonosza (również imieniem Eric).</p>
<p style="text-align:justify;">Ken Loach nie byłby sobą, gdyby nie pokazał również twardej, szorstkiej, zgrzebnej i dość brutalnej rzeczywistości z jaką muszą się liczyć mieszkańcy tych &#8220;gorszych&#8221; dzielnic angielskich miast, ale tym razem wychodzi on naprzeciw uniwersalnemu zapotrzebowaniu na komediowe <em>katharsis</em> i raczy nas dość pokaźną dawką humoru, dowcipu i optymizmu. Któż by się spodziewał, że akurat ten traktujący wszystko serio, zasadniczy i radykalny laburzysta, dostarczy festiwalowej publiczności najwięcej uciechy, pogody i rozładowujących solenną atmosferę wzruszeń.</p>
<div id="attachment_109" class="wp-caption aligncenter" style="width: 722px"><span style="color:#800000;"><img class="size-full wp-image-109 " title="LoookingforEric2" src="http://wizjalokalna.wordpress.com/files/2009/10/loookingforeric2.jpg" alt="LoookingforEric2" width="712" height="261" /></span><p class="wp-caption-text">Wesoły autobus Kena Loacha</p></div>
<h3 style="text-align:justify;"><span style="color:#ffffff;">*</span></h3>
<h3 style="text-align:justify;"><span style="color:#ffffff;">*</span></h3>
<h3 style="text-align:justify;"><span style="color:#800000;">&#8220;POLITIST, ADJECTIV&#8221;<em> (&#8220;Policyjny, przymiotnik&#8221;)</em></span></h3>
<h3 style="text-align:justify;">  <span style="color:#ff0000;">* *</span> * * * *</h3>
<p style="text-align:justify;">Prawdę pisząc, na obejrzenie tego filmu skusiłem się jedynie z tego powodu, że na ostatnim Festiwalu Filmowym w Cannes zdobył on jedną z głównych nagród (chociaż zdaję sobie sprawę, że akurat tym nie powinienem się kierować), miał dobre recenzje (co jest godne uwagi w przypadku krytyków, których cenię i szanuję) oraz dlatego, że bilety na seans <em>&#8220;Politist, adjectiv&#8221;</em> wyprzedawały sie na pniu i już panienka z festiwalowego okienka miała pisać na tablicy ogłoszeń <em>sold out</em> (a to już powód zupełnie irracjonalny).  Jednakże nie pociągał mnie zbytnio ten film, poniewż nie podzielałem ogólnego zachwytu świata filmowego nad ostatnim przebojem reżysera Corneliu Porumboiu, jakim był obraz <em>&#8220;12:08 na wschód od Bukaresztu&#8221;. </em>Podobnie nie byłem zachwycony innym filmem rumuńskim, który wychwalano zgodnym chórem parę lat temu, a mianowicie <em>&#8220;4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni&#8221;  </em>Cristiana Mungiu (Złote Lwy i Nagroda FIPRESCI w Cannes <em>AD</em> 2007).</p>
<div id="attachment_110" class="wp-caption alignright" style="width: 428px"><img class="size-full wp-image-110" title="Politist, adjectiv" src="http://wizjalokalna.wordpress.com/files/2009/10/politist-adjectiv.jpg" alt="Politist, adjectiv" width="418" height="704" /><p class="wp-caption-text">Postkomunistyczna mizeria - scenki z życia szarego</p></div>
<p style="text-align:justify;"> Wobec tego dysonansu musiałem zadać sobie pytanie: czyżby z moją oceną kina rumuńskiego było coś nie tak? A może coś nie tak jest ze mną samym? (przynajmniej jeśli chodzi o trafność mojej filmowej krytyki&#8230; ) Starałem sie więc dociec źródła owej dysharmonii.</p>
<p style="text-align:justify;">Pierwszą myślą było uświadomienie sobie tego, iż pozytywne zdanie o tych obrazach mieli właściwie ludzie reprezentujący Zachód. Ja zaś, siłą rzeczy, wychowałem się na Wschodzie. Podczas gdy dla nich &#8220;komunistyczna&#8221; i &#8220;post-komunistyczna&#8221; rzeczywistość krajów byłego bloku wschodniego była pewną &#8220;egzotyką&#8221;, dla mnie ciągle stanowiła żywe wspomnienie życia w jakimś rezerwacie. Oni byli kimś &#8220;z zewnątrz&#8221;, ja wyszedłem &#8220;od wewnątrz&#8221;. Mnie np. patrzenie na nudną szarzyznę wschodnio-europejskich miast lekko przygnębiało i nudziło, dla nich zaś stanowiło jakiś aspekt poznawczy; ja nie mogłem się raczej podniecać szarą beznadzieją życia ukazanych w tych filmach ludzi &#8211; oni być może odnaleźli w nich afirmację świata, w którym żyli, kontrastując go z mizerią, która ich ominęła&#8230;</p>
<p style="text-align:justify;">Cóż&#8230; Tak właśnie sobie pomyślałem.</p>
<p style="text-align:justify;">Doszły do tego zastrzeżenia, jakie mam (już jako zwykły kinoman) do zastosowanej przez Corneliu Porumboiu &#8220;poetyki&#8221; &#8211; i to zarówno jeśli chodzi o filmowy obraz, jak i sposób narracji. Otóż nie lubię filmów, które w jakiś sposób &#8220;marnują&#8221; potencjał, jaki posiada kino. Jokoś średnio zachwyca mnie np. bohater, kórego pokazuje się na ekranie przez 15 minut, a jego czynności ograniczają się do: chodzenia po ulicy, stania pod latarnią, palenia papierosów i inwigilacji jakiegoś domu.</p>
<p style="text-align:justify;">Oczywiście piszę w pewnym uproszczeniu. Pamiętam bowiem filmy, które mimo swego minimalizmu zapadły mi głęboko w pamięć &#8211; gdzie pozorne &#8220;nic-nie-dzianie-się&#8221; robiło na mnie większe wrażenie, niż przepełniona wybuchową akcją fabuła. (Sporo takich filmów jest np. w kinie azjatyckim.) Jednakże coś &#8220;podskórnego&#8221;, jakaś nieuświadomiona &#8220;metafizyka&#8221; tamtych obrazów sprawiała, że ujmował mnie ich artyzm i do pewnego stopnia hipnotyzował.</p>
<p style="text-align:justify;">Niestety, nie było tak w przypadku <em>&#8220;Politist, adjectiv&#8221;</em>. Z wyjątkiem kilku błyskotliwych, pełnych humoru i sytuacyjnego napięcia momentów, całość wydała mi się zaledwie jakimś ćwiczeniem w odmalowywaniu zapyziałej, mocno szczezłej i przyszarzałej cywilizacji zwichniętych kulturowo i politycznie rubieży wschodniej Europy.</p>
<p style="text-align:justify;">Wolę jednak poczytać Stasiuka.</p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#ffffff;">*</span></p>
<h3 style="text-align:justify;"><span style="color:#800000;">&#8220;DARBARE-YE ELLY&#8221; <em>(&#8220;O Elly&#8221;)</em></span></h3>
<h3 style="text-align:justify;"> <span style="color:#ff0000;"> * * * *</span> <span style="color:#ff0000;">*</span> *</h3>
<div id="attachment_122" class="wp-caption alignright" style="width: 373px"><img class="size-full wp-image-122" title="darbareye-elly" src="http://wizjalokalna.wordpress.com/files/2009/10/darbareye-elly1.jpg" alt="darbareye-elly" width="363" height="245" /><p class="wp-caption-text">Małe kłamstwa i wielki dramat  (po irańsku)</p></div>
<p style="text-align:justify;">Życie zwykłych, przeciętnych ludzi ma to do siebie, że w każdej chwili może zamienić się w tragedię i dramat, który ową zwykłość i przeciętność znosi.</p>
<p style="text-align:justify;">Wielki talent pisarski czy reżyserski ma to do siebie, że zajmując się zwykłymi i przeciętnymi ludźmi, potrafi ową tragedię i dramat nam przybliżyć&#8230; przez co ludzie ci stają się dla nas nie tylko interesujący, ale i bliscy.</p>
<p style="text-align:justify;">Taki właśnie talent ma irański pisarz i reżyser Asghar Farhadi.</p>
<p style="text-align:justify;"><em>&#8220;O Elly&#8221;</em> to film, na który zwróciłem uwagę w pierwszej kolejności, przeglądając program chicagowskiego Festiwalu. Pamiętałem bowiem inny film tego reżysera, jaki widziałem na tym samym przeglądzie trzy lata wcześniej, a mianowicie <em>&#8220;Sztuczne ognie w środę&#8221;</em>, który <em>nota bene</em> zdobył wtedy główną nagrodę, czyli Złotego Hugo.</p>
<p style="text-align:justify;">Moje nadzieje i oczekiwania były więc rozbudzone. Z ulgą mogę napisać, że się nie zawiodłem. Przez równe dwie godziny nie mogłem oderwać wzroku od ekranu, na którym ukazano portret grupy młodych ludzi wywodzących się z irańskiej klasy średniej (raczej dobrze sytuowanych i wykształconych), przybywających na brzeg Morza Kaspijskiego, by spędzić kilka dni wakacji w wynajętej, znajdującej się tuż przy plaży, willi. Atmosfera zrazu lekka, swoboda, żartobliwa i pogodna zmienia się diametralnie &#8211; wręcz drastycznie! &#8211; wskutek pewnego wypadku, który wydarza się im na plaży, (a o którym nie chcę pisać, by nie psuć nikomu suspensu).</p>
<div id="attachment_116" class="wp-caption alignleft" style="width: 342px"><img class="size-full wp-image-116" title="Darbareye Elly" src="http://wizjalokalna.wordpress.com/files/2009/10/darbareye-elly.jpg" alt="Darbareye Elly" width="332" height="550" /><p class="wp-caption-text">Do tragedii jeden krok...</p></div>
<p style="text-align:justify;">Jednak napisać mogę (a może nawet powinienem), co mi się w tym filmie podobało.</p>
<p style="text-align:justify;">Otóż zrobiła na mnie wrażenie niezwykle swobodna, ale zarazem precyzyjna ręka reżysera, który sporą grupę bohaterów poprowadził tak, by z każdego z nich wydobyć jego charakterologiczną esencję, konfrontując ich jednocześnie ze sobą &#8211; przez co otrzymaliśmy niezwykle kompleksowy portret zbiorowy.</p>
<p style="text-align:justify;">Asghar Farhadi uzyskał to głównie za pomocą dialogów (pierwowzorem scenariusza była jego własna sztuka teatralna), a wspomogła go świetna praca operatora &#8211; bardzo ruchliwa i ciekawska kamera, która &#8220;prześlizgiwała&#8221; się z twarzy na twarz, z miejsca na miejsce&#8230; ukazując dokładnie to, co sami chcialibyśmy zobaczyć, gdybyśmy byli w środku akcji. W efekcie mogliśmy obserwować coś żywego, barwnego i zmieniającego się jak w kalejdoskopie. A ponadto: niezwykle ciekawego obyczajowo i psychologicznie.</p>
<p style="text-align:justify;">Jaki jest zatem ów antropologiczny rdzeń filmu Farhadiego?</p>
<p style="text-align:justify;">Wydaje mi się, że jest nim rezonans, jaki w ludzkich duszach wzbudza zderzenie się prawdy i kłamstwa (gdzie tzw. &#8220;małe kłamstwo&#8221; może odnieść skutek podobny do &#8220;efektu motyla&#8221;); również konfilkt mentalności współczesnej z tradycyjną (rozgrywający się w tych samych głowach, zresztą), spontaniczności z wyrachowaniem, autentycznej przyjaźni z drzemiącą podskórnie wrogością gotową się ujawnić w sytuacji kryzysowej, ekstremalnej&#8230;</p>
<p style="text-align:justify;">I to wszystko rzeczywiście spada na nas z ekranowgo obrazu dotykając nas &#8220;do żywego&#8221;, przez co trudno nam o tym irańskim obrazie zapomnieć.</p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#800000;"><span style="color:#333333;"> </span></span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Allerzielen]]></title>
<link>http://filipsblog.wordpress.com/2009/11/02/205/</link>
<pubDate>Mon, 02 Nov 2009 20:30:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>Filip</dc:creator>
<guid>http://filipsblog.wordpress.com/2009/11/02/205/</guid>
<description><![CDATA[Toevallig, toch. Vanmiddag, op Allerzielen, lees ik volgende wel heel erg toepasselijke passage in e]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Toevallig, toch. Vanmiddag, op Allerzielen, lees ik volgende wel heel erg toepasselijke passage in een boek dat ik al even toevallig heb meegenomen uit het rek van de teruggebrachte boeken in de bibliotheek:</p>
<p><em>Ik bevind me onder de doden en moet zachtjes spreken. Sommigen van die doden zijn werkelijk dood, anderen leven voort in mijn gebaren, in de vorm van mijn schedel, in de manier waarop ik een sigaret rook of met een vrouw naar bed ga. Het lijkt wel of ik in opdracht van hen bepaalde spijzen eet. Ze zijn met velen. Een mens voelt zich lang eenzaam tussen de mensen, maar op een dag komt hij in aanraking met zijn doden en bemerkt hij hun voortdurende tactvolle aanwezigheid. Ze maken niet veel leven, die doden. Ik ging pas op latere leeftijd met mijn moeders familie samenleven. Op een dag hoorde ik hun stemmen als ik sprak en zag ik hun gezichten als ik groette of het glas hief. <strong>De ‘persoonlijkheid’, het weinig nieuwe dat de mens aan zichzelf toevoegt, is verbluffend gering vergeleken met de erfenis die we van de doden ontvangen.</strong> Mensen die ik nooit heb gezien, leven, voelen en scheppen nog steeds, hun angsten en verlangens leven via mij voort. Mijn gezicht is precies het gelaat van mijn grootvader van moeders kant, mijn handen dank ik aan vaders familie en zijn temperament heb ik van een van moeders verwanten ontvangen. Op bepaalde momenten, bijvoorbeeld wanneer iemand me beledigt of wanneer ik snel moet beslissen, denk en zeg ik waarschijnlijk woordelijk wat mijn grootvader zeventig jaar geleden in zijn molen in Moravië placht te denken en te zeggen.</em></p>
<p>Sándor Márai, <span style="text-decoration:underline;">Bekentenissen van een burger</span>. Amsterdam, Wereldbibliotheek, p. 78.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[]]></title>
<link>http://desugarize.wordpress.com/2009/09/01/692/</link>
<pubDate>Tue, 01 Sep 2009 16:49:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>S</dc:creator>
<guid>http://desugarize.wordpress.com/2009/09/01/692/</guid>
<description><![CDATA[Talán eljön a pillanat, mikor elmondhatod, hogy az egészet akartad. Az egészet, az igazit, nem a pót]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p style="text-align:center;"><img class="aligncenter size-full wp-image-693" style="border:black 1px solid;" title="thefall" src="http://desugarize.wordpress.com/files/2009/09/thefall.jpg" alt="thefall" width="480" height="414" /></p>
<p style="text-align:justify;">Talán eljön a pillanat, mikor elmondhatod, hogy az egészet akartad. Az egészet, az igazit, nem a pótlékot, a hasonlót, a mellékeset: az egészet, a boldogságot és az igazat, az igazságot, akármilyen félelmes és földközeli. Nem akartál az élet helyett valamit, ami csak hasonlít az életre, nem akartál lélek és betű helyett olyasmit, ami csak ügyes torzképe a léleknek és a betűnek; igazi nőket akartál szeretni, igazi könyveket akartál írni, igazi emberekkel akartál harcolni és megbékélni. Az egészet akartad, nem valamilyen törlesztéses részletet. Vágyad nem teljesedett be. Elbuktál. De a földön és a sárban heverve, ledöfött harcos, dadogjad ezt: &#8216;Legalább vágytam az egészre, legalább akartam az igazit, legalább ennyit értsetek és bocsássatok meg.&#8217;</p>
<p style="text-align:right;"><strong>Márai Sándor &#8211; Ég és Föld</strong></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[SK80 - Sandor Marai - L'eredità di Ezster]]></title>
<link>http://parolechecambianolavita.wordpress.com/2009/08/13/sk80-sandor-marai-leredita-di-ezster/</link>
<pubDate>Thu, 13 Aug 2009 09:04:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>sertofano</dc:creator>
<guid>http://parolechecambianolavita.wordpress.com/2009/08/13/sk80-sandor-marai-leredita-di-ezster/</guid>
<description><![CDATA[…A quei tempi intuii per la prima volta che la morte poteva anche essere una liberazione . Mi resi c]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p style="text-align:justify;">…A quei tempi intuii per la prima volta che la morte poteva anche essere una liberazione . Mi resi conto che la morte e’ assoluzione e pace. Soltanto la vita è lotta e disonore. Com’è strana quella lotta !!! ho fatto di tutto per mettermi in salvo . ma il nemico continuava a seguirmi . Ormai so che non poteva agire diversamente : siamo legati ai nostri nemici , che a loro volta non sono in grado di sfuggirci… (pag10).</p>
<p style="text-align:justify;">IL suo respiro è simile alla peste ( pag.26 )</p>
<p style="text-align:justify;">…Ritrovarsi a distanza di tempo è quasi più misterioso ed eccitante di quanto non lo sia incontrarsi per la prima volta , rivedere una persona che abbiamo amato non è forse un po’ come tornare sul luogo del delitto ( pag. 120)</p>
<p style="text-align:justify;">&#8220;ecco perché sono venuto&#8221; disse in tono più sommesso perché il crepuscolo cominciava ad invadere la stanza e anche noi abbassavamo la voce , come se insieme al tramonto tutto impallidisse, sia gli oggetti che le parole intercorse fra noi ; “ volevo che tu sapessi che fra due persone non c’è nulla che si possa concludere arbitrariamente o interrompere prima del tempo …non si può ( pag. 121 )</p>
<p style="text-align:justify;">…So bene che esiste anche una gioventù diversa, quella vera , questa non è altro che la caricatura, rimasta impressa nella mia memoria, di una specie inquietante e aliena che conosco soltanto vagamente . L’ unica cosa che so’ e’ che non ho nulla in comune con le persone che appartengono a questa specie. Al di là dello smarrimento e del senso di disagio che mi colgono alla loro presenza, so che esistono al mondo tipi umani verso i quali mi e’ precluso ogni accesso( pag. 77 )</p>
<p style="text-align:justify;"> Edizione &#8211; Adelphi Settembre 1999 &#8211; Comprato &#8211; Prestato da Busakkio e poi me lo sono tenuto <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  &#8211; Letto &#8211; 24 e 25 Maggio 2000 Cecina Mare Casa Mia &#8211; giudizio: **** <span style="color:#ffffff;">*</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#ffffff;"> </span><span style="color:#ffffff;"><a href="http://it.wikipedia.org/wiki/S%C3%A1ndor_M%C3%A1rai" target="_blank"><strong><span style="color:#ff9900;">Sandor marai su Wiki</span></strong></a></span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Szerelmem, Márai]]></title>
<link>http://desugarize.wordpress.com/2009/07/27/szerelmem-marai/</link>
<pubDate>Sun, 26 Jul 2009 23:53:40 +0000</pubDate>
<dc:creator>S</dc:creator>
<guid>http://desugarize.wordpress.com/2009/07/27/szerelmem-marai/</guid>
<description><![CDATA[Ég és föld között élek, van bennem valami halhatatlan és isteni, de szoktam az orrom is piszkálni, h]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p style="text-align:center;">Ég és föld között élek, van bennem valami halhatatlan és isteni, de szoktam az orrom is piszkálni, ha egyedül vagyok a szobában, lelkemben elfér India minden bölcsessége, de egyszer pofozkodtam a kávéházban egy részeg iparlovaggal, órákon át tudom nézni a vizet és a madarak repülését, de öngyilkossági tervekkel is foglalkoztam már, mert egy hetilapban pimasz hangon írtak egy könyvemről, Kung-fu-ce testvére vagyok az emberi dolgok megértésében és a bölcs közönyben, de nem bírom ki, ha a hírlapok nem említik meg a jelenvoltak között a nevem, megállok az erdő szélén, és káprázó szemmel nézem az őszi lombok színeit, de nem tudok másként érezni a természet iránt, mint fenntartással és gyanakvással, hiszek az értelem felsőbbrendű erejében, s egészen ostoba társaságokban fecsegéssel töltöttem el életem legtöbb estéjét, hiszek a szerelemben, de legtöbbször fizetett nőkkel vagyok csak együtt, hiszek az égben és a földben, mert ember vagyok, ég és föld között, ámen.</p>
<p style="text-align:right;"><em> </em></p>
<p style="text-align:right;"><strong>Márai Sándor &#8211; Ég és Föld</strong></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[EL &Uacute;LTIMO ENCUENTRO]]></title>
<link>http://cosmevsalice.wordpress.com/2009/05/25/el-ltimo-encuentro/</link>
<pubDate>Tue, 26 May 2009 00:38:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>srtaalice</dc:creator>
<guid>http://cosmevsalice.wordpress.com/2009/05/25/el-ltimo-encuentro/</guid>
<description><![CDATA[Cuál es el precio de tu lealtad ? Habían pasado unos días desde que escuchara su nombre por primera ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p style="text-align:justify;"><span style="font-family:Arial Unicode MS;color:#008080;font-size:large;"><strong>Cuál es el precio de tu lealtad ?</strong></span></p>
<p style="text-align:justify;"><strong><span style="font-family:Arial Unicode MS;font-size:large;"> </span></strong></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="font-size:small;"><a href="http://cosmevsalice.files.wordpress.com/2009/05/sandormarai.jpg"><img style="border:0 none;display:inline;margin-left:5px;margin-right:5px;" title="SANDOR MARAI" src="http://cosmevsalice.files.wordpress.com/2009/05/sandormarai_thumb.jpg?w=156&#038;h=244" border="0" alt="SANDOR MARAI" width="156" height="244" align="left" /></a> </span><span style="color:#008040;">Habían pasado unos días desde que escuchara su nombre por primera vez de boca de un librero, que me lo recomendó cual si fuera una pieza única de joyería. No recuerdo que estaba buscando por esos tiempos cuando escuche “Sandor Marai; excelente lectura” y por alguna razón (creo que ya les he relatado mi problemilla con esos atributos identificatorios) no tuve problemas en recordar el nombre.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;">Al día siguiente, una compañera de trabajo también me lo referenció como uno de los autores preferidos de su padre; por lo que el nombre ya iba adquiriendo otro matiz.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><!--more--><span style="color:#008040;"> </span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;"> </span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;">No habían pasado muchos días cuando recorriendo con mi madre una de las librerías del centro, donde solemos hacer una pausa en el tour de los mandados, se dio el encuentro.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;">Ella fascinada con su mesa de libros de autoayuda (sí sí, tenemos bibliotecas separadas, aunque confieso que me he colgado alguna que otra vez a leer alguno de sus maestros de cabecera; ya les contare sobre dichas incursiones), yo salpicando clásicos y contemporáneos; cuando lo vi.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;">Sentí como sí el libro hubiera estado tamborileando las hojas sobre la mesa, al igual que dedos en impaciente espera.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;">Mi madre, que ya conoce bastante mis caras de </span><span style="color:#008040;font-size:small;">“el libro, el libro”, a modo de Tattoo en &#8220;La isla de la fantasía&#8221;, se ofreció a regalármelo y no pude negarme a su gesto (regalarnos libros mutuamente es uno de los rituales más lindos que compartimos desde siempre, el mismo ritual que ahora vamos celebrando también con Cosme).</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;">Así en un par de días, leí “EL ÚLTIMO ENCUENTRO”, una de las más famosas novelas de mi tocayo onomástico </span><span style="color:#008040;font-size:small;">(al menos de uno de los días de mi cumpleaños, otro de los relatos que prometo, si cabe la pena con algún libro relacionado que cuente la confusión de los que manejamos dos fechas para un solo y aparentemente único acontecimiento).</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;"><a href="http://cosmevsalice.files.wordpress.com/2009/05/fotosandormarai.jpg"><img style="border:0 none;display:inline;margin-left:5px;margin-right:5px;" title="foto sandor marai" src="http://cosmevsalice.files.wordpress.com/2009/05/fotosandormarai_thumb.jpg?w=204&#038;h=198" border="0" alt="foto sandor marai" width="204" height="198" align="right" /></a>Escrita en 1946 por este revelador escritor húngaro, que fue durante largo tiempo olvidado, luego de ser uno de los más considerados escritores centroeuropeos; comparte junto a varios otros de sus títulos como “La Hermana” o “ Confesiones de un Burgués” los primeros lugares en su producción literaria. </span></p>
<p style="text-align:justify;">
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;">La novela desenvuelve con una cadencia relativamente lenta dos vidas y una sola y perenne amistad. Tocando uno de los temas más sensibles, juega a cuestionarnos sobre las grandes encrucijadas de la vida; el amor, la amistad, la traición, el compromiso, la lealtad.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;">Incólumnes ante el paso de los años, los seres humanos vamos siempre enfrentando caminos bicéfalos en cada uno de estos temas trascendentes, y así tejemos quienes somos para los demás y para nosotros mismos, en cada elección y acción que decimos ejecutar.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;">Así dos hombres que antaño practicaron una gran amistad, por carriles de vidas muy diferentes pero ambos ya muy longevos, se autorizan a dar lugar a tan postergada cita, para intentar desmadejar un cableado muy confuso de hechos, que provocó añicos en tal camaradería.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;">Si bien no es de ágil lectura; es el mensaje lo que a mi entender trasciende la historia, como el sabor de un buen vino que se acuna en el paladar incluso luego de terminar la copa o la nota de un perfume que toma su color más intenso con el trascurrir de las horas.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;">Cuanto estamos dispuestos a dar por un amigo? Cuan frágil o cuan sólidas son las palabras cuando no hay una firma que las garante? Una amistad puede conservar su temple ante amenazas externas? Cuanto, como? Cuanto puede el orgullo y cuanto la nobleza cuando se acerca el fin ?</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;">Pueden haber varias búsquedas en EL ULTIMO ENCUENTRO, pero a mi entender no está en la resolución del conflicto de los personajes lo atrapante de ésta novela, sino en el espejo que nos obliga a levantar hacia nosotros mismos.<img class="alignright" style="margin-left:5px;margin-right:5px;" title="Abrazo" src="http://www.pcusa.org/pcnews/2006/images/hug.jpg" alt="" width="264" height="198" /></span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;">Es imposible leerla sin ponerse la vestimenta de uno de los dos personajes principales, y tomar parte, y cambiar de bando o seguir firme arraigado a una misma postura.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;">Ya conocen mi pasión por los libros, por trasmitirle emociones que ellos dejan, o preguntas.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;">Pero en éste caso el tema del honor y la amistad fueron un gran movilizador personal, seguramente porque mis amigos han sido y ansío serán, los tesoros más grandes de mi vida.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:small;">Recomendable?  A mi humilde entender completamente.</span></p>
<p style="text-align:justify;"><span style="color:#008040;font-size:x-small;"> </span></p>
<p style="text-align:justify;"><strong><span style="color:#008040;font-size:small;">Gracias,</span></strong></p>
<p style="text-align:justify;"><strong><span style="color:#008040;font-size:small;">Alice.</span></strong></p>
<p><span style="color:#008040;"> </span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Derniers livres lus]]></title>
<link>http://schabrieres.wordpress.com/2009/03/23/derniers-livres-lus-3/</link>
<pubDate>Mon, 23 Mar 2009 02:37:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>schabrieres</dc:creator>
<guid>http://schabrieres.wordpress.com/2009/03/23/derniers-livres-lus-3/</guid>
<description><![CDATA[-  Linda Lê  &#8211; Au fond de l&#8217;inconnu pour trouver du nouveau *** -  Linda Lê &#8211; Lett]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>-  Linda Lê  &#8211; <strong>Au fond de l&#8217;inconnu pour trouver du nouveau ***</strong><br />
-  Linda Lê &#8211; <strong>Lettre morte ***</strong><br />
-  Primo Levi &#8211; <strong>Si c&#8217;est un homme ***</strong><br />
-  Sandor Marai &#8211; <strong>L&#8217;Héritage d&#8217;Esther ***</strong><br />
-  Vitaliano Trevisan &#8211; <strong>Le Pont Un effondrement ***</strong><br />
-  Vitaliano Trevisan &#8211; <strong>Les quinze mille pas ***</strong><br />
-  Emmanuel Carrère  &#8211; <strong>D&#8217;autres vies que la mienne ***</strong><br />
-  Robert Walser &#8211; <strong>Le Brigand ***</strong><br />
-  Robert Walser &#8211; <strong>L&#8217;Institut Benjamenta ***</strong><br />
- Luciano Bolis &#8211; <strong>Mon grain de sable ***</strong><br />
- Albert Cossery &#8211; <strong>Mendiants et orgueilleux ***</strong></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Thais Cipolleta por Maraí]]></title>
<link>http://donamocinha.wordpress.com/2009/03/22/thais-cipolleta-por-marai/</link>
<pubDate>Sun, 22 Mar 2009 20:29:56 +0000</pubDate>
<dc:creator>donamocinha</dc:creator>
<guid>http://donamocinha.wordpress.com/2009/03/22/thais-cipolleta-por-marai/</guid>
<description><![CDATA[styling: Daniela Porto photo: Maraí Senkevics model: Talita Gansho  ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><span style="color:#ffffff;">styling: Daniela Porto</span></p>
<p><span style="color:#ffffff;">photo: Maraí Senkevics </span></p>
<p><span style="color:#ffffff;">model: Talita Gansho</span></p>
<p><span style="color:#ffffff;"> </span></p>
<p><span style="color:#000000;"><img class="alignnone size-full wp-image-605" title="ensio-cipolettamenorsepia1" src="http://donamocinha.wordpress.com/files/2009/03/ensio-cipolettamenorsepia1.jpg" alt="ensio-cipolettamenorsepia1" width="300" height="450" /></span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[La Quinzaine n°983, du 1er janvier au 15 janvier 2009]]></title>
<link>http://laquinzaine.wordpress.com/2009/01/20/la-quinzaine-n%c2%b0983-du-1er-janvier-au-15-janvier-2009/</link>
<pubDate>Tue, 20 Jan 2009 21:52:20 +0000</pubDate>
<dc:creator>paulinethomas</dc:creator>
<guid>http://laquinzaine.wordpress.com/2009/01/20/la-quinzaine-n%c2%b0983-du-1er-janvier-au-15-janvier-2009/</guid>
<description><![CDATA[L&#8217;avion, l&#8217;amour, le ciel, la tristesse et l&#8217;espoir, un article de Christine Spian]]></description>
<content:encoded><![CDATA[L&#8217;avion, l&#8217;amour, le ciel, la tristesse et l&#8217;espoir, un article de Christine Spian]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[[158. 02] Sándor Márai, „Księga ziół”, przeł. Feliks Netz, wyd. III, Spółdzielnia Wydawnicza CZYTELNIK, Warszawa 2008.]]></title>
<link>http://hajfa.wordpress.com/2009/01/17/158-02-sandor-marai-%e2%80%9eksiega-ziol%e2%80%9d-przel-feliks-netz-wyd-iii-spoldzielnia-wydawnicza-czytelnik-warszawa-2008/</link>
<pubDate>Sat, 17 Jan 2009 20:17:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>giera</dc:creator>
<guid>http://hajfa.wordpress.com/2009/01/17/158-02-sandor-marai-%e2%80%9eksiega-ziol%e2%80%9d-przel-feliks-netz-wyd-iii-spoldzielnia-wydawnicza-czytelnik-warszawa-2008/</guid>
<description><![CDATA[1. Sto pięćdziesiąt dwie strony „Księgi ziół” Sándora Máraiego czytałem prawie trzy miesiące. I jest]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><span style="font-size:8.5pt;font-family:Georgia;">1. Sto pięćdziesiąt dwie strony „Księgi ziół” Sándora Máraiego czytałem prawie trzy miesiące. I jest to najdłużej czytane przeze mnie sto pięćdziesiąt dwie strony jakiejkolwiek książki. Nie ma się czym chwalić. Oczywiście, gdybym się przyłożył (a co, nie przykładałem się?), to mógłbym tę książkę przeczytać w jeden wieczór, a nawet w pół. Tylko takie czytanie <em>tej</em> książki nie miałoby większego sensu. Dlaczego? Ponieważ w pędzie czytania, pogubiłbym sensy i treści, zawarte w krótkich powiastkach, powiastkach zawsze „o czymś”, Máraiego. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><span style="font-size:8.5pt;font-family:Georgia;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><span style="font-size:8.5pt;font-family:Georgia;">2. Przez cały czas „Księga ziół” leżała na stoliku przy łóżku, obok tomiku leżał także ołówek. Zwykle przed snem pochłaniałem maksymalnie trzy-cztery powiastki-notatki. Nie pamiętam, kiedy ostatni czytałem z ołówkiem w ręku. Chyba w czasie studiów. Jednakże wtedy raczej z przymusu, niż dla przyjemności. Nie powiem, bym się rozsmakowywał w każdym fragmencie „Księgi”. Chwilami miałem jej dość, wydawała mi się pretensjonalna i banalna. Ponieważ pewnie taka jest. Pewnie taka jest, jeśli za dużo się przeczyta na raz. Natomiast jeśli się ją sobie aplikuje w małych, „medytacyjnych” dawkach, to ma się wrażenie, to wierzy się w mądrość, słuszność i nieomylność słów węgierskiego autora. Myślę, że specjalnie jest, tak skonstruowana, by z nią polemizować, by się nie zgadzać, by się z nią sprzeczać. „Księga ziół” to nie księga mądrości nad mądrościami, raczej szczera próba pogodzenia się z życiem, jego ograniczeniami, prawami, przymusami, normami. Piszący ją nie chciał <em>pouczać, lecz sam się uczyć</em>. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><span style="font-size:8.5pt;font-family:Georgia;"><span> </span></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><span style="font-size:8.5pt;font-family:Georgia;">3. Nie wiem dokładnie, ile jest powiastek-notatek w tej książce, nie przeliczyłem. Niektóre z przemyśleń i refleksji są bardzo mądre i dojrzałe. Niektóre wskazówki są śmieszne i bezużyteczne. Márai dba o to, by nad jego zapiskami unosił się bierny duch stoików, we wstępie dedykacyjnym powołuje się na Senekę, Epikteta i Marka Aureliusza. Przypomina mi się Horacjańskie „nie-dziwienie-się-niczemu” (z szóstego listu „Do Numiciusa” w pierwszej księdze listów), o którym ostatnio czytałem w tekście Markowskiego, czyli nie uleganie chwilowym stanom umysłu, czy też duszy, czy też ciała, jest drogą, która jedynie w duchu równowagi szczęście zapewnić może. Namiętności należy trzymać na krótkim postronku. Nie należy oglądać się na cudze sądy, bądź też na groźby i kary, ale postępować z pełnym rozeznaniem cnoty, a wtedy dopiero człowiek będzie wolnym i dzielnym. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><span style="font-size:8.5pt;font-family:Georgia;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><span style="font-size:8.5pt;font-family:Georgia;">4. „Księga ziół” została wydana w Budapeszcie 1943 roku, gdy Márai ma 43 lata, a czytając ma się wrażenie, że ta książka została napisana przez starszego pana, doświadczonego i błyskotliwego starszego pana. W tym samym roku zaczyna systematycznie spisywać notatki, które potem umieści w „Dzienniku”. Nie czytałem jeszcze „Dzienników”, leżą na stoliku przy łóżku i czekają na swoją kolej, ale jestem ciekaw, bardzo ciekaw, czy wpisy do „Księgi” znajdą potwierdzenie w nim. </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><span style="font-size:8.5pt;font-family:Georgia;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><span style="font-size:8.5pt;font-family:Georgia;">5. Na zakończenie mały cytat: „(…) jeśli poczujesz ból (…) pomyśl o tym, że to naturalne, ponieważ jesteś człowiekiem. A coś ty sobie wyobrażał? Jesteś człowiekiem, przeto umrą twoje kochanki, opuszczą cię przyjaciele, i wszystko to, co zbierałeś i kochałeś, uleci niczym pył na wietrze. Nic w tym dziwnego, jeśli wszystko dzieje się w zgodzie z porządkiem natury (…). Jesteś człowiekiem, musisz więc cierpieć; a cierpienie twoje nie trwa wiecznie, ponieważ jesteś człowiekiem”. Sándor Márai popełnił samobójstwo 22 lutego 1989 roku w San Diego.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><span style="font-size:8.5pt;font-family:Georgia;"><br />
</span>
</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;">
<p class="MsoNormal" style="text-align:justify;"><span style="font-size:7.5pt;font-family:Georgia;">- &#8211; -</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="font-size:7.5pt;font-family:Georgia;">[tekst, odrobinę poszerzony i pod tytułem <a title="O węgierskich ziołach" href="http://www.przystan-literacka.pl/index.php?show=2515" target="_blank">„O węgierskich ziołach"</a>, ukazał się na stronie <a title="Przystań Literacka!" href="http://www.przystan-literacka.pl/" target="_blank">Przystani Literackiej</a>.] </span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[]]></title>
<link>http://fireiris.wordpress.com/2008/12/08/71/</link>
<pubDate>Mon, 08 Dec 2008 10:16:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>Rhei</dc:creator>
<guid>http://fireiris.wordpress.com/2008/12/08/71/</guid>
<description><![CDATA[„Utad értelme nem a cél, hanem a vándorlás.” /Márai Sándor/]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><span style="color:#000000;">„Utad értelme nem a cél, hanem a vándorlás.”</span></p>
<p><span style="color:#000000;"> </span></p>
<p><span style="color:#000000;">/Márai Sándor/</span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Il libro di ieri (65)]]></title>
<link>http://saravisentin.wordpress.com/2008/11/04/il-libro-di-ieri-65/</link>
<pubDate>Tue, 04 Nov 2008 07:41:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>saravisentin</dc:creator>
<guid>http://saravisentin.wordpress.com/2008/11/04/il-libro-di-ieri-65/</guid>
<description><![CDATA[Confessioni di un borghese di Sandor Marai &#8220;So che rimarrò sempre un debole, e che cercherò se]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><strong>Confessioni di un borghese</strong> di Sandor Marai</p>
<p>&#8220;So che rimarrò sempre un debole, e che cercherò sempre di prendere la fuga, so che supplicherò sempre qualcuno di concedermi uno spazio nella sua vita, e mentre mi rannicchierò tremante accanto alla sua anima e al suo corpo, cercando di riscaldarmi al suo contatto, tradirò tanto l&#8217;anima che mi ha ospitato quanto il demone del lavoro&#8221;</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[La Extraña]]></title>
<link>http://karlmudespacher.wordpress.com/2008/10/25/la-extrana/</link>
<pubDate>Sun, 26 Oct 2008 04:14:30 +0000</pubDate>
<dc:creator>karlmudespacher</dc:creator>
<guid>http://karlmudespacher.wordpress.com/2008/10/25/la-extrana/</guid>
<description><![CDATA[La Extraña Sándor Márai ISBN 978-84-9838-147-4 La novela nos sitúa en Dubrovnik, en plena época de c]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>La Extraña</p>
<p>Sándor Márai</p>
<p>ISBN 978-84-9838-147-4</p>
<p>La novela nos sitúa en Dubrovnik, en plena época de calor y donde los burgueses de la época de la entreguerra se toman sus vacaciones.  Márai nos presenta el escenario de una manera práctica pero tan clara que casi podemos sentirnos también tomando las mismas vacaciones.  El protagonista se llama Viktor Askenasi, y es un profesor que ha dedicado casi toda su vida a descubrir el verdadero sentido de la felicidad de la vida a través del amor.</p>
<p>Askenasi vive atormentado ya que honestamente desea encontrar la felicidad, no le importa lo que la gente pueda decir, y mucho menos la sociedad que es impersonal.  Así que después de 15 años de matrimonio decide lanzarse a la búsqueda de la realización personal a través del amor, y esa búsqueda le ha llevado hasta este hotel en el Mediterráneo donde nos presenta una serie de argumentos sobre la realización, la moral y la sinceridad.  Viktor está totalmente obsesionado en encontrar la respuesta a una pregunta que le ha estado corroyendo lentamente la vida.  El clímax de la novela es también el de la vida de Viktor cuyo desenlace es su inevitable perdición.</p>
<p>La pregunta está en el aire &#8230; ¿cómo lograr esa realización?</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[La sovietización de la Europa del Este]]></title>
<link>http://historiaencomentarios.wordpress.com/2008/10/24/la-sovietizacion-de-la-europa-del-este/</link>
<pubDate>Fri, 24 Oct 2008 14:14:43 +0000</pubDate>
<dc:creator>Carlos</dc:creator>
<guid>http://historiaencomentarios.wordpress.com/2008/10/24/la-sovietizacion-de-la-europa-del-este/</guid>
<description><![CDATA[Artículo publicado por la web Club Lorem Ipsum el 13 de abril de 2007. El final de la II Guerra Mund]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p style="text-align:justify;"><a href="http://historiaencomentarios.files.wordpress.com/2008/10/klement_gottwald.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-167" title="Klement_Gottwald" src="http://historiaencomentarios.wordpress.com/files/2008/10/klement_gottwald.jpg" alt="" width="256" height="371" /></a><strong>Artículo publicado por la web <a href="http://www.lorem-ipsum.es/publicaciones/articulo.php?art=68">Club Lorem Ipsum</a> el 13 de abril de 2007.</strong></p>
<p style="text-align:justify;">El final de la II Guerra Mundial trajo consigo la división del mundo entre las dos grandes cosmovisiones. En contra de lo que esperaban los occidentales más optimistas, Stalin y su régimen no habían cambiado -salvo en el incremento de su poderío- a raíz de su estrecha relación con británicos y norteamericanos durante el conflicto. La URSS mantenía su antigua aspiración de llevar a cabo la revolución comunista a escala mundial. De esta manera, a lo largo de los años 1945 y 1946, las diferencias entre los miembros de la triunfadora Gran Alianza –anglosajones y eslavos- fueron ampliándose. En 1947, como demuestran los documentos oficiales de estas potencias y las declaraciones de sus dirigentes, la brecha resultaba ya insalvable: había dado comienzo la Guerra Fría.</p>
<p style="text-align:justify;">El “Telón de Acero”, descrito magistralmente por Winston Churchill en Fulton (Missouri), había caído sobre Europa. Sin embargo, cabe preguntarse cómo llegaron todos los países del Este a formar parte del sistema planetario que giraba en torno al gran sol del Kremlin. Es cierto que así lo habían acordado los vencedores de la II Guerra Mundial en las conferencias de Yalta y Potsdam. También es verdad que el Ejército Rojo ocupaba, con la presión que ello suponía, esos territorios. No obstante, lo más interesante de todo el proceso de sovietización de la Europa del Este no son estas cuestiones fundamentales para el triunfo comunista. Lo curioso, el aspecto en el que se va a centrar este artículo, es cómo se las ingeniaron los soviéticos para dar un ropaje de aparente legalidad a la revolución política que llevaron a cabo en esos países; cómo trataron de hacer creer al mundo –aunque en el fondo todos sabían la verdad- que eran esos pueblos los que habían escogido la senda del marxismo-leninismo.</p>
<p style="text-align:justify;">Mientras el ejército de los soviets iba liberando la parte oriental del continente del yugo nacionalsocialista –es curioso ese fenómeno de cambiar la esclavitud parda por la roja-, desde Moscú se preparaban para transformar estos territorios en estados-satélite. Cientos de políticos y propagandista comunistas de nacionalidad húngara, polaca, checoslovaca, búlgara y rumana caminaban detrás de las divisiones rusas con la misión de organizar el partidos comunista de sus respectivos países. Sándor Márai, al hablar de ellos en <em>¡Tierra! ¡Tierra!</em>, dice que llegaron demacrados y sin nada que llevarse a la boca. Sin embargo, con la ayuda de las autoridades soviéticas, lograron ocupar los principales puestos de la administración del Estado en pocas semanas. Dejaron de ser unos miserables y pasaron a disfrutar de las comodidades y lujos reservados a marqueses, empresarios y mariscales. Así, más o menos, describe el literato húngaro la llegada de estos personajes. Ahí estarían comunistas míticos como Bierut, Rákosi, Gottwald, Rajk, Pauker… políticos que en pocos meses, bajo la supervisión y auxilio de Moscú, tomaron el control de media Europa.</p>
<p style="text-align:justify;">No obstante, resultaba evidente que, de cara a los primeros comicios de posguerra, estos misioneros del internacionalismo no iban a lograr el respaldo electoral necesario para gobernar. Por esa razón, Stalin decidió resucitar la figura del frentepopulismo para formar grandes coaliciones de izquierdas. Los Frentes Populares habían funcionado ya en el periodo anterior a la II Guerra Mundial -en especial en Francia y España-, y su finalidad principal era contener la expansión del fascismo por Europa. El Kremlin favoreció en los años treinta la consecución de esos pactos porque veía en ellos, no sólo un arma eficaz para evitar el surgimiento de nuevos hitleres, sino también porque aspiraba a instaurar el comunismo a través de ellos. En los gobiernos frentepopulistas los comunistas estaban destinados a ocupar los principales resortes del control estatal: la seguridad y la propaganda. Podían no ser numerosos, tampoco hacía falta que ocuparan muchos ministerios; tan sólo hacía era necesario que se situasen en los puestos claves. Desde esa posición de influencia los comunistas miembros del ejecutivo tendrían que ir eliminando legal o moralmente a sus rivales. Seguían la llamada “táctica del salchichón”: iban minando poco a poco a los enemigos, después a los aliados, y, finalmente, era en el propio partido donde se llevaban a cabo las purgas. Este manera de extender la revolución bolchevique se ensayó al final del periodo de Entreguerras, pero su gran éxito como modelo de actuación política llegó con el final de la II Guerra Mundial.</p>
<p style="text-align:justify;">Entre 1945 y 1947 fueron desfilando por las cárceles y juzgados de la Europa del Este miles de personas acusadas de apoyar al fascismo. Las primeras víctimas de estos procesos fueron los políticos de la derecha, pero más tarde les llegó el turno a la izquierda moderada. A todos se les tachó de fascistas, tan sólo se salvaron los miembros de los partidos comunistas. Quedaba un pequeño paso para establecer regímenes totalitarios de partido único: su proclamación. A la altura de 1948 todos los países ocupados por el Ejército Rojo, con la excepción de Austria y Alemania, habían cumplido ese requisito. En apenas tres años el frentepopulismo había abierto a los soviéticos las puertas de la “revolución legal”. Habían eliminado toda oposición, incluso la de los antiguos aliados de la izquierda. A partir de ahí comenzaba un camino aún más tortuoso: el de las purgas internas. Entre 1948 y 1953 el pecado ya no era ser fascista, sino revisionista.</p>
<p style="text-align:justify;">Así fue como, bajo el amparo del Ejército Rojo, se operó el cambio político al otro lado del “Telón de Acero”. Fueron necesarias la presencia militar de la URSS y la, hasta 1947, aquiescencia del mundo occidental. Sin embargo, la operación nunca hubiera llegado a ser tan perfecta sin el frentepopulismo y la “táctica del salchichón”. Gracias a estos dos elementos el comunismo construyó en estos países un edificio político que logró mantenerse durante cuarenta años en pleno corazón de Europa.</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>Bibliografía:</strong></p>
<p style="text-align:justify;">[1] <em>Historia Universal Contemporánea II</em>; Javier Paredes (Coord.) &#8211; Barcelona &#8211; Ariel &#8211; 2004.</p>
<p style="text-align:justify;">[2] <em>La guerra del mundo: los conflictos del siglo XX y el declive de occidente (1904-1953)</em>; Niall Ferguson &#8211; Barcelona &#8211; Debate &#8211; 2007.</p>
<p style="text-align:justify;">[3] <em>Postguerra. Una historia de Europa desde 1945</em>; Tony Judt – Madrid – Taurus -2006.</p>
<p style="text-align:justify;">[4] <em>La Batalla de Budapest. Historia de la insurrección húngara de 1956</em>; Ricardo M. Martín de la Guardia, Guillermo A. Pérez Sánchez, István Szilágyi &#8211; Madrid &#8211; Actas &#8211; 2006.</p>
<p style="text-align:justify;">[5]<em> ¡Tierra! ¡Tierra!</em>; Sándor Márai &#8211; Barcelona &#8211; Salamandra &#8211; 2006.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[1923-1939: la vendetta alemana]]></title>
<link>http://historiaencomentarios.wordpress.com/2008/10/24/1923-1939-la-vendetta-alemana/</link>
<pubDate>Fri, 24 Oct 2008 09:33:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>Carlos</dc:creator>
<guid>http://historiaencomentarios.wordpress.com/2008/10/24/1923-1939-la-vendetta-alemana/</guid>
<description><![CDATA[Artículo publicado por la web Club Lorem Ipsum el 30 de marzo de 2007. Sebastian Haffner escribió en]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p style="text-align:justify;"><a href="http://historiaencomentarios.files.wordpress.com/2008/10/inflacion_alemana.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-151" title="Inflacion_Alemana" src="http://historiaencomentarios.wordpress.com/files/2008/10/inflacion_alemana.jpg" alt="" width="280" height="409" /></a><strong> Artículo publicado por la web <a href="http://www.lorem-ipsum.es/publicaciones/articulo.php?art=61">Club Lorem Ipsum</a> el 30 de marzo de 2007.</strong></p>
<p style="text-align:justify;">Sebastian Haffner escribió en su juventud que nada había envenenado tanto el alma de los alemanes como los sucesos del año 1923. El berlinés afirmaba que ninguna nación del mundo había experimentado un acontecimiento equivalente: “todas han vivido una Guerra Mundial, la mayoría también revoluciones, crisis sociales, huelgas, reclasificaciones de bienes y devaluaciones de la moneda. Sin embargo, ninguna ha experimentado el desbordamiento fantástico y grotesco de todo eso a la vez (…) esa danza de la muerte carnavalesca y gigante, esa saturnal eterna, sangrienta y grotesca, en la que no sólo se devaluó la moneda, sino todos los demás valores”. El llamado “año inhumano” ha quedado reflejado también en obras de otros literatos, periodistas e historiadores como si se tratase de un acontecimiento demente a la par que clave en la experiencia vital del género humano. No obstante, sólo en los escritos de este alemán he encontrado una conclusión tan certera y lanzada con tanta decisión: “el año 1923 preparó a Alemania no para el nazismo en particular, sino para cualquier aventura fantástica”.</p>
<p style="text-align:justify;">Para entender qué sucedió en Alemania en el año 1923 hay que remontarse a los días de la Gran Guerra (1914-1918). Durante casi un lustro el II Reich luchó hasta la extenuación en un conflicto que difícilmente podía ganar. La decepción de la derrota, la penosa situación en la que se encontraba el país tras la contienda y las duras sanciones impuestas por los vencedores lastraron el desarrollo del sistema republicano nacido en noviembre de 1918. Sin embargo, la situación germana fue mejorando en los siguientes años: la nación, aunque todavía envenenada interiormente por el amargo fruto de la derrota, parecía tender a estabilizarse. Todo hubiera seguido su rumbo ascendente si Francia, celosa defensora de sus intereses, no hubiera decidido intervenir nuevamente en los asuntos alemanes. La IV República, necesitada de fondos para salir de una crisis de posguerra que también afectó a los vencedores, exigía al Estado germano el pago de las indemnizaciones atrasadas. La negativa alemana a saldar esa ingente deuda tuvo como respuesta la invasión de la región industrial del Ruhr por parte de los franceses. Fue entonces cuando los obreros germanos de esa comarca se declararon en huelga. Se produjeron disturbios y enfrentamientos entre el ejército ocupante y los huelguistas que se saldaron con varios muertos. La maquinaria industrial alemana se paró y la economía se fue al traste. Al mismo tiempo la moneda se desplomaba en un proceso inflacionista sin precedente en la Historia. Los ahorros de los ciudadanos perdían todo su valor, y los precios aumentaban con el paso de las horas. En Alemania se vivieron días de auténtica locura, pero no faltaron los que, con cierta dosis de audacia y pocos escrúpulos, aprovecharon la situación para enriquecerse. El final de la crisis no tardó en llegar, pero en la mente de los alemanes quedó grabado el recuerdo de ese “año inhumano”.</p>
<p style="text-align:justify;">Fueron muchas las causas que favorecieron el ascenso de Hitler a la responsabilidad de canciller. Una de ellas fue, sin lugar a dudas, el recuerdo de los sucesos de 1923. Pasaron diez años entre la locura del carnaval teutón y la constitución del primer gobierno del Führer; sin embargo, en la memoria de los alemanes seguían muy vivas la demencia, privaciones y humillaciones del “año inhumano”. Los nacionalsocialistas, como en muchos otros aspectos, supieron aprovechar de ese recuerdo lo que mejor se adaptaba a sus necesidades. A aquellos que se beneficiaron con los acontecimientos del pasado –jóvenes que habían disfrutado con el juego del carnaval- les prometieron más dosis de esa extraña droga. Mientras, a los que temían la repetición de esos hechos, les aseguraron que en el III Reich reinaría la estabilidad. Y estos dos objetivos, aunque parezca curioso, no entraban en contradicción: la esquizofrénica maquinaria nacionalsocialista estaba perfectamente capacitada para mostrar al pueblo teutón el espejismo que este desease.</p>
<p style="text-align:justify;">Cada alemán guardó su propio recuerdo del año 1923. Lo escondieron en las profundidades de su alma, y de ahí se evadió con fuerza cuando llegó su momento. Un país entero estaba dispuesto a enseñar las heridas o los trofeos –depende el caso- de tan extraños días. Cada persona le pidió al nuevo régimen que hiciera realidad sus sueños; deseos de lo más variopintos. Sin embargo, casi todos parecían tener algo en común: necesitaban vengarse de las humillaciones sufridas. Cierto es que los franceses habían encendido la mecha de semejante polvorín, pero fueron otros los que se beneficiaron de la situación de Alemania. Durante aquellos meses miles de inmigrantes del este y centro de Europa vivieron en las ciudades alemanas como auténticos marqueses. Aprovecharon la fortaleza de las divisas de sus respectivos países para hacer realidad sus fantasías de poder, riqueza y diversión. Los germanos sumidos en el caos y la pobreza fueron testigos de cómo los extranjeros se beneficiaban de su propia miseria.</p>
<p style="text-align:justify;">El literato húngaro Sándor Márai nos relata en <em>Memorias de un burgués </em>sus vivencias en el Berlín de ese año. Se trata de un texto fundamentalmente descriptivo, pero en algunos párrafos encontramos valiosas reflexiones de este intelectual: “Estábamos unidos por unos lazos poco éticos, apartados de los alemanes y, en cierto modo, aliados en su contra, y no me habría sorprendido si un día nos hubiesen echado de la ciudad a patadas. Pero los alemanes, asombrados, se limitaban a callar (…), todos puestos en fila, mudos y severos, servían de telón de fondo para los desfiles tambaleantes de aquellas hordas”. Años después fueron los nazis los que ofrecieron a los teutones la posibilidad de vengarse de polacos, checoslovacos, húngaros y rusos. Hitler defendía en sus postulados la inferioridad de estos pueblos y la necesidad de convertirlos en siervos del III Reich. Sin embargo, tras el maltrato y el desprecio de los ejércitos alemanes a las gentes del Este se escondía algo más que los postulados ideológicos del nacionalsocialismo. Se trataba de una venganza por las humillaciones sufridas durante el año 1923; vendetta que no tenía sentido en el caso de los enemigos occidentales, por eso allí las crueldades fueron menores. Alemania purgó el recuerdo del “año inhumano” con las atrocidades de su guerra oriental.</p>
<p style="text-align:justify;"><strong>Bibliografía:</strong></p>
<p style="text-align:justify;">[1] <em>Historia Universal Contemporánea II</em>; Javier Paredes (Coord.) &#8211; Barcelona &#8211; Ariel &#8211; 2004.</p>
<p style="text-align:justify;">[2] <em>La guerra del mundo: los conflictos del siglo XX y el declive de occidente (1904-1953)</em>; Niall Ferguson &#8211; Barcelona &#8211; Debate &#8211; 2007.</p>
<p style="text-align:justify;">[3] <em>El periodo de entreguerras en Europa</em>; Martin Kitchen &#8211; Madrid &#8211; Alianza Editorial &#8211; 1992.</p>
<p style="text-align:justify;">[4] <em>Sociedad y cultura en la República de Weimar: el fracaso de una ilusión</em>; José Ramón Díez Espinosa &#8211; Valladolid &#8211; Universidad &#8211; 1996.</p>
<p style="text-align:justify;">[5] <em>El mundo de ayer. Memorias de un europeo</em>; Stefan Zweig &#8211; Barcelona &#8211; El Acantilado &#8211; 2002.</p>
<p style="text-align:justify;">[6] <em>Memorias de un burgués</em>; Sándor Márai &#8211; Barcelona &#8211; Salamandra &#8211; 2006.</p>
<p style="text-align:justify;">[7] <em>Historia de un alemán</em>; Sebastian Haffner &#8211; Barcelona &#8211; Destino &#8211; 2006.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[China Gold]]></title>
<link>http://cajsalilliehook.wordpress.com/2008/10/21/china-gold/</link>
<pubDate>Tue, 21 Oct 2008 22:27:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>Cajsa Lilliehook</dc:creator>
<guid>http://cajsalilliehook.wordpress.com/2008/10/21/china-gold/</guid>
<description><![CDATA[One of the reasons I love events like Hair Fair and the recent Glamour Expo is that I encounter new ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><img class="alignnone" src="http://farm4.static.flickr.com/3276/2961178106_18659aae9b.jpg?v=0" alt="" width="500" height="500" /></p>
<p>One of the reasons I love events like Hair Fair and the recent Glamour Expo is that I encounter new stores and designers. Some of them may not be new at all, but are new to me.  I will feel lucky if I even see a tenth of the great fashions in Second Life.Second Life fashion overflows with an abundance of creativity which gives us all the frequent joy of discovery of the new and the exciting almost daily.</p>
<p>All of which is a lot of words to express how happy I was to discover Riviera Couture at the Glamour Expo. I have already blogged two outfits from that experience, but I finally went to the main store to check it out and found this breath-taking outfit.</p>
<p><!--more--></p>
<p><img class="alignnone" src="http://farm4.static.flickr.com/3213/2961178088_ebcd0f574d.jpg?v=0" alt="" width="500" height="500" /></p>
<p>Some designers really understand the physics of flexiprim movement better than the rest. Their prims flow and float and gently settle. That&#8217;s what you get with a Riviera Couture dress. That and bold use of prints and texture. In this case, she has a rich black and gold fabric that makes you think you could mine your dress for real gold if you were cash poor. Here I wear it with the Armidi Hoja top in black because I am a pixel prude.</p>
<p><img class="alignnone" src="http://farm4.static.flickr.com/3031/2960336179_a1cc6c3be3.jpg?v=0" alt="" width="500" height="500" /></p>
<p>This is the way it is meant to be worn. Really sexy but a bit bare for me.</p>
<p><img class="alignnone" src="http://farm4.static.flickr.com/3294/2961177866_e8909e9608.jpg?v=0" alt="" width="500" height="500" /></p>
<p>There is also a China Gold pantsuit sold separately or with the dress in a suite.</p>
<p><img class="alignnone" src="http://farm4.static.flickr.com/3052/2960335809_fb28eed96a.jpg?v=0" alt="" width="500" height="500" /></p>
<p>I wore the Enkythings baba yaga shoes with it, echoing the black with gold embellishment of the dress.</p>
<p><img class="alignnone" src="http://farm3.static.flickr.com/2314/2960336149_b1855740f4.jpg?v=0" alt="" width="500" height="500" /></p>
<p>I think the Mae Hong Son neck rings from Chapeau Tres Mignon is the perfect choice and went with DeLa&#8217;s Lloyd earrings and bangles because their square pattern echoes the circular bands of the necklace.</p>
<p><img class="alignnone" src="http://farm4.static.flickr.com/3169/2960335893_fa26542129.jpg?v=0" alt="" width="500" height="500" /></p>
<p>****STYLE NOTES******</p>
<ul>
<li>Skin: Fleur Allure Truffle Kitten 3</li>
<li>Eyes: IC-Eyes Soulful Hazel</li>
<li>Lashes:  CyberNetic</li>
<li>Nails: Bijous DeepDream Rouge</li>
<li>Hair: mirai Style Riha</li>
<li>Pants Suit: RC Extra Gold</li>
<li>Top: Armidi Gisace Hoja top Black</li>
<li>Dress: RC Golden China</li>
<li>Shoes: Enkythings Baba Yaga Sandabar</li>
<li>Necklace: Chapeau Tres Mignon Mae Hong Son Neck Rings</li>
<li>Earrings and Bangles:  DeLa Lloyd Earrings and Bangles Goldblack</li>
</ul>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[ Márai Sándor: Eszter hagyatéka]]></title>
<link>http://sabysync.wordpress.com/2008/10/17/111/</link>
<pubDate>Fri, 17 Oct 2008 12:42:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>sabysync</dc:creator>
<guid>http://sabysync.wordpress.com/2008/10/17/111/</guid>
<description><![CDATA[„ &#8220;Nem hiszek a véletlen találkozásokban. A világ törvénye olyan, ami egyszer elkezdődött, azt]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-456" title="madar079" src="http://sabysync.wordpress.com/files/2008/10/madar0791.jpg?w=150" alt="madar079" width="150" height="112" /></p>
<p class="MsoNormal"><span style="color:#ccffff;">„</span><span style="color:#000000;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="color:#000000;">&#8220;Nem hiszek a véletlen találkozásokban. A világ törvénye olyan, ami<br />
egyszer elkezdődött, azt be is kell fejezni. Nem valami nagy öröm ez.<br />
Semmi sem érkezik idejében, semmit sem ad az élet akkor, amikor<br />
felkészültünk rá. Sokáig fáj ez a rendetlenség , ez a késés. Azt hisszük,<br />
játszik velünk valaki. De egy napon egyszer észrevesszük, hogy<br />
csodálatos rend és rendszer volt mindenben&#8230;két ember nem találkozhat<br />
egy nappal sem előbb, csak amikor megértek e találkozásra. Megértek nem<br />
éppen szeszélyeikkel vagy hajlamaikkal, hanem belülről, valamilyen<br />
kivédhetetlen csillagászati törvény szerint, ahogy az égitestek<br />
találkoznak a végtelen térben és időben, hajszálnyi pontossággal,<br />
ugyanabban a másodpercben amely az ő másodpercük az évmilliárdok és a<br />
tér végtelenségei között.&#8221; (Márai Sándor)<br />
</span></p>
<p class="MsoNormal"><em> </em></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[10 mandamentos para ser leitor]]></title>
<link>http://pastorchicco.wordpress.com/2008/09/28/10-mandamentos-para-ser-leitor/</link>
<pubDate>Sun, 28 Sep 2008 15:29:39 +0000</pubDate>
<dc:creator>Chicco</dc:creator>
<guid>http://pastorchicco.wordpress.com/2008/09/28/10-mandamentos-para-ser-leitor/</guid>
<description><![CDATA[I &#8211; Nunca leia por hábito: um livro não é uma escova de dentes. Leia por vício, leia por depen]]></description>
<content:encoded><![CDATA[I &#8211; Nunca leia por hábito: um livro não é uma escova de dentes. Leia por vício, leia por depen]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sandor Marai]]></title>
<link>http://karlmudespacher.wordpress.com/2008/08/02/sandor-marai/</link>
<pubDate>Sat, 02 Aug 2008 18:00:13 +0000</pubDate>
<dc:creator>karlmudespacher</dc:creator>
<guid>http://karlmudespacher.wordpress.com/2008/08/02/sandor-marai/</guid>
<description><![CDATA[Nació en Kassa, Eslovaquia el 11 de abril de 1900 y murió en San Diego, EUA el 22 de febrero de 1989]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Nació en Kassa, Eslovaquia el 11 de abril de 1900 y murió en San Diego, EUA el 22 de febrero de 1989.</p>
<p>Su nombre de pila es Sándor Károly Henrik Grosschmied de Mára, nació como ciudadano del imperio austro-húngaro en el seno de una familia adinerada.  En lugar de terminar sus estudios de periodista se dedicó a viajar por Europa.</p>
<p>A diferencia de muchos autores de su época, Sándor Marai gozó de reconocimiento como escritor mientras aún vivía.  Se declaró en contra del comunismo, nazismo y del fascismo.  En 1948, después de la ocupación soviética de Hungría se vió en la necesidad de huir y emigrar a los Estados Unidos.</p>
<p>Por su estilo fluido, sin rodeos y humano es de mis escritores favoritos.</p>
<p>Entre sus obras se encuentran</p>
<p>La hermana</p>
<p>La herencia de Esther</p>
<p>Divorcio en Buda</p>
<p>La amante de Bolzano</p>
<p>Música en Florencia</p>
<p>El último encuentro</p>
<p>La mujer justa</p>
<p>Tierra! tierra!</p>
<p><a href="http://karlmudespacher.wordpress.com/2008/10/25/la-extrana/">La Extraña</a></p>
<p>Confesiones de un Burgués</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Il libro di oggi (32)]]></title>
<link>http://saravisentin.wordpress.com/2008/07/14/il-libro-di-oggi-32/</link>
<pubDate>Mon, 14 Jul 2008 06:41:09 +0000</pubDate>
<dc:creator>saravisentin</dc:creator>
<guid>http://saravisentin.wordpress.com/2008/07/14/il-libro-di-oggi-32/</guid>
<description><![CDATA[Liberazione di Sandor Marai]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><strong>Liberazione </strong>di Sandor Marai</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Il libro di oggi (21)]]></title>
<link>http://saravisentin.wordpress.com/2008/05/28/il-libro-di-oggi-21/</link>
<pubDate>Wed, 28 May 2008 21:56:16 +0000</pubDate>
<dc:creator>saravisentin</dc:creator>
<guid>http://saravisentin.wordpress.com/2008/05/28/il-libro-di-oggi-21/</guid>
<description><![CDATA[La recita di Bolzano di Sandor Marai &#8220;&#8221;&#8230;tu sei la notte, la burrasca e la peste ch]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><strong>La recita di Bolzano</strong> di Sandor Marai</p>
<p>&#8220;&#8221;&#8230;tu sei la notte, la burrasca e la peste che sorvolano i paesaggi della vit, ma poi arriva il mattino, sorge il sole e la gente disinfetta le case, passa la calce sui muri e strofina i pavimenti&#8221;</p>
<p>&#8220;&#8230;io non sarò felice nel senso dolciastro e lezioso del termine, come la maggior parte della gente immagina e vorrebbe che fosse la felicità. Ma la mia vita avrà un senso, un contenuto, che forse sarà pesante e tormentoso.&#8221;</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Il libro di oggi (14)]]></title>
<link>http://saravisentin.wordpress.com/2008/04/27/il-libro-di-oggi-10/</link>
<pubDate>Sun, 27 Apr 2008 19:21:15 +0000</pubDate>
<dc:creator>saravisentin</dc:creator>
<guid>http://saravisentin.wordpress.com/2008/04/27/il-libro-di-oggi-10/</guid>
<description><![CDATA[Le braci di Sandor Marai week end di capolavori, questo, dopo una lunga latitanza dalla lettura]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><strong>Le braci</strong> di Sandor Marai</p>
<p>week end di capolavori, questo, dopo una lunga latitanza dalla lettura&#8230;</p>
<p>&#8220;La loro amicizia era seria e silenziosa come tutti i grandi sentimenti destinati a durare una vita intera. E come tutti i grandi sentimenti anche questo conteneva una certa dose di pudore e di senso di colpa. Non ci si può appropriare impunemente di una persona, sottraendola a tutti gli altri.&#8221;</p>
<p>&#8220;Alle domande più importanti si finisce sempre per rispondere con l&#8217;intera esistenza. Non ha importanza quello che si dice nel frattempo, in quali termini o con quali argomenti ci si difende. Alla fine, alla fine di tutto, è con i fatti della propria vita che si risponde agli interrogativi che il mondo ci rivolge con tanta insistenza. &#8220;</p>
<p>su cortese segnalazione di Claudia</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Köszi, Sanyi!]]></title>
<link>http://vergiftet.wordpress.com/2008/04/22/koszi-sanyi/</link>
<pubDate>Mon, 21 Apr 2008 23:36:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>Vaddisznó</dc:creator>
<guid>http://vergiftet.wordpress.com/2008/04/22/koszi-sanyi/</guid>
<description><![CDATA[„Skizofrén dolog írásról írni” – gondoltam magamban, amint átnyálaztam Márai vallomását a fürdőkádba]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><strong>„Skizofrén dolog írásról írni” – gondoltam magamban, amint átnyálaztam Márai vallomását a fürdőkádban. Szinte mindig hurcolok magammal valami olvasnivalót a habok közé; ha épp nincs új könyvem, egy-egy régi kedvencet ütök fel valahol találomra&#8230; Márai meg pont itt nyílt ki. Érdekes, még általánosban olvastam a „polgár vallomásait”, akkor viszont nem ütött nagyot a releváns rész.</strong></p>
<p>Zöldfülű vagyok még, mégis titokban szerelmes a betűbe – hát én is szívesen merengek az írás misztériumán. Írásról írni – mintha szerelemből szerelmeskednénk vagy gerjedelemből dugnánk. Mi rossz van ebben? Mindenesetre ezek a sorok pont jókor jutottak el hozzám, hiszen annyi év után nagyjából most jutottam csak el odáig, hogy merek publikálni. „Nem tudtuk, honnan is tudtuk volna, hogy az irodalom nemcsak a csúcsteljesítmények összege” – hajaj, de sokat szenvedtem én emiatt, aki ismer, tudja. Aki meg ír, az meg még jobban tudja.</p>
<p>Néhány nap múlva itt a regényünk, egyik percben okésnak tartom, a másikban meg zavar, hogy nem tökéletes még a fejemben élő képhez mérten. De mi tökéletes? Ha végeztem egy hosszabb lélegzetvételű művel, sokszor úgy érzem, jó lenne elrejteni az egészet egy fiók mélyére és soha többet nem gondolni rá. Aztán persze megjön az eszem, és boldog vagyok, amiért végre azt csináltam, amit csinálnom kellett, amit csinálni akartam, mióta világ a világ. És akkor hálás vagyok Emkének, amiért „belerángatott” ebbe az egészbe és tartotta fölöttem az ostort. Meg úgy egyáltalán, amiért lett ő nekem, akkor 1997-ben – és még inkább 2007-ben.</p>
<p>Emke külön történet, szűzen fogott az írásba, nem kötötte hiúság, nem korlátozták elvárások, ő egy természetes történetmesélő és történetgyűjtő. Beszívja, átformálja, elraktározza és kipakolja a történeteket, Shiva négy karjával feleannyit se csinál, mint ő. Nála a toll-papír csak egy kreatív outlet a sok közül, és mindbe szabadon és kötöttségek nélkül ugrik fejest.</p>
<p>Az én homlokomon ül ezzel szemben egy nagyszájú, arty-farty mester, aki soha nem elégedett a tanítvánnyal, aki én vagyok. Most például a hiánylista csúcsán a műveltség feszeng; bár legalább érdeklődő vagyok. Voltaképpen minden érdekel – valamilyen szinten. Aztán tunya is vagyok, de baromira… &#8211; terápiás jelleggel viszont nem fogok a hibáimról maszturblogolni, megtettem már elégszer, és nem lett jobb tőle.</p>
<p>Márainak viszont nagyon igaza volt, amikor azt írta: „kétely, tapasztalat, sok kísérlet megzavartak már, sokat tévedek s állandóan elkísér munkámba a feladat felelőssége, s a bizonytalanság, kínzó elégedetlenség, melyet képességeim határának ismerete tart ébren bennem”. Bár engem egyelőre még az feszít, ami képességszerűség a szénbánya mélyén megbújik, csak még valamiért nem sikerült felhozni a fényre a sötétből. Vááá, és ilyenkor mindig eszembe jut, miért nem az élsport mozgatja a fantáziámat, mérhetőbb és egészségesebb is. Persze hülye vagyok és sosem tudtam ésszel szerelembe esni. Márai viszont jókor jött, tényleg.</p>
<p style="text-align:center;"><a href="http://s5.photobucket.com/albums/y165/xymoxgirl/?action=view&#38;current=marai1.jpg" target="_blank"><img class="aligncenter" src="http://i5.photobucket.com/albums/y165/xymoxgirl/marai1.jpg" border="0" alt="Photobucket" /></a><br />
<a href="http://s5.photobucket.com/albums/y165/xymoxgirl/?action=view&#38;current=marai2.jpg" target="_blank"><img src="http://i5.photobucket.com/albums/y165/xymoxgirl/marai2.jpg" border="0" alt="Photobucket" /></a><br />
<em>Márai Sándor: Egy polgár vallomásai</em></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Költői Kolozsvár - blogajánló]]></title>
<link>http://bohemkolozsvar.wordpress.com/2008/04/20/blogajanlo/</link>
<pubDate>Sun, 20 Apr 2008 18:37:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>Bohém Krónikás</dc:creator>
<guid>http://bohemkolozsvar.wordpress.com/2008/04/20/blogajanlo/</guid>
<description><![CDATA[A (nagy csodálatomra &#8211; LÉTEZŐ) közönségem egyik tagjának blogját olvasgattam és rátaláltam egy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>A <em>(nagy csodálatomra &#8211; LÉTEZŐ)</em> közönségem egyik tagjának blogját olvasgattam és rátaláltam egy nagyon művészi bejegyzésre a kedves, kincses városunkról  <a title="Kolozsár " href="http://cathleen.windburn.net/?p=474" target="_blank">http://cathleen.windburn.net/?p=474</a> . Kata <em>(a blog szerzője)</em> egy Márai idézetet és egy Pilinszky verset idézett a képei kapcsán. Szerintem nagyon érdemes elolvasni, mert egyrészt Kata nagyon jó stílusban ír <em>(úgy általában a blogján)</em>, illetve nagyon vagány a Pilinszky vers.</p>
<p>Jó böngészést,</p>
<p>Bohém Krónikásuk</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
