<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>owidiusz &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://en.wordpress.com/tag/owidiusz/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "owidiusz"</description>
	<pubDate>Sun, 06 Dec 2009 02:58:22 +0000</pubDate>

	<generator>http://en.wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Rzym Północy]]></title>
<link>http://pietka.wordpress.com/2009/03/25/rzym-polnocy/</link>
<pubDate>Wed, 25 Mar 2009 15:23:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>pietka</dc:creator>
<guid>http://pietka.wordpress.com/2009/03/25/rzym-polnocy/</guid>
<description><![CDATA[wieczorne światła na Lenina Kirów to miasto położone na wzgórzach. Siedmiu wzgórzach. I choć żadne z]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><div id="attachment_179" class="wp-caption alignleft" style="width: 138px"><a href="http://pietka.wordpress.com/files/2009/03/lenina-wieczorem.jpeg"><img class="size-thumbnail wp-image-179" style="border:1px solid black;" title="lenina-wieczorem" src="http://pietka.wordpress.com/files/2009/03/lenina-wieczorem.jpeg?w=128" alt="lenina-wieczorem" width="128" height="85" /></a><p class="wp-caption-text">wieczorne światła na Lenina</p></div>
<p>Kirów to miasto położone na wzgórzach. Siedmiu wzgórzach. I choć żadne z nich nie nazywa się Awentyn, czy Palatyn, kirowczanie lubią przyrównywać swoje miasto do Rzymu. Tak jak petersburżanie swoje do Wenecji, czy moskwiczanie do Paryża. Hobby takie. Każdy jakieś ma. Dzisiejsza historia będzie o Kirowie i o tym, po co ja tam pojechałem.<br />
<!--more--></p>
<p>Jak już pewnie zauważyliście, po lewej stronie pojawiła się mapka. Póki co są na niej zaznaczone tylko cztery miejsca. To najdalej wysunięte na wschód to Kirów.  Żeby lepiej uzmysłowić jaka to szerokość geograficzna, powiem jedynie, że latem nie musiałem jeździć do Petersburga oglądać białych nocy. To one przyjechały do mnie po czarnych, zimowych dniach.</p>
<p>Kirów jest inny. I wszyscy w Rosji o tym wiedzą. Niby to nie Magadan, ale&#8230; Zaraz, zaraz, a co ma wspólnego Magadan z Kirowem?</p>
<p>Nic, poza tym, że jak chcesz powiedzieć, że gdzieś psy dupami szczekają to odsyłasz gościa do Magadanu, jak chcesz mu powiedzieć, że jest mądry inaczej, to nazywasz go Czukczem, a gdy mówisz o Kirowie to sobie to wszystko myślisz, ale tylko uśmiechasz się tajemniczo i z dziwną miną przeciągając samogłoski cedzisz: Aaaa, z Kirowa&#8230; Tu zawieszasz głos, a mnie się jakoś tak nieprzyjemnie robi, bo ja kocham tę dziurę i nie zamieniłbym jej na żadne Moskwy, ani Paryże.</p>
<p>Bo to zapomniane przez Boga miejsce ma klimat. A Moskwa go nie ma i Paryż też nie. Klimat jest jeszcze w Niżnym Nowogrodzie. Dlatego jeździłem, żeby się nawdychać tego klimatu, nawet zarażonymi ptasią grypą pociągami z Pekinu (no OK, gdybym wiedział, że tam są chorzy Chińczycy, to bym nie wsiadł).</p>
<p>Klimat Kirowa to zadziwiająca mieszanka obojętności, przekory, niezależności, podszyta małomiasteczkową mentalnością i poczuciem outsiderstwa. Do tego jeszcze brud, zimno i wilgoć. Niby nie ma się w czym zakochiwać, a jednak&#8230;</p>
<div id="attachment_200" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://pietka.wordpress.com/files/2009/03/nizniy-prud-u-cirka.jpg"><img class="size-medium wp-image-200" style="border:1px solid black;" title="nizniy-prud-u-cirka" src="http://pietka.wordpress.com/files/2009/03/nizniy-prud-u-cirka.jpg?w=300" alt="nizniy-prud-u-cirka" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">dolny staw przy stałym cyrku</p></div>
<p style="text-align:left;">Pojechałem tam uczyć potomków dawnych polskich zesłańców języka, pojechałem tam wykładać studiującym Rosjanom (co z tego, że mają polskie korzenie, oni się czują Rosjanami) polską literaturę i gramatykę. I robiłem to wszystko. A poza tym nie mogłem się opędzić od milionów pytań zupełnie nie związanych z tym, czego uczyłem. Ci ludzie przez lata żyli w izolacji i ciekawiło ich dosłownie wszystko. Małe dzieci pytały mnie, czy w Polsce są szkoły, studenci chcieli wiedzieć, czemu pomagamy Amerykanom w ich inwazji na Irak, starców dziwiło, że nie lubimy Rosji, mimo, że nas wyzwoliła i tyle dobrego nam dała (oni w to święcie wierzą).</p>
<div id="attachment_180" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://pietka.wordpress.com/files/2009/03/uniwerek.jpg"><img class="size-medium wp-image-180" style="border:1px solid black;" title="uniwerek" src="http://pietka.wordpress.com/files/2009/03/uniwerek.jpg?w=300" alt="uniwerek" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">wejście do mojej Alma Mater</p></div>
<div id="attachment_201" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://pietka.wordpress.com/files/2009/03/dvorec-pionerov-holl.jpg"><img class="size-medium wp-image-201" style="border:1px solid black;" title="dvorec-pionerov-holl" src="http://pietka.wordpress.com/files/2009/03/dvorec-pionerov-holl.jpg?w=300" alt="dvorec-pionerov-holl" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">Dvorec Pionerov - tu też miałem zajęcia</p></div>
<p style="text-align:left;">A najbardziej pokochałem dzieci. Małe dzieci z 48 szkoły, siedmio i ośmiolatki, dzieci rosyjskie, kaukaskie i tatarskie, dla których późnym popołudniem prowadziłem zajęcia. Uczyłem ich piosenek o Panu Listopadzie, co to gra na basie, bawiłem się w starego niedźwiedzia, haftowaną chusteczkę i kółko graniaste.</p>
<p>Dlaczego? Bo nikt inny się z nimi nie bawił&#8230; Nigdy.</p>
<p>Szkoła organizowała dla nich zajęcia pozalekcyjne, bo w szkole były bezpieczne.</p>
<div id="attachment_202" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://pietka.wordpress.com/files/2009/03/nedaleko-ot-shkoly-i-moego-doma.jpg"><img class="size-medium wp-image-202" style="border:1px solid black;" title="nedaleko-ot-shkoly-i-moego-doma" src="http://pietka.wordpress.com/files/2009/03/nedaleko-ot-shkoly-i-moego-doma.jpg?w=300" alt="nedaleko-ot-shkoly-i-moego-doma" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">fontanna - śliczny zakątek w nieładnej okolicy. W tle szkoła 48. Moja ulubiona.</p></div>
<div id="attachment_203" class="wp-caption aligncenter" style="width: 310px"><a href="http://pietka.wordpress.com/files/2009/03/velikoreckoe-krestniy-hod-tuda.jpg"><img class="size-medium wp-image-203" style="border:1px solid black;" title="velikoreckoe-krestniy-hod-tuda" src="http://pietka.wordpress.com/files/2009/03/velikoreckoe-krestniy-hod-tuda.jpg?w=300" alt="velikoreckoe-krestniy-hod-tuda" width="300" height="225" /></a><p class="wp-caption-text">A na drogę krzyżową to tutaj</p></div>
<p style="text-align:left;">Och, jak zwykle długi się zrobił ten wpis, a jeszcze chciałem napisać o Kirowczanach, o tym dlaczego są dumni z tego, że mieszkają w Kirowie, o powiedzonkach o Kirowie i o kilku cechach szczególnych, wyróżniających Kirów spośród innych miast imperium. Nic straconego, zrobię to następnym razem. Jeszcze tylko podziękuję Igorowi za zdjęcia do dzisiejszego wpisu.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[A Anuszka już rozlała olej...]]></title>
<link>http://pietka.wordpress.com/2009/03/18/a-anuszka-juz-rozlala-olej/</link>
<pubDate>Wed, 18 Mar 2009 21:17:00 +0000</pubDate>
<dc:creator>pietka</dc:creator>
<guid>http://pietka.wordpress.com/2009/03/18/a-anuszka-juz-rozlala-olej/</guid>
<description><![CDATA[ul. Lenina, autobusy, wzgórza i nasz pierwszy dom na rosyjskiej ziemi Spojrzałem na zegarek. Zbliżał]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><div id="attachment_182" class="wp-caption alignleft" style="width: 138px"><a href="http://pietka.files.wordpress.com/2009/03/lenina.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-182" style="border:1px solid black;" title="lenina" src="http://pietka.wordpress.com/files/2009/03/lenina.jpg?w=128" alt="lenina" width="128" height="71" /></a><p class="wp-caption-text">ul. Lenina, autobusy, wzgórza i nasz pierwszy dom na rosyjskiej ziemi</p></div>
<p>Spojrzałem na zegarek. Zbliżała się już czterdziesta piąta minuta oczekiwania na autobus. Wielki termometr na Centralnym Uniwermagu wskazywał 35 stopni poniżej zera. Słońce zaszło prawie cztery godziny temu. I dlaczego nie wsiadłem do tego, który jechał ponad pół godziny temu! Panisko cholerne, tłoku się przestraszył, łokciami babuszek nie chciał rozpychać, inteligent jeden &#8211; rugałem się w duchu obelżywymi słowy.<br />
<!--more--> Co z tego, że masz buty z prawdziwym futrem i podeszwą na pół metra grubą, co z tego, żeś zatopiony w gęsi puch po szyję. Godzina tupania na przystanku w takim mrozie wykończy każdego. Na szczęście w domu jest wódka, będę mógł jakoś dotrwać do gorącej herbaty.</p>
<p>Nie, nie ległem wówczas na dwa tygodnie z potwornym zapaleniem płuc. Wtedy byłem już przyzwyczajony, a swoje odchorowałem wcześniej.</p>
<p>Przeskoczyłem kilka miesięcy w moich wspomnieniach, żeby napisać o komunikacji miejskiej. Jeśli ktokolwiek z Was będzie w Rosji samodzielnie i zdecyduje się opuścić pięciogwiazdkowy hotel albo transsyberyjski wagon, powinien wiedzieć, co go czeka, gdy zdecyduje się przejechać od punktu A do punktu B za pomocą tramwaju, autobusu, trolejbusu, względnie taksówki. A lekko nie będzie.</p>
<p>Chciałeś kiedyś wybrać się na Kubę, albo do Afryki, żeby zobaczyć jak to jest, gdy autobus przyjeżdża według jakiegoś sobie tylko znanego rozkładu? Mam dla Ciebie dobrą wiadomość &#8211; już nie musisz. Wystarczy przekroczyć naszą wschodnią granicę.</p>
<p>W całej Rosji nie spotkałem rozkładu jazdy, a mimo to rzadko się nie spóźniałem. Jak to się stało? Sam nie wiem. Z czasem uczysz się, jak korzystać z miejskiego transportu i raczej do rzadkości należy dłuższe niż dziesięciominutowe oczekiwanie.</p>
<p>Jeśli masz czas na naukę&#8230;</p>
<p>Nie będę pisał o parku maszynowym. O zmarłych się źle nie mówi.</p>
<p>Jak jest w przeciętnym państwowym autobusie, trolejbusie, czy tramwaju? Tłoczno, przeraźliwie tłoczno. Nie tak, jak w Poznaniu, czy Warszawie. Naprawdę nie ma czym oddychać. Stojąc w środku nie musisz się trzymać, nie upadniesz. Tłum niemiłosiernie zgniecionych ludzi patrzy tępo w czubki swoich butów i posłusznie kiwa się w rytm dziur w jezdni. Po tygodniu też taki będziesz, nawet jeśli teraz zżymasz się na samą myśl o tym, że tak się stanie.</p>
<p>Dla mnie jedyną pociechą w tym całym ogłupiającym cyrku był fakt, że czasami nie wchodziłem do wyjątkowo zatłoczonego pojazdu. Łudziłem się, że marznąc na przystanku zachowuję resztki godności. Pieprzony Owidiusz pośród barbarzyńców.</p>
<p>W rosyjskich środkach komunikacji nie ma kasowników! Co niestety nie oznacza, że można jeździć za darmo (chyba, że jesteś Bohaterem Związku Radzieckiego, albo kombatantem).</p>
<p>Bilety są tanie, ale nie kupisz ich w kiosku, czy sklepie. Dla wygody pasażerów w każdym pojeździe jest konduktor, który sprzedaje bilety. Wyobraźcie sobie jak ciężka to musi być praca, gdy przez cały dzień przedzierasz się przez warczące i śmierdzące tłumy pasażerów i zbierasz opłatę, która najchętniej wydarliby Ci z gardła. A żeby wyrzucić grupkę podpitych wyrostków jadących bez biletu trzeba nie lada męstwa. I jak tu nie wierzyć, że rosyjskie fizylierki wygrały II światową!</p>
<p>Najdziwniejsza jednak jest opona wypełniona piaskiem za siedzeniem konduktora. Wiele miesięcy zastanawiałem się, po jakie licho wożą piach w trolejbusie. Może do gaszenia ognia, może do przysypania trupa, albo kociej kupki (na wypadek, gdyby jednak Behemot zdecydował się powrócić)? Dowiedziałem się pewnego zimowego poranka, kiedy pojazd zaczął ześlizgiwać się ze wzniesienia, zamiast na nie wjechać. Kierowca i konduktorka wyskoczyli i zaczęli sypać piach z tej opony pod koła. Dali radę!</p>
<p>W Kirowie transport jeździ do 21.00. W Ułan-Ude też. I co zrobić, gdy imprezka się przedłużyła, albo spektakl skończył później?</p>
<p>Wyjścia są dwa.</p>
<p>1. Możesz wziąć taksówkę.<br />
Tylko skąd.<br />
W Rosji nie istnieją taksówki (pomijam Moskwę, ale to nie Rosja). Przynajmniej oznakowane. W teorii taka instytucja jest znana, sam nawet wczoraj czytałem wywiad z kirowskim taksówkarzem, ale znaleźć ją wtedy, gdy potrzebujesz &#8211; niemożliwe.</p>
<p>Bo w Rosji taksówkarzem jest każdy, kto akurat jedzie samochodem.</p>
<p>I tu pojawia się możliwość druga &#8211; zatrzymujesz gościa, dogadujecie się co do ceny i jeśli akurat jest mu po drodze, to Cie podrzuci. Cały naród tak jeździ, czemu i obcokrajowiec nie może.</p>
<p>Nie próbuj tego w Moskwie, jeśli Twój akcent może Cię zdradzić, no chyba, że forsy masz jak lodu, bo gość sobie policzy za miesiąc tankowania. Jak będziesz miał szczęście.</p>
<p>Oczywiście zawsze istnieje możliwość trzecia, czyli powrót pieszo. Raz daliśmy się skusić i wlekliśmy się po nocy przez pół miasta, tak z 10 kilometrów przy trzaskającym mrozie. Kiedyś o tym napiszę, bo takie przemieszanie bajkowego krajobrazu z dojmującym zimnem możliwe jest tylko w rosyjską noc przy pełni księżyca. W magiczną noc, jaka zdarza sie może raz, dwa razy w życiu.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Chwila wytchnienia]]></title>
<link>http://pietka.wordpress.com/2009/02/17/chwila-wytchnienia/</link>
<pubDate>Tue, 17 Feb 2009 14:22:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>pietka</dc:creator>
<guid>http://pietka.wordpress.com/2009/02/17/chwila-wytchnienia/</guid>
<description><![CDATA[Jestem człowiekiem z misją. Brak misji mnie zabija. Bo niby dlaczego rzuciłem pracę w renomowanej ag]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Jestem człowiekiem z misją. Brak misji mnie zabija. Bo niby dlaczego rzuciłem pracę w renomowanej agencji reklamowej i siedzę właśnie w nieogrzewanym pokoiku, pijąc dość podłą wódkę pośród ludzi, których nie znam i nie rozumiem. A za oknem hula wiatr, ciemno,  barbarzyńcy palą ognie, a wilcy wyją do księżyca.</p>
<p><!--more-->Bo Kirów to południowa rubież tajgi. A w tajdze żyją niedźwiedzie, wilki, łosie i bandyci.</p>
<p>Do Rosji przyjechałem z wielu przyczyn. Najtrywialniejszą jest to, że podróżowanie to moja pasja. Najbardziej romantyczną, chęć spełnienia marzenia z wczesnego dzieciństwa, gdy oglądałem podarowany album z Moskwy, z bajkowymi wieżami Kremla i okolicznych cerkwi, najbardziej wzniosłą &#8211; misja przywrócenia polskości śród zesłańców dziewiętnastowiecznych, którzy zapomnieli już języka i kultury, ale nie zapomnieli, że są  potomkami zesłanych tu przez carat patriotów.</p>
<p>Jesień w letni poranek jest przygnębiająca. Zwłaszcza, gdy pada deszcz.</p>
<p>W Kirowie codziennie coś pada. Gdy się przyjedzie z nękanej niedoborem wody Wielkopolski w miejsce, gdzie codziennie musi spaść choć kilka kropel wody, depresja gotowa.</p>
<p>A póki co nie mam kasy na nowy monitor i komputer siedzi w walizce. I dlaczego nie wziąłem laptopa? Chyba tylko dlatego, że wówczas nie było mnie stać na Powerbooka i miałem tylko stacjonarnego PCeta. Na szczęście mamy książki. Nieśmiertelny <em>Władca Pierścieni</em> pozwala mi jakoś przeżyć szok adaptacyjny.</p>
<p>Dla starożytnych wygnanie było częstokroć gorszą karą niż śmierć. A mnie sprawia perwersyjną przyjemność fakt, że znalazłem się w zupełnie innej rzeczywistości. Może dlatego, że Kirów dwudziestego pierwszego wieku przypomina mi Wrześnię z  lat siedemdziesiątych &#8211; szarobury anturaż i gierkowskie pełne półki.</p>
<p>W podróżach kocham to, że niezależnie od kraju, pory roku i poziomu cywilizacyjnego, znajdzie się coś, co chwyci za duszę, poruszy jakąś strunę, dzięki której nawet brak grzejnika jest mniej dotkliwy, a <em>Duszewna</em> ma łagodniejszy smak.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Terra Barbaria]]></title>
<link>http://pietka.wordpress.com/2009/01/20/terra-barbaria/</link>
<pubDate>Tue, 20 Jan 2009 21:00:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>pietka</dc:creator>
<guid>http://pietka.wordpress.com/2009/01/20/terra-barbaria/</guid>
<description><![CDATA[Noc, dziwne mundury, kałasznikowy, obcy język. Wagony na jakichś dziwnych podnośnikach, bez kół. Zaw]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Noc, dziwne mundury, kałasznikowy, obcy język. Wagony na jakichś dziwnych podnośnikach, bez kół. Zawieszone w próżni, niczym bohaterowie Pielewina.</p>
<p>Terra Barbaria.<br />
Pierwszy Barbarus, w poplamionym, tłustym podkoszulku wysępił ode mnie fajkę &#8211; jak to barbarus. Szczęściem nie bił, ani nie strzelał. Za to z obleśnym rechotem zawołał kolegę. Poczęstowałem.</p>
<p><!--more-->Dwa tysiące lat wcześniej Owidiusz opublikował <em>Sztukę kochani</em>a, za którą wylądował pośród barbarów. Ja opublikowałem ostatnio jedynie esej o <em>Wesołych Kumoszkach z Windsoru</em>. Może i jest nieco sprośny, ale bez przesady, dziś za literaturę się nie zsyła. Nie? Skoro barbarzyńcy nie zmienili obyczajów przez stulecia, to może narody cywilizowane takoż?</p>
<p>Zaraz, zaraz, ja tu jestem z własnej woli, nikt mnie do tej podróży nie zmuszał.</p>
<p>Noc, światła białoruskiego dworca, zmęczeni kolejarze przekładają podwozia, żeby nasz pociąg mógł ruszyć dalej, na wschód, po innych torach, śladem polskich, francuskich, niemieckich najeźdźców: Orsza, Smoleńsk, Wiaźma&#8230;</p>
<p>Ten wpis miał nosić nieco inny tytuł: <em>Tera Barbara</em>, ale uznałem, że byłby zbyt przaśny. Wystarczy, że przaśna była celniczka, która przyniosła deklaracje do wypełnienia. Wystarczy, że przaśne były same deklaracje, których twórcy z dziecięcą naiwnością ufali, że zadeklaruję przemycane materiały szpiegowskie, broń, radioaktywne komponenty do budowy atomówki à la Adam Słodowy, dolary, narkotyki i broń. No cóż, nośników danych przewiozłem sporo, żadnego nie deklarując. Bo i materiałów szpiegowskich w nich nie było. No chyba, żeby Windows 95 uznać za broń strategiczną.</p>
<p>Przyszli we dwoje. Osławieni białoruscy celnicy. Wodka jest? Cigarety? Co? Papierosy pan Piotr, cigarety. Nie mam. Wodka jest? Już mówiłem, że nie, butelka nalewki maminej roboty. A, tol&#8217;ko butylka, więcej nie ma? Nie ma. Pokażecie bagaż, pan Piotr. Pogmerali, powsadzali łapy w ciuchy i poszli. Co się napociłem to moje. A najbliższy prysznic za trzy i pół tysiąca kilometów. Jeśli w ogóle będzie jakiś prysznic.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[„epizod współpracy Babci ze służbami istniał…"]]></title>
<link>http://pismoczki.wordpress.com/2008/05/30/%e2%80%9eepizod-wspolpracy-babci-ze-sluzbami-istnial%e2%80%a6/</link>
<pubDate>Fri, 30 May 2008 07:33:21 +0000</pubDate>
<dc:creator>Pajacyk</dc:creator>
<guid>http://pismoczki.wordpress.com/2008/05/30/%e2%80%9eepizod-wspolpracy-babci-ze-sluzbami-istnial%e2%80%a6/</guid>
<description><![CDATA[– Tatusiu a czy Babcia też była na Służbie? – mówi się w. – ale co w? – no była w. – ale czy była? –]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>– Tatusiu a czy Babcia też była <em><strong>na Służbie</strong></em>?<br />
– mówi się <strong><em>w</em></strong>.<br />
– ale co w?<br />
– no <em>była w</em>.<br />
– ale czy była?<br />
– nie wiem. ale Mama opowiada że raz była z Babcią na Choince w <strong>Resorcie</strong> i dostali pomarańcze i papier toaletowy w prezencie od Dziadka Mroza.<br />
– od Mikołaja chyba…<br />
– nie. Mikolaj był wtedy w ojczyźnie coca coli.<br />
– a Dziadek?<br />
– a Dziadek Mróz tutaj.<br />
– nie! nasz Dziadek…<br />
– aa… Naczelnik. tak. Dziadek dostał talon na fiata wraz z <a href="http://wiadomosci.onet.pl/1,15,11,44221716,120223044,5164511,0,forum.html"><strong>orderem</strong></a>.<br />
– to kiedyś były lepsze Święta niż dziś.<br />
– na pewno. kiedyś wszystko było lepsze…<br />
– szkoda że mnie wtedy nie było w świecie.<br />
– i mnie.<br />
– …</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
