<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>tekstylia &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://en.wordpress.com/tag/tekstylia/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "tekstylia"</description>
	<pubDate>Sat, 28 Nov 2009 20:19:38 +0000</pubDate>

	<generator>http://en.wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Wystawa Upstream/Design Tales]]></title>
<link>http://rzeczyuzywane.wordpress.com/2009/11/02/wystawa-upstreamdesign-tales/</link>
<pubDate>Mon, 02 Nov 2009 00:05:35 +0000</pubDate>
<dc:creator>rzeczyuzywane</dc:creator>
<guid>http://rzeczyuzywane.wordpress.com/2009/11/02/wystawa-upstreamdesign-tales/</guid>
<description><![CDATA[Właśnie zakończył się festiwal designu w Lodzi. Naszą uwagę zwróciła wystawa Upstream/Design tales, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Właśnie zakończył się festiwal designu w Lodzi. Naszą uwagę zwróciła wystawa <strong>Upstream/Design tales</strong>, której kuratorem jest <strong>Agnieszka Jacobson-Cielecka</strong>.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-183" title="pieczatka2_LDZIGN2009" src="http://rzeczyuzywane.wordpress.com/files/2009/11/pieczatka2_ldzign2009.jpg" alt="pieczatka2_LDZIGN2009" width="406" height="189" /></p>
<p><!--more--></p>
<p>Tak zgromadzone przedmioty opisuje sama kurator: <em> &#8230;Obiekty wymykające się definicjom wzornictwa przemysłowego. Zaprezentowane projekty nie są w żadnym wypadku uniwersalne, nie troszczą się też o potrzeby masowego odbiorcy. Jeżeli są produkowane seryjnie to w bardzo krótkich seriach, a poszczególne przedmioty różnią się między sobą. Są osobiste, często dziwne&#8230;</em></p>
<p><a href="http://www.tom-price.com/"><strong>Tom Price</strong><em><strong>, Meltdown Chair</strong></em></a></p>
<p><img class="size-full wp-image-17 alignleft" title="Meltdown Chair" src="http://rzeczyuzywane.wordpress.com/files/2009/11/meltdown-chair.jpg" alt="Meltdown Chair" width="483" height="334" /> <img class="size-full wp-image-18 alignnone" title="Meltdown Chair by Tom Price" src="http://rzeczyuzywane.wordpress.com/files/2009/11/meltdown-chair_pvc-hose-02.jpg" alt="Meltdown Chair by Tom Price" width="488" height="327" /></p>
<p><em><strong><br />
</strong></em></p>
<p><a href="http://www.elisastrozyk.de"><strong>Eliza Strozyk</strong><em><strong>, Wooden Textiles</strong></em></a></p>
<p><em><strong><span style="text-decoration:line-through;"><img class="alignnone size-full wp-image-15" title="Wooden textiles by Eliza Strozyk" src="http://rzeczyuzywane.wordpress.com/files/2009/11/woodentextiles12.jpg" alt="Wooden textiles by Eliza Strozyk" width="474" height="316" /></span> </strong></em> <em><strong><span style="text-decoration:line-through;"><img title="table" src="http://rzeczyuzywane.wordpress.com/files/2009/11/table.jpg" alt="table" width="468" height="315" /></span></strong></em></p>
<p><a href="http://www.maartendeceulaer.com/"><strong>Maarten de Ceulaer, <em>A Pile of Suitcases</em></strong></a></p>
<p><strong><em><img class="size-full wp-image-20 alignnone" title="A Pile of Suitcases by Maarten De Ceulaer" src="http://rzeczyuzywane.wordpress.com/files/2009/11/a-pile-of-suitcases-dae_small.jpg" alt="A Pile of Suitcases by Maarten De Ceulaer" width="376" height="567" /></em></strong></p>
<p>To tylko próbka tego co można było znależć na wystawie. Będziemy jeszcze do niej wracać.</p>
<p>Pełna lista autorów wraz z linkami do ich stron <a href="http://www.lodzdesign.com/program-glowny/agnieszka-jacobson-cielecka/">tutaj</a>.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[intymny urok tradycyjnych sypialni...]]></title>
<link>http://designoswojony.wordpress.com/2008/09/26/lubie-tradycyjne-sypialnie/</link>
<pubDate>Fri, 26 Sep 2008 17:52:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>designoswojony</dc:creator>
<guid>http://designoswojony.wordpress.com/2008/09/26/lubie-tradycyjne-sypialnie/</guid>
<description><![CDATA[Zapewne nie tylko dla mnie sypialnia jest w domu miejscem szczególnym&#8230; To świątynia intymności]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><a href="http://designoswojony.files.wordpress.com/2008/09/dh2007-master-bedroom1_w6091.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-195" title="dh2007-master-bedroom1_w6091" src="http://designoswojony.wordpress.com/files/2008/09/dh2007-master-bedroom1_w6091.jpg?w=300" alt="" width="300" height="225" /></a></p>
<p>Zapewne nie tylko dla mnie sypialnia jest w domu miejscem szczególnym&#8230;</p>
<p>To świątynia intymności i spokoju. Właśnie tutaj wieczorami słuchamy muzyki z płyt czy radiowych audycji. Nie wiedzieć czemu tak się dzieje, ale właśnie w sypialni znajdujemy najlepszy nastrój na spotkania z radiową &#8220;Trójką&#8221; czy trącącymi już myszką słuchowiskami w &#8220;Jedynce&#8221; [kto jeszcze używa słowa "słuchowisko"?] . To w sypialni czytamy książki i przeglądamy prasę albo zwyczajnie&#8230; leżymy na łóżku i marzymy lub patrzymy w sufit. Nie mogę zrozumieć ale te dwie ostatnie czynności zawsze odbywamy w pozycji &#8220;na skos&#8221;  lub w poprzek łóżka <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  Tak nam wygodnie&#8230;<br />
Wygoda to słowo-klucz gdy planujemy sypialnię. To najważniejsze miejsce w domu pomimo, że nie aż tak reprezentacyjne jak pokój dzienny, czy hall. W sypialni przecież odpoczywamy i gromadzimy siły na następny dzień. Zatem łóżko musi być bezwzględnie doskonałe, bo to inwestycja jak lokata w banku!] Przestańmy się więc szukiwać, że świetnie w tej roli wypadnie rozkładana na noc sofa.</p>
<p>A zatem, jeśli przestrzeń daje tylko możliwości, wygospodarujcie dla siebie sypialnię lub choćby aneks. Przyjazne, naturalne bawełny i lny są bez wątpienia gwarantem dobrego snu. Sięgajcie po kolory stonowane, sprzyjające relaksowi lub takie w których relaks przychodzi Wam łatwo. Nie zapomnijcie o puchatych, mięciutkich pledach i stosie poduszek. Nie traktujcie ich wyłącznie jako dekoracji. I koniecznie, obok łagodnego nastrojowego światła zaplanujcie lampy, kóre podczas wieczornej lektury zadbają o Wasz wzrok. Pamiętajcie o równouprawnieniu! Każdy z Was powinien mieć jednakowy dostęp, oświetlenie i przestrzeń na łożu [ech te walki o to wkroczył na "połówkę" drugiego <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> ]. A nad wezgłowiem zawieście wyłącznie rzeczy &#8220;dobre&#8221;, bliżskie Waszym sercom.</p>
<p>Dobranoc i wygodnej nocy. Chrrrr&#8230;&#8230;&#8230;</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Flower power]]></title>
<link>http://entelepentele.wordpress.com/2008/03/16/flower-power/</link>
<pubDate>Sun, 16 Mar 2008 12:29:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>entelepentele</dc:creator>
<guid>http://entelepentele.wordpress.com/2008/03/16/flower-power/</guid>
<description><![CDATA[Przestałam chodzić do zwykłych sklepów, odkąd zauważyłam, że F. ma taką samą czapkę jak pół Warszawy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><img src="http://entelepentele.wordpress.com/files/2008/03/flowerop.jpg" alt="flower power" width="340" height="443" /></p>
<p>Przestałam chodzić do zwykłych sklepów, odkąd zauważyłam, że F. ma taką samą czapkę jak pół Warszawy:) Poza tym w każdym z nich jest identyczny asortyment, tylko metki i ceny inne. Nie ma za to magii, wszystko w zgrabną kostkę ułożone, sterylne na białych lub metalowych stołach &#8211; klimat absurdalnie prosektoryjny. Przypomina mi gotowe jedzenie z supermarketu, zafoliowane na tacy, smakujące jednakowo pod każdą szerokością geograficzną. Nie będę ukrywać &#8211; chudych pań ekspedientek jakoś nie cenię, zachowują się bowiem, jakby ludzkość występowała w trzech podstawowych rozmiarach (choć na rozmiar 40 reagują mało przychylnie, dodatkowo obrzucając klienta wzrokiem Bazyliszka), a ci, którzy się w nich nie mieszczą, powinni chodzić w worach pokutnych lub nago.</p>
<p>Przerzuciłam się na odzież używaną &#8211; wciąż używaną. Same radosne niespodzianki wiążą się z takimi zakupami, szczególnie przy przerzucaniu skotłowanych zawartości wielkich kubików, w których kryją się nieprzebrane skarby kurtek, czapek i strojów karnawałowych. Stojąc na progu jednego czy drugiego szmateksu, czuję zapach polowania, drażni moje nozdrza i wyostrza zmysły. Ogarniam sterty tekstyliów jak pirat, który obserwuje ląd ze swojego statku &#8211; nie jest pewien, co się wydarzy, ale wie, że nudno nie będzie:) Trudno bowiem ocenić, czy ziemia, na którą właśnie natrafiliśmy, to kraj pełen bogactw, czy jałowe pole, którego nie da się ograbić. Na każdym długim drążku z wieszakami, oprócz banalnych koszulek z M&#38;S, są piękne bluzki z egzotycznymi metkami, a które byle dziewoję przemieniają w ognistą, pełną powabu kobietę&#8230; Dreszcz emocji, jaki towarzyszy tym odkryciom, jest wart swoich 45 zł za kilogram:)</p>
<p>Na dzielnicy mam pięć takich domów mody, gdzie każda pracownica pochyla się nad wyborem i doprawdy fachowo potrafi doradzić i &#8211; serio &#8211; nie ściemniać, gdy coś krzywo leży tylko po to, by sprzedać kolejną parę dżinsów&#8230; Donoszą z zaplecza eleganckie dodatki &#8211; do płaszcza jakiś koronkowy kołnierz, do spodni kilkanaście różnych pasków, ćwierkają przy tym głośno, a stałym klientom nawet dają kawę. No i nagminnie odliczają od rachunków te odstające grosze, co w normalnym sklepie byłoby absolutnie nie do pomyślenia!</p>
<p>Bywam czasem w internetowych vintage shopach &#8211; mam dwa &#8211; w jednym z nich kupiłam przed chwilą <a href="http://www.vintageshop.pl/index2.php?p=productsMore&#38;iProduct=3829&#38;sName=Julka&#38;PHPSESSID=96eaf214d78fcf61750c28c449e36bc8" target="_blank">Julkę</a>. Liczę, że się będzie dobrze nosić:)</p>
<p>Następna wyprawa we wtorek. Drżyjcie szyby wystawowe! 
<div><br class="webkit-block-placeholder" /></div>
<div></div>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Kolor Afryki]]></title>
<link>http://entelepentele.wordpress.com/2007/12/27/kolor-afryki/</link>
<pubDate>Thu, 27 Dec 2007 21:04:32 +0000</pubDate>
<dc:creator>entelepentele</dc:creator>
<guid>http://entelepentele.wordpress.com/2007/12/27/kolor-afryki/</guid>
<description><![CDATA[Nie umiem go sobie nawet wyobrazić. Widziałam tyle filmów i zdjęć, a nadal jest dla mnie zagadką. Si]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Nie umiem go sobie nawet wyobrazić. Widziałam tyle filmów i zdjęć, a nadal jest dla mnie zagadką. Siena palona, ochra, spłowiały karmin, żółć neapolitańska &#8211; kolory przetarte suchą gąbką. Niedawno dostałam <a target="_blank" href="http://www.flickr.com/photos/entelepentele/2068641998/in/set-72157600897963521/">tkaninę </a>utkaną w Kenii i byłam już blisko uzmysłowienia sobie, jaki uszczerbek na soczystości mają te barwy afrykańskie, ale po raz kolejny obejrzałam &#8220;Pożegnanie z Afryką&#8221; i zrozumiałam, że kolory mają swoją własną &#8211; stuprocentową &#8211; soczystość. Żadnych blaknięć, załamań, wybielenia &#8211; kąt padania światła jest w Afryce tak nieprzytomny, że wydobywa z barwy sok, jaki Europejczykom nie może się nawet przyśnić&#8230; O poranku Karen staje na trawniku, by pożegnać Denisa i jej cień jest tak długi, jak u nas wieczorem, ale światło jest jasne i kolor wibruje, błyszczy. Ona ma pięknie oświetlone policzki &#8211; pastelowe i świeże, wyraziste, ale nie ostre, a on jest piegowaty subtelniej:) Wspaniale byłoby dotknąć takich kolorów, poklepać drzewo kawowe po brązowym, spalonym słońcem pniu, zetrzeć złoty, ciężki pot z czoła i zniknąć pod szmaragdowym liściem wielkiej akacji&#8230; A potem wieje wiatr i odwraca krajobraz na lewą stronę, przygasza i przyszarza, rozmazuje kolor na kilkanaście łudząco podobnych do siebie odcieni, które znów sprawiają, że barwa wibruje, ale jakby podszewką, przez brunatny filtr. Pięknie to widać w scenie pogrzebu Denisa. Wejść w jądro koloru &#8211; to jest mój sen na dzisiejszy wieczór&#8230;</p>
<p><img border="0" width="380" src="http://entelepentele.wordpress.com/files/2007/12/africa.jpg" alt="colours of Africa" height="572" /></p>
<p>(dygresja: Meryl Streep jest wielka, wiarygodna jak niemal żadna inna aktorka. Doskonała jako Karen, która lubi zmieniać świat, szukać wyzwań, patrzeć na świat oczami Boga &#8211; tzn. z samolotu:), ale i jako Francesca, nieco nieśmiała, choć bystra kura domowa w filmie &#8220;Co się wydarzyło w Madison County&#8221;. W tym ostatnim filmie wypowiada magiczne zdanie, które czasem powtarzam sobie w ciężkich chwilach, gdy dociera do mnie, że prawdopodobnie nigdy do Afryki nie dotrę. Zdanie &#8211; w polskim tłumaczeniu nieco się rymuje &#8211; kto nie widział zebry o świcie, nie oznacza, że marnuje życie)</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>A dalej są już tylko smoki. </p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Tkaniny i petarda energii]]></title>
<link>http://entelepentele.wordpress.com/2007/11/26/tkaniny-i-petarda-energii/</link>
<pubDate>Mon, 26 Nov 2007 20:48:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>entelepentele</dc:creator>
<guid>http://entelepentele.wordpress.com/2007/11/26/tkaniny-i-petarda-energii/</guid>
<description><![CDATA[Z ostatnich zbiorów. Mam piękne portugalskie chita &#8211; kilka różnych kawałków, każdy wzór ma swo]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Z ostatnich zbiorów. Mam piękne portugalskie chita &#8211; kilka różnych kawałków, każdy wzór ma swoją nazwę. Dowiedziałam się od portugalskiej koleżanki Marty, że miejscowość, w której produkują chita to <a target="_blank" href="http://www.cm-alcobaca.pt/">Alcobaça</a>, ale kupić ją można właściwie w całej Portugalii. Gdy oglądałam tę tkaninę tylko na fotografiach, wydawała mi się delikatniejsza, dopiero gdy wzięłam ją do ręki, zrozumiałam, że to ta gruba bawełna, z której szyje się oryginalne portugalskie ludowe stroje, spódnice, fartuchy, kaftany. Piękna rzecz, doskonała w swojej prostocie. Naprawdę, żal mi je ciąć, by uszyć torbę, ale przynajmniej - na pamiątkę &#8211; zostaną zdjęcia:</p>
<p><img border="0" width="420" src="http://entelepentele.wordpress.com/files/2007/11/chitass.jpg" alt="portuguese chita" height="369" /></p>
<p>W środkowym rzędzie górna fotografia to portugalski szal, który dostałam od Mary na urodziny. Zachwycający! Zrobiłam sobie z nim <a target="_blank" href="http://www.flickr.com/photos/entelepentele/1691042445/in/set-72157602531510798/">zdjęcie</a> i dostałam informację, że wyglądam jak Portugalka:) No proszę, a my się tu zastanawiamy, gdzie emigrować:) Ale i tak chyba wax print cotton robi na mnie największe wrażenie. Aż trudno to opisać &#8211; wzory są z innego świata (adekwatne, choć może ironiczne określenie, zważywszy, że najpiękniejsze wax printy robią w Afryce), są bezkompromisowe, odważne we wzorach i kolorach, zupełnie zwariowane, wypełnione afrykańską magiczną wyobraźnią. Te poniżej (w pierwszym rzędzie w pionie) przysłała mi nieoceniona Marta:</p>
<p><img border="0" width="420" src="http://entelepentele.wordpress.com/files/2007/11/linen.jpg" alt="linen&#38;wax print" height="318" /></p>
<p>Drugi pionowy rząd to polski len, gruby i sztywny &#8211; jak polska mentalność. Ale szlachetny i mocny, chociaż koszmarnie się pierze, a by go uprasować, trzeba by mieć żelazko fabryczne, bo domowym można się jedynie poślizgać po powierzchni:) Kolekcji dopełnia włoska przecierana bawełna &#8211; rozkrzyczana trochę i wesoła, ale kolorowa i zupełnie nielistopadowa. Z ostatnich zdobyczy &#8211; dziś odebrałam paczkę z bawełną kenijską. Zielona jak las tropikalny&#8230;</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>Droga Natalia co jakiś czas przysyła mi rozpaczliwe pytanie: co ciekawego przeczytałaś, co mam kupić przed kolejnym wyjazdem do Anglii? W listopadzie, kochana, się nie czyta, tylko wariuje, przepada bez wieści w kołdrach, kocach, kurtkach i szalikach. I walczy z wewnętrznym zimnem siłą woli albo herbatą. Z czytania raczej nici &#8211; słowa zamakają i żaden ogień z nich nie będzie. Radzę czytać prasę, encyklopedie albo słowniki. Ja ostatnio przekopuję się przez stare numery &#8220;Kafki&#8221; i &#8220;Foyer&#8221;, czyli zacnych pism teatralnych i literackich, które już nie wychodzą, bo nie ma ich kto czytać właśnie&#8230; To jest najlepsze rozwiązanie na spleen listopada &#8211; nie narracja, a cięta riposta albo giętkie zdanie, które działa jak zastrzyk glukozy:</p>
<p>&#8220;[...] ćwiczę wiry tybetańskie, które trzymają w formie kręgosłup. Zaczynam od tego dzień. Potem kładę się na macie Kuzniecowa, która ma ostre, wystające kolce. Po takiej porannej rozgrzewce wyglądam przez okno, chłonę pejzaż pól i drzew, obserwuję ptaki, przyjmuję petardę dobrej energii. Jeśli nawet jestem czymś zdenerwowany, jeśli zostają z poprzedniego dnia jakieś fusy, w ten sposób to łagodzę. Potem wspólne śniadanie. I pędzę do pracy&#8221;.</p>
<p>Zagadka: komu się tak chce i ile ma lat (i dlaczego mnie się nie chce, chociaż jestem młodsza od jego córki i energii powinnam mieć za dwóch?)</p>
<p>Odpowiedź: Jan Peszek, lat 63. Pozazdrościć&#8230;</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Mój syn...]]></title>
<link>http://entelepentele.wordpress.com/2007/11/20/moj-syn/</link>
<pubDate>Tue, 20 Nov 2007 16:16:49 +0000</pubDate>
<dc:creator>entelepentele</dc:creator>
<guid>http://entelepentele.wordpress.com/2007/11/20/moj-syn/</guid>
<description><![CDATA[&#8230;tu był, jak widać.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>&#8230;tu był, jak widać.</p>
<p><img src="http://entelepentele.wordpress.com/files/2007/11/synio.jpg" alt="i was here" /></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Torby z Delty Wenus:)]]></title>
<link>http://entelepentele.wordpress.com/2007/11/19/torby-z-delty-wenus/</link>
<pubDate>Mon, 19 Nov 2007 12:00:19 +0000</pubDate>
<dc:creator>entelepentele</dc:creator>
<guid>http://entelepentele.wordpress.com/2007/11/19/torby-z-delty-wenus/</guid>
<description><![CDATA[13.00 &#8211; nowe torby do przyszłego sklepu: Dżins, tweed, polski piękny len, portugalska szarfa, ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>13.00 &#8211; nowe torby do przyszłego sklepu:</p>
<p><img src="http://entelepentele.wordpress.com/files/2007/11/bagsynew.jpg" alt="new bags" /></p>
<p>Dżins, tweed, polski piękny len, portugalska szarfa, bawełna z Włoch i te piękne tasiemki od ludzi, którzy ich już nie chcieli (trudne do wyobrażenia). Lubię zestawiać te materiały, szczególnie zestawiać coś pospolitego z jakąś wyszukaną materią, np. dżins ze starym żakardem z sukienki, którą moja babcia znalazła w poniemieckim domu, do którego wprowadziła się po wojnie. Zestawione &#8211; nabierają niezwykle szlachetnego sznytu&#8230; Dokładniejsze fotografie na flickr. </p>
<p>Wieczorem mam zamiar napisać coś o pani Nin z Delty Wenus &#8211; składam tu sobie obietnicę:)</p>
<p><img src="http://entelepentele.wordpress.com/files/2007/11/anais.jpg" alt="Anais Nin, Henry i June" /></p>
<p>20.30 &#8211; przypomniałam sobie o niej, oglądając jakąś reklamę w gazecie: długa szyja kobiety opleciona drogocennym naszyjnikiem. Od razu stanęła mi przed oczami scena z książki &#8220;Henry i June&#8221; (to wyciąg z dzienników autorki), w której bohaterka uprawia miłość (bo przecież się nie &#8220;kocha&#8221;) ze sławnym pisarzem Henry Millerem, odziana jedynie w orientalny naszyjnik. Ona to Anaïs Nin, francusko-hiszpańsko-amerykańska pisarka. Bigamistka, imprezowiczka, wielbicielka opium, mężczyzn, kobiet, ich talentu i pieniędzy. Przeczytałam kiedyś zdanie pewnej polskiej tłumaczki, że za nic nie przetłumaczyłaby jej dzienników (a Anaïs pisała je przez całe życie, ileś tysięcy tomów), głównie z powodu sposobu życia autorki. Zresztą ta niewielka książka jest już doskonałym powodem, by Anaïs znielubić (albo jej pozazdrościć, jak kto woli). Męża, porządnego bankiera, zdradzała m.in. z wyżej wspomnianym Millerem, jego żoną, swoim kuzynem i psychoterapeutą. Po drodze były jeszcze inne podboje i przelotne wizyty w burdelach. Z artykułów o niej wiadomo, że była wykorzystywana przez ojca i brata, że przez kilkadziesiąt lat utrzymywała dwa małżeństwa: jedno we Francji, drugie w USA, podobno (to tylko przypuszczenia biografów) w trakcie porodu siłą woli opóźniała narodziny dziecka tak długo, aż jej córka urodziła się martwa, obsesyjnie bała się starości i że umarła w męczrniach na raka macicy. Napisała parę książek, w tym &#8220;Deltę Wenus&#8221;, zbiór erotycznych opowiadań, które np. na mnie nie robią żadnego wrażenia. Wrażenie natomiast robi co innego &#8211; język, jakim ona pisze. Pomieszanie wzniosłych i patetycznych zdań z brutalnością i pogardą wobec ludzi, których rzekomo kocha i o których dba. Potrafi wzbudzić w sobie czułość, by zaraz ją zakwestionować, potrafi być miękka i troskliwa, by chwilę później wykorzystać i porzucić. Wrażenia, jakie się ma podczas lektury, przypominają mi dzisiejsze traktowanie uczuć i ludzi. W naszych humanitarnych czasach, głównie - jak wiadomo &#8211; w mało humanitarnej polityce, ludzi się wyciąga z rękawa, hołubi, a parę miesięcy później nie są już potrzebni. Piękne, kuszące słowo, po chwili cios między oczy. To jest chyba najgorsze z możliwych rozumienie teraźniejszości, zupełnie bez refleksji i zostawiania siebie na potem&#8230;</p>
<p>No ale Anaïs jest też zmysłowa, to prawda, ale to historia na inny wieczór&#8230;</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Brown sugar]]></title>
<link>http://entelepentele.wordpress.com/2007/11/12/brown-sugar/</link>
<pubDate>Mon, 12 Nov 2007 20:25:11 +0000</pubDate>
<dc:creator>entelepentele</dc:creator>
<guid>http://entelepentele.wordpress.com/2007/11/12/brown-sugar/</guid>
<description><![CDATA[Niegdyś nie znosiłam tego koloru &#8211; brązowy był klęską. W dzieciństwie (częściowo jeszcze w PRL]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Niegdyś nie znosiłam tego koloru &#8211; brązowy był klęską. W dzieciństwie (częściowo jeszcze w PRL-u) to był kolor chyba najłatwiejszy do zdobycia &#8211; w jednym brązowo-brązowowawym odcieniu. Nie kojarzył mi się ze sztruksem inteligenckich marynarek i zamszowymi torebkami, ale z totalną listopadową beznadzieją, ze spodniami i swetrami bez wyrazu i formy, z olejną brązową lamperią w liceum, ławką w ogrodzie babci, pomalowaną na brąz, bo innej farby nie można było kupić&#8230; Brązowe miałam kozaki zimowe (co za wspomnienie&#8230;), piórnik (tak, tak), torbę i kurtkę. Nasz domowy telewizor miał brązową obudowę, a podręczniki paskudne okładki&#8230; Nie dostrzegałam brązów w naturze, bo wytwory przemysłu skutecznie mnie do tego zniechęcały&#8230;</p>
<p><img src="http://entelepentele.wordpress.com/files/2007/11/brownto.jpg" alt="brown sugar" /></p>
<p><img src="http://entelepentele.wordpress.com/files/2007/11/brown.jpg" alt="brown sugar" /></p>
<p>Ale wyrosłam z tej niechęci&#8230; Niedawno odkryłam, że brąz to nie tylko toporna olejna farba, ale - jak wszystkie kolory w naturze - ma tysiące odcieni. Przyjrzałam się czekoladzie, piernikom, liściom, korze drzew i bliska byłam oniemieniu&#8230; Na wieszakach sklepowych odkryłam tweedy, jedwabie, wełny, wszystko niby brązowe, a jednak: w odcieniu kakao, kawy inki, drewnianej łyżki, brązowego cukru, tartej bułki, karmelu&#8230; Przestałam się obawiać bezkształtu i smutku, jaki zdawało się tkwi w tej barwie. Teraz jej szukam i coraz bardziej mi się podoba spatynowany brąz starych mebli, ciężkich płaszczy, spracowanych teczek ze swińskiej skóry&#8230;</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
