<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>z-zycia-wziete &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://en.wordpress.com/tag/z-zycia-wziete/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "z-zycia-wziete"</description>
	<pubDate>Sun, 03 Jan 2010 04:13:34 +0000</pubDate>

	<generator>http://en.wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Moja edukacja vol. 4, EKOS - liceum]]></title>
<link>http://thefootballfanatic.wordpress.com/2009/11/30/moja-edukacja-vol-4-ekos-liceum/</link>
<pubDate>Mon, 30 Nov 2009 16:33:12 +0000</pubDate>
<dc:creator>lpf89</dc:creator>
<guid>http://thefootballfanatic.wordpress.com/2009/11/30/moja-edukacja-vol-4-ekos-liceum/</guid>
<description><![CDATA[3 lata liceum minęły szybko. Szkoła ta sama, ludzie w większości także, a jednak inaczej. Doroślej. ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>3 lata liceum minęły szybko. Szkoła ta sama, ludzie w większości także, a jednak inaczej. Doroślej. Byłem licealista w EKOSie czyli tym kogo podziwiałem jak byłem w gimnazjum. Więcej przywilejów, więcej luzu, inne godziny zajęć i ich profil.<br />
W pierwszej klasie cierpiałem męki. Biała i Gromadzka za wszelką cenę postanowiły mi udowodnić że nie umiem jeszcze zajebiście polskiego. Wpadło sporo butów z kartkówek i prac klasowych. Polski nie  był już ostoją spokoju i nadzieją że będę miał zajęcia które pokonam łatwo i przyjemnie. Rozpoczęła się praca do matury. Zapierdalanie na pezecie z Gromadzką i olewanie Białej. I w taką grę przyszło mi grać do końca.<br />
U Gromadzkiej w końcu zaskoczyłem dzięki jej wytycznym, a Biała odpuściła bo nie miała wyjścia &#8211; w 3 klasie zbyt duży wpływ miała Gromadzka której wiedza i zajęcie biły wiedzę i zajęcia Białej na głowę. Reszta przedmiotów &#8211; męki i katusze. Matma, fizyka, chemia to po prostu walka o przetrwanie. Do tego biologia i języki. Kanał. W liceum były też egzaminy językowe. jednak one szły mi nieźle. Pisemne zawsze gorzej, ustne o wiele lepiej. Nie zapomnę jak w drugiej klasie, po meczu Polska &#8211; Ekwador na mundialu, kiedy najebany zasnąłem na Chocisza a o 9 zdawałem angielski u Mejdżina. Wpadłem do domu po 8, przebrałem się, wziąłem butelkę wody i z marszu wszedłem do sali. Wyszedłem z 4+. <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  W angielskim jednak nastąpił pewien przełom. Z gramatyki nadal była totalna pizda, ale stałem się komunikatywny, wzbogaciłem znacznie słownictwo i dobrze wypadałem w pisaniu jakiś dłuższych form. Z niemca robiłem jaja. Na szczęście trafiliśmy na zajebista nauczycielkę która skumała że mnie niczego nie nauczy i niemiecki zaliczałem dla formalności a lekcje traktowałem jako zabawę. Do dzisiaj znam tylko kilka słów i zdanie z podręcznika: &#8220;Ich mag hamburger und Cola&#8221;. I to jest cały mój niemiecki. <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Generalnie pierwsza klasa to chaos.<br />
Miotany od problemów z ścisłymi, językami, przytłumiony klęskami na polskim zyskałem opinię średniaka i leniwca którego trzeba zmobilizować aby nie skompromitował się na maturze. Jednym z największych mobilizatorów były zajęcia z Gromadzką. Poziom zaawansowany z polskiego. Pierwsza klasa &#8211; 10 osób w tym Ryba czy Ogórek czyli totalne olewanie z ich strony wszystkiego, a przekonaliśmy się po pierwszych zajęciach że u niej nie można olać nawet dodatkowego najmniejszego zadanka. Dyscyplina, obowiązkowość, ilość materiału, wymagania na zajęciach to był kosmos. Przetrwanie 2 godzin fakultetu stało się dla nas celem samym w sobie. To była walka. Pamiętam jak robiliśmy prezentacje multimedialne oceniane jak na maturze. Prezentacje trwały 40 minut, a ponad godzinę nas jebała. W drugiej klasie zostało nas 6 a pod koniec drugiego roku przygód 3! I wtedy zajęcia zrobiły się milsze ale i my też nie kompromitowaliśmy się i pracowalismy trybem jaki wyznaczyła Gromadzka. Zapierdalaliśmy naprawdę mocno. Nawet ja który zawsze luźniej wszystko traktowałem i nie lubiłem/umiałem się uczyć byłem zmuszony do zrobienia pewnego minimum &#8211; które to w porownaniu do innej szkoły było absolutnym ogromem pracy. Kiedyś zapytał mnie Jachu skąd ja potrafię tak sprawnie napisać wypracowanie zgodne z wymogami maturalnymi. Odpowiem ulubionym powiedzeniem gromadzkiej: &#8220;Praca, praca, praca, praca i jeszcze raz praca.&#8221; I tak było. W normalnej szkole pisali przez całe liceum może 20 prac. My tyle pisaliśmy w pół roku. Bywały weekendy gdzie musiałem napisać 4. 2 na Białą i 2 na Gromadzką. Zadania domowe to była wuchta roboty. Nie zapomne moich rozmów z Grubasem w niedzielne wieczory. Panika, kłótnie, dyskusje, wymiana informacjami a wszystko w późnych porach nocnych. Jak nie miało się zadania lepiej było nie przychodzić. I tak przez 3 lata w trzeciej klasie ze zdwojoną dawką. Masakra. Ale doceniłem to na maturze, bo była ona formalnością. Doszło do tego że większy stres przeżywaliśmy przez pezetem niż przed maturą. Przy faku z polskiego reszta zajeć była luzem.<br />
Druga klasa to ostatni rok męczarni z gównami które mnie nie interesowały. W EKOSie było bowiem mądre rozplanowanie nauki. Skoro zdawałem maturę z polskiego i historii to w maturalnej klasie miałem: angielski, niemiecki, wf, polski (podstawa i zaawansowany), historię i do tego religia i lekcja wychowawcza. Plan miałem więc atrakcyjny. Mało zajęć &#8211; można było zająć się swoimi przedmiotami maturalnymi nie tracąc czasu na gówna. W drugiej klasie zakończyłem więc przygodę z matmami, fizykami i resztą tego badziewia. Wreszcie. Muszę wspomnieć o jeszcze jednym elemencie nauki w EKOSie &#8211; WI. Czyli egzaminie z warsztatów interdyscyplinarnych. Polegało to na wymyśleniu/wybraniu z podanej listy tematu, podania bibliografii oraz przygotowania prezentacji multimedialnej na dany temat. Egzamin odbywał się 2 razy do roku &#8211; w grudniu i maju. Po prezentacji i wypowiedzi komisja (opiekun tematu i egzaminator) zadaje 2 pytania. Na podstawie całości wystawiana jest ocena, która ma normalną rangę oceny w szkole. Nie miałem nigdy problemów z tym egzaminem, mimo że raz dostałem 3 ale o tym za chwilę. Dzięki WI wykonanie prezentacji maturalnej także było formalnością. A egzamin był w sumie przyjemny. Wolny dzień, duma i pochwały po dostaniu dobrej oceny.<br />
Odnośnie jedynej 3 z WI.<br />
W klasie trzeciej dostaliśmy nową historyczkę. Idiotkę. Debilka za wszelką cene starała się udowodnić że nic nie umiemy i ze jesteśmy cepami, zamiast pomóc na ostatniej prostej do matury ona tylko utrudniała. Owszem zdarzyło się kilka razy że z mojej winy czegoś nie umiałem ale było sporo przypadków gdy zwyczajnie złośliwie mnie oceniła niżej. Tępa kurwa, na szczęście w połowie roku odeszła.<br />
Ostatni akapit poświęcam ostatniej klasie &#8211; maturalnej. Tak jak pisałem &#8211; mniej zajęć, prestiż, świadomość ostatniego roku w szkole i ostatnia prosta do matury. Głównymi etapami były matury próbne. Pierwsza w grudniu druga w marcu. No i w grudniu wjebałem się w megagówno. Otóż przed maturą z polskiego poszedłem z Rybą na piwo. Że nam smakowało to wypiliśmy po 2. No i kilka minut po rozpoczęciu pisania zaczęło mi si chcieć lać. Przetrzymałem kilka ataków, ale w pewnym momencie musiałem powiedzieć pas. Rozwiązałem test czytania ze zrozumieniem i napsiałem wstęp do pracy. Nie byłem w  stanie się skupić, myśleć, cokolwiek, a do kibla nie można było wyjść przed oddaniem pracy. Koszmar. Wstałem i oddałem pracę zszokowanej Gromadzkiej. Wyszedłem i mówię Białej że pizda. Nie wierzyła. Uwierzyła gdy były wyniki. 10%&#8230; Nie zapomnę tekstu Białej do Ryby jak wychodziliśmy ze szkoły: &#8220;Pilnuj go żeby sobie nic nie zrobił&#8221; &#8211; wszyscy bowiem myśleli że mam jakieś problemy. A tu chodziło tylko i wyłącznie o to że cholernie chciało mi się szczać. Wynik z historii był średni, z angielskiego podobnie. Po podsumowaniu wyników trafiłem więc na dywanik do Witka. No i dowiedziałem się że mam przejebane. Tak głupio wjebałem się w problemy. Musiałem zapierdalać jeszcze bardziej, napisać 5 dodatkowych prac ocenianych przez Gromadzką, musiałem prowadzić ewidencję swojej pracy no i na każdym kroku byłem jebany. Druga matura próbna była już lepsza ale wynik był nadal średni. Miłym akcentem było to że zanotowałem największy progres wśród piszących. Średnio ludzie się poprawiali o 5% albo wypadali gorzej. Ja po 10% z grudnia poprawiłem się o 56% i miałem ostatecznie 66%. <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Zaczął się ostatni etap. Koniec zajęć w kwietniu i konsultacje oraz czas nauki i czekania na maturę. Jakoś nie wyrywałem sobie rękawów bo nie wyobrażałem sobie że przerobie 3 lata w miesiąc. Miałem też jednak jakąś wewnętrzną pewność że mam sporą wiedzę. Podczas gdy taki Jachu od marca nie wychodził z domu i wkuwał ja postawiłem na luz. Imprezy, piwka w rozsądnej dawce ale jednak dość częste. Nauka &#8211; na przykład do polskiego w formie podsumowania, u Kuby w Czachurkach na łonie natury. Siedzielismy we 3 i po prostu rozmawialiśmy. Szliśmy nad jezioro, piliśmy piwko i potem znowu krótka sesja. No i w końcu nadszedł ten dzień. 4 maja 2007 roku, matura z polskiego. Poszła dobrze, czułem tu. Potem angielski i historia. Ustne i koniec! Zaczęły się najdłuższe wakacje w życiu. Podczas nich przyszły wyniki:<br />
- polski rozszerzony 80%<br />
- historia rozszerzona 66%<br />
- angielski podstawowy 70%<br />
- polski ustny 19/20 punktów<br />
- angielski ustny 14/20<br />
Oficjalnie odtrąbiłem zwycięstwo, triumf, karnawał i w ogóle. Uzyskałem świetne wyniki, zamknąłem ryje krytykom, rozpierdoliłem opinię że nic nie potrafię bo mi się nie chce nic robić, zatarłem klęski z innych przedmiotów i zbudowałem wizerunek człowieka sukcesu. Nie liczył się styl &#8211; liczy się wynik! Tym mottem sie kierowałem i wygrałem. Ryzykowałem sporo, mówiłem przed maturą że będzie dobrze, po maturze a przed wynikami byłem spokojny i spełniło się. Matura w porównaniu do pracy w EKOSie była łatwa. Nie było tak łatwych zadań przez całe 3 lata u Gromadzkiej jak na arkuszu.<br />
Tak oto zakończyłem swoją edukację w zakresie zdobywania etapu wykształcenia średniego. Pierwsza klasa i zderzenie z licealnymi wymogami, druga &#8211; multum zajęć, klęski i trudny czas kiedy zyskałem miano przegranego lenia który nic nie umie oraz symboliczne pożegnanie demonów typu matma czy fizyka. Trzecia klasa to dobry okres i coraz lepsze oceny, oraz świadomość że coraz więcej wiem i potrafię, brutalnie przerwana przez grudniową wpadkę. Po niej podnoszenie się z kolan, średni wynik marcowej próby i spokojny czas oczekiwania na finał. W maju nastąpił czas radości. Ostateczne zwycięstwo i powrót do uczuć towarzyszących mi przy zakończeniu gimnazjum. Mam świetny wynik, dużo umiem, jestem zajebisty. Ogromny przypływ wiary w siebie, duma z wyniki i tego że zakończyłem swą edukację wspaniałym wynikiem.<br />
W takim nastroju bawiłem się podczas najdłuższych wakacji w życiu, podczas których dowiedziałem się że od 1 października rozpocznę studia na Instytucie Wschodnim, na wydziale historycznym Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Sukces więc stał się kompletny. Świetnie zdałem maturę, dostałem się na studia na które chciałem się dostać, czyli wykonałem plan w 100%. Z radością więc bawiłem się przez długie tygodnie laby. Czekałem na początek nowego studenckiego życia, które było moim marzeniem. Czekałem z optymizmem, który jednak pod koniec września zaczął się chwiać. Miałem rozpocząć nowe życie które już na początku wydawało mi się dla nie za trudne&#8230; </p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Nadrabianie zaległości]]></title>
<link>http://thefootballfanatic.wordpress.com/2009/11/30/nadrabianie-zaleglosci/</link>
<pubDate>Mon, 30 Nov 2009 12:47:35 +0000</pubDate>
<dc:creator>lpf89</dc:creator>
<guid>http://thefootballfanatic.wordpress.com/2009/11/30/nadrabianie-zaleglosci/</guid>
<description><![CDATA[Tyle się ostatnio wydarzyło, że tradycyjnie zapuściłem bloga. Przeżyłem weekend mocnych wrażeń. Zacz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Tyle się ostatnio wydarzyło, że tradycyjnie zapuściłem bloga. Przeżyłem weekend mocnych wrażeń. Zaczął się w piątek kiedy urwałem się wcześniej z zajęć i o 15 jechałem o Lubina na mecz z Zagłębiem. Autokar LPU, zabawa na całego. Na meczu zajebście &#8211; <a href="http://i48.tinypic.com/hx42aa.jpg"><strong>oprawa wreszcie nam wyszła petarda</strong>,</a> poza tym zajebisty doping. Powrót to zabawa na całego i hit &#8211; <em>Gdy idę korytarzem&#8230;</em> <strong><a href="http://www.youtube.com/watch?v=cE4QFfTwf-E">czyli piosenka ŁKSu</a></strong> do tego 50ty wyjazd G. W sobotę na 18 do EKOSu na spotkanie absolwentów. Stare czasy, wspomnienia, pogadanki, dostało mi się za kibicowski styl życia, trochę śmiechu z przylizanego Grubasa, głupie wixy z Rybą, obowiązkowy wyskok na Małe Mocne za dawną Cytrynkę gdzie tradycyjnie spotkaliśmy wszystkie pokolenia które także tą tradycję podtrzymywały. Kilka osób spotkanych &#8211; na plus, kilka zachowań na minus, szczęśliwie też udało mi się ominąć osobę której spotkać nie chciałem. Potem średnio przyjemna podróż do Poznania umilona przez najebaną grupkę osiedlowych bambrów. W Poznaniu najpierw Fyrtel gdzie spotkaliśmy Czarasa potem na chwilę do Charyzmy gdzie wbiliśmy wyglądając co najmniej jak jakieś nasłane typy z mafii. <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Potem już Wrocławska i urodziny Owcy. Zajebaliśmy się totalnie. Nie do końca pamiętam jak dotarłem do domu. Niedziela ekstremalnie rano i kolejny epizod z cyklu Extreme Hobby &#8211; KMWTW. <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Wreszcie wieczorem znów Fyrtel i urodzinowy klimat &#8211; wódka, piwo, cytrynówka i Gianni Wąsacze. <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Pozdro dla wszystkich którzy w ten weekend byli ze mną. </p>
<p>Jeszcze małe post scriptum. Wróciłem z UK &#8211; opisuję wyjazd w osobnym poście i zdeterminowany trochę przez rozmowy z Matim, ale też przez przemyślenia i rozkminki na które miałem trochę więcej czasu jestem blisko pewnej decyzji która może ubarwić moje życie. Jak nie zabraknie mi jaj to być może jeszcze w tym roku będę szczęśliwszym człowiekiem. <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[sezon świąteczny czas zacząć]]></title>
<link>http://kobietapracujaca.wordpress.com/2009/11/28/sezon-swiateczny-czas-zaczac/</link>
<pubDate>Sun, 29 Nov 2009 02:24:47 +0000</pubDate>
<dc:creator>kobietapracujaca</dc:creator>
<guid>http://kobietapracujaca.wordpress.com/2009/11/28/sezon-swiateczny-czas-zaczac/</guid>
<description><![CDATA[Wszędzie już wystawy świąteczne, sklepy nęcą promocjami i wygrywają makabryczne wersje kolęd, coraz ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Wszędzie już wystawy świąteczne, sklepy nęcą promocjami i wygrywają makabryczne wersje kolęd, coraz więcej sąsiadów rozwiesza światełka przed domami, tak więc coraz trudniej przed tym wszystkim uciec. No ale w tym wszystkim pojawiają się takie ciekawostki jak wersja Punjabi bardzo znanej piosenki świątecznej. Milego słuchania <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><span style='text-align:center; display: block;'><object width='425' height='350'><param name='movie' value='http://www.youtube.com/v/J4bw03KlL14&#038;rel=1&#038;fs=1&#038;showsearch=0&#038;hd=0' /><param name='allowfullscreen' value='true' /><param name='wmode' value='transparent' /><embed src='http://www.youtube.com/v/J4bw03KlL14&#038;rel=1&#038;fs=1&#038;showsearch=0&#038;hd=0' type='application/x-shockwave-flash' allowfullscreen='true' width='425' height='350' wmode='transparent'></embed></object></span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Cel na rok 2009-y osiągnięty!]]></title>
<link>http://mateunho.wordpress.com/2009/11/28/jest_prawko/</link>
<pubDate>Sat, 28 Nov 2009 17:26:42 +0000</pubDate>
<dc:creator>mateunho</dc:creator>
<guid>http://mateunho.wordpress.com/2009/11/28/jest_prawko/</guid>
<description><![CDATA[W moich ambicjach leżało, aby w tym roku kalendarzowym zakończyć kurs pozytywnym wynikiem egzaminu. ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>W moich ambicjach leżało, aby w tym roku kalendarzowym zakończyć kurs pozytywnym wynikiem egzaminu. Niedługo po ukończeniu 18 roku życia przystąpiłem do pierwszych prób zdania ww. egzaminu. Upłynął październik, następnie prawie cały listopad i nie było widać postępów. Jedynie moja kieszeń stała się cieńsza o jakieś 600PLN (3 egzaminy praktyczne + kurs doszkalający). Aż nadszedł TEN dzień, 27 listopada br.. Poszedłem do Ośrodka około 15-tej. Miałem sporo czasu, ponieważ egzamin wyznaczono na 16-tą. Zjadłem obiad w bufecie, bawiłem się telefonem, później iPod&#8217;em, aż padła w nim bateria. Wreszcie po długich wyczekiwaniach, o godzinie 17.20 wywołano moje nazwisko. Pomijając to, że było cholernie zimno i nawet siedząc w samochodzie dzwoniłem zębami, przystąpiłem do egzaminu. YARIS: Rękaw &#8211; o mało co, a przewróciłbym pachołek wychodząc z łuku, ale w ostatniej chwili ostro dokręciłem kierowniczką i wyszedłem na prostą. Wzniesienie &#8211; pomijając to, że stoczył mi się około 10cm (żal), zaliczone. Wyjechaliśmy w miasto &#8211; streszczając: miałem dwie wpadki, ale poprawiłem się i wszystko poszło jak po maśle. Chociaż do ostatniej chwili nie byłem pewien, czy nie zrobię czegoś głupiego, udało się &#8211; dojechaliśmy do WORD-u i to ja byłem za kierownicą <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  W pierwszej chwili nie dotarło do mnie, że zaliczyłem, że osiągnąłem wynik pozytywny. Właściwie dzisiaj też jestem w małym szoku i nie do końca jestem świadom tego, co się stało. Niemniej jednak egzamin został odpowiednio oblany <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Cel osiągnięty (teraz tylko żebym miał czym jeździć).</p>
<p>PS Pozdrowienia dla p.Sławka Rutkowskiego, który to prowadził egzamin. Egzaminator też człowiek!</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wielki dzien]]></title>
<link>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/27/wielki-dzien/</link>
<pubDate>Fri, 27 Nov 2009 21:36:41 +0000</pubDate>
<dc:creator>rodzinkaa</dc:creator>
<guid>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/27/wielki-dzien/</guid>
<description><![CDATA[Dzisiejszy dzien obfitowal w przelomowe i niezwykle wazne wydarzenia. Po pierwsze: JEST ZAB! Wyglada]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Dzisiejszy dzien obfitowal w przelomowe i niezwykle wazne wydarzenia.</p>
<p>Po pierwsze: JEST ZAB! Wygladany od dawna, jako ze wszelkie znaki na niebie i ziemi obwieszczaly jego przybycie (od ponad 3 miesiecy) &#8211; zwlaszcza mowa ciala Tutusia, ktory namietnie gmeral paluszkiem w paszczy. No i sie doczekalismy. Jak na razie malutkie toto, ledwo widac, ale palcem mozna wyczuc wyraznie. Zaszczyt bycia Pierwszym Zebem malej A. przypada prawej dolnej jedynce. Serdecznie gratulujemy laureatce <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_biggrin.gif' alt=':D' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Po drugie: troche przypadkowo malutka po raz pierwszy wyduldala kilka lykow z niekapka. Lyki nastepowaly jednak w zbyt duzych odstepach czasowych, zeby mowic o nowej umiejetnosci, tym niemniej i ten pierwszy raz nalezy odnotowac.</p>
<p>I po trzecie: ukoronowaniem dnia byl pierwszy, solidny (czyli po solidnym jedzeniu) paw Tutka. Wczesniej ni to wymiotowala, ni to ulewala, ale tylko maminym mlekem. A dzis &#8211; przeglad jadlospisu w calej okazalosci. Ale wine zwalamy na zbyt intensywne wymachiwanie dzieckiem w powietrzu i zbyt skomplikowane akrobacje w stosunku do czasu, ktory uplynal od obiadku. Aha, i na zeba. <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>P.S. Z ostatniej chwili. Dzwonie do mamusi, zeby przekazac radosna nowine o zebie. Ona na to: &#8220;To duzy A. musi kupic ci jakis prezent!&#8221; &#8220;Ale fajnie&#8221; &#8211; mysle &#8211; &#8220;prezent tylko za to, ze jestem mama zebatego potwora. Nie slyszalam o takiej fajnej tradycji.&#8221; Mama dopytuje: &#8220;A jak tego zeba znalazlas?&#8221; &#8220;No&#8230; yyy&#8230; wlasciwie to duzy A. &#8230;&#8221; &#8220;To ty musisz jemu cos kupic!&#8221; Fuj, juz mi sie ta tradycja tak nie podoba.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Sprostowanie]]></title>
<link>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/26/sprostowanie/</link>
<pubDate>Thu, 26 Nov 2009 08:07:17 +0000</pubDate>
<dc:creator>rodzinkaa</dc:creator>
<guid>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/26/sprostowanie/</guid>
<description><![CDATA[Bylo duzo interwencji po ostatnim poscie. Najdobitniej wyrazila sie babcia potwora: &#8220;Nie wierz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Bylo duzo interwencji po ostatnim poscie. Najdobitniej wyrazila sie babcia potwora: &#8220;Nie wierze, ze moja wnuczka jest takim potworem!&#8221; Taaa, czyli to ja przesadzam, tak? Fakt, ze pan duzy A. rowniez uwaza, ze jego dziecie to aniolek w aureoli. On, a takze osoby postronne, ktore dzikie ryki blednie interpretuja, uznajac je za przejaw wokalnych i socjalnych zamilowan Tutusia. Ale ja swoje wiem!</p>
<p>No nie, tak na powaznie musze odszczekac te ciezkie slowa, ktore padly ostatnio. Malutka juz powoli wraca do swojego &#8211; naszego domowego &#8211; rytmu,  wiecej sie bawi sama (tzn. wytrzyma jakies 20 minut na podlodze w otoczeniu zabawek, ale potem &#8211; wrzask), nie koncertuje juz tak w nocy, chociaz wciaz wymaga miziania i trzymania za raczke przy zasypianiu, tudziez przebudzeniu w srodku nocy.</p>
<p>Wczoraj tez udalo jej sie bardzo podniesc moja wiare we wlasne umiejetnosci kulinarne. Nakupowalam tony warzyw organicznych (duzy A. zgrzytal zebami placac rachunek), nagotowalam hektolitry zupki (zupek, bo dwa rodzaje: szpinakowa i brokulowa), pociapalam widelcem, i co? I co? No i zjadla! Nawet powiedzialabym, ze ze smakiem. Wie jak sie zachowac, dziecko kochane&#8230;</p>
<p>Bylismy tez wczoraj skontrolowac wage Tutuska. Powoli, powoli zblizamy sie do granicy 7 kg. Tyle powinna byla wazyc konczac pol roczku, ale centyle polecialy w dol&#8230; No ale za jakies 2 tygodnie powinnismy tam byc <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> .</p>
<p>Przy okazji otrzymalam kilk jezacych wlos na glowie rad od Health Visitorki. Np. &#8220;dziecko moze jest wszystko to, co wy, dawajcie jej swoje jedzenie&#8221;, &#8220;moze tez juz jesc kanapeczki, takie malutkie&#8221;. Taaa, juz to widze, jak bezzebne usta i nieskoordynowana raczka radza sobie z kanapeczkami, ech. No ale zmotywowana (tylko troszke) zakupilam dzidziowe ciasteczka, ktore dziecina dosc chetnie memlala. A po rozmemlaniu ciasteczko zlamalo sie na pol i ta czesc w buzi nawet zostala zjedzona, choc towarzyszyly temu niepokojace wybauszanie oczu i swiszczace, gwaltowne nabieranie powietrza&#8230;</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Więcej wirtualnych ciekawostek.]]></title>
<link>http://mtronic.wordpress.com/2009/11/24/wiecej-wirtualnych-ciekawostek/</link>
<pubDate>Tue, 24 Nov 2009 14:55:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>mtronic</dc:creator>
<guid>http://mtronic.wordpress.com/2009/11/24/wiecej-wirtualnych-ciekawostek/</guid>
<description><![CDATA[Znów jakiś czas minął bez pisania czegokolwiek, ale co tam. Dziś znów trochę wirtualnych ciekawostek]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Znów jakiś czas minął bez pisania czegokolwiek, ale co tam. Dziś znów trochę wirtualnych ciekawostek]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Monster]]></title>
<link>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/23/monster/</link>
<pubDate>Mon, 23 Nov 2009 23:44:14 +0000</pubDate>
<dc:creator>rodzinkaa</dc:creator>
<guid>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/23/monster/</guid>
<description><![CDATA[W naszym domu pojawil sie potwor. Mozna to poznac po dzikich rykach, ktore dobiegaja z naszego domos]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>W naszym domu pojawil sie potwor. Mozna to poznac po dzikich rykach, ktore dobiegaja z naszego domostwa 24 godziny na dobe. A te dzikie ryki oznaczaja:</p>
<ul>
<li>Nie bede spac w lozeczku! Wez mnie na rece i lulaj!</li>
<li>Lulanie juz mi sie znudzilo, teraz chce isc do waszego lozka i spac tam do rana.</li>
<li>A w ogole to dlaczego nie moge tam spac cala noc? Wszystkim bedzie milej.</li>
<li>Hej, prosze sie obudzic! Jak mozecie spac, skoro ja juz nie spie?</li>
<li>No dobra, skoro juz jestesmy na dole, to prosze mnie nakarmic. Teraz, natychmiast!</li>
<li>Zreszta te wszystkie maty i zabawki juz mi sie znudzily i nie mam najmniejszego zamiaru bawic sie tam. Zwlaszcza SAMA!</li>
<li>Dlaczego tyle zajmuje ci wyszykowanie sie do spaceru? Ja jestem juz gotowa. Ile mam tu lezec i czekac?</li>
<li>Ale nudy! Juz nie chce mi sie spacerowac. No chyba ze wezmiesz mnie na rece i tak pojdziemy dalej.</li>
<li>Mamo, czy nie rozumiesz, ze ja mam wazniejsze sprawy na glowie, niz pieluszka, ktora chcesz mi zmienic?</li>
<li>Przestan mnie odkrecac na plecki, ja musze koniecznie dotknac koszyka z pieluszkami i mokrymi chusteczkami!</li>
<li>I nie mozesz mi tych spodni zalozyc inaczej? Bez dotykania i przekrecania mnie?</li>
<li>Dlaczego Kicia ucieka i nie daje mi sie ciagnac za uszy i ogon? Prosze ja natychmiast przyprowadzic!</li>
<li>Znowu mam sie sama bawic?</li>
<li>Nie bede siedziec na hustawce, lezaczku, bawic sie na macie, skakac w bouncerku, ani tym bardziej lezec z toba na sofie czy lozku, ani siedziec na fotelu bujanym, ani w krzeselku do karmienia i w ogole nigdzie!</li>
<li>Wez mnie na rece i juz tak zostanmy.</li>
<li>Aha, pamietaj, ze masz chodzic, nie bedziemy przeciez sterczec w jednym miejscu!</li>
<li>Dlaczego chodzisz? Ja chce sterczec w jednym miejscu, na twoich raczkach przed lustrem!</li>
<li>I juz sama nie wiem, o co mi chodzi&#8230;</li>
</ul>
<p>A najgorsze jest to, ze sami tego potwora stworzylismy.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[You could be mine ....]]></title>
<link>http://tommylee69.wordpress.com/2009/11/23/you-could-be-mine/</link>
<pubDate>Mon, 23 Nov 2009 22:53:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>tommylee69</dc:creator>
<guid>http://tommylee69.wordpress.com/2009/11/23/you-could-be-mine/</guid>
<description><![CDATA[Mężczyzna wchodzi w wiek dojrzewania tak mniej więcej kończąc 13 lat. Hormony buzują, a jemu sie wyd]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Mężczyzna wchodzi w wiek dojrzewania tak mniej więcej kończąc 13 lat. Hormony buzują, a jemu sie wydaje że zaraz świat będzie leżał u jego stóp&#8230; taaaaa&#8230;. myśli tak tylko do czasu kiedy bogowie postawią na jego drodze kobietę&#8230; no i wtedy się zaczyna&#8230; czy być wobec niej macho, skurwysynem, a może facetem&#8230;</p>
<p>znikąd pomocy a dlaczego ? bo ojciec zajęty robieniem kasy lub go wcale w naszym życiu nie ma&#8230; matka no cóż wszyscy wiemy jak to z matkami jest&#8230; nadopiekuńcze często co nam czesto albo uszami wyjdzie albo bokiem&#8230; kiedy wyjdzie nam to uszami znaczy to ni mniej ni więcej , że będzie z nas jeszcze jakiś pożytek. Natomiast jeśli wyjdzie nam to bokiem znaczy to, że daliśmy się się omotać takiej jednej przeważnie starszej&#8230;.</p>
<p>i cały plan diabli wzieli&#8230; zaczynamy robić maślane oczka, nadskakujemy takiej, a ona i tak odchodzi do starszego kolego, bo ten gnojek ma motor&#8230;</p>
<p>tak mniej więcej do ukończenia studiów jest już tylko gorzej&#8230; trafiamy jak kulą w płot przy wyborze partnerek. jak nie głupia to &#8220;symaptyczna&#8221;, jak mądra to jej żaru brakuje i tak bez końca&#8230; Aż do czasu podjęcia pierwszej pracy, oczywiście o ile natrafimy na dobrą (fiansowo) pracę <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_biggrin.gif' alt=':D' class='wp-smiley' /> </p>
<p>i wtedy zaczynamy szaleć &#8211; chodzimy się lansować z kolegami w modnych klubach, wyrywać panienki i odpłacac im za te lata udręk i mąk w czasie liceum i studiów, kiedy nasze konta świciły pustkami, a one mimo to bezwstydnie łamały nam serca&#8230;</p>
<p>no i dochodzimy do 30-tki&#8230;. i tu szlag nas trafia, bo&#8230; kiedy już wydaje nam się, że zmądrzeliśmy w miare poznajemy ją &#8211; kobietę fatalną &#8211; często starsza, piekna, inteligentna, kobieca, zmysłowa i totalnie wywraca nasz świat do góry nogami&#8230; i bądź tu mądry .</p>
<p>najgorsze, ze ona nam łamie serce gorzej niż sierżant Legii Cudzoziemskiej&#8230; Po prostu odchodzi twierdząc, że i tak by nic z tego nie wyszło bo ona jest starsza&#8230;. fuuuuuuuuuuck</p>
<p>ale i jest dla nas tez ratunek&#8230; zaczynamy leczenie od picia, palenia i rżnięcia każdej chętnej na sex laseczki&#8230; i niech zamilkną ci którzy twierdzą, że to nie pomaga&#8230; acha&#8230; pamiętajcie, aby w robocie wziąść dwa tygodnie zaległego urlopu ;D</p>
<p>i nagle staje się cud&#8230; na naszej drodze pojawia się ona, ta właściwa&#8230; czasem jest sama, a czasem posiada już dodatek w postaci córki lub syna&#8230; ale najważniejsze jest to, że wszyscy szukamy tego samego MIŁOŚCI.</p>
<p>i odnajdujemy ją tak czy inaczej&#8230;</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[chyba przestanę wierzyć w moc internetu....]]></title>
<link>http://tommylee69.wordpress.com/2009/11/23/chyba-przestane-wierzyc-w-moc-internetu/</link>
<pubDate>Mon, 23 Nov 2009 20:57:46 +0000</pubDate>
<dc:creator>tommylee69</dc:creator>
<guid>http://tommylee69.wordpress.com/2009/11/23/chyba-przestane-wierzyc-w-moc-internetu/</guid>
<description><![CDATA[A dlaczego? Wczorarj umieściłem na twiterze wpis, że chętnie zagram w reklamie firmy Philips Morris ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>A dlaczego? Wczorarj umieściłem na twiterze wpis, że chętnie zagram w reklamie firmy Philips Morris i co? I wielke nic. A zagrac chciałem nie tylko dla kasy i aby zaspokoić moją próżność i rozdęte do maximum EGO, ale aby tez zaprotestować przeciwko prawu, które jest totalnie nie życiowe.</p>
<p>Normalnie, aby się  firma człowiekiem zainteresowała wystarczy kogoś obrazić, ale jak już człowiek napisze, że chce zagrać w reklamie to cisza jak podczas spokojnego rejsu po oceanie. It&#8217;s not fair. </p>
<p>Tak samo jak ogłosić, że pomoże firmie tytoniowej wygrać procesyz durnymi palaczami &#8211; leniami śmierdzącymi. Zupełna cisza.</p>
<p>Oj zły jestem&#8230;</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[gówno nie grypa...]]></title>
<link>http://tommylee69.wordpress.com/2009/11/22/gowno-nie-grypa/</link>
<pubDate>Sun, 22 Nov 2009 13:09:08 +0000</pubDate>
<dc:creator>tommylee69</dc:creator>
<guid>http://tommylee69.wordpress.com/2009/11/22/gowno-nie-grypa/</guid>
<description><![CDATA[Coś ostatnio nerwowy jestem. Powód? Ilość głupich informacji o grypie typu AH1N1, potocznie zwanej ś]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Coś ostatnio nerwowy jestem. Powód? Ilość głupich informacji o grypie typu AH1N1, potocznie zwanej świńską. Po pierwsze diabli nadali, co za kretym wymyślił nazwę. Nagrode powinni mu przyznać. Choć, żeby była jasność, nie tylko jemu. Główną nagrodę w tym konkursie powinniśmy dostać my dziennikarze.</p>
<p>Dlaczego?</p>
<p>Ponieważ to my jesteśmy odpowiedzi za ten chaos, robienie ludziom wody z mózgu etc&#8230;</p>
<p>Prawda jest taka, że dzisiajsze europejskie społeczeństwo jest totalnie nieodporne. Wystarczy, że ktoś w domu kichnie a już Francuz, Hiszpan, Niemiec czy Włoch wysyłają takiego delikwenta do lekarza. Ten z kolei przepisuje mu wszystkie medykamenty robiąc z jego organizmu prawdziwą tablicę Mendelejewa. A wystarczyłoby trochę glową ruszyć i&#8230;</p>
<p>Po pierwsze trochę sie poruszać zamiast szacowne cztery literki wozić swoją wypasioną bryczką, nie żreć tylko spożywac posiłki popijając je mlekiem lub czerwonym winem, jak kto woli.</p>
<p>Iść na siłownię też można, nie zaszkodzi z brzucha zrobić sobie kaloryfer, no i zawsze można tam kogoś ponać, a nie tylko siedziec w biurze i marzyć o rozumie.  </p>
<p>Wpaść do Polski i zobaczyć, że jak my żyjemy.</p>
<p>Przypomnę wszystkim abnegatom, że w dawnych czasach to właśnie mój kraj omijały wszystkie kataklizmy i to bynajmniej nie z powodu posiadania Częstochowy. Po prostu my nie zwykliśmy zawaracać sobie głowy duperelami. Jak nie wierzycie to spójrzcie na Beatę Tyszkiewicz czy Joannę Chmielewską.</p>
<p>Więc moi drodzy pijcie, palcie i normalnie sie odżywiajcie. Omijacie wszystkie diety i to co ma na w nazwie light.</p>
<p>A może po prostu myślcie, a wtedy w zdrowiu żyć będziecie.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[U lekarza]]></title>
<link>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/17/u-lekarza/</link>
<pubDate>Tue, 17 Nov 2009 22:31:55 +0000</pubDate>
<dc:creator>rodzinkaa</dc:creator>
<guid>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/17/u-lekarza/</guid>
<description><![CDATA[Dziś byliśmy z Tutuśkiem u pediatry. Zapytane w jaki celu – odpowiadamy, ze chcemy, by zobaczyła pra]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><span style="color:#333333;">Dziś byliśmy z Tutuśkiem u pediatry. Zapytane w jaki celu – odpowiadamy, ze chcemy, by zobaczyła prawdziwego lekarza od dzieci, bo do tej pory w swoim półrocznym życiu nie miała takiej szansy.</span></p>
<p><span style="color:#333333;"> </span></p>
<p><span style="color:#333333;">Osłuchana, opukana, o-dotykana, dziecina została zalana potokiem komplementów. Oto część z nich (wszystkie trudno było spamiętać): śliczna, wesoła, kontaktowa, ruchliwa, proporcjonalnie zbudowana, bardzo komunikatywna, z nieskazitelną cerą, bez jakichkolwiek wysypek czy wyprysków (wytępiona już prawie ciemieniucha została uprzejmie przemilczana, na ranę kłuto-szarpaną doktor nie zwrócił większej uwagi). I mamusi się dostało dobre słowo za wytrwałe, wciąż kontunuowane pojenie Tutka tym, co ma najlepsze, czyli cycusiem.</span></p>
<p><span style="color:#333333;"> </span></p>
<p><span style="color:#333333;">Po takiej litanii komu byłoby żal zapłacić 70 zł za prywaną wizytę?</span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Samookaleczenie]]></title>
<link>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/16/samookaleczenie/</link>
<pubDate>Mon, 16 Nov 2009 12:55:06 +0000</pubDate>
<dc:creator>rodzinkaa</dc:creator>
<guid>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/16/samookaleczenie/</guid>
<description><![CDATA[Ostatniej nocy nastąpiło samookaleczene Tutusia w wyniku zadania sobie rany kłuto-szarpanej. Podejrz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><span style="color:#333333;">Ostatniej nocy nastąpiło samookaleczene Tutusia w wyniku zadania sobie rany kłuto-szarpanej. Podejrzany jest środkowy paznokieć lewej ręki, który wykazuje nadprzyrodzoną zdolność do dwukrotnie szybszego wzrostu niż koledzy. No bo jak inaczej wytłumaczyć, że pozostałe pazurki są, no, w miarę krótkie, a ten jeden łobuz – wręcz przeciwnie?</span></p>
<p><span style="color:#333333;"> </span></p>
<p><span style="color:#333333;">Malutka na odniesione rany zareagowała z powagą i spokojem, w przeciwieństwie do dużego A., który swym sokolim okiem dojrzał ranę przez Skype&#8217;a i zapytał mnie oskarżycielskim tonem: „Co to jest na nosie?”. Tu muszę przyznać, że zdradziecki Tutek nie starał się zbytnio, by ukryć odniesione obrażenia. A wystarczyło się dyskretnie obrócić w prawo i wytrwać w tej pozycji.</span></p>
<p><span style="color:#333333;"> </span></p>
<p><span style="color:#333333;">A oto zdjęcie rany <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </span><span style="color:#333333;"><a href="http://rodzinkaa.wordpress.com/files/2009/11/rana2.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-195" title="rana2" src="http://rodzinkaa.wordpress.com/files/2009/11/rana2.jpg?w=300" alt="" width="300" height="300" /></a> </span></p>
<p><span style="color:#333333;"> </span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Cycko-niejadek]]></title>
<link>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/14/cycko-niejadek/</link>
<pubDate>Sat, 14 Nov 2009 21:27:48 +0000</pubDate>
<dc:creator>rodzinkaa</dc:creator>
<guid>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/14/cycko-niejadek/</guid>
<description><![CDATA[Do czego to doszło&#8230; Dziecina kompletnie już nie interesuje się tym, co jej mamusia ma najlepsz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><span style="color:#333333;">Do czego to doszło&#8230; Dziecina kompletnie już nie interesuje się tym, co jej mamusia ma najlepsze. Obserwację tę potwerdziły trwające tydzień badania, podczas których wyżej wymieniona całkowicie straciła zainteresowanie cyckiem na rzecz pysznych i mniej pysznych pokarmów stałych.</span></p>
<p><span style="color:#333333;"> </span></p>
<p><span style="color:#333333;">Jej zapał do jedzenia kaszki jest już czytelnikom znany, teraz doszły do tego obiadki. Pierwsze próby z marchewką i ziemniaczkiem – organicznymi, własnoręcznie przez babcię malutkiej wychodowanymi, no i ugotowanymi <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_biggrin.gif' alt=':D' class='wp-smiley' /> , zakończyły się umiarkowanym sukcesem. Owszem, zjadła, ale bez entuzjazmu i nie do końca.</span></p>
<p><span style="color:#333333;"> </span></p>
<p><span style="color:#333333;">No, a potem zaczęło się. W ruch poszły słoiczki. I w słoiczkach Tutusia się zakochała. Tu mała dygresja: duży A wręcz alergicznie reaguje, gdy mówiąc o jakichś produktach, zwłaszcza spożywce, oraz potrawach, z dumą dodaję :”Polish!” Czyli: polska wędlina, polski chleb, polskie masło, zupa, kluski, sos pieczeniowy, nawet sos do spaghetti <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> . No ale w tym wypadku muszę, po prostu muszę to dodać: dziecina najbardziej lubi POLSKIE słoiczki. Zresztą takich pyszności jak jagnięcinka czy króliczek z warzywam w Anglii nie uświadczysz. Podejrzewam więc, że rozpoczną się hurtowe dostawy obiadków Bobovity – no powiedzmy każdy znajomy podróżujący do kraju będzie miał za zadanie przywieźć pięć słoiczków. Zobaczymy, czy to przejdzie <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </span></p>
<p><span style="color:#333333;"> </span></p>
<p><span style="color:#333333;">A teraz deserki. Mimo uderzającego podobieństwa do mamusi, być może mała A. nie jest moją rodzoną córką. Dlaczego? Ponieważ nie cierpi słodkiego! Próbowałyśmy – i jabłuszko, i gruszki, i owoce leśne, i jabłko z bananem. Nic nie podchodzi, wszystko zjada mamusia. A przecież moje własne mleczko, którym wykarmiłam malutką, jest słodkie! Próbowałam!</span></p>
<p><span style="color:#333333;"> </span></p>
<p><span style="color:#333333;">A wracając do cycków, czuję się odrzucona. Fakt, że jeszcze się przydają, zwłaszcza wieczorem (zamiast deseru), do spania i nocą, ale cóż to jest w porównaniu z poprzednią wyłącznością?</span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Moje ulubione gry]]></title>
<link>http://gameleon.wordpress.com/2009/11/13/moje-ulubione-gry/</link>
<pubDate>Fri, 13 Nov 2009 13:52:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>gameleon</dc:creator>
<guid>http://gameleon.wordpress.com/2009/11/13/moje-ulubione-gry/</guid>
<description><![CDATA[Nie ukrywam, że gry to moja pasja. Niedługo wybije liczba 11 odkąd zacząłem grać. Pamiętam tą pierws]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Nie ukrywam, że gry to moja pasja. Niedługo wybije liczba 11 odkąd zacząłem grać. Pamiętam tą pierwszą produkcję, którą ujrzały moje oczy na moim nowym ukochanym już komputerze. To była gra nosząca tytuł <strong>Heart of Darkness</strong>. Powstała w roku 1998. <!--more-->Zaprojektował ją wtedy Eric Chahi. Opowiada ona o chłopcu noszącym imię Andy. Pewnego dni źli kosmici porywają jego psiego przyjaciela. On chcąc go odbić rusza na inną planetę skonstruowanym przez siebie statkiem. Kilka chwil mija i już znajduje się na obcej planecie. Już od pierwszych chwil musi walczyć z wrogimi istotami. Jednak nie wręcz. Do tego celu ma przygotowany, również przez siebie blaster. Sama gra to znakomita zręcznościówka, która pochłonęła mnie w owym czasie do reszty.</p>
<p>Kolejną grą jaką uruchomiłem był Quake 2. Jeszcze dziś pamiętam tą znakomitą grafikę trójwymiarową. Zapierała ona wtedy dech w moich małych jeszcze płucach. Już po kilku minutach gry poczułem wyjątkowy klimat Quake’a. Był mroczny a za razem wciągający. Przedzierałem się przez kolejne etapy jak najszybciej się dało. Wrogowie padali jeden za drugim.  W ten oto sposób spędziłem co najmniej kilkadziesiąt godzin swojego jakże cennego życia.</p>
<p>Starcie nr 3 nastąpiło jakiś czas po erze Quake’a. Wtedy to stanąłem na zielonej murawie by wygrać mecz z wrogą drużyną Arsenal. To było kilka minut po odpakowaniu świeżej jeszcze Fify 99.  Twór gości z Electronic Arts mimo trudności jakie miałem wtedy ze sterowaniem moim teamem przypadł mi bardzo do gustu.</p>
<p>To tyle na razie. Za jakiś czas postaram się opisać więcej gier, które podczas mojego życia mnie zachwyciły.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Tęsknimy]]></title>
<link>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/13/tesknimy/</link>
<pubDate>Fri, 13 Nov 2009 13:35:25 +0000</pubDate>
<dc:creator>rodzinkaa</dc:creator>
<guid>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/13/tesknimy/</guid>
<description><![CDATA[Wczoraj był taki wesoło-smutny dzień. Połowę spędziłyśmy z ciocią Anią, która: przyniosła piękną suk]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Wczoraj był taki wesoło-smutny dzień. Połowę spędziłyśmy z ciocią Anią, która:</p>
<ul>
<li>przyniosła piękną sukieneczkę 	dla Tutusia</li>
<li>zajmowała się malutką, kiedy ja 	byłam u lekarza</li>
<li>asystowała przy kąpieli</li>
<li>i zachwycała się dzieciną</li>
</ul>
<p>I to była ta wesoła część. Za to wizyta u lekarza zaowocowała kilkoma niemiłymi orzeczeniami. Okazało się, że gdzie się nie zaglądnie, tam mam jakiś feler. <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_sad.gif' alt=':(' class='wp-smiley' />  I trzeba na siebie uważać i może nawet kilka planów życiowych zrewidować.</p>
<p>Mam doła&#8230; Smutno mi&#8230; I tęskinię za duzym A., no bo teraz to mi przytulenia najbardziej potrzeba. Tutuś też tęskni, widzę, jak rozgląda się, gdy słyszy jego głos dobiegający z głośników. Ale tatuś w Skype to nie to samo co prawdziwy.</p>
<p>Tęsnotę rekompensujemy sobie z małą A. własnym towarzystwem. Także w nocy. Nabrałam zwyczaju (który pewnie będę wkrótce przeklinać) przynoszenia Tutuśka do łóżka, kiedy się przebudza na jedzonko, tak koło północy. I tak sobie już razem śpimy do rana. To jest takie słodkie&#8230; No ale czekam z niecierpliwością, kiedy układ łóżkowy wróci do normy, Malutka w łóżeczku i tak będzie na wyciągnięcie ręki, tuż obok naszego łóżka. Już za tydzień.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Babciowy survival]]></title>
<link>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/10/babciowy-survival/</link>
<pubDate>Tue, 10 Nov 2009 21:20:26 +0000</pubDate>
<dc:creator>rodzinkaa</dc:creator>
<guid>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/10/babciowy-survival/</guid>
<description><![CDATA[Dzisiaj mamuśka postanowiła zadbać o siebie. Z tej okazji udała się do salonu kosmetycznego, gdzie o]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p><span style="color:#333333;">Dzisiaj mamuśka postanowiła zadbać o siebie. Z tej okazji udała się do salonu kosmetycznego, gdzie oddała swoje pazurki w ręce profesjonalistów. Z tej samej okazji babcia małej A. musiała przejść swój chrzest bojowy – pierwsze „sam na sam” z Tutuśkiem.</span> <span style="color:#333333;"> </span></p>
<p><span style="color:#333333;"><strong>Jak miało być</strong>.<br />
Naiwna babcia sądziła, że dziecina, do momentu mojego wyjścia drzemiąca słodko, pośpi co najmniej kolejną godzinkę, a następnie z uśmiechem na bezzębnych ustach będzie brykać na swoim placu zabaw – czyli żółtym kocyku, ewentualnie w łóżeczku, a w tym czasie babcia rzeczonej odda się rozrywkom jak oglądanie telewizji, zjedzenie słodkiego „co-nieco” przy kawce, tudzież układanie pasjansa w komputerze. Nie zapomnijmy o kilkakrotnym rzuceniu okiem na malutką, by upewnić się, że wszystko gra.</span><span style="color:#333333;"> </span></p>
<p><span style="color:#333333;"><strong>Jak było.</strong><br />
Ponieważ sygnał SOS nie został nadany, pełna nadziei maszerowałam do domu. Ale nie mogąc powstrzymać ciekawości, zadzwoniłam, by dowiedzieć się, jak się sprawy mają. W słuchawce: „O Boże, gdzie ty jesteś? Wracaj już, mnie już kręgosłup wysiada&#8230;” Okazuje się, że przesłodki Tutuś obudził się z donośnym płaczem jakieś 2 minuty po moim wyjściu, kategorycznie odmówił zejścia do parteru, cichnąc jedynie, gdy znajdował się na rękach w ruchu, no w ostateczności nieruchomo, ale na wprost lustra. Ronił również rzewne łzy, które po moim powrocie zostały przez babcię określone jako „krokodyle”&#8230; chyba przez ten uroczy uśmiech, który natychmiast zagościł na jej buźce i którym hojnie obdarzyła również swoją dotychczasową opiekunkę.</span><span style="color:#333333;"> </span></p>
<p><span style="color:#333333;">Dzień się kończy powoli, wykończona babcia udała się już na spoczynek. A malutka ma jeszcze tyyyyyle energii&#8230;</span></p>
<p><span style="color:#333333;"> </span> <span style="color:#333333;">Ech, biedna ta babcia, kolejny dyżur już w czwartek&#8230;.</span></p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Basen na Rzeckiego]]></title>
<link>http://patrycjatorbicka.wordpress.com/2009/11/08/basen-na-rzeckiego/</link>
<pubDate>Sun, 08 Nov 2009 23:20:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>pati0255</dc:creator>
<guid>http://patrycjatorbicka.wordpress.com/2009/11/08/basen-na-rzeckiego/</guid>
<description><![CDATA[To jest coś takiego jak kara cielesna. Utrata tego basenu była naprawdę bolesna. Kiedy pływałam w ni]]></description>
<content:encoded><![CDATA[To jest coś takiego jak kara cielesna. Utrata tego basenu była naprawdę bolesna. Kiedy pływałam w ni]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Rzecz o kupie]]></title>
<link>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/07/rzecz-o-kupie/</link>
<pubDate>Sat, 07 Nov 2009 15:41:34 +0000</pubDate>
<dc:creator>rodzinkaa</dc:creator>
<guid>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/07/rzecz-o-kupie/</guid>
<description><![CDATA[To blog o dziecku, więc tematyka kupna nie powinna nikogo dziwić ani szokować, a jeżeli dziwi, to po]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>To blog o dziecku, więc tematyka kupna nie powinna nikogo dziwić ani szokować, a jeżeli dziwi, to polecam ominąć ten post.</p>
<p>Otóż moja malutka A. od kilku dni spożywa tzw. solid food, po naszemu solidne jedzenie. Jest to na przykład papka z gotowanej marchewki, w wariacji marchewki z ziemniakiem, jabłka a dodatkowo rano wielka micha kaszki na mleku modyfikowanym. Dziecię je, aż mu się uszy trzęsą, babcia rozpływa się w zachwytach, a matuli mleko wylewa się ze spęczniałych cycków.</p>
<p>Ale są i efekty uboczne. Do nich właśnie zaliczamy wyżej wymienioną kupę. Ale zanim o naszych dzisiejszych przejściach, najpierw opowiem, co było w czwartek.</p>
<p>Przebieram dziecinę. Leży to takie małe, śliczne na macie, w pieluszce, bodziak zawinięty pod brodę, nóżki majtają w powietrzu. Nagle wytryska jakaś mazia, w sekundzie jest wszędzie dookoła, na pieluszce zużytej, na pieluszce świeżej, bodziaku, macie, nogach i plecach malutkiej. Dość powiedzieć, że tamtego dnia zużyłam cały posiadany zapas mokrych chusteczek, a dziecina miała nadprogramową kąpiel.</p>
<p>Dzisiaj – mała odstawiona w swój śliczny fioletowy golfik, czekamy na wizytę cioci Ani. Taaa&#8230;. Skąd mała A. wie,że to najwłaściwsza pora na kupę? Po kilku stęknięciach i bulgotaniu w pieluszce, które wyraźnie odczuwam, bo trzymam ją na kolanach, dziecina wędruje na matę. Zanim jeszcze się tam znajdzie, ja już z przerażeniem odkrywam błyskawicznie powiększającą się na jej plecach plamę. W kulminacyjnym momencie dzwonek do drzwi – ciocia Ania, którą chciałyśmy przywitać, wyglądając modnie i szykownie. A jak wreszcie ją wpuszczamy, nasz mały Tutuś leży na podłodze, tzn. na dywanie, w samym papersie i szczerze szczerzy się.</p>
<p>Tak to z kupą bywało, a nie wątpię, że jeszcze wiele ciekawych przygód przed nami.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Wizyty i wizytacje]]></title>
<link>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/06/wizyty-i-wizytacje/</link>
<pubDate>Fri, 06 Nov 2009 22:03:28 +0000</pubDate>
<dc:creator>rodzinkaa</dc:creator>
<guid>http://rodzinkaa.wordpress.com/2009/11/06/wizyty-i-wizytacje/</guid>
<description><![CDATA[Skoro jesteśmy w maminym rodzinnym mieście, postanawiamy z małą zobaczyć starych znajomych i rodzinę]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Skoro jesteśmy w maminym rodzinnym mieście, postanawiamy z małą zobaczyć starych znajomych i rodzinę, ewentualnie dać się im odwiedzić. Liczne spotkania przebiegają w serdecznej i życzliwej atmosferze zachwytów nad dzieciną, nierzadko kończą się obsypaniem Tutuśka nieoczekiwanymi prezentami, no i w ogóle buziaczkami, uściskami i ochami i achami.</p>
<p>Ale jak łatwo wizytę zmienić w wizytację?. Wystarczy kilka mimochodem rzuconych uwag. „O, głodna. Nakarm ją.”, „Ale ma zimne rączki.”, „Ale ma zimne nóżki.”, „A może dać jej biszkopcika?”, „Przykryj ją.”, „Bez czapki?” itd. itp. I co najśmieszniejsze, w tych życzliwych radach nie przodowały wcale przedstawicielki starszego pokolenia, ale moje rówieśniczki, świeżo upieczone mamy, które same niedawno stawiały pierwsze kroki w opiece nad dzidziulem. <img src='http://s.wordpress.com/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Ale dobrze jest, ja wiem, że te rady – porady płyną z życzliwego serca, bardzo dziękuję, ale my będziemy robić po naszemu.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[TTC - Ride the Rocket?]]></title>
<link>http://kobietapracujaca.wordpress.com/2009/11/05/ttc-ride-the-rocket/</link>
<pubDate>Fri, 06 Nov 2009 04:25:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>kobietapracujaca</dc:creator>
<guid>http://kobietapracujaca.wordpress.com/2009/11/05/ttc-ride-the-rocket/</guid>
<description><![CDATA[Ride the Rocket czyli Jedź Rakietą &#8211; w taki sposób reklamuje się torontońska komunikacja miejs]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>Ride the Rocket czyli Jedź Rakietą &#8211; w taki sposób reklamuje się torontońska komunikacja miejska (TTC &#8211; Toronto Transit Commission). Prawda jest taka, że Toronto jest miastem wspaniałym, mieszka się tu świetnie, ludzie są przyjaźni, jest mnóstwo wszelakich atrakcji itp itd. Ale, trzeba przyznać otwarcie i szczerze, że komunikacja tutaj nawala na całej linii, a właściwie dwóch liniach&#8230; metra. Tak, znaczna część tutejszej populacji musi polegać na dwóch podstawowych liniach metra, wschód-zachód (zielona) i północ-południe-północ (żółta). Są jeszcze dwie linijki &#8211; fioletowa i niebieska, ale one maja po kilka przystanków i prowadzą na obrzeża miasta.</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-433" title="ttc-map" src="http://kobietapracujaca.wordpress.com/files/2009/10/ttc-map.gif" alt="ttc-map" width="500" height="280" /></p>
<p>Pomiędzy stacjami kursują autobusy i tramwaje. Autobusy najczęściej jeżdzą dosyć rzadko a tramwaje, w zależności od linii, jeżdzą co 5-10 minut. To znaczy według rozkładu tak jeżdzą, bo w rzeczywistości to wygląda tak, że przez długi czas nie jedzie nic, a potem trzy tramwaje na raz się zjawiają. Tramwaje są stare, trzeba wchodzić po wysokich schodach, a przy wysiadaniu trzeba najpierw nadepnąć na schodek, bo inaczej drzwi się nie otworzą. Do tramwaju trzeba wejść przez przednie drzwi tylko i uiścić opłatę. Wysiada się drzwiami tylnymi, które są na środku wagonu. Tył, nieco węższy niż środek, zazwyczaj jest pustawy bo nikt tam się nie chce pchać, bo potem trudno się wydostać przy wysiadaniu</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-435" title="tramwaj" src="http://kobietapracujaca.wordpress.com/files/2009/10/tramwaj.jpg" alt="tramwaj" width="490" height="287" /></p>
<p>(tramwaje są zazwyczaj jednowagonowe, rzadko takie jak ten na zdjęciu, no i są najczęściej czerwone)</p>
<p>W efekcie, wszyscy się kłębią przy motorniczym, z tyłu jest miejsce, a motorniczy nie wpuszcza nowych pasażerów &#8220;bo nie ma miejsca&#8221;. Czasem się zdarza, że motorniczy(-a) niezbyt miłym głosem pohukuje na pasażerów żeby się posunąc &#8220;bo inaczej nie pojedzie dalej&#8221;. Zdarza się, że motorniczy sobie zatrzyma tramwaj na przystanku, zamknie drzwi i pójdzie się wysikać/kupić kawę/jedzenie chińskie na wynos (odpowiednie podkreślić) przy czym cały ruch oczywiście się tamuje. Tramwaje nie mają swoich dróg, muszą je dzielić z autami, autobusami i rowerami. W efekcie tego wszystkiego, ta sama trasa tramwajem może trwać od 5 do 50 minut (może trochę przesadzam, ale nie bardzo). W tramwajach nie ma klimatyzacji, a przynajmniej w 95% nie jest włączana, zimą natomiast można przymarznąć do podłoża albo nabawić się zdrętwienia karku od wiatru wiejącego przez okno. Towary przewożone tramwajem są przeróżne, więc czasem można wejść w jakąś rybę z Chinatown albo kawę stojącą na podłodze. Tramwaje jeżdża głównie po centrum, wzdłuż głównych ulic, ze wschodu na zachód (z południa na północ prowadzi metro, więc po co więcej?). Przez kilka lat jeździłam do pracy tramwajem, więc mam wiele wspomnień.</p>
<p>Teraz natomiast jeżdzę metrem&#8230; Już sama nie wiem co lepsze, albo gorsze raczej. Metro z roku na rok robi się coraz bardziej zatłoczone, przybywa nowych ludzi, ze wszech stron słyszy się nawoływania żeby jeździć publicznym transportem i chronić środowisko, co z tego skoro drogi też są zapchane, parkingi nieziemsko drogie, więc sporo ludzi decyduje się na ten środek transportu. Codziennie rano jadę najpierw linią zieloną a potem muszę się przesiąść na żółtą. Cała akcja wymaga niezłej wprawy. Trzeba wiedzieć w który wagon wsiąść żeby się udało szybko wyskoczyć i przesiąść na drugą linię, bo jak się utknie w tłumie to można czasem i dwa pociągi przepuścić zanim się wsiądzie. Ostatnio na stacji przesiadkowej Yonge / Bloor postawiono panów strażników, którzy pilnują żeby ludzie nie wciskali się do wagonów po sygnale. Ostatnio wprowadzono nawet kary dla tych, którzy wciskają się do pociągu jak już drzwi się zamykają.</p>
<p>Jak się już uda wsiąść do metra to jeszcze trzeba dojechać na miejsce, a z tym też różnie bywa. Bardzo często się zdarza, ze pociąg stoi w tunelu i czeka. Powody są różne &#8211; problemy z sygnalizacją, przypadki medyczne w pociągu przed nami, nieznane awarie itp itd. Problem polega w tym, że jest jeden tor, więc jak się gdzieś coś stanie, to nie da się ominąć problematycznego pociągu tylko ustawia się kolejka dopóki awarie nie zniknie. Także tak samo jak tramwajem, nigdy nie wiadomo ile dana droga zajmie.</p>
<p>System biletów jest zupełnie idiotyczny, chyba najbardziej archaiczny z jakim się spotkałam. Za przejazd można płacić gotówką, $2.75 za przejazd albo żetonem, wychodzi $2.25 za przejazd. Żetony można kupować w bardzo niewielu miejscach poza stacjami metra, można kupić 10 w budce metrowej albo 4 albo 8 w automacie. Jak się płaci za pojedynczy przejazd to trzeba wziąć tzw. &#8220;transfer&#8221; żeby móc się przesiąść na inny środek transportu bez ponownego płacenia. Potem się ten transfer pokazuje człowiekowi w budce i można dalej jechać. Poza tym są karty miesięczne, ale można je tylko kupić ($109.00) przez pierwsze kilka dni miesiąca i są ważne od 1 do ostatniego dnia miesiąca. Żadnych cudów jak bywało w Krakowie, że człowiek kupował kartę kiedykolwiek ważną na miesiąc. Bilety tygodniowe są, ale też &#8211; od poniedziałku do niedzieli. Czyli jak ktoś przyjeżdża do Toronto na tydzień, ale od środy do środy, to ma pecha, bo sobie na tygodniowym bilecie nie pojeździ.</p>
<p>Ponoć są plany, projekty, zamierzenia i obietnice, że coś się robi w tym kierunku, żeby ten transport usprawnić. Jakoś tego w praktyce nie widać, na peronach się robi coraz ciaśniej i dojazdy zajmują coraz więcej czasu. Coraz więcej ludzi jednak jeździ metrem, nie tylko dlatego, że nagle wszyscy stają się przyjaźni środowisku, ale po prostu w mieście jest coraz więcej ludzi. Wszyscy się coraz bardziej niecierpliwia i narzekają, ale jak na razie nie zapowiada się żeby niebawem coś się zmieniło na lepsze. Za to od stycznia bilety mają znowu iść w górę&#8230;. Tak więc dla mnie TTC to żadna jazda rakietą, ale Tragiczna Torontońska Codzienność&#8230;</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
