<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>zranienie &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://en.wordpress.com/tag/zranienie/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "zranienie"</description>
	<pubDate>Wed, 06 Jan 2010 10:18:54 +0000</pubDate>

	<generator>http://en.wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[[21]]]></title>
<link>http://kaczanowski.wordpress.com/2009/08/16/21/</link>
<pubDate>Sun, 16 Aug 2009 08:29:37 +0000</pubDate>
<dc:creator>kaczanowski</dc:creator>
<guid>http://kaczanowski.wordpress.com/2009/08/16/21/</guid>
<description><![CDATA[[21] To, że miał na sobie strój baletnicy nie śmieszyło go ani trochę. Co innego małą primabalerinę,]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>[21] To, że miał na sobie strój baletnicy nie śmieszyło go ani trochę. Co innego małą primabalerinę, ta turlała się na łóżku ze śmiechu.<br />
– Wyglądasz jak pajac – bezlitośnie oceniła jego wygląd Toffi. Zamknęła za sobą drzwi i rzuciła mu pod nogi jakieś żelastwo. Odruchowo schylił się po nie. Maczeta, krótki miecz, trójząb i mała tarcza. Schwycił tę ostatnią, chcąc ją podnieść.<br />
– Ufff&#8230;! – zrezygnował, zaskoczony jej ciężarem – Jak można w ogóle coś takiego nosić!<br />
– To nie moment na wygłupy – cukierkowa dziewczyna burknęła niezadowolona – To drewniane atrapy, będziesz grał Spartakusa w Slumberlandzkim Teatrze Wielkim, załatwiłam ci tę rolę.<br />
Z wielkim trudem podniósł maczetę, przyjrzał się jej uważnie.<br />
– Drewniane? Ktoś musiał cię oszukać – ocenił, dotykając palcem jej ostrza. Na kciuku natychmiast pojawiła się krew.<br />
Dziewczyny nawet nie zauważyły, że się zranił. Wymieniły między sobą zawistne spojrzenia.<br />
– Spartakus? Słyszałam, że to kompletna klapa. Podobno lwy są tak zestresowane, że smród jest nie do wytrzymania, ludzie uciekają już po pierwszym akcie – baletnica skrzywiła się zniesmaczona.<br />
– Sporo przytyłaś, to specjalnie dla roli? Grasz słonicę w Nibelungach? – Toffi nie pozostawała jej dłużna.<br />
Zawiązał sobie zraniony palec chusteczką, materiał błyskawicznie nasiąknął krwią. Usłyszeli pukanie do drzwi. Do sypialni zajrzała matka.<br />
– Widzę, że doskonale się bawicie – powiedziała, lustrując jego strój z lekką dezaprobatą, zniesmaczeniem. Wniosła do pomieszczenia dużą, wypchaną walizę, zamaszystym ruchem podała mu ją.<br />
– Ehhhh&#8230; – jęknął pod jej ciężarem. Teraz był obciążony podwójnie, w jednej ręce trzymając maczetę, w drugiej bagaż – Co to?<br />
– Nie poznajesz walizki dziadka? Masz tam płaszcz, taka była jego ostatnia wola, chciał, żebyś w nim chodził – wyjaśniła.<br />
Odstawił ostrożnie walizę, niewystarczająco jednak, bo ta otworzyła się z  hukiem, a jej zawartość wysypała się na dywan.<br />
– Aj! Mógłbyś mieć trochę więcej szacunku! – upomniała go mama.<br />
Wśród rozsypanych rzeczy nie zauważył płaszcza, na dywnaie leżały głównie książki. <em>Najgorsze choroby skóry</em>, odczytał tytuł jednej z nich.<br />
– Dziadek był niesłychanie wykształconym człowiekiem – podkreśliła matka.<br />
Zza jej pleców wyłonił się ojciec, on też miał coś dla niego.<br />
– Powinien być już na ciebie dobry – wręczył mu strój świętego Mikołaja, gruby płaszcz, czapę i sztuczną, białą brodę.<br />
– Kultura nakazuje pukać przed wejściem – matka skomentowała pojawienie się ojca.<br />
Zanosiło się między nimi na kłótnię. Spojrzał w stronę dziewczyn. Toffi, wyraźnie znudzona, wyglądała przez okno. Baletnica udawała, że czyta <em>Podręcznik radzenia sobie z cholerą</em>, który otrzymał w spadku od dziadka. Ziewała przy tym niemiłosiernie.<br />
– Przymierzyłbyś chociaż – zaproponował tata, dając mu przy okazji kuksańca. Chociaż w zamierzeniu miał być lekki, wcale taki nie był.<br />
Zakładając płaszcz poczuł zapach stęchlizny. Strój był o wiele za duży, rękawy sięgały prawie do samej ziemi.<br />
– Na kogo to jest? – zdziwił się.<br />
– Na prawdziwego mężczyznę. Wyglądasz w nim doskonale! – ojciec jakby nie zauważał monstrualnych rozmiarów płaszcza, był bardzo zadowolony.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[[1]]]></title>
<link>http://kaczanowski.wordpress.com/2009/08/15/1/</link>
<pubDate>Sat, 15 Aug 2009 23:09:04 +0000</pubDate>
<dc:creator>kaczanowski</dc:creator>
<guid>http://kaczanowski.wordpress.com/2009/08/15/1/</guid>
<description><![CDATA[[1] Dopiero co zasnął, a już ktoś wszedł do sypialni.  Halabardnik stanął przed jego łóżkiem, zakasz]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<div class='snap_preview'><p>[1] Dopiero co zasnął, a już ktoś wszedł do sypialni.  Halabardnik stanął przed jego łóżkiem, zakaszlał. Nie wyglądał dobrze, chudy, przeraźliwie kościsty, z zapadniętymi policzkami i niezdrowymi cieniami pod oczami. Najstraszniejsze jednak było to, jak bardzo się trząsł.<br />
– Tak ci zimno? Widzę, że jesteś cały przemoczony, powinieneś natychmiast wskoczyć pod kołdrę – doradził przybyszowi, patrząc na niego z zaniepokojeniem.<br />
– Naprawdę? Mogę? – ten odpowiedział z nadzieją.<br />
Ładnie się wkopałem – pomyślał, uświadamiając sobie, że przecież w sypialni jest tylko jedno łóżko, jego własne.  Tymczasem nieszczęśnik zaczął już zdejmować spodnie, jakieś cudaczne pantalony w kolorze bordo. Nie pozostało nic innego, jak wstać z łóżka i zrobić mu miejsce. Gość wgramolił się pod kołdrę, opatulił, cały czas szczękając zębami. Gospodarz spojrzał na buty, które pod łóżkiem zostawił przybysz. Dziwne, zamiast skórzanych wojskowych kozaków leżały tam brudne, mokre baletki.<br />
– Zapewniają nieśmiertelność, ale praktyczne to nie są, szczególnie zimą – halabardnik najwyraźniej zauważył jego zdziwienie i poczuł, że musi się wytłumaczyć.<br />
– Zapalenie płuc murowane – ocenił pomysł noszenia takiego obuwia w środku zimy, równocześnie rozglądając się za swoimi kapciami. Stał na bosaka, w piżamie, wypadało się ubrać przed obcym.<br />
– Lepsze to niż nagła śmierć od jadu węża czy zatrutej strzały. Na twoim miejscu zabrałbym je ze sobą.<br />
– Zabrać ze sobą? Gdzie? – znalazł prawego kapcia pod nocnym stolikiem, wsunął w niego stopę.<br />
– Do Slumberlandu, to chyba jasne.<br />
– Slumberland? – zapytał, kucając by z bliska przyjrzeć się baletkom. Halabardnik już nie zdążył niczego wyjaśnić, chrapał w najlepsze. Trudno, niech się tu wyśpi &#8211; pomyślał. Poczuł, że jest mu zimno, zrobił więc dwa kroki, by podejść do szafy. Otworzył drzwiczki i ledwo zdążył odskoczyć &#8211; na podłogę runęły z hukiem dwie ciężkie halabardy. Co za osioł tu je schował? &#8211; zirytował się. Rumor żelastwa nie zbudził halabardnika, z innych pomieszczeń domu także nie było słychać żadnej reakcji. W szafie ktoś w ogóle wszystko pomieszał, wszystko poprzewracał do góry nogami. Jeszcze wczoraj był tutaj porządek&#8230; Zaczął wyjmować rzeczy i kłaść na krześle, segregować. Koszule, koszulki, kurtka. Spod ubrań powoli wyłaniało się coś drewnianego. Drewniany człowieczek, na nim wszystko było pozawieszane. Nagle przeszedł go dreszcz, poczuł ciarki na plecach. Spojrzał na swoje stopy. Jedna była do połowy ucięta. W dywan wsiąkała krew.</p>
</div>]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Przebaczenie. Uzdrowienie emocjonalnych ran.]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/2009/06/13/przebaczenie-uzdrowienie-emocjonalnych-ran/</link>
<pubDate>Sat, 13 Jun 2009 08:05:50 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/2009/06/13/przebaczenie-uzdrowienie-emocjonalnych-ran/</guid>
<description><![CDATA[Nie ma innego sposobu na oczyszczenie ran z trucizny niż przebaczenie. Musisz przebaczyć tym, którzy]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Nie ma innego sposobu na oczyszczenie ran z trucizny niż przebaczenie. Musisz przebaczyć tym, którzy]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czy można pomóc sobie samemu?  :)]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/2009/01/12/czy-mozna-pomoc-sobie-samemu/</link>
<pubDate>Sun, 11 Jan 2009 23:27:58 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/2009/01/12/czy-mozna-pomoc-sobie-samemu/</guid>
<description><![CDATA[W ostatnich latach psychiatrzy i psychologowie stworzyli terapię poznawczą, która pomaga w walce z d]]></description>
<content:encoded><![CDATA[W ostatnich latach psychiatrzy i psychologowie stworzyli terapię poznawczą, która pomaga w walce z d]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Uzdrowienie cierpienia z przeszłości]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/2008/11/14/uzdrowienie-cierpienia-z-przeszlosci/</link>
<pubDate>Thu, 13 Nov 2008 22:43:10 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/2008/11/14/uzdrowienie-cierpienia-z-przeszlosci/</guid>
<description><![CDATA[Kiedyś przyszła do mnie kobieta w wieku około 30 lat. W momencie przywitania wyczułem ból, skrywany ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Kiedyś przyszła do mnie kobieta w wieku około 30 lat. W momencie przywitania wyczułem ból, skrywany ]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[Czy bycie wrażliwym ma zawsze złe skutki?]]></title>
<link>http://zenforest.wordpress.com/2008/02/05/czy-bycie-wrazliwym-ma-zawsze-zle-skutki/</link>
<pubDate>Tue, 05 Feb 2008 18:53:54 +0000</pubDate>
<dc:creator>zenforest</dc:creator>
<guid>http://zenforest.wordpress.com/2008/02/05/czy-bycie-wrazliwym-ma-zawsze-zle-skutki/</guid>
<description><![CDATA[MIT: „Bycie wrażliwym ma zawsze złe skutki&#8221;. W poprzednich rozdziałach zrozumiałeś, że tylko t]]></description>
<content:encoded><![CDATA[MIT: „Bycie wrażliwym ma zawsze złe skutki&#8221;. W poprzednich rozdziałach zrozumiałeś, że tylko t]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
